my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moondrive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moondrive. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Colleen Hoover - "Without Merit"

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Without Merit
Wydawnictwo:  Moondrive/Otwarte
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura młodzieżowa

Siedemnastoletnia Merit Voss zdecydowanie nie ma normalnego życia. Mieszka w domu, który kiedyś był kościołem wraz z ojcem, macochą, siostrą bliźniaczką, dwoma braćmi, a także swoją... matką. Matką, która jest schorowana, po przebytej ciężkiej chorobie - raku i mieszka w piwnicy przerobionej na małą kawalerkę. Merit zmaga się z wieloma problemami. Jej siostra bliźniaczka Honor jest od niej we wszystkim lepsza, a jej brat Utah stanowi odzwierciedlenie idealnego starszego brata. A najmłodszy przyrodni 4-letni braciszek Moby jest po prostu dzieckiem i wszyscy go lubią. Merit czuje, że mając perfekcyjne rodzeństwo odstaje od reszty rodziny i do niej nie pasuje. Nastolatka coraz bardziej zaszywa się w domu, rezygnuje ze szkoły, ze znajomych... A życie powoli zaczyna ją przerastać, prowadząc do tragicznych w skutkach wydarzeń.

Zawsze bardzo ceniłam twórczość amerykańskiej pisarki Colleen Hoover. To fantastyczna autorka powieści z gatunku young adult oraz new adult. "Without Merit" to kolejna jej książka, po którą sięgnęłam i która bardzo mi się spodobała. To, za co lubię panią Hoover to fakt, że jej powieści zawsze niosą za sobą jakąś dobrą wartość i przesłanie. W historii Merit tym przesłaniem jest to, że depresja dotyka absolutnie każdego, nawet jeżeli my twierdzimy, że jest inaczej. To choroba, która atakuje znienacka. Wiele osób sądzi, że depresja oznacza leżenie w łóżku, zamknięcie się kompletnie w domu, zaniedbanie siebie. To nie do końca tak jest. Często osoby z depresją normalnie pracują, ukrywając wszystko przed innymi. Bardzo się cieszę, że Colleen Hoover poruszyła ten temat jako główny motyw powieści "Without Merit". Po jej książki sięga w dużej mierze młodzież, więc jestem pewna, że niejednemu czytelnikowi pozwoliła ona na uświadomienie sobie jak ważnym problemem jest depresja.

"Without Merit" oprócz ciekawej fabuły i charakterystycznego lekkiego pióra Colleen Hoover zawiera także dużo zabawnych i humorystycznych scen. Bardzo mi się spodobało to połączenie trudnego tematu z lekką dozą humoru. Sprawiło to, że cała fabuła wydawała mi się bardziej przystępna i interesująca. Colleen Hoover w "Without Merit" ukazuje skomplikowane relacje rodzinne. Wszystko jest z perspektywy Merit, to, jak czuje się niezrozumiana i mniej idealna od reszty rodzeństwa. 

"Without Merit" porusza ważny temat, wobec którego nie można przejść obojętnie - depresję. Autorka uświadamia, że może ona spotkać absolutnie każdego. Gdy tylko zaczęłam czytać tą powieść, dosłownie nie mogłam jej odłożyć, a ze względu na małą objętość skończyłam ją czytać w kilka godzin. Wiele osób twierdzi, że ta książka jest dobra, ale nie tak jak inne książki pani Hoover. Nie zgadzam się. Uważam, że jest równie świetna. Polecam!
Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Colleen Hoover, Tarryn Fisher - "Never, never"


Autor: Colleen Hoover, Tarryn Fisher
Tytuł: "Never Never"
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 392
Gatunek: literatura młodzieżowa

Akcja książki "Never never" toczy się w Nowym Orleanie. Tam mieszkają nastoletni Silas oraz Charlie. Pewnego dnia oboje tracą pamięć. Nie mają oni żadnych wspomnień związanych ze swoim dotychczasowym życiem. Nie wiedzą, kim są, ale pamiętają np. fakty historyczne czy chociażby jak się pisze. Zarówno Charlie jak i Silas nie mają pojęcia kto jest ich rodziną, jak nazywa się ich rodzeństwo... Dosłownie nie pamiętają żadnego faktu związanego z ich życiem. Za wszelką cenę będą oni próbowali dowiedzieć się co się im przydarzyło, na nowo będą także próbowali poznać samych siebie i to, kim wcześniej dla siebie byli... Czy im to się uda? I jaka tajemnica kryje się za ich utratą pamięci?

Colleen Hoover to jedna z moich ulubionych pisarek. Sięgając po jej książki zawsze mam pewność, że mi się spodobają. "Never never" to duet dwóch pisarek, właśnie Colleen Hoover oraz Tarryn Fisher. Słyszałam dużo opinii o tej powieści, że jest dobra, ale inna od typu książek, do których przyzwyczaiła swoich czytelników pani Hoover. Byłam bardzo ciekawa tej powieści nie tylko ze względu na intrygujący opis, dobre opinie, ale także i świetną, klimatyczną okładkę! Bardzo ona pasuje do całej atmosfery, którą roztacza sobą "Never never". Jest zagadkowa i utrzymana w błękitnej tonacji, naprawdę została idealnie zaprojektowana do tej książki!

Akcja w "Never never"  toczy się dwutorowo, co jest zdecydowanie bardzo udanym zabiegiem! Czytelnik może jednocześnie poznać punkt widzenia obu postaci, Charlie oraz Silasa. W czasie lektury tej książki wiele razy czułam to samo, co bohaterowie, czyli dezorientację i strach przed nieznanym. Taka dwutorowa narracja pozwala czytelnikowi wczuć się w obie postacie, a nie tylko jedną jak zazwyczaj. Dzięki temu mogłam poznać o czym myślą zarówno Silas jak i Charlie. Na bieżąco mogłam obserwować jak dwójka tych bohaterów zmaga się ze swoją utratą pamięci.

Generalnie "Never never" jest książką, która przypadła mi do gustu. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy, styl napisania jest lekki i prosty, dzięki czemu ciężko jest się oderwać od czytania. Jednocześnie czytelnik od samego początku zostaje rzucony w wir wydarzeń (utrata pamięci przez głównych bohaterów), dlatego bardzo szybko zostaje zaangażowany w lekturę, ponieważ czuje te same uczucia, co Silas i Charlie. Zagubienie i dezorientację. Naprawdę szkoda, że jedynym negatywnym aspektem tej historii jest jej... zakończenie. Naprawdę bardzo mnie rozczarowało. Nie podobało mi się kompletnie i uważam, że zepsuło bardzo intrygujący i dobrze zapowiadający się początek oraz resztę historii. Uważam, że pisarki potraktowały temat zbyt po macoszemu. Budowały napięcie przez całą powieść tylko po to, aby stworzyć rozczarowujące, zbyt proste moim zakończenie.

"Never never" to dobra książka z ciekawą fabułą, jednak trochę rozczarowującym zakończeniem. Uważam, że w zestawieniu z innymi książkami Colleen Hoover ta wypada trochę słabiej. Chociaż może jest po prostu inna niż pozostałe jej książki. Mimo to polecam każdemu kto szuka lekkiej i wciągającej książki na dwa wieczory.
Moja ocena: 7/10

sobota, 17 lutego 2018

Victoria Aveyard - Czerwona królowa


Autor: Victoria Aveyard Tytuł: Czerwona królowa Wydawnictwo: Moondrive Liczba stron: 482

"Czerwona królowa" to książka, którą chciałam przeczytać od momentu jej premiery w Polsce. Klimaty świata, w którym rządzi niesprawiedliwość to coś, co zdecydowanie trafia w mój gust czytelniczy. Dodajcie do tego piękną i dopracowaną okładkę i przepis na "must read" gotowy. Oczekiwania były wysokie, ale czy się nie zawiodłam... Przekonajcie się poniżej!

Victoria Aveyard przenosi swoich do świata, którego mieszkańcy podzieleni są na Srebrnych i Czerwonych. Srebrni to silna i mocna rasa, w której każdy szlachecki dom szczyci się zachwycającymi umiejętnościami takimi jak władanie ogniem lub żelazem. Srebrni rządzą światem wykreowanym przez pisarkę. Królem jest Srebrny, jego żona także, wszyscy politycy, cała władza państwa to są Srebrni. Pewnie zastanawiacie się teraz kim są Czerwoni... Czerwoni to słudzy. Można by powiedzieć, że cała najgorsza praca należy do nich, tym samym jednak są niezbędni do tego, aby Srebrni mogli w ogóle funkcjonować. Oprócz tego na Czerwonych zostało nałożone przymusowe przystąpienie do wojska w przypadku, gdy nie wnoszą oni nic wartościowego do społeczeństwa, tzn. nie pracują. 

Mare Molly Barrow to główna bohaterka tej powieści. Molly wraz ze swoją rodziną: mamą, tatą oraz siostrą mieszka w małym mieście o nazwie Pale. Dziewczyna urodziła się 17 listopada 302 roku Nowej Ery jako Czerwona. Zbliża się czas, gdy Molly będzie zmuszona iść do wojska. Nigdy za bardzo nie przejmowała się szkołą, oceny miała raczej słabe, a jej pracą - o ile można tak to nazwać - są kradzieże. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia... Gdy Molly staje się praktycznie pogodzona ze swoim losem, ten nagle się odmienia. Przez splot dziwnych i przypadkowych zdarzeń, główna bohaterka nagle zostaje rzucona w sam wir świata Srebrnych, w którym od tamtej pory będzie musiała się odnaleźć. Młoda i zagubiona dziewczyna ląduje w samym środku dworu królewskiego. Zewsząd otoczona samymi wrogami, będzie musiała znaleźć sprzymierzeńców. Czy będzie nim Cal, przyszły następca tronu? Czy Molly powinna mu w ogóle ufać?

