my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 maja 2015

Tricia Rayburn - Głębia

Autor: Tricia Rayburn Tytuł: Głębia (tom 2) Wydawnictwo: Dolnośląskie Liczba stron: 367

Po tragicznej śmierci swojej siostry życie Vanessy Sands zaczyna w końcu wracać do normy. Rozpoczyna ona ostatni rok swojej nauki w liceum i ma nadzieję, że wszystko w końcu się ułoży, i będzie ona mogła zostawić przeszłość za sobą. Nie jest to jednak takie proste, bowiem wszystko co wie o swojej rodzinie jest kłamstwem. Między nią a Simonem także wszystko zaczyna się psuć, ponieważ dziewczyna boi się wyznać mu prawdę. Jakby było tego mało, Vanessa nie jest do końca przekonana, czy syreny z Winter Harbor naprawdę nie żyją...

Niedawno miałam okazję zapoznać się z cyklem, którego motywem przewodnim są syreny. Został on stworzony przez Tricię Rayburn i składa on się z trzech części: "Syreny", "Głębi" i "Mrocznej toni". Od samego początku, gdy tylko ta seria pojawiła się w Polsce, byłam nią zaciekawiona i to nie tylko przez wgląd na piękne, klimatyczne okładki. Syreny to temat, który nie jest często poruszany w powieściach, których grupą docelową jest młodzież, a więc nic dziwnego, że moja fascynacja została rozbudzona. I niestety, nie została ona do końca zaspokojona. Już w prequelu zauważyłam, że autorka słabiutko rozwinęła wątek tych niesamowitych istot, jakimi są syreny, ale stwierdziłam, iż w sequelu na pewno ulegnie to zmianie. Niestety, tak się nie stało. W zasadzie cała fabuła "Głębi" opiera się w sumie na... niczym. Główna bohaterka, Vanessa, swobodnie lawiruje sobie pomiędzy różnymi wydarzeniami, ale tak naprawdę nie ma żadnego jednego wątku, który ładnie scalałby wszystko w spójną, nierozerwalną całość. Pojawiają się nowi bohaterowie i to chyba oni według Rayburn są ważniejsi niż same syreny, które zostały potraktowany bardzo po macoszemu.

Czym są syreny według autorki? W zasadzie są praktycznie normalnymi ludźmi. Dobra, muszą zanurzać się w słonej wodzie i takową pić, ale to dla mnie trochę za mało. A, nie zapomnijmy o tym, że przyciągają one męski wzrok, zważywszy na ich atrakcyjność. W sumie to nic więcej. W ogóle dziwię się Tricii Rayburn, że zdecydowała się na poruszenie motywu syren, skoro nie potrafiła go udźwignąć i zamiast tego wcisnęła swoim czytelnikom bardzo uproszczoną i ubogą wersję. Po lekturze "Głębi" już się przyzwyczaiłam i ochłonęłam z ideą, że syreny w tym cyklu stanowią jedynie tło dla rozterek głównej bohaterki.

"Głębia" nie jest kontynuacją, na którą liczyłam. Fakt, przeczytałam ją równie szybko, jak "Syrenę", ale o ile na mankamenty w pierwszym tomie można przymknąć oczy, o tyle w drugim rzucają się one w oczy niczym jaskrawy neon. Gdzie te syreny, ja się pytam? Dobrze, że chociaż warsztat pisarski autorki nie uległ zmianie i całą książkę czytało się szybko, i przyjemnie. Mam już "Mroczną toń" na swojej półce i niedługo ją przeczytam. Ciekawi mnie jednak, czy finałowa część okaże się lepsza...
Moja ocena: 5/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

poniedziałek, 30 marca 2015

Beth Revis- Milion słońc

Autor: Beth Revis Tytuł: Milion słońc (tom II) Wydawnictwo: Dolnośląskie Liczba stron: 371

Na pokładzie "Błogosławionego" zmierzającego na nową planetę Centauri-Ziemię zapanował pozorny spokój po obaleniu dyktatury Najstarszego. Spokój ten jednak bardzo szybko zaczyna znikać, gdy obywatele nie są już kontrolowani przez lekarstwo nazywane fidusem. Wybuchają zamieszki, protesty. Ludzie nie chcą godzić się na rządy Starszego, chcą sami wybrać swojego władcę. Bunt przybiera coraz większe rozmiary, gdy nieoczekiwanie ktoś zostaje zamordowany.

