my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2020

Eva García Sáenz de Urturi - "Cisza białego miasta"

Autor: Eva García Sáenz de Urturi
Tytuł: Cisza białego miasta
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 576
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller

Hiszpańskie miasto Vittoria jest spokojne i znane wśród turystów z pięknych zabytków. Pewnego dnia mieszkańcami miasta wstrząsa wiadomość o popełnieniu morderstwa. Zostają zamordowane dwie osoby - kobieta i mężczyzna. Zbrodnia ta to złudzenia przypomina zbrodnie popełnioną przed dwudziestoma latami przez Tasio Ortiz'a de Zárate. Okazuje się także, że Tasio niedługo wychodzi na pierwszą przepustkę z więzienia. Ludzie są przerażeni, a strach coraz bardziej narasta.

Prowadzenie tego trudnego i okrutnego śledztwa przypada dla śledczego o imieniu Unai López de Ayala, nazywanego przez znajomych „Krakenem”. Pomimo tego, że specjalizuje się on w profilowaniu kryminalnym, szybko okazuje się, że będzie to najtrudniejsze śledztwo w jego dotychczasowej karierze. Morderca jest przebiegły i inteligentny, ale Unai również. Czy uda mu się rozwikłać, kto jest zabójcą?

"Cisza białego miasta" to pierwsza część trylogii Białego Miasta autorstwa hiszpańskiego autora. Od dawna słyszałam same pozytywne opinie na temat tej serii. I muszę przyznać, że te pochlebne recenzje są jak najbardziej na miejscu. "Cisza białego miasta" to świetnie skonstruowany kryminał, który został dopracowany przez autora w każdym calu. W tej powieści spodobało mi się wszystko, począwszy od interesującej fabuły, zakończywszy na świetnie wykreowanych postaciach. Największą zaletą tego tytułu jest zdecydowanie dopracowany pomysł na fabułę. Wraz z rozwojem akcji było dla mnie oczywiste, że pisarz - Eva García Sáenz de Urturi poświęcił wiele czasu i pracy na skonstruowanie tak ciekawej i szczegółowej fabuły. Dodatkowo akcja jest bardzo dynamiczna i czytelnik nie ma ani chwili na wzięcie oddechu. "Ciszę białego miasta" czyta się naprawdę świetnie z nieustającym napięciem i niepokojem.

"Cisza białego miasta" to bardzo dobry wstęp do trylogii. Całą książkę czytałam z wypiekami na twarzy ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń. Im było bliżej do zakończenia, tym rosło napięcie, aż w końcu osiągnęło punkt kulminacyjny. Samo rozwiązanie śledztwa i zagadka kto jest mordercą bardzo mi się spodobało. Nie zawiodłam się. Polecam!
Moja ocena: 8/10


piątek, 21 lutego 2020

PRZEDPREMIEROWO: Nicola Rayner - "Dziewczyna, którą znałaś"

Autor: Nicola Rayner
Tytuł: Dziewczyna, którą znałaś
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: W.A.B.
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
Premiera: 26.02.2020r.

Alice Bell wydaje się mieć idealne życie. Wiedzie udaną karierę prawniczki, jej mąż George Bell rozwija swoją polityczną ścieżkę, na dodatek małżeństwo ma piękny dom. Z zewnątrz wydaje się być prawdziwą sielanką. Pewnego dnia Alice w pociągu widzi kobietę do złudzenia przypominającą studentkę Ruth z jej przeszłości. Jednak to musi być niemożliwe, bowiem Ruth utonęła. Szybko okazuje się, że mąż Alice - George spotykał się z Ruth na pierwszym roku studiów na uniwersytecie. Alice rozpoczyna swoje własne prywatne śledztwo, ponieważ nie opuszcza ją złe przeczucie, że coś jest nie tak...

Śledztwo Alice zaprowadza szybko do siostry Ruth, Naomi. Dziewczyna nadal nie potrafi pogodzić się ze stratą swojej siostry. Naomi ciągle wraca pamięcią do studenckich czasów, próbując rozwikłać zagadkę z przeszłości...

Czy uda się w końcu dowiedzieć, co się się stało z Ruth tej feralnej nocy?

"Dziewczyna, którą znałaś" to świetnie napisana powieść, którą czytałam z dużym napięciem i ciekawością. Jest ona reklamowana jako podobna do "Dziewczyny z pociągu", którą czytałam. Moim zdaniem "Dziewczyna, którą znałaś" jest o wiele lepsza niż książka do której jest ona porównywana. To przede wszystkim thriller, który wciąga już od pierwszej strony. Zawiera on wszystkie elementy, które czynią z niego dobrą książkę. Lekkie pióro, stopniowe budowanie napięcia przez autorkę, ciekawe postaci oraz wciągająca fabuła. "Dziewczyna, którą znałaś" to tytuł, który wręcz "sam" się czyta. 

Bardzo dużą zaletą tej książki jest sposób prowadzenia narracji przez autorkę. Nicola Rayner przedstawia kilka punktów widzenia różnych postaci. Tak więc w "Dziewczynie, którą znałaś" czytelnik czyta o różnych wydarzeniach z perspektywy Alice, Kat oraz Naomi - przyjaciółek Ruth z przeszłości. Bardzo mi się spodobał ten zabieg, choć przyznaję, że początkowo miałam trudności z dobrym rozeznaniem się w akcji, ponieważ pisarka dodatkowo porusza jeszcze wątki z teraźniejszości, a także z przeszłości. Buduje to napięcie w czytelniku, jak powoli odkrywa się coraz to więcej tajemnic. Pojawia się coraz więcej niewiadomych, aż prowadzi do to kulminacyjnego punktu - finału. Nicola Rayner krok po kroku przeprowadza czytelnika przez różne intrygi i zagadki, pozwalając nam samym domyśleć się jakie będzie zakończenie... Dzięki temu sama czułam się jakbym ja też była detektywem, tak jak główna protagonistka Alice.