Powiem Wam jedno... Minęło dużo czasu odkąd ostatni raz miałam książkę z gatunku fantastyki w rękach. A to, co stworzyła Victoria Aveyard to właśnie mój ukochany gatunek, po który zawsze chętnie sięgam. Cieszę się więc, że po tak długiej przerwie przeczytałam  "Czerwoną królową", ponieważ ani przez jedną stronę tej powieści nie czułam się znudzona. Akcja w tej książce jest niesamowicie wartka, ciekawie poprowadzona z bohaterami, z którymi czytelnik może się utożsamić. Bardzo spodobał mi się rozwój fabuły w "Czerwonej królowej". Zanim sięgnęłam po tą powieść, nie czytałam dokładnie opisu, nie chcąc sobie za bardzo psuć zabawy, ponieważ wiem, jak wydawców czasem ponosi. I bardzo się cieszę, że w tym przypadku moja intuicja mnie nie zawiodła. Otrzymałam spory element zaskoczenia. W czasie czytania byłam pewna, że wiem jakie zamiary ma Victoria Aveyard, ale przyjemnie się zaskoczyłam. I ten sam element zaskoczenia towarzyszył mi też w dalszych rozdziałach, bowiem pisarka dba o to, aby czytelnik do samego końca nie był pewien jak potoczy się cała historia Molly.

Victoria Aveyard stworzyła solidnych bohaterów i dobre podstawy do rozwijania swojej historii w kolejnych tomach. "Czerwona królowa" bowiem to dopiero wręcz zarysowanie pomysłów pisarki, a jestem pewna, że ta ma ich w zanadrzu o wiele więcej. Miałam okazję przeczytać wiele "podobnych" książek, a mimo to w czasie czytania tej pozycji w ogóle nie czułam tego uporczywego uczucia "to już było" - wręcz przeciwnie - chłonęłam każde słowo, każdą kartkę ciekawa co wydarzy się dalej. Autorka wykreowała bohaterów do których chętnie wrócę. A dodajcie do tego fantastyczne i pełne suspensu zakończenie... Dajcie mi już drugą część!

Moja ostateczna ocena "Czerwonej królowej" to 7/10. To dobra, solidna książka z gatunku fantastyki, jednak czytałam lepsze. Pomimo ciekawie wykreowanych bohaterów i wartkiej akcji, czegoś mi tutaj zabrakło. Zabrakło mi lepszej i dokładniejszej kreacji świata, w którym została osadzona cała historia. Wydaje się, iż Victoria Aveyard jedynie pobieżnie go opisała, nie przywiązując wagi do bardziej rozbudowanych opisów. Pozostaje mi mieć nadzieję, iż poprawi to w następnej części. Jeśli jednak szukacie lekkiej lektury na dwa wieczory, a na dodatek lubicie klimaty walki o sprawiedliwość- to polecam, nie zawiedziecie się.
Moja ocena: 7/10

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rainbow Rowell - Fangirl

http://www.yainterrobang.com/wp-content/uploads/2013/09/fangirl-rainbow-rowell.jpg
Autor: Rainbow Rowell Tytuł: Fangirl Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 454

Rainbow Rowell to autorka, o której nie dało się nie słyszeć, szczególnie w dobie dzisiejszych popularnych portali społecznościowych. Nieustannie natykałam się na zagranicznych instagramach na "Fangirl" czy "Eleonorę i Parka" oraz na całą masę pozytywnych recenzji. Nic więc dziwnego, że bardzo się ucieszyłam, gdy Wydawnictwo Otwarte postanowiło wydać książki tej pisarki w Polsce. Ogarnęła mnie jeszcze większa ekscytacja, gdy "Fangirl" leżała w moich dłoniach. Gdy już się pozachwycałam tą piękną okładką i dopracowanym wydanie (ja naprawdę jestem ogromną, typową fangirl) przystąpiłam do lektury. I cóż to była za lektura... Jedyna w swoim rodzaju!

Osiemnastoletnie Cath oraz Wren Avery to nierozłączne bliźniaczki. Zawsze wszystko robiły razem, ale nigdy nie były do siebie podobne. Są wręcz jak ogień i woda, Wren jest towarzyska i lubi imprezować, natomiast Cath woli się zaszyć w pokoju i pisać fanfiki o Simonie i Bazie, Jest Prawdziwą Fanką, typową fangirl. 

Obie siostry wyprowadzają się na studia i nie zamieszkują w tych samych akademikach. Tym samym Cath jest skazana na obcą współlokatorkę. I na stawienie czoła rzeczywistości. Poznaje kompletnie inną od niej, wybuchową Reagan oraz pozytywnie nastawionego do całego świata Leviego. Oboje będą mieli ogromny wpływ na Cath.

Muszę przyznać, że poniekąd obawiałam się sięgnąć po "Fangirl". Miałam jej względem tak ogromne oczekiwania, że skrycie najzwyczajniej w świecie bałam się rozczarowania. Moje obawy jednak okazały się całkowicie bezpodstawne, bo gdy tylko zaczęłam czytać powieść autorstwa Rainbow Rowell nieodwołalnie przepadłam. Zakochiwałam się w tej pięknej książce coraz bardziej wraz z przeczytaniem kolejnych stron. Zresztą, jak mogłabym jej nie pokochać? Nie, w przypadku, gdy główna bohaterka, Cath tak bardzo przypomina mi mnie samą. Nie, w przypadku, gdy cała ta historia i otoczka wokół niej dodaje niesamowitej otuchy i ciepła.

Motywem przewodnim całej tej powieści, a jednocześnie wręcz motorem napędowym całej akcji jest  seria o Simonie Snowie. Nasza główna bohaterka, Cath, uwielbia ten cykl wobec czego jest po prostu prawdziwą fangirl. A takie osoby w naszym społeczeństwie nie są zbytnio rozumiane, często są traktowane jako outsiderzy tylko dlatego, że nie mają takich samych zainteresowań jak reszta społeczeństwa. Sama nieraz spotkałam się z takim zachowaniem i nie dostraja ono zbyt pozytywnie. Jednak teraz przyzwyczaiłam się do tego i w ogóle mi ono nie przeszkadza. No, może czasami. Prawda jest taka, że jestem dumna będąc fangirl, ponieważ czytanie książek to moja prawdziwa pasja. Szczerze mówiąc to współczuję osobom, których życie jest o wiele uboższe, ponieważ nie odkryli budującej mocy fikcji literackiej. Właśnie dlatego tak bardzo utożsamiłam się z główną bohaterką, ponieważ jest ona niezwykle podobna do mnie. Nie identyczna, ale podobna. Ja nie piszę fanfików, ale lubię samotność. Nie przepadam za imprezami, wolę poczytać książkę. W zasadzie Rainbow Rowell jest dotychczas jedyną pisarką, która wykreowała taki typ postaci na tyle wiarygodnie. Cath w jej wydaniu nie razi sztucznością, a jej zachowanie w ogóle nie irytuje. Jest na swój sposób nieporadna, ale i urocza. Chyba nie sposób się nie uśmiechnąć widząc jej zaangażowanie w pisaniu swojego fanfika.

Levi... Polubiłam go od momentu, gdy tylko się pojawił, czyli już od pierwszego zdania pierwszego rozdziału: "W jej pokoju był chłopak". Gwarantuję, że skradnie on serce każdej czytelniczki, nawet jeśli w duchu nie są one romantyczkami. Jest to postać tak nacechowana pozytywnie, że po prostu nie da się nie obdarzyć go sympatią. Dialogi z jego udziałem zawsze są żywe i ciekawe, wzbudzają wiele uśmiechów ciepłych uczuć. Rainbow Rowell ma prawdziwy dar do kreowania wiarygodnych bohaterów, wychodzi jej to naprawdę świetnie i nie mogę się do niczego przyczepić. A duet Cath i Levi tak genialnie się uzupełnia, że zostanie jednym z moich ulubionych par literackich.

Tak naprawdę do dosyć ciężko przybliżyć ogólny zarys fabuły "Fangirl", bo to książka o... życiu. O wzlotach i upadkach. O dojrzewaniu, o pasjach, o chłopakach, o przyjaźni, o rodzinie i o miłości. Taki misz-masz wielu istotnych rzeczy, które każdemu człowiekowi są bardzo bliskie. Właśnie chyba to jest najlepsze, iż Rainbow Rowell nie zdecydowała się na jedną rzecz, którą by dokładnie i szczegółowo opisała, po czym oparłaby na niej całą resztę fabuły, ale zdecydowała się na kilka wątków. Tak, więc czytelnik poznaje nieporadną Cath i obserwuje, jak ona sobie poradzi w życiu studenckim. A trzeba przyznać, że nie było jej wcale łatwo. Oprócz bycia samotniczką i fangirl, główna bohaterka ma inne problemy. Tatę, o którego się martwi, ponieważ został w domu sam. Siostrę, z którą jej relacje zaczynają się coraz bardziej ochładzać, Leviego, z którym zaczyna ją łączyć coraz większa nić porozumienia.

Niewielu autorów decyduje się na otwarte zakończenia, ale Rainbow Rowell właśnie to zrobiła. Zazwyczaj nie przepadam za nimi, ponieważ wolę mieć wszystko jasno i zwięźle wyłożone, chcę wiedzieć, jak zakończą się losy bohaterów, których szczególnie polubiłam. Jednak w tym przypadku tego rodzaju rozwiązanie wcale mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - spodobało mi się i uważam, że lepszego autorka nie mogła wymyślić. Czytelnik sam musi sobie dopowiedzieć, jakim torem dalej potoczy się życie Cath. W domowym zaciszu możemy popuścić wodza naszej nieograniczonej wyobraźni.