Starszy, mając przy swoim boku mieszkankę Ziemi - Amy, pragnie za wszelką cenę ukrócić protesty i przywrócić "Błogosławionego" do stanu świetności. To jednak nienależy do najłatwiejszych zadań, a z czasem wychodzi na jaw, że nic nie jest takie, jakie się wydawało... Nowa planeta wydaje się być celem, do którego nigdy nie uda im się dotrzeć.

Pierwszy tom tej trylogii, "W otchłani" zachwyca pod wieloma aspektami. Beth Revis stworzyła oryginalną, pasjonującą książkę, którą czytałam z wypiekami na twarzy. Dosłownie! A niewiele dzieł jest w stanie właśnie to ze mną zrobić. Dystopia tej autorki została stworzona na naprawę mocnych fundamentach, bowiem postanowiła ona połączyć oba gatunki i stworzyć jedną, spójną całość. Całość, która nie przypominałaby nic, co bym wcześniej czytała. Muszę przyznać, że ta intrygująca mieszanka dystopii i sci-fi totalnie mnie w sobie rozkochała. Nic więc dziwnego, że nie zwlekałam długo z sięgnięciem po sequel, "Milion słońc".

"W otchłani" to zaledwie wstęp do większej historii, a mimo to ciekawi czytelnika. Jeśli chodzi o "Milion słońc", to tutaj zaczyna się właściwa akcja, pełna tajemnic i intryg, które ja starałam się rozwiązywać razem z moimi ulubionymi bohaterami. A wcale tak łatwo i przewidywalnie nie było. Z czystym sumieniem mogę napisać, że większości wydarzeń po prostu nie przewidziałam. Zagadka goniła zagadkę, zmierzając do nieuchronnego końca. To, wraz z połączeniem lekkiego i przystępnego warsztatu pisarskiego Beth Revis sprawiło, że nie mogłam się oderwać aż do ostatniego rozdziału. Czytanie tej książki to tylko i wyłącznie sama przyjemność, która z powodzeniem sprawi, że oderwiecie się od rzeczywistości na kilka wieczorów.

Narracja dwutorowa, podobnie jak w przypadku pierwszego tomu to strzał w dziesiątkę. Daje przede wszystkim czytelnikowi większe pole do manewru i starania się rozwikłania zagadki. Dzięki temu mogłam obserwować, jak Starszy zmaga się z trudnymi aspektami posiadania władzy oraz jak Amy podąża za wskazówkami znienawidzonej przez siebie osoby i dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy o planecie, która jest ich celem...

"Milion słońc" podobało mi się niemniej niż "W otchłani". Beth Revis zdecydowanie trzyma wyrównany poziom i mam nadzieję, że w finałowej części, "Cieniach ziemi" zaskoczy mnie jeszcze bardziej. Coś czuję, że będzie to niezapomniana przygoda i na długo nie będę mogła wyrzucić tej trylogii ze swojej głowy.
Moja ocena: 8/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

poniedziałek, 9 marca 2015

Beth Revis - W otchłani

Autor: Beth Revis Tytuł: W otchłani Wydawnictwo: Dolnośląskie Liczba stron: 388

O książce "W otchłani" autorstwa amerykańskiej autorki Beth Revis słyszałam już kilka lat temu. Jak - z pewnością wielu czytelników - przyciągnęła mnie magnetyzująca okładka tego dzieła. Piękna, dopracowana, a przede wszystkim idealnie oddająca zawartość lektury. Jednak ja przecież nie chcę pisać jedynie o oprawie graficznej, nie wtedy, gdy treść jest niesamowicie wciągająca i pomysłowa. Wprost uwielbiam, gdy ładne okładki idą w parze z równie dobrą treścią. Jak się już zapewne domyślacie, "W otchłani" totalnie mnie urzekło...