"Dziewczyna, którą znałaś" to bardzo dobry thriller, pełen zagadek i tajemnic. Dosłownie nie mogłam się od niego oderwać. Czytanie tej książki przypominało mi trochę układanie puzzli, tak, aby każdy element do siebie pasował. Każda intryga w tej powieści się piętrzy aż w końcu wszystko zaczyna się układać w jedną spójną całość. Serdecznie polecam!
Moja ocena: 8/10


piątek, 14 lutego 2020

Tahereh Mafi - "Gdyby ocean nosił Twoje imię"


Autor: Tahereh Mafi
Tytuł: Gdyby Ocean nosił Twoje imię
Wydawnictwo: WeNeedYa
Liczba stron: 315
Gatunek: literatura młodzieżowa

Shirin jest siedemnastoletnią muzułmanką i nie ma łatwego życia wśród młodzieży. Musi sobie radzić z wieloma obelgami i uprzedzeniami, zwłaszcza od głośnego zamachu z 11 września. Shirin wie jak okropni potrafią być ludzi, ale ze wszystkich sił stara się być silna i nie złamać się pod presją otoczenia. Nie rozumie jednak jak noszenie hidżabu może wywoływać tak negatywne reakcje poprze zwykłe uprzedzenia ludzkie. Ucieczką od rzeczywistości dla nastolatki staje się taniec. Pewnego dnia jednak poznaje innego ucznia - Ocean'a James'a. Chłopak od razu przyciąga jej wzrok, choć Shirin wie, że nie powinna pakować się w żadne związki. Jednak Ocean jest nieustępliwy... 

"Gdyby Ocean nosił Twoje imię" to książka, o której jest głośno od kilku miesięcy. Nie jestem wcale tym faktem zdziwiona, bowiem Tahereh Mafi jest bardzo znaną pisarką. Pokochały ją miliony czytelników na świecie, w tym ja, za serię "Dotyk Julii". Byłam bardzo ciekawa jak autorka sprawdzi się w nieco innej odsłonie. I przyznaję szczerzę, że się nie zawiodłam. "Gdyby Ocean nosił Twoje imię" to bardzo solidna historia o rasizmie, radzeniu sobie z innością i o odrzuceniu przez rówieśników. Opowieść snuta przez Mafi wciąga czytelnika w swój świat od samego początku. Tak naprawdę my, jako ludzie czasem nie zdajemy sobie sprawy jak potrafimy być okrutni i ile możemy sprawić cierpienia innym swoimi złośliwymi uwagami. Główna bohaterka Shirin na co dzień musi zmagać się z okrucieństwem, tylko dlatego, że ludzie są uprzedzeni do muzułmanów, a ona nosi hidżab. Ludzie zapominają, że nie każdy muzułmanin to zamachowiec. Inność jest piętnowana. To bardzo ważny przekaz płynący z tej historii.

"Gdyby Ocean nosił Twoje imię" jest świetnie napisaną historią. Muszę przyznać, że ja po prostu uwielbiam warsztat pisarski Tahereh Mafi. Tworzy ona nie tylko zapierające dech w piersiach historie, ale po prostu bardzo dobrze je pisze. Jej pióro jest jednocześnie lekkie i proste, a przy tym bardzo absorbujące, charakterystyczne i plastyczne. Jej fani bez problemu mogą zawsze rozpoznać, że to jest właśnie książka Tahereh Mafi. Ze względu na kunszt pisarski autorki czytanie tej powieści było prawdziwą przyjemnością, szybko sunęłam po zapisanych kartach. Dodatkowo w czasie czytania nieustannie towarzyszyło mi uczucie napięcia i ciekawości, byłam zaintrygowana tym, co Mafi przygotowała swoim czytelnikom. Najwięcej obaw budziło moje zakończenie, jednak bezpodstawnie - na początku miałam do niego zastrzeżenia, ale po kilku przemyśleniach stwierdzam, że autorka zakończyła całą historię w idealny sposób.

"Gdyby Ocean nosił Twoje imię" to dopracowana i wciągająca historia, która skłania czytelnika do refleksji. Rasizm jest okropny i piętnowanie kogoś tylko ze względu na kolor skóry czy wyznawaną religię jest wielką niesprawiedliwością tego świata, z którą trzeba walczyć.
Moja ocena: 8/10

instagram.com/xrosexmarie

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Colleen Hoover - "Without Merit"

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Without Merit
Wydawnictwo:  Moondrive/Otwarte
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura młodzieżowa

Siedemnastoletnia Merit Voss zdecydowanie nie ma normalnego życia. Mieszka w domu, który kiedyś był kościołem wraz z ojcem, macochą, siostrą bliźniaczką, dwoma braćmi, a także swoją... matką. Matką, która jest schorowana, po przebytej ciężkiej chorobie - raku i mieszka w piwnicy przerobionej na małą kawalerkę. Merit zmaga się z wieloma problemami. Jej siostra bliźniaczka Honor jest od niej we wszystkim lepsza, a jej brat Utah stanowi odzwierciedlenie idealnego starszego brata. A najmłodszy przyrodni 4-letni braciszek Moby jest po prostu dzieckiem i wszyscy go lubią. Merit czuje, że mając perfekcyjne rodzeństwo odstaje od reszty rodziny i do niej nie pasuje. Nastolatka coraz bardziej zaszywa się w domu, rezygnuje ze szkoły, ze znajomych... A życie powoli zaczyna ją przerastać, prowadząc do tragicznych w skutkach wydarzeń.

Zawsze bardzo ceniłam twórczość amerykańskiej pisarki Colleen Hoover. To fantastyczna autorka powieści z gatunku young adult oraz new adult. "Without Merit" to kolejna jej książka, po którą sięgnęłam i która bardzo mi się spodobała. To, za co lubię panią Hoover to fakt, że jej powieści zawsze niosą za sobą jakąś dobrą wartość i przesłanie. W historii Merit tym przesłaniem jest to, że depresja dotyka absolutnie każdego, nawet jeżeli my twierdzimy, że jest inaczej. To choroba, która atakuje znienacka. Wiele osób sądzi, że depresja oznacza leżenie w łóżku, zamknięcie się kompletnie w domu, zaniedbanie siebie. To nie do końca tak jest. Często osoby z depresją normalnie pracują, ukrywając wszystko przed innymi. Bardzo się cieszę, że Colleen Hoover poruszyła ten temat jako główny motyw powieści "Without Merit". Po jej książki sięga w dużej mierze młodzież, więc jestem pewna, że niejednemu czytelnikowi pozwoliła ona na uświadomienie sobie jak ważnym problemem jest depresja.

"Without Merit" oprócz ciekawej fabuły i charakterystycznego lekkiego pióra Colleen Hoover zawiera także dużo zabawnych i humorystycznych scen. Bardzo mi się spodobało to połączenie trudnego tematu z lekką dozą humoru. Sprawiło to, że cała fabuła wydawała mi się bardziej przystępna i interesująca. Colleen Hoover w "Without Merit" ukazuje skomplikowane relacje rodzinne. Wszystko jest z perspektywy Merit, to, jak czuje się niezrozumiana i mniej idealna od reszty rodzeństwa. 