"Fangirl" zagości w Waszych sercach i na długo (o ile nigdy) ich nie opuści. To książka, która niesie za sobą istotne wartości i wobec której żaden czytelnik nie będzie mógł przejść obojętnie. Jednocześnie jest to zabawna i wciągająca historia, która gwarantuje świetną rozrywkę na kilka godzin. Wcale się nie dziwię, że zdobyła tak duży rozgłos, bo absolutnie na niego zasługuje. Po jej lekturze jestem pełna pozytywnych odczuć i wręcz czuję się napędzona do działania. Zapewne nawet sama Cath nie podejrzewała jak studia zmienią jej życie. Jeśli jesteś fangirl, to zrozumiesz... Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Tahereh Mafi - Dar Julii

http://ecsmedia.pl/c/dar-julii-b-iext24980008.jpg
Autor: Tahereh Mafi Tytuł: Dar Julii Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive Liczba stron: 381

Julia Ferrars p r a g n i e zniszczyć Komitet Odnowy i obalić naczelnego dowódcę - Andersona. Jest na to gotowa, wie, że potrafi to zrobić. A mając u swego boku Warnera, któremu coraz bardziej zaczyna ufać, jest tego jeszcze pewniejsza.

Wszystko zmierza do końca. Czy Wasze serca wytrzymają natłok tych emocji? Moje (ledwie) to wytrzymało.

Wiele pisarzy ma tak, że z każdą częścią ich seria staje się coraz słabsza. Nie Tahereh Mafi. W jej przypadku trylogia z każdym tomem jest coraz lepsza, coraz bardziej zapierająca dech w piersiach. Prequel, "Dotyk Julii" niesamowicie mnie zafascynował i zachęcił do poznania reszty. Wtedy byłam także zakochana w Adamie i byłam pewna, że nie zmienię swojego zdania. Warner mnie intrygował, ale to tylko tyle. W sequelu, "Sekrecie Julii" jeszcze bardziej pokochałam ujmujący i oryginalny warsztat pisarski autorki. Nie mogłam nie docenić jej pomysłowości. Zaczęłam się też wahać i widzieć w Warnerze o wiele więcej rysów i krzywizn. Natomiast tego, co czułam w trakcie lektury ostatniego tomu, "Daru Julii" nie da się opisać słowami, choć spróbuję to zrobić. Czułam ogromny nadmiar emocji, przewracałam każdą kartkę głodna kolejnych słów zapisanych na papierze. Z chwilą, gdy przewróciłam ostatnią stronę, nie mogłam uwierzyć, że to koniec serii, którą pokochałam całym sercem. Aż ciężko uwierzyć, że t y l k o książka może wywrzeć na czytelniku aż tak wielki wpływ. Przez kilka dni dosłownie miałam kac książkowy i nie mogłam się zabrać za inną powieść, pod takim wrażeniem byłam. I nadal jestem.

Warner, jak ja go pokochałam. To wręcz niemożliwe, że można zapałać taką sympatią do fikcyjnej postaci. A to zasługa Tahereh Mafi, która go wykreowała. Postać z krwi i kości, postać z bolesną przeszłością i z wieloma niewiadomymi. To naprawdę świetne, że udało się jej przedstawić go tak wiarygodnie, a jednocześnie tak oszukać czytelnika. Będziecie sami musieli sięgnąć po "Dar Julii", żeby przekonać się, co mam namyśli. Pamiętajcie jednak, aby nie być niczego pewnym. Jeśli chodzi o główną bohaterkę, Julię... To ona przeszła zdecydowanie największą metamorfozę. Pamiętam, jak w pierwszej części irytowała mnie swoją biernością i płaczem, w drugim tomie było niewiele lepiej, choć widziałam minimalną poprawę, natomiast w finale jej postawa i heroizm budzą ogromny podziw. Warto dodać, że w szczególności jedna osoba miała wpływ na jej przemianę.

"Dar Julii" to genialny koniec trylogii, która zawsze będzie miała specjalne miejsce w moim sercu. Całkowicie mnie oczarowała i zawładnęła każdym skrawkiem mojego serca. Zżyłam się ze wszystkimi bohaterami, z zabawnym i uroczym Kenjim, z gotową do walki Julią oraz już nie tak bardzo nieodgadnionym Warnerem. Będę za nimi wszystkimi bardzo tęskniła. Pocieszeniem jest fakt, że ilekroć poczuję się źle, zawsze będę mogła przeczytać tą serię od nowa i od nowa się w niej zakochiwać. Nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po inne książki Tahereh Mafi, bo z pewnością to zrobię. A jeśli ktokolwiek z Was nie zapoznał się z "Dotykiem Julii" to... na co czekacie?
Moja ocena: 10/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

niedziela, 24 maja 2015

Colleen Hoover - Hopeless



Autor: Colleen Hoover Tytuł: Hopeless Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 379

"Hopeless" to jedna z tych książek, o których nieustannie gdzieś się słyszy. Jest ona na tyle wszechobecna w Internecie, że w końcu chcąc nie chcąc, kojarzy się jej okładkę. Pewnego dnia, odwiedzając księgarnię, w końcu postanowiłam, że chcę sama się przekonać, co jest w tej powieści tak urzekającego i magnetyzującego. I chyba nie ma mi się co dziwić - po tylu zachwytach nie mogłam sądzić inaczej. Nawet ja nie mogłam oprzeć się pokusie zapoznania się z twórczością amerykańskiej pisarki Colleen Hoover. A musicie wiedzieć, że ogromnie obawiałam się rozczarowania. Cóż - jak się okazało - nie miałam żadnych podstaw do obaw. Nadal jestem w szoku, tak dobra była to lektura!

Główną bohaterką "Hopeless" jest siedemnastoletnia Sky Davis. Wiedzie ona spokojne życie ze swoją matką, mając za jedyną przyjaciółkę osobę, o której krążą plotki różnej maści. Dziewczyna całe życie była uczona w domu, ale pewnego dnia postanawia zapisać się do liceum i to tam ukończyć ostatni rok nauki. Nie wszystko jednak idzie po jej myśli, a gdy poznaje Deana Holdera, jej życie odmienia się na zawsze... Kim on jest i dlaczego wzbudza w niej tak intensywne uczucia, jak nikt nigdy dotąd?

Muszę przyznać, że początek lektury nie był zachęcający. Wzajemne obrzucanie się przyjaciółek przekleństwami nie jawiło mi się w pozytywnych barwach. Ja jednak zawsze staram się dawać książkom szansę i nie skreślać ich po przeczytaniu kilkunastu stron. Z "Hopeless" także tego nie zrobiłam, zresztą ciężko mi się dziwić, w końcu wydałam na tą powieść swoje pieniądze i miałam nadzieję, że nie będą one zmarnowane. Na całe szczęście, wniknęłam cała sobą w tą historię już w momencie, gdy pojawił się Holder. Naprawdę rozumiem co jest tak dobrego w twórczości Colleen Hoover i dlaczego jej dzieła są tak popularne nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim za granicą. W prawdzie "Hopeless" to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, ale z pewnością nie ostatnie. Już śpieszę wyjaśniać, co mi się tak spodobało.

Fabuła to zdecydowanie największy atut tej lektury. Spodziewałam się banalnej historyjki, która choć mało ambitna, z powodzeniem umili mi czas. Dostałam znacznie więcej. To, co stworzyła Hoover to pełnoprawny, emocjonujący romans. Gołym okiem widać, że autorka przemyślała sobie wszystko bardzo dokładnie, zanim przystąpiła do pisania. Wszystko jest spójne i dopracowane, przez co całą książkę czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Oprócz tego warsztat pisarski tej autorki jest wprost wymarzony do tego rodzaju dzieł, czyli New Adult. Nim zauważyłam, upłynęły całe godziny, tak "Hopeless" mnie wciągnęło. Co ja piszę. Nie wciągnęło, a wręcz pochłonęło!

Ostatnimi czasy gatunek New Adult stał się bardzo popularny. Nic dziwnego - są to książki, przy których można się zrelaksować. U Hoover jednak dodatkowo wywołują one emocje, a nie każda powieść potrafi wywołać tak duże wrażenie na czytelniku. Ja sama jestem dość sceptyczną osobą, a romanse rzadko wywołują u mnie jakieś większe uczucia, "Hopeless" jednak tak zrobiło. Nieraz czułam łzy pojawiające się w moich oczach, tak sugestywne były opisy. Właśnie fakt, iż ta lektura jest niezwykle emocjonująca, sprawia, że nie sposób nie czytać jej z zaangażowaniem. A gdy czytelnik się angażuje - przeżywa wszystko wraz z cudownymi bohaterami. W czasie czytania owładnęły mną sprzeczne emocje, z jednej strony chciałam czytać coraz szybciej, aby dowiedzieć się, jak dalej potoczy się akcja, natomiast z drugiej strony... Nie chciałam, żeby to był koniec tej wspaniałej historii.

"Hopeless" absolutnie mnie nie rozczarowało. Ta książka wywołuje w czytelniku słodko-gorzkie pokłady emocji. Gwarantuję, że ciężko będzie Wam przewidzieć jakim torem potoczy się fabuła, ale z pewnością ją pokochacie. Bohaterowie są na tyle realni, że nie sposób się nie zaangażować w ich losy. Już nie mogę się doczekać, gdy zapoznam się z kolejnymi dziełami Colleen Hoover!
Moja ocena: 10/10

wtorek, 19 maja 2015

Alexandra Bracken - Po zmierzchu


Autor: Alexandra Bracken Tytuł: Po zmierzchu Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 510

W GŁĘBI MROKU KRYJE SIĘ NIEGASNĄCE DOBRO

Mroczne umysły to trylogia autorstwa amerykańskiej pisarki Alexandry Bracken. Są to książki z list bestsellerów "New York Timesa". Cykl ten został rozpoczęty pierwszym tomem pt. "Mroczne umysły", a następnie kontynuowany w sequelu "Nigdy nie gasną". W ostatniej, a zarazem finałowej części "Po zmierzchu" pokochana przeze mnie całym sercem historia zmierza do nieubłaganego końca. Jesteście ciekawi jakie są moje wrażenia? W takim razie zapraszam do przeczytania mojej recenzji!