Nieodległa przyszłość. Amy wraz ze swoimi rodzicami zostaje poddana hibernacji, ponieważ biorą oni udział w specjalnej misji. Misji, która ma na celu zaludnienie nowej planety. Ich podróż ma trwać trzysta lat. Nie wszystko jednak przebiega zgodnie z planem...

Pewnego dnia Amy zostaje wybudzona ze snu. Ktoś chciał ją zamordować. Nastolatka na statku o nazwie "Błogosławiony" nie potrafi się odnaleźć. Miejscem tym rządzi Najstarszy, który nie idzie łatwo na ustępstwa. Po nim władzę ma przejąć Starszy - szesnastolatek, który jako jedyny wydaje się rozumieć Amy i nie traktować jej jak odmieńca. Komu bohaterka może zaufać? A kto okaże się jej zgubą?

To godne podziwu, że Beth Revis udało się stworzyć tak dobrą, a jednocześnie tak przerażającą dystopię. Jeszcze bardziej jest to zadziwiające, zważywszy na to, ile tego rodzaju książek jest obecnie dostępnych na rynku wydawniczym. Z pewnością żaden szanujący się fan takich powieści nie może narzekać na mały wybór. Jednak sama dostępność wielu dystopii przecież nie jest gwarantem tego, że komukolwiek się one spodobają. Od razu nasuwa się pewien wniosek - im więcej tego rodzaju pozycji, tym ciężej jest stworzyć oryginalną koncepcję, która skradnie serca czytelników. Na całe szczęście tej amerykańskiej pisarce to się udało i mogę z czystym sumieniem napisać, że wywiązała się ona ze swojego zadania. Może nawet z nawiązką.

"W otchłani" jest tak dobrą książką ze względu na swoją oryginalność, ale także i resztę równie istotnych aspektów. Na całokształt przecież nie składa się jedna rzecz. Ta powieść łączy w sobie dwa gatunki: dystopię i science-fiction. I o ile za tym pierwszym wręcz przepadam, to z drugim nie miałam za wiele do czynienia. Beth Revis jednak totalnie mnie do niego przekonała! Jej powieść jest dopracowana, bardzo spodobał mi się sposób, w jaki ukazała życie mieszkańców na"Błogosławionym". Dla ludzi tam żyjących, wszystko jest idealne. To osoby proste, nieposzukujące żadnych przygód i adrenaliny. I ja całkowicie to rozumiem, jednak według mnie natura człowieka to coś zgoła innego. Owi mieszkańcy znają tylko i wyłącznie taką egzystencję, którą ktoś im wpoił i nauczył ich według niej podążać. Odmienność nie jest cechą pożądaną, wszyscy są tacy sami. Gody dosłownie wprawiły mnie w przerażenie. Co by nie powiedzieć, jednak trochę nas, ludzi, odróżnia od zwierząt. Wizja przyszłego świata ukazana w tej książce na początku może kusić. Zero inności, zero indywidualności (liczy się tylko zbiorowość), proste życie. Z czasem jednak czytelnik przekonuje się, jak pusta ta egzystencja musi być, podporządkowana Najstarszemu, mieszkańcy, którzy dają ciche zezwolenie na manipulację. To zdecydowanie świat, w którym nie chciałabym żyć. Jeśli jednak chodzi o usytuowanie w nim akcji - to strzał w dziesiątkę! Czytelnik nie wie, z której strony zaatakuje go wróg,

Kolejnymi zaletami "W otchłani" są pełnokrwiści bohaterowie, dynamizm akcji, oraz lekkość warsztatu pisarskiego Beth Revis. Jak wyżej wspomniałam, mieszkańcy "Błogosławionego" w większości są tacy sami, ale jak wiadomo od każdej reguły są wyjątki i tutaj także ich nie zabrakło. Harley jest nieprzewidywalnym artystą i ma w sobie taką tęsknotę za nieznanym, że czytelnik od razu zaczyna go lubić. Najstarszy od początku zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak ja statku. Jest bystry, mądry i z pewnością można go nazwać urodzonym przywódcą. Co się tyczy Amy... Polubiłam ją. Sposób, w który radzi sobie z życiem na statku jest godny podziwu. Ta nastolatka jest dla innych odmieńcem, ale nie pozwala, aby to ją załamało.