"Without Merit" porusza ważny temat, wobec którego nie można przejść obojętnie - depresję. Autorka uświadamia, że może ona spotkać absolutnie każdego. Gdy tylko zaczęłam czytać tą powieść, dosłownie nie mogłam jej odłożyć, a ze względu na małą objętość skończyłam ją czytać w kilka godzin. Wiele osób twierdzi, że ta książka jest dobra, ale nie tak jak inne książki pani Hoover. Nie zgadzam się. Uważam, że jest równie świetna. Polecam!
Moja ocena: 8/10

środa, 13 listopada 2019

Colleen Hoover - "November 9"

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: November 9
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 336
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Pewnego dnia, a dokładnie 9 listopada poznają się dwie osoby: Fallon oraz Ben. Ten dzień na zawsze zmienia ich życie. Oboje są sobą zauroczeni od samego początku, lecz postanawiają, że w obecnych momentach ich życia nie potrzebują związku, który według nich, nie pozwoli im w pełni rozwinąć skrzydeł. Ben oraz Fallon postanawiają więc spotykać się co roku, 9 listopada przez pięć lat. Ich wzajemna fascynacja jest tak silna, że postanawiają oni, aby dać sobie chociaż jeden dzień w roku... Jednak nie więcej.

Tak rozpoczyna się ich ciekawa przygoda, która na zawsze odmieni ich życie...

Każda książka napisana przez Colleen Hoover niesie za sobą niezapomnianą przygodę. Nie inaczej było także w przypadku "November 9", o której słyszałam od wielu fanów, że jest to najlepsza powieść pani Hoover. Moim zdaniem nie jest najlepsza, ponieważ większe wrażenie wywarł na mnie tytuł "It ends with us", niemniej "November 9" to wciąż niezwykle wciągająca i ciekawa historia. Colleen Hoover napisała o dwójce zagubionych, lecz ambitnych młodych ludziach, którzy nie chcą stawiać miłości i związku ponad wszystko inne, dlatego wiec postanawiają, aby spotykać się co roku, tego samego dnia przez pięć lat. Sam pomysł na tą historię jest nietypowy i zdecydowanie zyskał moje uznanie, choć przyznaję, że z trudem mogłabym uwierzyć, że podobna historia zdarza się w rzeczywistości. Ciężko mi uwierzyć, że dwie osoby pomiędzy którymi jest niezaprzeczalna chemia mogłyby z tego zrezygnować... To jednak fikcja literacka, która rządzi się swoimi prawami. Niemniej uważam, że taki pomysł spotykania się co roku przez pięć lat jest rozsądną ideą. Fallon oraz Ben poznali się w młodym wieku, wczesny związek nie pozwoliłby im na wystarczające rozwinięcie skrzydeł. Poprzez spotykanie się raz w roku upewnili się oni, że jedynie ich potrzeby oraz będą najważniejsze, a nie potrzeby drugiej osoby. Często spotyka się związki, w których jedna strona jest zdominowana przez drugą. Jedna strona bardziej zaniedbuje siebie, stawiając na piedestał potrzeby ukochanego. Nie jest to zdrowe podejście. Uważam, że trzeba dojrzeć do poważnego związku, w którym obie osoby będą mogły rozwijać się w zadowalający dla siebie sposób.

Colleen Hoover to od lat jedna z moich ulubionych pisarek. Jej powieści praktycznie zawsze mi się podobają i sięgając po nie wiem, że się nie zawiodę. Pani Hoover pisze nie tylko niezwykle ciekawie, tworzy także bohaterów z krwi i kości, a jej książki niosą również za sobą wiele uniwersalnych prawd. „November 9” poniekąd jest o tym, jak ważne jest, aby na pierwszym miejscu stawiać swoje potrzeby i ambicje, a nie miłość. Najważniejsza jest bowiem miłość do samego siebie. 
Serdecznie polecam!
Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 2 września 2019

Katherine Center - "Milion nowych chwil"

Autor: Katherine Center
Tytuł: Milion nowych chwil
Wydawnictwo: Muza S.A.
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Dwudziestoośmioletnia Margaret Jacobsen wydawałoby się, że ma idealne życie. Zdobyła świetne wykształcenie, ma dobrego partnera i za chwilę rozpocznie wymarzoną pracę. Ponadto w walentynki kobieta spodziewa się oświadczyn od swojego partnera - Chipa. Właśnie w feralne walentynki para wybiera się na lot cessną, pilotowany przez Chipa. Tego dnia dochodzi do tragicznego w skutkach wypadku. Maggie zostaje poważnie ranna, natomiast Chip wychodzi z tragicznego wypadku praktycznie bez szwanku. Od tej pory życie Maggie zmienia się diametralnie. Kobieta trafia do szpitala i będzie musiała nauczyć się życia całkiem na nowo... Mając w tym wsparcie swoich bliskich, a także swojego fizjoterapeuty. Czy Maggie uda się przezwyciężyć wszystkie trudności?

"Milion nowych chwil" to książka reklamująca się hasłem, że jeśli w 2019 roku miałabym przeczytać jedną książkę, to byłaby właśnie ta książka. Szczerze mówiąc jako prawdziwy mól książkowy, chyba nie potrafiłabym wybrać jednej książki, którą chciałabym przeczytać w ciągu jednego roku, ponieważ jest to dla mnie niemożliwe. Niemniej, "Milion nowych chwil" plasowałaby się na pewno w pierwszej czołówce. Ta powieść pomimo swojej fabuły jest bardzo pozytywna i nastraja samymi ciepłymi emocjami. Przyznam szczerze, że sam pomysł na fabułę jest może lekko zbyt schematyczny, w końcu wiele już mamy powieści o przezwyciężaniu życiowych trudności. Pomimo tego książka ta bardzo mi się spodobała, a na samym końcu nawet się wzruszyłam.

"Milion nowych chwil" posiada wielu ciekawych bohaterów. Przyznam szczerze, że najbardziej ucieszył mnie chyba fakt, że główna bohaterka nie okazała się irytująca, ale przede wszystkim prawdziwa w swoim cierpieniu. Maggie to postać, która inspiruje i która walczy, pomimo tego, że czasem nawet jej samej zabrakło sił. Oprócz głównej bohaterki na plan wysuwają się także ci drugoplanowi, m.in. Kitty oraz Ian. Niesamowicie polubiłam tą dwójkę nie tylko za wsparcie, które okazywali Maggie, ale także za siłę i niezłomność ich charakterów.