MROCZNE UMYSŁY NIGDY NIE GASNĄ PO ZMIERZCHU

Siedemnastoletnia Ruby Daly przeszła przez prawdziwe piekło. Dosłownie. Od momentu, gdy dzieci zaczynały chorować na tajemniczą przypadłość w skrócie nazywaną OMNI, jej życie zmieniło się na zawsze. Polegała ona na tym, iż większość młodych osób zaczynało przejawiać nadnaturalne zdolności. Zostały one sklasyfikowane zależnie od umiejętności różnymi kolorami. Stąd wzięły się też nazwy: Zieloni, Niebiescy, Czerwoni, Żółci i Pomarańczowi. Dzieci zostały bezlitośnie zamknięte w przerażających obozach, gdzie były poddawane katorżniczej pracy i mieszkały w haniebnych warunkach. Ruby, nasza główna bohaterka mieszkała w jednym z pierwszych, a zarazem najgorszych obozów - Thurmond. Wyszła stamtąd jednak o wiele silniejsza...

Ruby wraz ze swoimi przyjaciółmi wyruszają w drogę do bezpiecznej kryjówki, gdzie w spokoju chcą przygotować się do rozpoczynającej się rebelii. Chcą wyzwalać obozy i ratować dzieci. Jest to tak samo ciężkie, jak brzmi, a aby to zrobić - dziewczyna będzie musiała podjąć wiele trudnych decyzji. A jeden fałszywy ruch może wzniecić iskrę, która podpali świat.

Długo się zastanawiałam jaką ocenę wystawić finałowej części. Poprzednim z czystym sumieniem wystawiłam dziesiątki. Zachwyciły mnie i totalnie wciągnęły w swój świat. Jeśli chodzi o "Po zmierzchu"... podobał mi się ten tom, jednak nie tak bardzo jak poprzednie. Alexandra Bracken powoli rozwijała akcję i to w głównej mierze zaważyło na tej dziewiątce, zamiast dziesiątki. Na początku czułam się, jakbym czytała inną powieść, a nie finał jednej z moich ulubionych serii! Gdzie podział się ten dynamizm? Cóż - na całe szczęście dynamiczna i wartka akcja wróciła po około dwustu stronach, wtedy już nie mogłam się oderwać od lektury i dosłownie spijałam każde słowo z kartek. To nie tak, że te pierwsze dwieście stron było nudne, bo prostu czegoś mi w nich zabrakło. Kolejny minus "Po zmierzchu" to mała ilość obecności Liama! Nie rozumiem jak tak można. Najpierw stworzyć tak cudowną postać, sprawić, że czytelnik ją pokocha, a następnie tak potraktować fanów. W "Mrocznych umysłach" bohater ten skradł moje serce, w "Nigdy nie gasną" ubolewałam nad tym, jak rzadko się pojawiał, a tymczasem w trzecim tomie ma miejsce to samo. Może to głupia ja narzekam, bo tak go uwielbiam i dla mnie mógłby się pojawiać na każdej stronie wraz ze swoim uśmieszkiem i akcentem z południa. Może przesadzam, ale poczułam jednak pewien niedosyt.

No i moi drodzy na tym kończą się minusy. Co za emocje! "Po zmierzchu" to niesamowita książka i idealne zwieńczenie całej świetnej trylogii. Autorka stopniowo budowała napięcie w każdej części, a w ostatniej sięgnęło wręcz ono zenitu. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego zakończenia dla bohaterów, których tak mocno pokochałam. Nie chcę sypać żadnymi spojlerami, ale wydaje mi się, że fani powinni poczuć się usatysfakcjonowani. Alexandra Bracken gładko zamknęła wszystkie wątki, ale pozostawiła też niektóre otwarte, przez co czytelnik może sam sobie dopowiedzieć resztę. I osobiście ja jestem ogromną fanką zakończeń tego typu. Pozwalają mi one samej domyślić, co będzie dalej i jak potoczą się losy moich ulubionych postaci. Każdy z nas ma swoją wyobraźnię, a więc do dzieła!

"Po zmierzchu" dostarczyło mi niesamowitych i niezapomnianych emocji, zresztą tak jak w przypadku poprzednich części. Ogromnie się cieszę, że mogłam przeczytać tak świeżą i oryginalną dystopię. W czasie lektury wiele razy czułam przyśpieszone bicie serca i wypieki na twarzy. To cudowne, jak dobra książka może oddziaływać na emocje czytelników. Mroczne umysły to jedna z najlepszych serii, jakie miałam okazję kiedykolwiek przeczytać i z czystym sumieniem polecam ją każdemu. A tymczasem z niecierpliwością wyczekują kolejnych dzieł naszej utalentowanej i młodej pisarki Alexandry Bracken.
"Pamiętałam, że życie lubi dodawać skrzydeł tylko po to, by zaraz mi je podciąć."  
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

sobota, 28 marca 2015

Veronica Rossi - Przez bezmiar nocy

Autor: Veronica Rossi Tytuł: Przez bezmiar nocy Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 349

Po miesiącach rozłąki Aria i Perry znowu są razem. Nic jednak nie układa się tak, jak powinno, bowiem chłopak został Wodzem Krwi plemienia Fal i ich wspólna przyszłość nie zapowiada się zbyt pozytywnie. Aria jest Osadniczką, a mieszkańcy wioski w żadnym wypadku nie są skorzy, aby to zaakceptować.

Na domiar własnych problemów Perry'ego i Arii, burze eterowe nasilają się i zaczynają pojawiać się z coraz większą częstotliwością. Oboje będą pragnęli odnaleźć mitologiczne miejsce, o których mówi się jedynie w legendach. Czy Wielki Błękit istnieje naprawdę? I czy uda im się do niego dotrzeć, nim będzie za późno?

Gdy przeczytałam "Przez burze ognia" byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona i usatysfakcjonowana. Co więcej - Rossi prequelem swojej trylogii absolutnie skradła moje serce! Pokochałam wykreowany przez nią świat, stworzony od samych podstaw, ale z dużą precyzją i pomysłowością, co w dystopii jest ogromnie ważne, wręcz kluczowe. Tak początek zapowiedział tym samym intrygującą serię, której fani tego gatunku - w tym ja - po prostu nie mogą sobie darować. Z utęsknieniem wyczekiwałam, gdy w moje ręce trafi kontynuacja - "Przez bezmiar nocy". Po cichu miałam nadzieję, że nie okaże się gorsza, tak jak zazwyczaj bywa w przypadku sequeli. Rossi udało się jednak wyrwać z tej przykrej przypadłości wielu pisarzy i w efekcie stworzyła jeszcze lepszą, jeszcze bardziej emocjonującą książkę!

"Przez bezmiar nocy" jest podzielona na dwie narracje, tak jak miało to miejsce w przypadku pierwszego tomu. Czytelnik ma okazję obserwować rozwój akcji z dwóch punktów widzenia: Arii i Perry'ego. Tym samym miałam wgląd w myśli głównych bohaterów, co po prostu uwielbiam. Nic tak nie dodaje smaczku dobrej lekturze, jak większa obecność świetnie wykreowanych postaci. W tej części nie było zbyt dużo momentów jednego z moich ulubionych duetów romantycznych, ale da się to przeżyć właśnie dlatego, że podzielona narracja sprawia, iż czytelnik w istocie nie odczuwa braku tych postaci i co więcej - może zobaczyć, jak funkcjonują oddzielnie. Wątek miłosny w tego rodzaju powieściach jest dla mnie istotny, ale zdecydowanie bardziej cenię sobie dobrą kreację osobowości, a tacy właśnie są Aria i Perry, podobnie jak bohaterowie drugoplanowi jak Roar. Napisałam, że ciekawie jest obserwować poszczególne osoby "funkcjonujące oddzielnie" i mam przez to namyśli, że mało momentów Arii i Perry'ego wyszło tylko tej książce na dobre, bo dzięki temu mogłam się więcej dowiedzieć o cechach ich charakterów, niż patrzeć tylko na nich przez pryzmat ich związku. Pamiętajcie - co za dużo to niezdrowo i we wszystkim należy zachować umiar. Relacja tych dwóch ludzi, osoby z innych światów właśnie dlatego jest tak szalenie interesująca, ponieważ potrafią oni zaintrygować czytelnika, a nie wzbudzać nim politowanie, zbyt przesadzoną ilością wspólnych scen.

Dlaczego tak pokochałam ten cykl? Na to złożyło się kilka czynników. Pomysłowość i oryginalność autorki po prostu mnie urzekła! Stworzona przez nią dystopia wciąż potrafi zaskoczyć pewnymi innowacjami. Burze eterowe i ich sposób przedstawienia - jak najbardziej na plus. Wyobrażacie sobie, jak strasznie musi wyglądać życie, gdy istnieją śmiercionośne burze, gotowe zniszczyć wszystko na swojej drodze? Właśnie to sprawiło, że bohaterowie stali się silni i odporni na wiele ekstremalnych sytuacji. I tym samym przechodzę do kolejnej zalety: postaci. Praktycznie każda osobowość z tej serii czymś się wyróżnia. Nikt nie jest taki sam. Aria wraz z Perry'm i Roar'em są jednymi z najlepiej poprowadzonych postaci w kategorii książek młodzieżowych. Wywołują pozytywne uczucia, śmiech, radość, ale także i smutek. Dialogi są pełne werwy, realności, na próżno można doszukiwać się w nich sztuczności.

