my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą otwarte. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Colleen Hoover - "Without Merit"

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Without Merit
Wydawnictwo:  Moondrive/Otwarte
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura młodzieżowa

Siedemnastoletnia Merit Voss zdecydowanie nie ma normalnego życia. Mieszka w domu, który kiedyś był kościołem wraz z ojcem, macochą, siostrą bliźniaczką, dwoma braćmi, a także swoją... matką. Matką, która jest schorowana, po przebytej ciężkiej chorobie - raku i mieszka w piwnicy przerobionej na małą kawalerkę. Merit zmaga się z wieloma problemami. Jej siostra bliźniaczka Honor jest od niej we wszystkim lepsza, a jej brat Utah stanowi odzwierciedlenie idealnego starszego brata. A najmłodszy przyrodni 4-letni braciszek Moby jest po prostu dzieckiem i wszyscy go lubią. Merit czuje, że mając perfekcyjne rodzeństwo odstaje od reszty rodziny i do niej nie pasuje. Nastolatka coraz bardziej zaszywa się w domu, rezygnuje ze szkoły, ze znajomych... A życie powoli zaczyna ją przerastać, prowadząc do tragicznych w skutkach wydarzeń.

Zawsze bardzo ceniłam twórczość amerykańskiej pisarki Colleen Hoover. To fantastyczna autorka powieści z gatunku young adult oraz new adult. "Without Merit" to kolejna jej książka, po którą sięgnęłam i która bardzo mi się spodobała. To, za co lubię panią Hoover to fakt, że jej powieści zawsze niosą za sobą jakąś dobrą wartość i przesłanie. W historii Merit tym przesłaniem jest to, że depresja dotyka absolutnie każdego, nawet jeżeli my twierdzimy, że jest inaczej. To choroba, która atakuje znienacka. Wiele osób sądzi, że depresja oznacza leżenie w łóżku, zamknięcie się kompletnie w domu, zaniedbanie siebie. To nie do końca tak jest. Często osoby z depresją normalnie pracują, ukrywając wszystko przed innymi. Bardzo się cieszę, że Colleen Hoover poruszyła ten temat jako główny motyw powieści "Without Merit". Po jej książki sięga w dużej mierze młodzież, więc jestem pewna, że niejednemu czytelnikowi pozwoliła ona na uświadomienie sobie jak ważnym problemem jest depresja.

"Without Merit" oprócz ciekawej fabuły i charakterystycznego lekkiego pióra Colleen Hoover zawiera także dużo zabawnych i humorystycznych scen. Bardzo mi się spodobało to połączenie trudnego tematu z lekką dozą humoru. Sprawiło to, że cała fabuła wydawała mi się bardziej przystępna i interesująca. Colleen Hoover w "Without Merit" ukazuje skomplikowane relacje rodzinne. Wszystko jest z perspektywy Merit, to, jak czuje się niezrozumiana i mniej idealna od reszty rodzeństwa. 

"Without Merit" porusza ważny temat, wobec którego nie można przejść obojętnie - depresję. Autorka uświadamia, że może ona spotkać absolutnie każdego. Gdy tylko zaczęłam czytać tą powieść, dosłownie nie mogłam jej odłożyć, a ze względu na małą objętość skończyłam ją czytać w kilka godzin. Wiele osób twierdzi, że ta książka jest dobra, ale nie tak jak inne książki pani Hoover. Nie zgadzam się. Uważam, że jest równie świetna. Polecam!
Moja ocena: 8/10

środa, 13 listopada 2019

Colleen Hoover - "November 9"

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: November 9
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 336
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Pewnego dnia, a dokładnie 9 listopada poznają się dwie osoby: Fallon oraz Ben. Ten dzień na zawsze zmienia ich życie. Oboje są sobą zauroczeni od samego początku, lecz postanawiają, że w obecnych momentach ich życia nie potrzebują związku, który według nich, nie pozwoli im w pełni rozwinąć skrzydeł. Ben oraz Fallon postanawiają więc spotykać się co roku, 9 listopada przez pięć lat. Ich wzajemna fascynacja jest tak silna, że postanawiają oni, aby dać sobie chociaż jeden dzień w roku... Jednak nie więcej.

Tak rozpoczyna się ich ciekawa przygoda, która na zawsze odmieni ich życie...