"Milion nowych chwil" to opowieść o walce z przeciwnościami losu i odnajdywaniu nowej drogi w życiu po tragicznym wypadku. To pełna ciepła historia, która daje nadzieję na lepsze jutro. Katherine Center ukazuje, że nawet w pozornie najgorszej sytuacji może w końcu wyjść słońce. Spędziłam naprawdę świetny czas czytając tą powieść. Serdecznie polecam!
Moja ocena: 8/10


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Samantha Young - "Zapomnieć o przeszłości"


Autor: Samantha Young
Tytuł: Zapomnieć o przeszłości
Wydawnictwo:  Burda Książki
Liczba stron: 452
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Samantha Young to jedna z moich ulubionych pisarek. Uwielbiam jej powieści na interesującą i wciągającą fabułę, a jednocześnie za jej niezwykle dokładny i dopracowany warsztat pisarski. Po skończeniu serii "On Dublin Street" i wzruszającym pożegnaniu z ulubionymi bohaterami, z którymi zżyłam się na przestrzeni kilku lat przygody z tym cyklem, nadszedł czas na lekturę nowych powieści tej pisarki. I tak mój wybór padł na "Zapomnieć o przeszłości".

Alexa Holland pracuje jako asystentka znanego fotografa Benita. Kobieta lubi swoją pracę i sprawia jej ona duży satysfakcji. Jest odpowiedzialna i ma dobrze poukładane życie. Pomimo ciężkich doświadczeń i trudnej przeszłości bohaterka świetnie sobie radzi w życiu. Alexa nigdy bowiem nie mogła liczyć na wsparcie od swojej rodziny. Jej matka umarła, a obecność jej ojca w jej życiu praktycznie nie istnieje. Ponadto Alexa ma żal do swojego ojca o wiele animozji z przeszłości. Pewnego dnia przy okazji kolejnego zlecenia w pracy kobieta poznaje Caine Carraway'a. Mężczyzna ten dla wielu jest prawdziwą inspiracją, doszedł on bowiem do swojego sukcesu całkowicie sam. Stał się on jedną z najbogatszych osób w Bostonie dzięki swojej ambicji i upartości. Ścieżki Alexy i Caine niespodziewanie się krzyżują, a bardzo szybko okazuje się, że tych dwoje łączy wspólna przeszłość...

"Zapomnieć o przeszłości" to kolejna świetna książka stworzona przez panią Young. Jednak przyznaję, że po przeczytaniu całej serii "On Dublin Street" po prostu nie mogłam się powstrzymać od porównywania tych książek ze sobą. Odniosłam tym samym trochę wrażenie, że te wszystkie powieści są do siebie bardzo podobne... Niektóre opisy, pewne schematy powtarzają się. Na pewno początkujący czytelnik w twórczości tej pisarki tego nie odczuje, ja jednak trochę to odczułam. Mimo wszystko "Zapomnieć o przeszłości" bardzo mnie wciągnęło. Kunszt pisarski Samanthy Young jest fantastyczny, a jej zdolność do kreowania fabuły i bohaterów naprawdę jest zachwycająca! Rzadko się zdarza, aby powieści obyczajowe i romanse były naprawdę wciągające i dobre. Zazwyczaj odprężają, pozwalają się odstresować, ale to tyle... A tymczasem twórczość Samanthy Young to coś zgoła innego. To jest naprawdę dobra pisarka, która ma talent do tworzenia powieści, które są przesycone emocjami i dramatami.

Alexa Holland i Caine Carraway to bohaterowie, których polubiłam i z którymi się zżyłam od samego początku. Zresztą, nie sposób było tego nie zrobić. Oboje "dają się lubić", mają charakterek, a ich ciężkie doświadczenia sprawiają, że są prawdziwi i realni. To postacie, z którymi czytelnik może się utożsamić i którzy wzbudzają emocje. Bardzo spodobał mi się fakt, że pomimo trudnej przeszłości oboje się nie załamali, wręcz przeciwnie - ciężko pracowali na swój sukces. 

"Zapomnieć o przeszłości" to kolejna przeczytana przeze mnie książka Samanthy Young. Z pewnością nie ostatnia. Utwierdziła mnie ona w przekonaniu, że Samantha Young z pewnością jedna z moich ulubionych pisarek. Uwielbiam ją za jej styl pisania, za bohaterów z krwi i kości, za umiejętność kreowania fascynującej fabuły. Nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejne książki tej pisarki!
Moja ocena: 8/10

wtorek, 16 lipca 2019

Samantha Young - "W poświacie księżyca"

Znalezione obrazy dla zapytania w poświacie ksiezyca
Autor: Samantha Young
Tytuł: W poświacie księżyca
Wydawnictwo:  Burda Publishing House
Liczba stron: 432
Gatunek: romans, literatura obyczajowa

"W poświacie księżyca" to ostatni, szósty tom poczytnego cyklu On Dublin Street autorstwa szkockiej pisarski Samanthy Young. Pierwszą część serii "Wbrew zasadom" miała swoją premierę w 2013 roku w Polsce. I właśnie od tamtego czasu jestem wierną fanką tego cyklu. Pani Young stworzyła serię, która absolutnie skradła moje serce. Ja wiem, że to są tylko, albo aż romanse, ale są naprawdę świetne! Dostarczyły mi mnóstwo różnych emocji, udowodniły, że każdy zasługuje na szczęście, nawet pomimo ciężkich doświadczeń i przeżyć. Bardzo się cieszę, że lektura ostatniego tomu jest już za mną, ale jednocześnie czuję nostalgię i smutek, że to już koniec.

Logan spędził dwa lata w więzieniu, płacąc za błąd popełniony w przeszłości. Po wyjściu z więzienia mężczyzna mając wsparcie swojej rodziny i przyjaciół. Bohater przeprowadza się do nowo wynajętego mieszkania. Szybko okazuje się, że jego sąsiadką jest urocza Grace. Kobieta, podobnie jak Logan ma za sobą ciężką przeszłość, uciekła ona bowiem od swojej rodziny do Edynburga. Ścieżki tych obojga niespodziewanie krzyżują się poprzez jedno zdarzenie, które zaskakuje ich oboje. Pomimo przeciwności losu, tych oboje zaczyna łączyć nić porozumienia. Czy uda im się przezwyciężyć ich ciężkie doświadczenia i odnaleźć szczęście?

Przed lekturą pierwszego tomu serii On Dublin Street - "Wbrew zasadom" nie byłam zbytnią fanką romansów. Zmieniło się to dopiero, gdy sięgnęłam po ten cykl. Samantha Young udowodniła, że nawet pozornie schematyczne romanse mogą być ciekawe i wzruszające. Autorka dostarczyła mi wielu wzruszeń, emocji i radości. Po przeczytaniu sześciu tomów wiem, że ta seria jest trochę sztampowa, ponieważ wszystkie wydarzenia w tych powieściach wydają się przebiegać w bardzo schematyczny sposób. Mamy trudne doświadczenia, pragnienie odnalezienia szczęścia i brak zaufania... Ale nawet ta sztampowość mi w tym cyklu nie przeszkadza, ponieważ autorka nadrabia całą resztą. Ma świetny, lekki kunszt pisarski, bohaterowie są z krwi i kości, a sama fabuła jest dobrze przemyślana i wciągająca.