"Przez bezmiar nocy" znacznie przewyższyło moje oczekiwania, a Veronica Rossi podniosła poprzeczkę naprawdę wysoko. Jestem ciekawa, co przygotowała w trzecim, a zarazem finałowym tomie swojej trylogii - "Wielkim Błękicie". Emocje zapewne będą niemałe! Polecam!
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

czwartek, 18 września 2014

Alexandra Bracken - Nigdy nie gasną

Autor: Alexandra Bracken Tytuł: Nigdy nie gasną Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 478

W GŁĘBI MROKU KRYJE SIĘ NIEGASNĄCE DOBRO

Alexandra Bracken to dwudziestokilkuletnia autorka bestsellerów "New York Timesa". Swoją powieścią "Mroczne umysły" zjednała sobie pokaźne grono wielbicieli, w tym mnie. Gdy skończyłam czytać pierwszy tom jej trylogii, nie wiedziałam, co ze sobą począć. Choć miało to miejsce kilka miesięcy temu, wciąż dokładnie pamiętam, jakie uczucia ta lektura we mnie wzbudziła. Wywołała we mnie sprzeczne emocje, bo z jednej strony nie mogłam się doczekać, gdy będę miała w swoich rękach kontynuację, ale z drugiej strony obawiałam się jej. Obawiałam się, czy tak młoda pisarka udźwignie ciężar swojej własnej wyobraźni. Moje obawy były bezpodstawne i całkowicie niepotrzebne - autorka ta stworzyła sequel - co jest dosyć rzadkie - o wiele lepszy od prequelu. Jeszcze bardziej absorbujący i jeszcze bardziej wciągający. Przygotujcie się, bo gdy zaczniecie czytać "Mroczne umysły", nie odłożycie ich aż do końca, ale to w "Nigdy nie gasną" tak naprawdę docenicie pisarski potencjał Alexandry Bracken.

W dystopijnym świecie dzieci i nastolatkowie cierpią na tajemniczą chorobę, w skrócie nazywaną OMNI. Nikt nie wie, skąd się wzięła, ale jedno jest pewne: ma przerażające konsekwencje. Osoby, które na nią cierpią zyskują nadnaturalne zdolności. Państwo, obawiając się o bezpieczeństwo społeczeństwa zamyka "chorych" w specjalnie do tego celu przeznaczonych miejscach - w obozach, gdzie warunki są prawdziwie przerażające i mają mało wspólnego z rehabilitacją. Żółci, Zieloni, Niebiescy, Czerwoni i Pomarańczowi - tak są klasyfikowani.

W poprzednim tomie nasza główna bohaterka Ruby Daly musiała podjąć wiele decyzji, nie bacząc na swoje własne szczęście. Przystąpiła ona do organizacji o nazwie Liga Dzieci, która w założeniu ma wydostawać dzieci i nastolatków z obozów, a w rzeczywistości ma z tym niewiele wspólnego. Aby ochronić swoich najbliższych musi wyruszyć na niebezpieczną misję. Na szali jest życie osób, które kocha...
"Przez ostatnie kilka tygodni życie nieraz udowodniło mi, że im lepiej kogoś poznajemy, tym bardziej nam na tej osobie zależy. To nieuchronne. Granice się zacierają i później, kiedy przychodzi rozłąka, utrata relacji staje się nieznośnym cierpieniem."
Najbardziej spodobał mi się fakt, w jaki sposób Alexandra Bracken ukazała ewolucję głównej bohaterki. Ona naprawdę się zmieniła i to nie ulega wątpliwości. W pierwszym tomie Ruby dała się poznać jako nieporadna postać, bojąca się tego, że jest Pomarańczową, panicznie obawiająca się swoich umiejętności. Nieustannie sprawiała, iż czytelnik jej współczuł. W drugiej części to nie jest już ta sama postać, ale wręcz całkowicie inna, odmieniona, silniejsza. Gotowa na wszystko, aby chronić swoich bliskich. Patrząc na to, co robi, jak sobie radzi w niebezpiecznych sytuacjach wcale nie czułam do niej litości, ale podziw. Mogłoby się wydawać, że inni bohaterowie na tle tak dopracowanej Ruby mogą wydawać się mdli i nieporównywalnie gorsi. Nic bardziej mylnego - każdy z nich wyróżnia się własnymi cechami charakteru.

W "Nigdy nie gasną" pojawia się wiele nowych postaci, które zapewne miały zastąpić tę pustkę, którą pozostawili po sobie inni. I muszę przyznać, że naprawdę ciężko było mi do tych nowych twarzy zapałać sympatią, gdy przed moimi oczami rysowały się inne: Liam, Pulpet, Zu... Z czasem jednak i udało mi się polubić nadpobudliwego Jude'a i buńczuczną Vidę. Są to wyraziste kreacje bohaterów, którzy przyciągają uwagę, ciekawią, nie są ani trochę bezbarwni. Nawet Cate, której nie polubiłam w czasie lektury "Mrocznych umysłów" pokazała się z trochę cieplejszej strony. Alexandra Bracken naprawdę potrafi przedefiniować zdanie swoich czytelników... Myślałam sobie, że w wielu kwestiach na pewno nie zmienię opinii, a jednak tak się stało.

Wydawałoby się, że głównym zamierzeniem młodej autorki w czasie pisania kontynuacji "Mrocznych umysłów" było nieustanne zaskakiwanie swoich czytelników, a chwilami nawet szokowanie i bezwstydne granie na naszych emocjach. Były momenty, które mnie rozczarowywały, bo chciałam, aby niektóre wydarzenia ułożyły się inaczej, ale to przecież byłoby za łatwe i nie wywoływałoby żadnych emocji. Czasami chciałam obniżyć ocenę, ale znowu później następował zwrot w akcji i ponownie zmieniałam zdanie. Alexandra Bracken zaserwowała mi prawdziwą jazdę bez trzymanki.

"Nigdy nie gasną" to kontynuacja, która znacznie przerosła moje oczekiwania. Nie spodziewałam się tak dobrego i tak zaskakującego drugiego tomu. Zdecydowanie jest jeszcze lepszy niż poprzedni, na pierwszy plan wysuwa się dopracowana i spójna fabuła i świetna kreacja bohaterów. "Mroczne umysły" jak na powieść młodzieżową naprawdę zachwycają i pochłaniają. Nie byłam w stanie zająć się niczym, dopóki nie przewróciłam ostatniej strony tej książki. Ta trylogia spodoba się nie tylko wielbicielom dystopii czy fantastyki, ale także osobom, które czekają na powieść, którą czyta się z wypiekami na twarz. To jedna z najlepszych dystopijnych serii, jakie miałam okazję przeczytać i wprost nie mogę się doczekać, gdy w moich rękach będzie leżała finałowa część. Polecam! 
"Życie nie jest sprawiedliwe. Zajęło mi trochę czasu, zanim to zrozumiałam, ale okazuje się, że los zawsze znajdzie sposób, żeby cię rozczarować. Możesz snuć plany, a życie i tak pchnie cię w przeciwnym kierunku. Znajdziesz prawdziwych przyjaciół, ale i tak zostaną ci zabrani, nieważne, jak mocno będziesz walczyć, by ich zatrzymać. Kiedy po coś sięgniesz, to się sparzysz. Nie doszukuj się w tym sensu i nie próbuj tego zmieniać. Musisz pogodzić się z rzeczami, na które nie masz wpływu, i postarać się przeżyć. To twoje jedyne zadanie."
Moja ocena: 10/10

Wyzwania: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014, DYSTOPIA 2014.

piątek, 18 lipca 2014

Tahereh Mafi - Sekret Julii

Sekret Julii - Tahereh MafiAutor: Tahereh Mafi
Tytuł: Sekret Julii
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 437
Moja ocena: 10/10

Po przeczytaniu "Dotyku Julii" byłam w rozsypce, tak bardzo mi się spodobała ta powieść! Urzekł mnie ciekawy pomysł, a przede wszystkim nietypowy warsztat pisarski Tahereh Mafi. Dla przypomnienia, w pierwszej części poznaliśmy Julię Ferrars, zaledwie siedemnastoletnią dziewczyną obdarzoną tragiczną umiejętnością: jej dotyk zabija. Całe życie była odgradzana od ludzi, przebywała w ośrodkach dla problematycznej młodzieży i w końcu w psychiatryku. To tam poznała Adama Kenta - chłopaka, który na zawsze zmienia jej świat. Jest jednak jeszcze Warner - niesamowicie niebezpieczny i bezlitosny. Na końcu pierwszego tomu Julia i Adam lądują w całkowicie innym miejscu... Miejscu, o którego istnienia nawet nie podejrzewali...

Julia z Adamem po ucieczce z kwatery Komitetu Odnowy trafiają do Punktu Omega. Oboje poznają tam osoby o nadprzyrodzonych zdolnościach, a także ich przywódcę i założyciela tego miejsca - Castle'a. Jest to mężczyzna, który pomaga osobom o wyjątkowych umiejętnościach. Uczy ich kontroli, używania swojego daru tak, aby nie krzywdzić innych. Sielanka pary jednak nie trwa długo, w miejscu, gdzie znaleźli schronienie pojawia się coraz więcej wrogich żołnierzy oraz sam Warner i choć nie znają oni kryjówki buntowników - nikt nie może czuć się bezpiecznie. Na włosku zawiśnie także związek Julii i Adama, bowiem jej chłopak skrywa sekret, który może zniszczyć ich miłość.