Dynamizm akcji to głównie zasługa dwutorowej narracji. Z jednej strony czytelnik ma okazję obserwować wydarzenia z punktu widzenia Amy, a z drugiej strony Starszego. To sprawia, że w pewnością nikomu nie umknie żaden szczegół i pozwala na szersze pole do zastanowienia się. Dynamizm także na nic by się nie zdał, gdyby warsztat pisarski Beth Revis był toporny i bez polotu. Na szczęście - wcale tak nie jest. Ta pisarka z wprawnie lekkością wciąga w stworzoną przez siebie dystopię, gwarantując, że nie oderwiemy się od lektury aż do ostatniej kartki.

"W otchłani" to idealne połączenie dystopii i science-fiction. To jedna z lepszych książek, jakie miałam okazję kiedykolwiek przeczytać i żaden fan tych gatunków z pewnością nie poczuje się rozczarowany! Pogrąż się w otchłani... Polecam!
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

niedziela, 2 marca 2014

Elizabeth Chandler - Bratnie dusze

Bratnie dusze - Mary-Claire Helldorfer
Autor:Elizabeth Chandler

Tytuł:Bratnie dusze

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Liczba stron: 255

Moja ocena: 7/10
Za mną już dwie części sześciotomowego cyklu "Pocałunek anioła" autorstwa Mary-Claire Helldorfer, piszącej pod pseudonimem jako Elizabeth Chandler. Seria ta na tyle mnie urzekła, że postanowiłam zapoznać się z kolejnymi jej częściami.

Ivy straciła swojego chłopaka, Tristana wypadku samochodowym i wydawało się, że nic nie może być gorsze od tego faktu. Okazuje się, że jednak- owszem- może być gorzej. Siedemnastolatka dowiaduje się, iż w istocie nie był to wypadek, bo wszystko zostało wcześniej zaplanowane... No właśnie, zaplanowane, ale przez kogo? 

Po incydencie na dworcu kolejowym wszyscy są przekonani, że Ivy chciała popełnić samobójstwo. Przecież nie tak dawno temu straciła ukochaną osobę. Gregor, jej przybrany brat za wszelką cenę chce udowodnić, że nastolatka jest szalona. Nie wie jednak, iż ma ona wsparcie w Tristanie, który wrócił na ziemię jako anioł, żeby jej pomóc. Jednak czy zdąży, nim będzie za późno?

"Pocałunek anioła" urzekł mnie swoją prostotą. To naprawdę lekka i przyjemna seria, idealna na długie wieczory. Elizabeth Chandler ma ciekawy i bardzo przystępny warsztat pisarski, co w połączeniu z szybko mknącą akcją sprawia, iż jej książki czyta się błyskawicznie. Podobnie jak w przypadku poprzednich części i tę, trzecią, pochłonęłam za pierwszym podejściem.

"Bratnie dusze" to według mnie najlepsza z dotychczasowych tomów, ale kto wie, przede mną jeszcze trzy następne, więc może zmienię zdanie, ale póki co będę się go trzymała. Co tą konkretną powieść wyróżnia? Przede wszystkim więcej wszystkiego: więcej akcji, więcej napięcia, więcej klarowności i więcej niebezpieczeństwa. Odniosłam wrażenie jakby autorka w dwóch pierwszych częściach zaledwie zarysowała temat, zasygnalizowała, o czym chce pisać i jaką historię chce przekazać swoim czytelnikom, ale to dopiero w połowie serii jej umiejętności nabierają tempa.