"W poświacie księżyca" dorównuje poziomem swoim poprzednikom. To bardzo dobrze napisany romans, idealne zwieńczenie finału serii, które napełniło mnie nostalgią i wzruszeniem.  Ja jako czytelniczka bardzo zżyłam się ze wszystkimi bohaterami na przestrzeni kilku lat przygody z tą serią. Zdecydowanie polecam cykl On Dublin Street nie tylko nieuleczalnym romantyczkom! Ja mogę z pewnością powiedzieć, że sięgnę jeszcze po inne powieści tej pisarki.
Moja ocena: 8/10


poniedziałek, 17 czerwca 2019

Alessadra Torre - "Drań z Hollywood"

Autor: Alessandra Torre
Tytuł: Drań z Hollywood
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 475
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Cole Masten jest jednym z najpopularniejszych i najprzystojniejszych aktorów w Hollywood.
Zainspirowany historią małego miasteczka znajdującego się na południu w Georgii o nazwie Quincy postanawia tam wyprodukować swój pierwszy film. Summer Jenkins mieszanka Quincy upatruje w przyjeździe filmowców swojej szansy na wyrwanie się z małego miasteczka. Na pierwszy rzut oka Cole i Summer nie mogą się od siebie bardziej różnić. Jednak pomimo ewidentnych różnić coś zaczyna ich do siebie przyciągać. A ostatecznie wydarzy się także coś, co zaskoczy ich oboje...

Summer i Cole to bez wątpienia swoje przeciwieństwa. Jednak pomimo różnic, między nimi zaczyna iskrzyć, choć oboje uparcie unikają przyznania się do tego. Oboje są bohaterami, których niezwykle polubiłam właśnie przez te dzielące ich różnice. Alessandra Torre pokazała, że nawet największe przeciwieństwa mogą się połączyć. Summer jest przyjazna i życzliwa, natomiast Cole jest arogancki i stanowczo zbyt pewny siebie. Jednak coś zaczyna iskrzyć i oboje będą musieli sobie poradzić z tą chemią pomiędzy nimi, szczególnie biorąc pod uwagę dalszy zwrot akcji. 

"Drań z Hollywood" to bardzo dobra książka z gatunków romansu. Ostatnio przekonałam się, że takie powieści niekoniecznie są nudne i schematyczne, a potrafią wciągnąć. Stworzona przez Alessandrę Torre historia pomimo nieco nużącego początku jest świetna. Wraz z dalszym rozwojem akcji wszystko nabiera tempa. Nastąpił pewien zwrot akcji, którego w ogóle się nie spodziewałam i który sprawił, że pomyślałam: "wow, teraz będzie naprawdę interesująco!". Alessandra Torre ma lekki i ciekawy kunszt pisarski, jej bohaterowie są z krwi i kości, a dynamiczna akcja sprawia, że oderwanie się od lektury przychodzi czytelnikowi z trudnością.

"Drań z Hollywood" oprócz głównego wątku - wątku miłosnego, posiada także kilka pobocznych. Wysuwa się tutaj na plan owiana tajemnicą przeszłość Summer. Summer to bohaterka, którą niezwykle polubiłam. Pomimo tego, że jest mieszkanką małego miasteczka, ma swój charakterek i umie postawić na swoim, kiedy jej bardzo zależy. Cole natomiast ma swoją "maskę" pod którą skrywa on swoje prawdziwe ja. Na co dzień hollywoodzki, arogancki aktor, jednak pod tą maską jest całkowicie inny, niż można by na początku przypuszczać. Ta wielowarstwowość bohaterów to zaleta tej powieści. Odkrywanie każdej ukrytej warstwy sprawia czytelnikowi satysfakcję.

"Drań z Hollywood" posiada wszystkie obowiązkowe elementy w romansach. Przyjemny warsztat pisarski autorki, interesująca fabuła, dużo napięć i niespodziewanych emocji. Te wszystkie elementy sprawiają, że to jest naprawdę dobra książka. Zarówno Cole jak i Summer zaznali w swoim życiu wiele cierpień i rozczarowań. Oboje pragną szczęścia i spełnienia, życia wolnego od uprzedzeń i negatywnych emocji. Czytelnik od początku im kibicuje, pragnąc tego samego dla nich. Polecam serdecznie!
Moja ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję księgarni Tania Książka! Powieść tą możecie znaleźć w kategorii książki dla kobiet

Tania książka - Tanie Książki i podręczniki

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Holly Black - "Okrutny książę"

Autor: Holly Black
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 450
Gatunek: fantastyka, literatura młodzieżowa

Jude będąc dzieckiem prowadziła całkowicie normalne i zwyczajne życie ze swoimi rodzicami oraz dwiema siostrami - starszą Vivienne oraz siostrą bliźniaczką Taryn. Jednak tak naprawdę jej rodzina zachowuje tylko pozory normalności, bowiem Vivienne wcale nie wygląda jak człowiek. Ma dziwne, spiczaste uczy zakończone puszkiem i kocie oczy. Jest ona córką elfa, z którym niegdyś matka dziewczyn miała romans. I pewnego, feralnego dnia ojciec Vivienne zjawia się na progu drzwi ich ludzkiego domu. Mężczyzna dokonuje makabrycznej zbrodni i porywa trzy dziewczyny do magicznej krainy elfów zwanej Elysium.

Mija dziesięć lat. Jude, Taryn oraz Vivienne przez te dziesięć lat praktycznie wychowały się na dworze elfów. Jednak główna bohaterka, Jude, ma problemy z dopasowaniem się, w końcu zarówno ona, jak i Taryn są przecież ludźmi, ludzkimi, jedynie odmieńcami wśród elfów. Nastolatka za wszelką cenę chce znaleźć swoje miejsce wśród magicznych istot, a aby to zrobić będzie musiała wykazać się odwagą i przebiegłością. Jude musi bowiem stawić czoło istotom, które nią pogardzają, na czele z okrutnym księciem Cardanem.

"Okrutny książę" to pierwsza część nowej serii  amerykańskiej pisarki Holly Black. To mroczna seria o intrygach na elfim dworze, o czarach, podstępach i żądzy władzy. Muszę przyznać, że choć początkowo moje zainteresowanie tą książką było umiarkowane, to w miarę czytania coraz bardziej wsiąkałam w świetnie wykreowany przez Holly Black świat. Autorka stworzyła naprawdę dopracowany i precyzyjny świat przedstawiony. W powieści nie brakuje długich, lecz nie nudnych opisów, są one ciekawe i pozwalają czytelnikowi puścić wodza wyobraźni. Stworzenie powieści fantastycznej z tak rozbudowanym światem nie jest łatwe, lecz pani Black naprawdę sprostała temu trudnemu zadaniu. Warto podkreślić, że poprzez precyzyjne opisy czytelnik bez problemu może odnaleźć się w fabule i nie czuje żadnego zmieszania ani konsternacji.