Tahereh Mafi udało się wyrwać z okrutnych szponów sztampowości i przewidywalności. Stworzyła ona powieść z ostatnio bardzo popularnego gatunku "young adult", a którego nie ukrywam - czyta mi się najlepiej. O ile "Dotyk Julii" był dobry, o tyle "Sekret Julii" był jeszcze lepszy i jeszcze bardziej zachwycający. Zasługą tego jest fakt, jak wiele pisarka w tej części wyjaśniła. Pisząc "wiele" mam w dużej mierze namyśli Warnera. Tak, tego Warnera, którego zarzekałam się, że nigdy nie polubię. Jak mogłabym zapałać sympatią do kogoś tak bezlitosnego i niebezpiecznego, gdy obok jest odważny, kochający i troskliwy Adam? Otóż, najwidoczniej mogłam i sama już nie wiem jak Mafi rozwinie ten jakże ciekawy wątek trójkąta miłosnego. Zresztą bohaterowie tej trylogii to jeden z wielu jej plusów. W książkach odgórnie skierowanych do młodzieży postacie potrafią być tragicznie mało wyraziste. Jakby wszyscy byli kreowani na jedną modłę. Tutaj tego nie ma, każdy czymś się wyróżnia (nawet Julia). Poza nietrudnym do polubienia Adamem, sprzecznym Warnerem jest także Kenji. Zabawny, ironiczny, zawsze ma coś do powiedzenia i idealnie umie rozładować napięcie.

"Sekret Julii" to fantastyczny pokaz umiejętności pisarskich Tahereh Mafi. Nie zliczę, ile świetnych cytatów z tej powieści wyłapałam. Mafi pisze barwnie i plastycznie, przekazuje uczucia bohaterów tak realnie, że czytelnik przeżywa z każdą postacią jej wzloty i upadki. Dzięki warsztatowi pisarskiemu tę książkę czyta się po prostu wyśmienicie, wsysa totalnie do swojego świata. Ta pisarka sprawia, iż oderwanie się od lektury jest niemożliwe!

"Sekret Julii" jest pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji. W zasadzie przez prawie całą powieść nie wiedziałam, czego się spodziewać, w takim stopniu ta książka jest nieprzewidywalna. Tahereh Mafi ma takie pomysły, że czytelnik w zasadzie może po tej pisarce spodziewać się naprawdę wszystkiego. Wystarczy dodać to tego umiejętność autorki do budowania napięcia i przepis na długie godziny czytania murowany!

"Sekret Julii" to zapierający dech w piersiach sequel. Nie sądziłam, że drugi tom może być aż tak dobry, jednak Tahereh Mafi udowodniła mi, że owszem, może. Ta trylogia wzbudza wiele emocji, urzeka swoją oryginalnością i wciąga czytelnika w swoje szpony. Już nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po finałową część "Dar Julii". Tym, którzy jeszcze nie zapoznali się z tą serią, gorąco ją polecam - nie macie na co czekać!
„Wiedziałam, że słowa mogą ranić, ale nie wiedziałam, że mogą zabić.”
WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

niedziela, 30 marca 2014

Przedpremierowo: Alexandra Bracken - Mroczne umysły

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/213000/213059/249189-352x500.jpg
Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Mroczne umysły

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 449

Moja ocena: 10/10
PREMIERA: 2 KWIETNIA

"Mroczne umysły" to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie powieści tego roku. Reklamowana hasłem: "Najbardziej niepokojąca książka od czasów Igrzysk śmierci". Musicie przyznać, że brzmi kusząco, prawda?

Wszystko zaczęło się od tajemniczej choroby, która obejmowała jedynie dzieci i nastolatki. Początkowo nazywana chorobą Everharta - od imienia pierwszego chłopaka, który na nią zachorował, później nadano jej właściwą nazwę: ostra młodzieńcza neurodegeneracja idiopatyczna - w skrócie OMNI. Jednak prawdziwe przerażenie wśród społeczności budzą dzieci, które przeżywają i nagle zyskują tajemnicze i przerażające zdolności...

Ruby Elizabeth Daly, nasza główna bohaterka została w wieku dziesięciu lat umieszczona w Thurmond, w jednym z pierwszych obozów, które mają za zadanie "rehabilitować" innym jej podobnym. W rzeczywistości jednak nie mają nic wspólnego z pomocą. Ci, którzy jakimś cudem uciekli są bezlitośnie ścigani nie tylko przez żołnierzy SSP, ale także przez Łowców Nagród, zmuszeni oglądać się za ramiona, wiodąc niebezpieczne życie. Rząd podzielił dzieci na pięć grup: Zielonych, Niebieskich, Żółtych, Czerwonych i Pomarańczowych, z czego trzy ostatnie są uważane za najgroźniejsze. Ruby udaje się oszukać test klasyfikacyjny i zostaje uznana za Zieloną, podczas gdy w istocie jest Pomarańczową... Aby przeżyć, bohaterka musi ukrywać swoje zdolności, jednak, gdy w końcu natrafi na sojuszników, czy będzie gotowa im zaufać?
"(...) Czasem wypowiedzenie marzenia na głos wystarczy, żeby się spełniło."
Alexandra Bracken stworzyła pełnoprawną dystopię, której nie brakuje niczego,  z czystym sumieniem mogę napisać, że dawno nie czytałam tak świetnie przedstawionej historii z tego gatunku. Świat stworzony przez autorkę jest jednocześnie przerażający i przyciągający, a przede wszystkim diabelnie dobrze skonstruowany. Realia w "Mrocznych umysłach" nie są oryginalne i nie da się tego ukryć. Motyw wyludnionej Ameryki, niebezpiecznych żołnierzy, dzieci z tajemniczymi mocami - to wszystko już było, jednak autorce udało się przekazać to, co chciała w sposób świeższy, ciekawszy i całkowicie przemawiający do czytelnika. Paradoksalnie patrząc na każdy poszczególny element tej książki nie znajdziemy nic odkrywczego, ale na "Mroczne umysły" składa się całokształt i właśnie tak powinno się go postrzegać. To misternie skonstruowana fabuła, która nie jest ani trochę przewidywalna, to pełnokrwiści bohaterowie i całe pokłady buzującego napięcia. "Mroczne umysły" po prostu pokochałam i nie mogłam odłożyć tej powieści aż do przeczytania ostatniej strony.

Kolejnym pozytywnym aspektem tej książki są wstawki humorystyczne, których jak na powieść z tego gatunku jest naprawdę dużo. Poczucie humoru Alexandry Bracken zdecydowanie do mnie przemawia! Najlepsze oczywiście były przepychanki słowne Liam'a, Pulpeta i Ruby. Ta trójka naprawdę świetnie się uzupełnia, ich rozmowy potrafiły doprowadzić mnie do niekontrolowanych wybuchów śmiechu.

Bardzo spodobało mi się ukazanie głównej bohaterki. Muszę przyznać, że początkowo w ogóle nie zapałałam do niej sympatią. Wydawała mi się zbyt nudna, zbyt bezbronna, nawet zważywszy na umiejętności, które miała. Żółci, Czerwoni i Pomarańczowi to nastolatkowie z najgroźniejszymi umiejętnościami, a przecież nasza Ruby jest Pomarańczowa. Choć potrafiłam wczuć się w jej sytuację, zrozumieć, że boi się sama siebie, że traktuje swoje zdolności jako przekleństwo, irytowało mnie, że nie potrafiła się obronić w wielu sytuacjach. Im dalej brnęłam w tę powieść, tym powoli zaczęłam odkrywać jakiej przemianie ulega ta dziewczyna. Obserwowałam, jak zaczyna ufać swoi sojusznikom, zaczyna ich chronić i coraz głębiej wnikać w to, co umie. Oprócz tej postaci całkowicie i nieodwołanie pokochałam Liam'a Stewarta! Cóż to jest za chłopak! Nie brak mu charyzmy, poczucia humoru i odwagi, czyli mojej ulubionej kombinacji cech.

"Mroczne umysły" to misz-masz wszystkiego, czego szukam w tego rodzaju powieściach. Naprawdę jest mało takich cyklów, które potrafią zawładnąć czytelnikiem na tyle, żeby rzeczywistość nie miała żadnego znaczenia w obliczu niebezpieczeństw, którym czoła muszą stawić bohaterowie. To zdecydowanie jedna z najlepszych dystopii, jakie miałam kiedykolwiek okazję przeczytać! Polecam!

 

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014, DYSTOPIA 2014.

czwartek, 27 lutego 2014

Zapowiedź: Alexandra Bracken - Mroczne umysły


Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Mroczne umysły
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 460
Data premiery: 2 kwietnia 

Najbardziej niepokojąca książka od czasów „Igrzysk śmierci”!

Mam na imię Ruby.
Potrafię wedrzeć się do twojego umysłu, a nawet wymazać wspomnienia. Jako dziecko zostałam wysłana do obozu „rehabilitacyjnego” dla takich jak ja. Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne umysły. Zostałam przydzielona do Zielonych, ale w rzeczywistości jestem ostatnią z Pomarańczowych. Ukrywam to, żeby przetrwać. 

Jestem strasznie ciekawa tej książki, w końcu poziomem nie łatwo jest dorównać "Igrzyskom Śmierci". A Wy co sądzicie?

piątek, 3 stycznia 2014

Tahereh Mafi - Dotyk Julii


Autor: Tahereh Mafi
Tytuł: Dotyk Julii
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
Liczba stron: 336
Moja ocena: 9/10
"Dotyk Julii" to, można by rzec, prawdziwy fenomen young adult. Od momentu, gdy zauważyłam tę powieść w zapowiedziach wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Czas mijał, a książka nie trafiała w moje ręce, ale zapomnieć o sobie nie dawała. Raz po raz czytałam pozytywne recenzje tego dzieła i w końcu zostało mi dane je przeczytać... i wiecie co? Dlaczego to jest takie krótkie?!

Julia Ferrars od 264 dni jest zamknięta w odosobnieniu. W takich właśnie okolicznościach poznajemy młodą dziewczynę, która mieszka w małej celi bez możliwości porozumiewania się z innymi ludźmi czy wyjścia na zewnątrz. Nie została jednak odizolowana od społeczeństwa bez powodu. Bohaterka jest bowiem obdarzona niesamowicie przerażającą zdolnością, która sprawia, że nawet za sprawą najmniejszego dotyku niesie cierpienie, a nawet śmierć. Wszystko to dzieje się przypadkiem i nie jest winą nastolatki, która nie sprawuje kontroli nad swoją umiejętnością.
W skrócie: jej dotyk zabija.