"Bratnie dusze" to świetna kontynuacja poprzednich tomów. Autorka wysoko postawiła poprzeczkę i aż nie mogę się doczekać, co przygotowała w następnych częściach. Cykl "Pocałunek anioła" polecam fanom lekkich serii poruszających motyw aniołów.

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

czwartek, 30 stycznia 2014

Elizabeth Chandler - Potęga miłości

Potęga miłości - Mary-Claire Helldorfer 
Autor: Elizabeth Chandler
Tytuł: Potęga miłości
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 216
Moja ocena: 7/10


W poprzedniej części mieliśmy okazję zobaczyć rodzącą się miłość pomiędzy Tristanem a Ivy. Miłość, która została gwałtownie przerwana w wypadku samochodowym, w którym ginie Tristan, a jego dziewczyna uchodzi z życiem.

Ivy po śmierci swojego chłopaka jest załamana, traci wiarę w anioły, które niegdyś były istotną częścią jej życia. Nie wie jednak, iż Tristan wrócił na ziemię jako anioł i odkrywa, iż wypadek, w którym zginął nie był przypadkowy... Teraz jego dziewczynie grozi niebezpieczeństwo... Czy uda mu się uratować Ivy, nim będzie za późno?
Pomimo nieco oklepanego tematu, "Pocałunek anioła" naprawdę mi się spodobał. Nie czekałam więc długo z wypożyczeniem kolejnych części tego cyklu i w końcu przystąpiłam do czytania kontynuacji pod tytułem "Potęga miłości".

"Potęga miłości" jest prawie kalką pierwszej części. Fabuła nadal pozostaje praktycznie taka sama, tempo akcji mknie szybko, a autorka uwodzi czytelników swoim lekkim i przyjemnym warsztatem pisarskim. Jest to opowieść o niezwykle silnej młodzieńczej miłości, która może przetrwać wszystko i trwać mimo wszystko. Nawet mimo śmierci. 

Cykl stworzony przez Elizabeth Chandler jest głównie skierowany do młodzieży, co dla mnie po przeczytaniu pierwszego tomu jest całkowicie jasne. Nie znajdziemy w tej serii wielkich rewelacji, nie zmieni ona naszego życia. "Potęgę miłości" czyta się po prostu błyskawicznie, spokojnie da się radę ją skończyć za jednym "posiedzeniem".

Po raz kolejny zostałam rozczarowana przez małą objętość tej książki. Znowu odniosłam wrażenie, jakby autorka niepotrzebnie przyśpieszała niektóre wątki i za szybko je kończyła. Uważam, iż przez to powieść ta straciła na uroku. Serię tę nie tylko czyta się szybko, bo wciąga, ale też dlatego, że fabuła intryguje, zmusza czytelnika do emocjonalnego zaangażowania się w czytaną historię.

Istotnym plusem "Potęgi miłości" jest narracja w trzeciej osobie. Z jednej strony obserwujemy codzienne życie Ivy, a z drugiej widzimy, jak Tristan radzi sobie z byciem aniołem. To naprawdę świetny zabieg ze strony autorki, ukazanie kontrastu pomiędzy ludzkim a anielskim życiem.

Serię Pocałunek Anioła polecam osobom poszukującym lekkiej opowiastki z bardzo uwypuklonym wątkiem miłosnym. Cykl ten nadaje się idealnie na długie, zimowe wieczory.


WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Elizabeth Chandler - Pocałunek anioła


Pocałunek Anioła - Mary-Claire HelldorferAutor: Elizabeth Chandler
Tytuł: Pocałunek anioła
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 224
Moja ocena: 7/10
Sceptycznie podchodziłam do "Pocałunku anioła" autorstwa Elizabeth Chandler. Książka ta liczy sobie zaledwie trochę ponad 200 stron, jest dosyć małego formatu i obok innych powieści stojących na półce nie prezentuje się zbyt imponująco, pomimo swojej ciekawej oprawy graficznej. Obawiałam się, iż autorka zwyczajnie nie da rady się wykazać na przestrzeni tak małej ilości kartek. Poniekąd się myliłam.