Oprócz dopracowanej wizji świata elfów powieść "Okrutny książę" ma szereg innych zalet. Autorka ma bardzo lekki i przystępny warsztat pisarski, co powoduje, że czytanie "Okrutnego księcia" nie sprawia czytelnikowi żadnego wysiłku. Akcja jest wartka i dynamiczna, toczy się błyskawicznie, ale nadal w taki sposób, że czytelnik bez problemu odnajduje się w całej historii. Ponadto cała ta magiczna i baśniowa otoczka jest świetna, ale dodanie do niej krzty mroku sprawia, że do końca lektury nie mogłam się oderwać od czytania. Bardzo mi się spodobał fakt, że Holly Black pomimo początkowo bardzo schematycznych podejść, wprowadziła w akcję zaskakujące elementy, które zmieniły moje postrzeganie tej powieści. Te ciekawe zwroty akcji sprawiają, że "Okrutny książę" jest bardzo przyjemną w odbiorze książką z gatunku fantasy.

Pomimo faktu, że powieści fantastyczne należą do moich ulubionych, to wciąż nie czytałam wiele książek z elfami na planie głównym. Wydaje mi się też, że nie ma aż tak dużo powieści traktujących o magicznych istotach faerie, dlatego bardzo mnie cieszy, że Holly Black stworzyła o nich serię.  Książka "Okrutny książę" to powiew oryginalności, który bez wątpienia wywołuje w czytelniku zaintrygowanie. Połączenie baśniowego klimatu dworu elfów wraz z mrocznym aspektem to strzał w dziesiątkę. Mogłoby się wydawać, że elfy to dobre i miłe stworzenia, jednak Holly Black udowadnia, że wcale nic nie jest takie, jakie się wydaje. Cieszy mnie fakt, że pomimo tego, że na obecnym rynku wydawniczym nie brakuje powieści fantastycznych, Holly Black nadal potrafiła wykazać się oryginalnością i ciekawym pomysłem. 


Za książkę serdecznie dziękuję księgarni Gandalf!
Gandalf.com.pl


niedziela, 14 kwietnia 2019

Lissa Price - "Starter"


Autor:
 Lissa Price
Tytuł: Starter
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Gatunek: fantastyka, fantasy, science-fiction


Callie Woodland to bohaterka, która żyje w świecie zdewastowanym przez wojny bakteriologiczne.
Katastrofa biologiczna zabiła wszystkich ludzi pomiędzy dwudziestym a sześćdziesiątym rokiem życia, skazując jednocześnie wszystkie osierocone dzieci na życie na ulicy. Wojnę przeżyli tylko obywatele - Starterzy i Enderzy, który otrzymali specjalnie stworzoną przez rząd szczepionkę. Starterem właśnie jest Callie, która zmuszona jest do życia na ulicy wraz z młodszym bratem i przyjacielem. Ich życie jest bardzo trudne, nie posiadają oni żadnych praw ani pieniędzy, żywią się tym, co akurat znaleźli, a pomieszkują w opuszczonych budynkach. W przeciwnych warunkach egzystują Enderzy. Dzięki rozwojowi medycyny żyją oni nawet dwieście lat. Są bogaci, żyją w luksusie i niczego im nie brakuje. Oprócz młodości. Tą kwestię rozwiązała jednak firma Prime Destinations, tworząc banki ciał, w których młodzi i biedni Starterzy wypożyczają swoje nastoletnie ciała Enderom. Pewnego dnia główna protagonistka, Callie ma dosyć swojej sytuacji i patrzenia na cierpienie swojego brata i postanawia wypożyczyć swoje ciało firmie Prime Destinations.
Ta decyzja odmienia życie Callie, a od jej podjęcia wszystko zaczyna się komplikować i sypać... A porządek rzeczy, który znała przestaje istnieć,

Sięgając po "Starter" miałam przeczucie, że trzymam w swoich rękach wyjątkową książkę. I się nie myliłam. Ta powieść jest naprawdę świetna. Choć czytałam wiele książek postapokaliptycznych, to "Starter" naprawdę wgniótł mnie w fotel. Lissa Price wykreowała przerażającą wizję świata po katastrofie biologicznej. Na dzisiejszym rynku nie brakuje powieści fantastycznych i science-fiction, dlatego tym bardziej chylę czoła pisarce za stworzenie tak ciekawego i oryginalnego świata. Przyznaję jednak, że zabrakło mi większego rozwinięcia opisów, np. samej wojny bakteriologicznej i szczepionek, które ocalił życie określonej grupie odbiorców. Szkoda, że Lissa Price potraktowała ten temat trochę po macoszemu.

Bardzo polubiłam główną bohaterkę Callie, a także jej gotowość i zdolność do poświęceń. To bohaterka z gatunku tych odważnych, pewnych siebie i bardzo charyzmatycznych. Zdecydowanie jest to protagonistka, która zyskuje sympatię czytelnika. Zabrakło mi jednak ciekawszej kreacji bohaterów drugoplanowych, bo na dobrą sprawę poza Callie nie ma wiele ciekawych osobowości, a przynajmniej moim zdaniem nie zostały one przedstawione i rozwinięte w wystarczający sposób. Plusem zdecydowanie jest zły charakter tej lektury, tzn. Stary Człowiek. Choć jego przydomek brzmi zabawnie, to nie ma w tej postaci ani krztyny humoru. To przerażający i okrutny człowiek, ale przy tym jest interesujący, a pobudki nim kierujące bardzo mnie zaciekawiły. Mam nadzieję, że Lissa Price w kolejnej części - "Ender" przedstawi swoim czytelnikom trochę szerzej Starego Człowieka.

W "Starterze" nie zabrakło wątku miłosnego, ale co mnie bardzo ucieszyło, nie wysuwa się on na główny plan. Ostatnio czułam się trochę przytłoczona nachalnymi wątkami miłosnymi w książkach, dlatego bardzo się cieszę, że Lissa Price postanowiła bardziej skupić się na rozwijaniu dynamicznej akcji i prowadzeniu fabuły w sposób nieprzewidywalny i zaskakujący. Nie zrozumcie mnie źle, lubię wątki miłosne, ale nie lubię, gdy są na pierwszym planie.