Kontrolę nad całym światem przejął Komitet Odnowy, który widzi w Julii idealną broń do walki. W końcu dziewczyna, która swoim dotykiem zabija, może okazać się przydatnym narzędziem, prawda? Pewnego dnia do jej celi trafia Adam Kent, który od razu zaczyna wzbudzać w naszej głównej bohaterce milion emocji, bowiem od dawna przecież nie widziała, ani nie rozmawiała z innym człowiekiem. Jednak kłamstwa chłopaka szybko wychodzą na jaw i okazuje się, że nie jest on tym, za kogo go uważała. Ale nie tylko on jeden interesuje się "darem" Julii...

Julia pomimo swojego młodego wieku nigdy nie miała łatwego życia. Wzgardzona przez własnych rodziców, nieakceptowana przez społeczeństwo na każdym kroku była wytykana palcami i wyzwana. Za sprawą czegoś, na co tak naprawdę nie miała wpływu. Nikt z nas nie dostaje wyboru, jaki może się urodzić. Nie dostajemy plakietek: "dobry" czy "zły". Nasza główna bohaterka urodziła się z piętnem, przez które została nastygmatyzowana. Przez to, jak widzieli ją inni ludzie, ona postrzegała siebie tak samo. Nie widziała w swojej śmiertelnie niebezpiecznej umiejętności siły, ale winowajcę swoich problemów. Nie lubię bezbronnych bohaterek. Lubię, gdy mają charakter, a Julia taka na początku nie była, ale wraz z postępem akcji mogłam zauważyć, jak rozkwita. Jak się zmienia, stawia na swoim, walczy o lepsze życie. Naprawdę urzekła mnie kreacja tej postaci, pani Mafi spisała się genialnie. Nie wspominając już o uczuciach, które wzbudziła we mnie Julia. Naprawdę szczerze jej współczułam okrucieństwa, którego doświadczyła.
Z kolei męscy bohaterowie, którzy wysuwają się na główny plan to Adam Kent, żołnierz oraz jego przywódca, apodyktyczny, z fiołem na punkcie władzy i kontroli Warner. Obiektywnie rzecz patrząc to Adam jest tą "pozytywniejszą" postacią. Odważny, silny, krok po kroku jedna sobie serce Julii. Z drugiej strony patrząc to Warner przykuwa uwagę czytelnika, a jego osobowość pozostaje prawdziwą zagadką. Jest zmienny; w jednej chwili ciepły i opiekuńczy, a zaraz zły do szpiku kości. Jestem ciekawa, co sprawiło, że stał się taki, a nie inny.

Warsztat pisarski Mafi po prostu mnie zachwycił swoją oryginalnością. Jest pełen metafor i pięknych cytatów, a przy tym nie nuży, nie jest przesadzony artyzmem. Po prostu idealny. W połączeniu z świetną fabułą i kreacją bohaterów "Dotyk Julii" czyta się błyskawicznie, z niesłabnącym napięciem, a oderwanie się od lektury jest po prostu niemożliwe.

Każda kartka "Dotyku Julii" jest przesycona oryginalnością, pomimo tego iż na rynku wydawniczym nie brakuje dystopii. Dialogi zostały napisane w czasie teraźniejszym, co moim zdaniem okazało się strzałem w dziesiątkę. Prawie czułam, jakbym uczestniczyła wraz z bohaterami w opisywanych wydarzeniach. To niesamowite jak dobra książka potrafi oddziaływać na wyobraźnię czytelnika. Ponadto nietypowym elementem tej powieści okazały się także myśli Julii, które zostały skreślone. Te myśli, których nie chciała lub o których nie powinna myśleć. Nigdy z czymś takim się nie spotkałam, a powiew świeżości okazał się dla mnie przyjemną odmianą.

"Dotyk Julii" to jedna z lepszych książek, jakie kiedykolwiek miałam okazję przeczytać. Pochłania, przyciąga i magnetyzuje nie tylko wspaniałą oprawą graficzną, ale także i opisem. To zniewalające połączenie antyutopii z romansem, które spodoba się nie tylko wiernym fanom gatunku, ale także i wielbicielom niezapomnianych wrażeń. Już nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po kontynuację, "Sekret Julii"!
  
WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ, DYSTOPIA 2014.

środa, 25 grudnia 2013

Veronica Rossi - Przez burze ognia

Przez burze ognia - Veronica Rossi 
Autor: Veronica Rossi
Tytuł: Przez burze ognia
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
Liczba stron: 368
Moja ocena: 9/10

ROZDZIELIŁ ICH ŚWIAT
POŁĄCZYŁO PRZEZNACZENIE
Siedemnastoletnia Aria, główna bohaterka książki "Przez burze ognia" mieszka w Reverie, technologicznie rozwiniętej Kapsule, gdzie ludzie są bezpieczni z dala od śmiercionośnego eteru. Podobnie jak inni mieszkańcy Kapsuły Aria egzystuje na dwóch przestrzeniach, tej rzeczywistej, przedstawionej w odrzucający, nijaki sposób oraz tej wirtualnej, w której istnieją tzw. "Sfery". Sfery to miejsca, które dostarczają mieszkańcom Kapsuł rozrywkę, a przede wszystkim są całkowicie nieszkodliwe.

Jedno wydarzenie zmienia dotychczas spokojne i wolne od niebezpieczeństw życie nastolatki. Z osobistych pobudek udaje się tam, gdzie nie powinna z nieodpowiednimi osobami. Tereny, na które zapuszczają się nastolatkowie się zakazane. Ten nieodpowiedzialny wybryk odbija się na dalszych przygodach naszej bohaterki, Arii, która ląduje w miejscu, gdzie jej szanse na przeżycie są bliskie zeru.
Aria bowiem zostaje wyrzucona do Umieralni, w której można, jak mawiają, zginąć na milion sposobów.
Zbiegiem okoliczności dziewczyna poznaje Wykluczonego, Dzikusa, którego się boi, a jednak mimo to ich drogi nieodwracalnie się krzyżują...
„Dla tych, których kochamy, potrafimy być najokrutniejsi.”
Antyutopijna wizja świata stworzona przez Veronicę Rossi jest po prostu zachwycająca, dopracowana w każdym calu, a także w dziwny sposób pociągająca. Autorka sprawiła, iż otaczająca mnie rzeczywistość wydawała się nie mieć znaczenia w obliczu śmiercionośnego eteru czyhającego na bohaterów, wydającego się prawie obserwować ich zmagania, walkę o przeżycie. Ponadto Rossi jest bardzo oddana temu, co stworzyła i widać, iż zostało to dokładnie przemyślane i skonstruowane. Wykluczeni, Osadnicy, Kapsuły, Sfery, burze eterowe... to tylko namiastka tego, co możemy w tej historii odnaleźć. W powieści tej mamy do czynienia z czymś nowym i oryginalnym, a podczas lektury z pewnością nie nawiedzi Was to uporczywe uczucie mówiące, iż to wszystko już było.

Dystopie w połączeniu z wątkiem miłosnym potrafią uprzyjemnić czas, ale coraz częściej nie jest to dla mnie wystarczające. Im więcej książek z tego gatunku czytam, tym coraz trudniej mnie zadowolić. Rossi udało się to nawet z nawiązką. Przede wszystkim autorka nie skupiła się tylko i wyłącznie na romansie, ale także i potrafiła świetnie odzwierciedlić trudy przetrwania w strasznej rzeczywistości. Obserwując zmagania Arii byłam zmuszona do zastanowienia się, co ja bym zrobiła będąc na jej miejscu. Główna bohaterka zostaje wyrzucona w miejsce, które dotychczas było jej znane tylko z przerażających opowieści, a mimo to wola walki, która się w niej tliła jest ukazana w oszałamiająco dobry sposób. "Przez burze ognia" pokazuje do czego człowiek jest zdolny, w obliczu niebezpieczeństwa i jak silna wola walki w ostatecznym rozrachunku okazuje się przydatna.

Zanim napomknę o romansie, chciałabym też wspomnieć o kreacji bohaterów, bo zdecydowanie zasługuje ona na uznanie. Coraz częściej odkrywam, iż powieści z góry skierowane do młodzieży nie zadowalają pod względem różnorodności postaci. Jeden charakter wygląda jak kalka drugiego. Nie obawiajcie się, w książce Rossi tego nie znajdziecie. Aria, ma ogromną wolę walki, nie poddaje się nawet, gdy staje w obliczu nowej rzeczywistości. Stara się sobie radzić z różnymi efektami. Ale właśnie na tym polega życie, prawda? By po porażce wstać, pozbierać się i próbować dalej, bo jako ludzie popełniamy błędy. Autorka w swoją historię tchnęła realność, nie czyniąc swoich bohaterów wyidealizowanych. Szczególnie interesującą osobowością okazał się dla mnie Perry, który wydaje się mieć dwie sprzeczne natury, z czego do jednej, tej wrażliwszej nie chce się przyznać. Ciekawym doświadczeniem jest obserwowanie, jak jego emocjonalna zbroja kruszy się rozdział po rozdziale. Moją sympatię zaskarbił sobie też Roar, niezwykle interesująca postać, jestem bardzo ciekawa w jaką stronę Rossi pociągnie ten wątek.

Kolejnym plusem tej powieści jest narracja. Veronica Rossi dobrze postąpiła pokazując wydarzenia z dwóch perspektyw - Arii, oraz Perry'ego, przy czym obie narracje są trzeciosobowe. Pozwoliło mi to na lepsze rozeznanie w historii, a autorce - na jeszcze lepsze jej rozwinięcie. Ponadto pisarka ma bardzo dobry warsztat pisarski, przez co jej dzieło czyta się bardzo płynnie, z niesłabnącym entuzjazmem i napięciem. Styl pisania w tej książce jest lekki, przystępny i nieskomplikowany, idealnie wpasował się w mój gust czytelniczy.