Każda książka napisana przez Colleen Hoover niesie za sobą niezapomnianą przygodę. Nie inaczej było także w przypadku "November 9", o której słyszałam od wielu fanów, że jest to najlepsza powieść pani Hoover. Moim zdaniem nie jest najlepsza, ponieważ większe wrażenie wywarł na mnie tytuł "It ends with us", niemniej "November 9" to wciąż niezwykle wciągająca i ciekawa historia. Colleen Hoover napisała o dwójce zagubionych, lecz ambitnych młodych ludziach, którzy nie chcą stawiać miłości i związku ponad wszystko inne, dlatego wiec postanawiają, aby spotykać się co roku, tego samego dnia przez pięć lat. Sam pomysł na tą historię jest nietypowy i zdecydowanie zyskał moje uznanie, choć przyznaję, że z trudem mogłabym uwierzyć, że podobna historia zdarza się w rzeczywistości. Ciężko mi uwierzyć, że dwie osoby pomiędzy którymi jest niezaprzeczalna chemia mogłyby z tego zrezygnować... To jednak fikcja literacka, która rządzi się swoimi prawami. Niemniej uważam, że taki pomysł spotykania się co roku przez pięć lat jest rozsądną ideą. Fallon oraz Ben poznali się w młodym wieku, wczesny związek nie pozwoliłby im na wystarczające rozwinięcie skrzydeł. Poprzez spotykanie się raz w roku upewnili się oni, że jedynie ich potrzeby oraz będą najważniejsze, a nie potrzeby drugiej osoby. Często spotyka się związki, w których jedna strona jest zdominowana przez drugą. Jedna strona bardziej zaniedbuje siebie, stawiając na piedestał potrzeby ukochanego. Nie jest to zdrowe podejście. Uważam, że trzeba dojrzeć do poważnego związku, w którym obie osoby będą mogły rozwijać się w zadowalający dla siebie sposób.

Colleen Hoover to od lat jedna z moich ulubionych pisarek. Jej powieści praktycznie zawsze mi się podobają i sięgając po nie wiem, że się nie zawiodę. Pani Hoover pisze nie tylko niezwykle ciekawie, tworzy także bohaterów z krwi i kości, a jej książki niosą również za sobą wiele uniwersalnych prawd. „November 9” poniekąd jest o tym, jak ważne jest, aby na pierwszym miejscu stawiać swoje potrzeby i ambicje, a nie miłość. Najważniejsza jest bowiem miłość do samego siebie. 
Serdecznie polecam!
Moja ocena: 8/10

wtorek, 17 września 2019

Colleen Hoover - "Too late"

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Too late
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 408
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

"Too late" to książka autorstwa popularnej pisarki Colleen Hoover. Dodam, że jest ona jedną z moich ulubionych autorek. Ta pozycja jest reklamowana jako inne oblicze Hoover, jako mroczna historia ociekająca seksem i przemocą. Colleen Hoover pisała tą powieść, gdy miała blokadę pisarską w stosunku do innych swoich książek. Pierwotnie "Too late" miało nigdy zostać niewydane, autorka bowiem jedynie publikowała rozdziały tej historii w Internecie i udostępniła je swoim czytelnikom. Byłam niesamowicie ciekawa jak sprawdzi się to nowe oblicze Colleen Hoover i czy mi się spodoba. Teraz, po lekturze tej książki zdecydowanie mogę powiedzieć, że tak!

Sloan nigdy nie miała łatwego życia z matką narkomanką i chorym bratem, którym od najmłodszych lat musiała sama się opiekować. Gdy więc poznaje charyzmatycznego Asę, szybko się w nim zakochuje, a on otacza ją opieką... Pozornie. Ich związek jest bowiem pełen przemocy i agresji. Asa ma obsesję na punkcie dziewczyny, jest zazdrosny o każdego mężczyznę przebywającego w jej towarzystwie. Asa jest nieobliczalny i pogrążony w uzależnieniach, nie tylko od imprez. Sloan tkwi w toksycznym związku ze względu na swojego brata i wsparcie finansowe od Asy... Jednak powoli ta toksyczna relacja zaczyna ją wyniszczać. Życie jednak zaskakuje ją, gdy pojawia się w nim Carter. I wszystko powoli zaczyna stawać się niebezpieczną grą pomiędzy tych trojgiem: Sloan, Asą i Carterem...

Po lekturze "Too late" jestem wstanie zrozumieć dlaczego Colleen Hoover początkowo nie chciała jej wydawać. Ta książka bowiem nie przypomina żadnej innej powieści tej pisarki. I mi się bardzo spodobało to jej nowe i mroczne oblicze. Bo pomijając wiele wątków pełnych toksyczności, ta książka jest po prostu dobra. Została ona napisana podobnym stylem co inne powieści Colleen Hoover, czyli dobrym. Hoover nie przebiera w słowach, ostro opisuje intymne sceny. "Too late" zawiera wiele brutalnych opisów scen seksu, nie ma tutaj subtelnego i niewinnego seksu czy wzruszających randek. Ta książka jest ostra i prawdziwa. Sloan przeszła przez piekło wiele razy i przechodzi przez nie nadal. 