"Starter" to bardzo dobre otwarcie serii. W dzisiejszych czasach, gdzie rynek wydawniczy jest przesiąknięty powieściami z gatunku fantasy "Starter" naprawdę się wyróżnia wyjątkowym pomysłem i dobrym wykonaniem. Jeśli szukacie książki, która Was pochłonie, zachwyci dynamiczną akcją i ciekawą fabułą, zdecydowanie polecam. A jeśli do tego uwielbiacie antyutopie, jak ja, gwarantuję, pokochacie tą powieść!
Moja ocena: 8/10

wtorek, 19 marca 2019

B.A. Paris - "Na skraju załamania"



Autor: B.A. Paris
Tytuł: Na skraju załamania
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał

"Na skraju załamania" to już druga powieść autorki B.A. Paris, którą miałam okazję przeczytać. Pierwszą była "Za zamkniętymi drzwiami", która skradła moje serce niezwykle wciągającą fabułą. Jesteście ciekawi, czy w przypadku tej pozycji było tak samo? Zapraszam zatem do przeczytania mojej recenzji!

Jedna, deszczowa noc zmienia całe życie głównej bohaterki "Na skraju załamania" Cass Anderson. Kobieta pewnej nocy wraca sama przez las i widzi stojący na uboczu samochód z zapalonymi światłami. Choć wydawało się jej to podejrzane, że jakiś pojazd miałby stać w tak ponurą i deszczową noc sam w lesie, nie zatrzymała się. Pojechała dalej. Następnego dnia Cass dowiaduje się, że osoba, która siedziała w tym samochodzie owej nocy - kobieta, nie żyje. Została zamordowana. Od tej pory główną bohaterkę zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia, a także pojawiają się głuche telefony. Ponadto kobieta boi się, że podzieli los swojej chorej matki, ponieważ tak jak i ona, zaczyna tracić pamięć. Od tamtej feralnej nocy Cass nieustannie towarzyszy uczucie napięcia oraz bycia obserwowaną. I nie może zapomnieć o kobiecie, której nie pomogła.

Sięgnęłam po powieść "Na skraju załamania", ponieważ pierwsza przeczytana przeze mnie książka B.A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami" bardzo mi się podobała i wciągnęła mnie na tyle, że przeczytałam ją na "raz". Obawiałam się trochę, iż "Na skraju załamania" nie dorówna poprzedniczce. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Ta lektura jest naprawdę świetna! Wartka akcja, ciekawy pomysł sprawiły, że czytałam powieść z wypiekami na policzkach. Czytałam z prawdziwym podekscytowaniem, nie wiedząc co się dalej wydarzy i jak potoczy się fabuła. Jeżeli chodzi o zakończenie... W ogóle się go nie spodziewałam. B.A. Paris pozytywnie mnie zaskoczyła, ponieważ ani trochę nie spodziewałam się zakończenia.

Tytuł "Na skraju załamania" bardzo dobrze odzwierciedla rozterki głównej bohaterki, Cass. Przez feralną noc całe jej życie uległo zmianie. Od tamtej pory nieustannie ona balansuje na skraju załamania. Nie potrafi zapomnieć o tym, co się wydarzyło i jak zostawiła prawdopodobnie potrzebującą kobietę samą na środku leśnej drogi w deszczową, ponurą noc. Swoim zachowaniem prawdopodobnie skazała ją na śmierć i nie potrafi się ona z tym uporać. Jej psychologiczne rozterki czynią tą lekturę jeszcze ciekawszą, wywołując u czytelnika napięcie.

Zdaje sobie sprawę, iż dla wiernych fanów kryminałów i powieści sensacyjnych "Na skraju załamania" nie jest może najlepszą powieścią w tym gatunku, ale to nadal bardzo dobra książka. Ma dobrze zarysowanych bohaterów, a czytelnik wręcz przez całą powieść "sunie", pochłaniając stronę za stroną. B.A. Paris ma oszczędny styl i lekkie pióro, przez co czytanie jej książek jest prawdziwą przyjemnością, potrzebną do odstresowania się po ciężkim dniu. Zdecydowanie polecam!
Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 4 marca 2019

Susan Ee - "Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata"



Autor: Susan Ee
Tytuł: Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 316

Ziemia upadła. A odpowiedzialni są za to Aniołowie. Całe Państwo zniknęło, wszystkie instytucje i większość populacji została zmieciona z powierzchni ziemi. Wszyscy ocalali ukrywają się na ulicach zniszczonych miast, walcząc o życie i ukrywając się przed Aniołami i brutalnymi gangami. W takim świecie przyszło egzystować siedemnastoletniej Penryn - głównej bohaterce powieści "Angelfall". Pewnego dnia jej młodsza, poruszająca się na wózku inwalidzkim siostra zostaje porwana przez Aniołów. Penryn zrobi wszystko, żeby ją uratować. Nawet zjednoczy swoje siły z wrogiem...

Odkąd tylko "Angelfall" miało swoją premierę wiedziałam, że będę musiała przeczytać tą powieść. Ja po prostu kocham wszystko, co wiąże się z postapokalipsą. Po przeczytaniu zarysu tej fabuły widząc, że pisarka zdecydowała się wpleść do fabuły wątek Aniołów pomyślałam, że to w końcu może być coś oryginalnego, po ogromnym przesycie na rynku wydawniczym tego rodzaju pozycji. I wiecie co? Nie zawiodłam się!

Jako, że zazwyczaj zaczynam swoje recenzje od opisania głównej bohaterki, tak samo zrobię w tym przypadku. Każdy czytelnik wie, że w przypadkach, gdy w książkach mamy do czynienia z nastoletnimi bohaterkami, może być ciężko. I ma prawo być, w końcu nastoletni wiek rządzi się swoimi prawami. Niestety jednak, ale tego rodzaju postacie są często bardzo sztampowe, irytujące i niedojrzałe, a ich zachowania są bezsensowne. Jak się cieszę, że mogę powiedzieć, iż w przypadku "Angelfall" jest inaczej. Penryn to ciekawa dziewczyna, której przyszło żyć w bardzo trudnym świecie, na dodatek z ciężkim bagażem - młodszą siostrą poruszającą się na wózku oraz chorą psychicznie matką. Nie brzmi łatwo, prawda? To, co zaimponowało mi w nastolatce to jej silny charakter, upór w dążeniu do celu, nawet jeśli oznacza on sprzymierzenie się ze swoim wrogiem. Uważam, że Penryn charakteryzują takie cechy jak heroizm oraz oddanie rodzinie. To naprawdę fantastyczna bohaterka. 