Można mówić, że "Przez burze ognia" to tylko kolejna dystopia o tym samym, co już było wałkowane milion razy. Jednak obiektywnie rzecz mówiąc wcale tak nie jest. Książka ta ma w sobie ogromny potencjał, jest pełna oryginalności, a sama autorka pokazuje, iż ma w zanadrzu jeszcze dużo wątków do rozwinięcia i pomysłów do wykorzystania. Poza tym klimat, który Veronica Rossi roztacza nad swoim dziełem jest po prostu intrygujący, przez co jestem szczerze ciekawa, jak dalej potoczą się losy bohaterów. Mi nie pozostaje nic innego, jak sięgnięcie po kontynuację o tytule "Przez bezmiar nocy", a Was zachęcam do zapoznania się z pierwszą częścią.

CZYTAM FANTASTYKĘ, PARANORMAL ROMANCE.

środa, 2 października 2013

C.J Daugherty - Dziedzictwo


Autor: C.J Daugherty
Tytuł: Dziedzictwo
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 440
Moja ocena: 9/10
Zimne kalkulacje i porywy serca.
Wielka polityka i szkolne troski.

Drugi tom bestsellerowej sagi Wybrani zabierze Was ponownie do najbardziej ekskluzywnej szkoły w Wielkiej Brytanii i odkryje jej kolejne sekrety.

Czy Allie pozna wreszcie największą tajemnicę swojego życia i rozwiąże zagadkę Nocnej Szkoły? Kim jest tajemniczy szpieg działający w Akademii Cimmeria? Czy szkoła jest gotowa na kolejny atak Nathaniela?
 

"Wybrani" autorstwa C.J Daugherty to niekwestionowany czytelniczy hit tego roku. Wydaje mi się, że wręcz zapanował szał na ten tytuł. Ja także w maju tego roku zakupiłam pierwszą część serii i spotkanie z nią zdecydowanie mogę zaliczyć do udanych, z przyjemnością więc przyszło mi zapoznać się z jej kontynuacją, "Dziedzictwem".

Dla przypomnienia, w pierwszym tomie poznaliśmy zbuntowaną nastolatkę imieniem Allie Sheridan. Niepokorna dziewczyna na każdym kroku sprawiała problemy, więc rodzice postanawiają wysłać ją do ekskluzywnej szkoły dla najbogatszej młodzieży - Akademii Cimmeria. Pomimo dziwnych panujących tam zasad, główna bohaterka szybko zawiera nowe znajomości i zaczyna komfortowo czuć się  w nowym miejscu. Mury Cimmerii jednak skrywają wiele tajemnic, które nieubłaganie zaczynają wychodzić na jaw.

Allie po tragicznych wydarzeniach z pierwszej części wyjeżdża na wakacje do domu, jednak jej pobyt tam nie trwa długo, bowiem ktoś próbuje ją porwać. Szybko okazuje się, że najbezpieczniejszym wyjściem będzie powrót do Cimmerii, która dla bohaterki nie jest już taka, jak dawniej. Nie, od kiedy wie istnieniu Nocnej Szkoły i związuje się z Carterem Westem. Jest jeszcze Nathaniel, który dla władzy jest gotów posunąć się do wszystkiego. Jak dalej potoczą się losy naszych ulubionych postaci z Cimmerii?

Czytelnik od pierwszej strony zostaje wrzucony w wir akcji, która stopniowo zwalniała, tylko po to, aby przyśpieszyć jeszcze szybciej! W pierwszej części czułam niedosyt, bo niewiele zostało wyjaśnione, a teraz stwierdzam, że ten celowy zabieg ze strony autorki okazał się strzałem w dziesiątkę! Naturalnym odruchem człowieka jest chęć dowiedzenia się więcej, a to jeszcze bardziej wzmaga zainteresowanie. 

Autorka całkowicie mnie zaskoczyła i oczarowała swoją twórczością. Jej warsztat może nie należy do wybitnych, jest raczej typowy i często spotykany w "młodzieżówkach". Nie zmienia to faktu, że pomysł na fabułę C.J Daugherty zasługuje na uznanie. Miłą odmianą było czytanie czegoś, nie mając przy tym uporczywych myśli "przecież to już było"!

Średnio podoba mi się wątek trójkąta miłosnego w książkach. Raczej nie potrafi zaskoczyć i z góry można założyć, czego się spodziewać. W całej sadze "Wybranych" odkrywa istotną, a wręcz kluczową rolę, więc co nieco o nim napomknę. Zacznijmy od tego, że u C.J Daugherty pomysł ten okazał się żyłą złota. Autorka idealnie połączyła ze sobą ideę Nocnej Szkoły i miłosnych rozterek, przez co stworzyła coś wyjątkowego i zwyczajnego jednocześnie. Ostatecznie całość prezentuje się jako emocjonująca treść opakowana w świetnej szacie graficznej. Czy można chcieć czegoś więcej?

"Dziedzictwo" emanuje niesamowitym napięciem, jest pełne intryg i miłosnych uniesień. Autorka w tej części nie poskąpiła swoim czytelnikom porządnej dawki słodko-gorzkich emocji! To świetna kontynuacja, a wręcz wymarzona! Jeśli się wahacie, to rozwiewam Wasze wątpliwości, "Wybrani" są jak najbardziej warci poznania!

wtorek, 29 stycznia 2013

(18). Lauren Oliver - 7 razy dziś

   
 
Autor: Lauren Oliver
Tytuł: 7 razy dziś
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 384
Moja ocena: 9/10

Co by było gdybyś miał tylko jeden dzień do przeżycia? Co byś zrobił? Kogo byś pocałował? I jak daleko byś się posunął, aby ocalić swoje życie?
Samantha Kingston ma wszytko - najbardziej uroczego chłopaka, trzy wspaniałe przyjaciółki i pierwszeństwo we wszystkim w szkole Thomasa Jeffersona, od najlepszego stolika w stołówce po najbardziej pożądane miejsce na parkingu. Piątek dwunastego lutego powinien być kolejnym dniem z jej sielankowego życia.
Jednakże zamienia się on w jej ostatni dzień życia. Wtedy dostaje drugą szansę. Siedem szans. Przeżywając ostatni dzień w ciągu jednego tygodnia, rozwikła tajemnicę swojej śmierci. Odkryje prawdziwą wartość wszystkiego, co może stracić...

"7 razy dziś" nie jest pierwszą przeczytaną przeze mnie książką tej autorki, bowiem pierwszą było "Delirium", które wręcz pochłonęłam. Nieciężko więc wyobrazić sobie, że kiedy miałam okazję przeczytać "7 razy dziś" Lauren Oliver, to od razu skorzystałam z tej okazji. Czy warto? To postaram się przybliżyć w swojej recenzji.
„Może dla ciebie jest jakieś jutro. Może dla ciebie istnieje tysiąc kolejnych dni albo trzy tysiące, albo dziesięć- tyle czasu, że możesz się w nim zanurzyć, taplać do woli, że możesz pozwolić by przesypywał ci się przez palce jak monety. Tyle czasu, że możesz go zmarnować.”
 "7 razy dziś" opowiada historię niebanalną, po przeczytaniu której nasuwają nam się setki pytań. Książka ta jak przypuszczam, właśnie taką funkcję pełnić miała, więc spisała się świetnie.
Główną bohaterką jest Samantha Kingston. Wydaje się, że ma wszystko: przystojnego chłopaka Roba oraz oddane jej przyjaciółki: Lindsay, Ally oraz Elody. Cała akcja toczy się praktycznie w jednym dniu: 12 lutym, a jest to Dzień Kupidyna, podczas którego uczniowie otrzymują tzw. Valogramy, a są to zwyczajne róże z dołączonymi liścikami, od przyjaciół, chłopaka czy nawet, jak się okazuje - wrogów. Nie muszę chyba wspominać o tym, że im więcej się ich dostanie, tym bardziej jesteśmy popularni i "fajni". W owym dniu również odbywa się impreza u Kenta McFullera, niegdyś dawnego znajomego Sam, o którym wolałaby ona raczej zapomnieć. Ta impreza dosłownie jest centrum akcji w tej książce.
Następnego dnia Samantha Kingston budzi się i okazuje się, że znowu jest piątek 12 lutego! Głównej bohaterce zabiera trochę czasu zrozumienie tego, co się dzieje, ale kiedy już to nadchodzi, wie, że powinna zmienić bieg wydarzeń tego feralnego dnia. Od tamtej pory robi wszystko, czego wcześniej nie robiła, zwraca uwagę na rzeczy, które jej nie obchodziły. Mamy okazję zobaczyć Sam, taką, jaką jest naprawdę, zanim zaprzyjaźniła się z Lindsay, Elody i Ally, czyli zwyczajną, lubiącą jazdę konną dziewczynę, a nie popularną i okrutną wyśmiewającą się z Juliet Sykes.
„Tak chyba wyglądają wszystkie pożegnania - przypominają skok w przepaść. Najtrudniej podjąć decyzję, że się to zrobi. Kiedy już się leci, nie można zrobić nic innego, jak tylko się temu poddać.”
"7 razy dziś" czytało mi się przyjemnie, dzięki prostemu stylowi pisania Lauren Oliver. Jest to historia, którą naprawdę warto poznać i po przeczytaniu której nasuną nam się rozmaite refleksje: o tym jak traktujemy innych i czy te osoby naprawdę na to zasłużyły. Uważam, że naprawdę warto poświęcić tej książce czas, ja z pewnością nie zaliczę go do zmarnowanego.