Poznajcie Ivy Lyons, siedemnastolatkę, która wyróżnia się z tłumu nie tylko za sprawą burzy złotych loków i przeszywającego zielonego spojrzenia, ale także wiarą w anioły. Tak, Ivy wierzy w anioły, kolekcjonuje figurki aniołów i sądzi, iż mają one za zadanie pomagać ludziom.
Wraz ze swoją matką i młodszym bratem główna bohaterka przeprowadza się do nowego miasteczka, gdzie poznaje Tristana Carruthersa, szkolnego pływaka. Oboje szalenie się w sobie zakochują, są praktycznie nierozłączni i pewni tego, iż są sobie przeznaczeni. Ich szczęście jednak zostaje zakłócone, gdy w wypadku samochodowym, którego oboje są uczestnikami, ginie Tristan. Zrozpaczona Ivy, której świat legł w gruzach przestaje wierzyć w anioły, niegdyś stanowiące istotną część jej życia.

Elizabeth Chandler to literacki pseudonim Mary-Claire Helldorfer, której uznanie przyniósł sześciotomowy cykl oparty na fascynującej historii o aniołach. Pomysł, po który autorka sięgnęła dzisiaj może wydawać się nieco utarty, bowiem istoty anielskie coraz częściej są motywem przewodnim w wielu powieściach. Warto jednak dodać, iż pierwsza część tej serii została wydana w 1995 roku, więc Chandler nie można zarzucić braku oryginalności.

"Pocałunek anioła" może nie wybija się niczym wyjątkowym; mamy potężną miłość obojga nastolatków (szkolnej piękności i sportowca), pełną przeciwności losu, ale dzieło to zdecydowanie ma coś w sobie. Może to fakt, iż bez problemu można przeczytać tą powieść za jednym "posiedzeniem", zbytnio nie wysilając się w myśleniu. Autorka ma bardzo przystępny warsztat, lekki, ciekawy, za sprawą którego książka ta naprawdę wciąga. Do tego stopnia, że gdy przystąpiłam do lektury, skończyłam ją tego samego dnia.

Najbardziej zawiodła mnie objętość "Pocałunku....". Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby książka ta była dopracowana, gdyby ilość stron wcale jej nie ujmowała, ale w tym przypadku tak jest. Uwierzcie mi na słowo, gdy piszę Wam, iż dzieło Chandler naprawdę dużo na tym straciło. Odniosłam wrażenie, jakby autorka na siłę wszystko przyśpieszała, zbyt szybko kończyła dopiero rozpoczęte wątki. Nie rozumiem tego. Mając tak ciekawy pomysł na fabułę, bez problemu można by poświęcić więcej czasu na rozbudowanie innych koncepcji, co skutkowałoby nie tylko większą ilością kartek, ale także lepszym przedstawieniem historii.

"Pocałunek anioła" polecam poszukiwaczom lekkiej lektury z mocno uwypuklonym romansem. Romansem, który okazał się być pasjonujący, ciekawy i wciągający. Już nie mogę się doczekać, gdy zapoznam się z kolejnymi częściami tego cyklu!

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ.

poniedziałek, 27 maja 2013

(65). Stephenie Meyer - Intruz

    
 
 Autor: Stephenie Meyer
Tytuł: Intruz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 560 
Moja ocena: 10/10

Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich na pozór niezmienione życie. W ciele Melanie jednej z ostatnich dzikich istot ludzkich zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Wertuje ona myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.

Ziemię opanowały tajemnicze istoty z kosmosu. Stopniowo zaczęły one zasiedlać nową planetę, powodując tym samym wyginięcie ludzi. Dusze są wszczepiane do organizmu człowieka, tym samym mają kontrolę nad nowym ciałem, wolą i umysłem. Jednak istnieje grupa ocalałych w świecie, gdzie niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem, gotowe zaatakować...