Jeżeli chodzi o fabułę... Naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Susan Ee ma bardzo lekkie pióro, dzięki czemu przez jej powieść wręcz się "sunie", ja skończyłam "Angelfall" praktycznie za pierwszym razem, z jedną małą przerwą. Bardzo spodobał mi się pomysł stworzony przez pisarkę i uważam, że ma jeszcze w sobie bardzo dużo potencjału do odkrycia i nie mogę się już doczekać, gdy sięgnę po kontynuację.

Obawiałam się jednej rzeczy sięgając po "Angelfall", mianowicie wątku miłosnego. Kilka lat temu uwielbiałam, gdy były one mocno rozbudowane w tego rodzaju powieściach, teraz jednak - będąc trochę starszą - wolę, gdy inne aspekty fabuły są na prowadzeniu aniżeli romans. Cieszę się, iż w "Angelfall" wątek miłosny był subtelny, lekko zarysowany, a przez to nie był nachalny, ani sztuczny. Na pewno będzie bardziej rozwinięty w kontynuacji.

Podsumowując: "Angelfall" to jedna z najlepszych książek, które miałam okazję przeczytać, poruszające wątek apokalipsy. Jedyne czego żałuję to tego, że była taka krótka... Polecam!
Moja ocena: 8/10

czwartek, 1 października 2015

PRZEDPREMIEROWO: Lauren Miller - Aplikacja

"APLIKACJA" Lauren Miller
Autor: Lauren Miller Tytuł: Aplikacja Wydawnictwo: Feeria Young Liczba stron: 456 Premiera: 7 października

Widząc "Aplikację" autorstwa Lauren Miller w jesiennych zapowiedziach od wydawnictwa Feeria Young wiedziałam, że to coś dla mnie. Kolejna dystopia dla takiej czytelniczki jak ja to prawdziwa przyjemność, oczywiście jeśli lektura okazuje się być emocjonująca, a w przypadku tej oto książki właśnie tak jest. Przygotujcie się na coś nowego, coś, co jest po prostu powiewem świeżości i wyróżnia się na tle innych dzieł, których grupą docelową jest młodzież.

Rok 2032. Na świecie króluje aplikacja na telefony o nazwie Lux, życie większości ludzi jest jej właśnie podporządkowane. Program ten mówi obywatelom, co i jak mają robić - ogólnie rzecz ujmując, "ułatwia" im życie planując każdą najmniejszą czynność. W takiej właśnie rzeczywistości żyje szesnastoletnia Rory i wcale jej to nie przeszkadza. 

Główna bohaterka nie ma nic przeciwko Luxowi, ponieważ dzięki niej jej życie toczy się poukładanym i szczęśliwym torem. Nigdy nie kwestionowała użyteczności aplikacji, jednak do pewnego momentu... Gdy dostaje się do ekskluzywnej szkoły, Akademii Theden, wszystko układa się wręcz idealnie. Spotkanie z Northem, chłopakiem, który nawet nie korzysta z Luxu powoduje, że i Rory zaczyna powoli słuchać głosu intuicji, którego nauczono ją ignorować. A okazuje się to drogą usianą niebezpieczeństwem...

Już na pierwszy rzut oka widać, że "Aplikacja" choć jest jedną z wielu dystopii dostępnych na rynku wydawniczym, to z pewnością nie zginie ona w tym licznym tłumie. Dlaczego tak twierdzę? A dlatego, że ta powieść nie przypomina nic, co bym wcześniej czytała, a trochę książek z tego gatunku już zdążyłam przerobić. Dzieło Lauren Miller od początku i aż do samego końca jest po prostu oryginalne, w czasie czytania ani razu nie odniosłam tego okropnego wrażenia: "to już było". To jest zdecydowanie największy plus "Aplikacji", która może na nowo wciąż zaskakiwać czytelnika i wciągać go w swój świat. Bieg, którym toczy się akcja jest nieprzewidywalny i pełen emocji, a sama fabuła została dopracowana wręcz idealnie. 

To, co czytelnik zauważa wraz z postępem lektury to fakt, iż "Aplikacja" to bardzo trafna analogia do naszej współczesności. Choć akcja rozgrywa się kilkanaście lat po obecnych czasach, w roku 2032, to i tak tamtejszy postęp technologiczny zbudził we mnie ogromny podziw, ale też strach. Nie da się nie zauważyć, że nie tylko dzisiejsza młodzież, ale też i starsi ludzie są wręcz uzależnieni od korzystania ze swojej komórki. Zamiast polegać na swojej intuicji, szukamy rad i opinii w Internecie. Nie jest to wszechobecne, jak w "Aplikacji", ale śmiem twierdzić, że jeśli nadal będziemy szli w tym kierunku, to jest jedynie kwestią czasu. Kto wie, może i niedługo w naszym społeczeństwie pojawi się aplikacja, która będzie za nas robiła dosłownie wszystko.

Jedną z większych zalet tej lektury jest niezwykła lekkość czytania, co czyni ją wręcz idealną książką na długie jesienne wieczory. Warsztat pisarski Lauren Miller kusi czytelnika swoim stylem, który jest pełen opisów pobudzających wyobraźnię. To, co zauważyłam po wielu przeczytanych powieściach skierowanych do młodzieży to fakt, iż pisarki często piszą po prostu zbyt prosto, bez żadnej pasji i ciekawości. Nie umieją zaintrygować czytelnika, sprawić, że się wciągnie w lekturę i będzie czytał z nieustającym napięciem. Lauren Miller jednak udało się wyrwać z okrutnych szpon sztampowości, dlatego "Aplikacja" może też przypaść do gustu znacznie starszym czytelnikom.

"Aplikacja" to niezwykle udana mieszanka mojego ulubionego gatunku - dystopii, z odrobiną science-fiction. Dynamiczna i wartka akcja gwarantuje, że czytelnik nie będzie mógł oderwać się od lektury aż do samego końca. I nawet już po przewróceniu ostatniej kartki będzie chciał po prostu więcej. Lauren Miller stworzyła dzieło, które zostaje w pamięci nawet po skończeniu czytania, tak dobra jest jej koncepcja. Jednak to nie wszystko... "Aplikacja" to trafna analogia do obecnych czasów, a więc i wywołała we mnie niejedną refleksję nad tym, w którą stronę zmierza postęp technologiczny. I czy jest to ta dobra strona. Autorka odnalazła przepis na idealną powieść, z którą można usiąść i dać się jej pochłonąć. Zanim przystąpicie do czytania, upewnijcie się, że macie dużo wolnego czasu, ponieważ będziecie go potrzebować. Jeśli tego nie zrobicie, grozi to zaniedbaniem obowiązków, ponieważ będziecie głusi na rzeczywistość. To, co się dzieje w "Aplikacji" okaże się dla Was ważniejsze. Emocji także nie zabraknie, również tych słodko-gorzkich... Gorąco polecam!
Moja ocena: 8/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.