Melanie Stryder jest jedną z ostatnich żyjących ludzkich istot, której ciało i myśli nadal pozostają j e j. Zmienia się to jednak, gdy zostaje schwytana przez Łowców. W akcie desperacji próbuje się zabić, licząc na rychłą śmierć, która uwolni ją od niewoli życia w ciele, którego nie mogłaby już kontrolować. Mimo usilnych starań, samobójcza próba kończy się fiaskiem, bowiem Uzdrowicielowi udaje się uleczyć dziewczynę i wszczepić jej duszę o imieniu Wagabunda. Jednak odważna rebeliantka nie jest zwyczajna. Dzięki swojej nieustępliwości nie znika nieodwracalnie. Mimo to z czasem przekonuje się, że są gorsze rzeczy, niż bycie uwięzionym we własnym ciele...

Jedna z głównych bohaterek, Melanie Stryder za wszelką cenę stara się przekonać duszę wszczepioną w siebie, Wagabundę, aby ta jej pomogła. Aby odnalazła jej brata i miłość. Bombarduje ją swoimi wspomnieniami, aby wzbudzić w niej współczucie, aż w końcu delikatna istota ulega jej namowom. Ich podróż okazuje się niebezpieczna, bowiem nikt z obozu ludzi, którzy przetrwali nie ufa przybyszowi z kosmosu. Czy Wandzie uda się zdobyć zaufanie rebeliantów?
"Przez wszystkie te tysiąclecia ludziom nie udało się rozgryźć zagadki, jaką jest miłość. Na ile jest sprawą ciała, a na ile umysłu? Ile w niej przypadku, a ile przeznaczenia? Dlaczego związki doskonałe się rozpadają, a te pozornie niemożliwe trwają w najlepsze? Ludzie nie znaleźli odpowiedzi na te pytania i ja też ich nie znam. Miłość po prostu jest, albo jej nie ma."
Wstęp nie był zbyt zachęcający. Zaczęłam wątpić w dobre recenzje, bo w końcu co się podoba większości, nie znaczy wcale, że spodoba się i mnie. Cieszę się, że nie porzuciłam czytania tej książki. "Intruzowi" po prostu trzeba dać czasu, aby akcja stopniowo się rozwijała i zmierzała w coraz lepszym, przyszłościowym kierunku. To wbrew pozorom nie jest tania miłosna opowiastka. To smutne, ale większość osób ocenia ją przez pryzmat "Zmierzchu". Warto jednak pamiętać, że oba utwory reprezentują inne, odmienne gatunki i nie należy ich ze sobą razem zestawiać.
"Nie obchodzi mnie ta twarz, tylko jej wyraz. Nie obchodzi mnie ten głos, tylko to, co mówisz. Nie obchodzi mnie to, jak w tym ciele wyglądasz, tylko co nim robisz. Ty jesteś piękna."
Postacie wykreowane przez Stephenie Meyer są niezwykle wyraziste i ciekawie nakreślone. Autorka zestawiła ze sobą dwie całkowicie różne od siebie osobowości, które stanowiły rażący kontrast. Melanie to odważna, silna dziewczyna, a Wanda to współczująca i delikatna dusza. Obie skradły moją sympatię, a ich dialogi były niewymuszone, czytało się je bardzo przyjemnie. Również Jaredowi i Ianowi nie da się odmówić polotu, oboje są interesującymi charakterami. I chyba jednoznacznie stwierdzić nie mogę, który z nich bardziej przypadł mi do gustu. Tak jak i dwie różne główne bohaterki, tak i odmienne są ich miłości.

"Intruz" to ciekawe połączenie science-fiction i romansu. Autorka ma lekki i przystępny styl pisania, który sprawia, że książkę pomimo dużej objętości czyta się bardzo szybko. Jest to przede wszystkim ujmująca historia w interesującej oprawie. To wspaniała opowieść o ludzkich problemach i miłości. To lektura nietuzinkowa i emocjonalna, która zapada głęboko w pamięć na długo po jej przeczytaniu. Serdecznie polecam!

Wyzwania, w których recenzja bierze udział:

wtorek, 12 marca 2013

(35). Alyson Noël - Ever

 

 
Autor: Alyson Noel
Tytuł: Ever
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 297
Moja ocena: 4/10

Niezwykła opowieść o Nieśmiertelnych i nowym świecie, w którym prawdziwa miłość nigdy nie umiera.

Pewnego koszmarnego dnia szesnastoletnia Ever Bloom traci w wypadku samochodowym najbliższą rodzinę. Od tej chwili staje się medium – słyszy myśli różnych ludzi, widzi ich aurę i dzięki przelotnemu choćby dotykowi może poznać ich przeszłość. Te nadprzyrodzone umiejętności sprawiają, że otoczenie traktuje ją jak dziwadło, więc Ever zamyka się w sobie i odgradza od świata.

Wszystko się zmienia, kiedy dziewczyna poznaje Damena Auguste’a. Tylko on potrafi wyciszyć dudniące w jej głowie głosy i wejrzeć w jej duszę. Dzięki niemu Ever wchodzi w świat alchemii i magii, dowiadując się rzeczy, o których zwykły śmiertelnik nie ma pojęcia. Kim jest Damen? Skąd pochodzi? Jakie sekrety skrywa? Na te pytania Ever nie zna odpowiedzi. Wie jedynie, że zakochała się bez pamięci i że jej życie wkrótce zmieni się nie do poznania.

Wydaje się, że "Ever" ma wszystko, co w tych czasach kupią nastolatki takie jak ja. Piękną okładkę oraz akcję poprzeplataną romansem paranormalnym, czyli pozornie idealny sposób na odstresowanie się, okazuje się jednak, że niekoniecznie. Czytajcie dalej, a dowiecie się dlaczego.
 "Wampir to fikcyjne, zmyślone stworzenie, które występuje tylko w książkach, filmach i w twojej nadpobudliwej wyobraźni."
Główną bohaterką jest Ever, piękna, ale skryta nastolatka, która w wypadku samochodowym straciła swoją najbliższą rodzinę. Po tamtych tragicznych wydarzeniach nic już w życiu dziewczyny nie jest takie samo, bowiem słyszy ona myśli ludzi, ale nie tylko, bo może również widzieć ich aurę i poznawać przyszłość za pomocą jednego dotyku. Jest dziewczyną skrytą, która w szkole uchodzi za outsidera. W nowym liceum Ever poznaje Damena Auguste, chłopaka, który od razu ją zaintrygował, ponieważ nie potrafiła odczytywać jego myśli.
 „Jego ciemne, przeszywające oczy wciąż się we mnie wpatrują, a palce szukają blizny na mojej twarzy. Blizny na czole. Tej, którą chowam pod grzywką. Tej, o której nikt nie wie.”
Nie powinnam oceniać tej książki po okładce i doskonale to wiem. Tym razem jednak chyba ona nie wystarczy, abym wystawiła jej lepszą ocenę. Tajemniczo zerka na nas ciemnowłosa dziewczyna z hipnotyzującymi niebieskimi oczami, wszystko byłoby pięknie i cudownie, gdyby nie to, że jest ona kompletnie nietrafiona, główna bohaterka bowiem jest blondynką! Lektura ta jest idealna na odstresowanie się: mało ambitna, z romansem paranormalnym w tle. Warto jednak dodać, że nawet takie książki muszą w sobie mieć to "coś". "Ever" jest mocno przeciętną książką. Akcja była kompletnie bez polotu, dialogi nudne, bohaterowie słabi, a ich dialogi były godne pożałowania. Czy się zawiodłam? Nie bardzo, nie oczekiwałam niczego nadzwyczajnego i jak się okazało - miałam rację.


Wyzwania, w których recenzja bierze udział:
CZYTAM FANTASTYKĘ, PARANORMAL ROMANCE.