Jedną z największych zalet "Too late" jest prowadzenie przez Colleen Hoover kilkutorowej narracji. Pozwala to na poznanie punktu widzenia każdego bohatera (Sloan, Asa oraz Carter). Pozwala to na spojrzenie czytelnikowi na wszystko z innej strony i poznanie subiektywnych opinii postaci, bowiem każda z nich różne sytuacje postrzega w różny sposób. Ponadto autorka opublikowała rozdziały "Too late" w takiej samej kolejności jak publikowała je w Internecie, udostępniając swoim czytelnikom. Akcja w tych rozdziałach nie zawsze toczy się chronologicznie, dlatego dzięki temu czytelnik ma też okazję poznać np. przeszłość bohaterów.

Asa to postać, którą ciężko rozszyfrować. Owszem, jest on okrutny, brutalny i pozbawiony wyrzutów sumienia. Ale gdy czytelnik dowiaduje się o jego przeszłości, zaczyna mu niechętnie trochę współczuć. A przynajmniej ja miałam takie odczucia. Asa to tragiczny bohater, który miał ciężką przeszłość. Nie chciałabym w żaden sposób go usprawiedliwiać, lecz przez pokazanie jego doświadczeń po prostu zaczynałam mu współczuć. Trochę mi go było po ludzku żal, bo odniosłam wrażenie, że wisi nad nim fatum, które przesądza o jego życiu. Jakby on sam był już na zawsze skazany na życie w toksycznych związkach i na handel narkotykami. Tak też chyba postrzegał on sam siebie.

Spotkanie z "Too late" mogę zaliczyć do udanych. Bardzo przypadło mi do gustu to nowe i mroczne oblicze Colleen Hoover, o które szczerze jej nie posądzałam. Po jej przeczytaniu miałam natłok myśli i dużą mieszaninę emocji. Zdecydowanie polecam!
Moja ocena: 8/10



poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Colleen Hoover, Tarryn Fisher - "Never, never"


Autor: Colleen Hoover, Tarryn Fisher
Tytuł: "Never Never"
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 392
Gatunek: literatura młodzieżowa

Akcja książki "Never never" toczy się w Nowym Orleanie. Tam mieszkają nastoletni Silas oraz Charlie. Pewnego dnia oboje tracą pamięć. Nie mają oni żadnych wspomnień związanych ze swoim dotychczasowym życiem. Nie wiedzą, kim są, ale pamiętają np. fakty historyczne czy chociażby jak się pisze. Zarówno Charlie jak i Silas nie mają pojęcia kto jest ich rodziną, jak nazywa się ich rodzeństwo... Dosłownie nie pamiętają żadnego faktu związanego z ich życiem. Za wszelką cenę będą oni próbowali dowiedzieć się co się im przydarzyło, na nowo będą także próbowali poznać samych siebie i to, kim wcześniej dla siebie byli... Czy im to się uda? I jaka tajemnica kryje się za ich utratą pamięci?

Colleen Hoover to jedna z moich ulubionych pisarek. Sięgając po jej książki zawsze mam pewność, że mi się spodobają. "Never never" to duet dwóch pisarek, właśnie Colleen Hoover oraz Tarryn Fisher. Słyszałam dużo opinii o tej powieści, że jest dobra, ale inna od typu książek, do których przyzwyczaiła swoich czytelników pani Hoover. Byłam bardzo ciekawa tej powieści nie tylko ze względu na intrygujący opis, dobre opinie, ale także i świetną, klimatyczną okładkę! Bardzo ona pasuje do całej atmosfery, którą roztacza sobą "Never never". Jest zagadkowa i utrzymana w błękitnej tonacji, naprawdę została idealnie zaprojektowana do tej książki!

Akcja w "Never never"  toczy się dwutorowo, co jest zdecydowanie bardzo udanym zabiegiem! Czytelnik może jednocześnie poznać punkt widzenia obu postaci, Charlie oraz Silasa. W czasie lektury tej książki wiele razy czułam to samo, co bohaterowie, czyli dezorientację i strach przed nieznanym. Taka dwutorowa narracja pozwala czytelnikowi wczuć się w obie postacie, a nie tylko jedną jak zazwyczaj. Dzięki temu mogłam poznać o czym myślą zarówno Silas jak i Charlie. Na bieżąco mogłam obserwować jak dwójka tych bohaterów zmaga się ze swoją utratą pamięci.

Generalnie "Never never" jest książką, która przypadła mi do gustu. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy, styl napisania jest lekki i prosty, dzięki czemu ciężko jest się oderwać od czytania. Jednocześnie czytelnik od samego początku zostaje rzucony w wir wydarzeń (utrata pamięci przez głównych bohaterów), dlatego bardzo szybko zostaje zaangażowany w lekturę, ponieważ czuje te same uczucia, co Silas i Charlie. Zagubienie i dezorientację. Naprawdę szkoda, że jedynym negatywnym aspektem tej historii jest jej... zakończenie. Naprawdę bardzo mnie rozczarowało. Nie podobało mi się kompletnie i uważam, że zepsuło bardzo intrygujący i dobrze zapowiadający się początek oraz resztę historii. Uważam, że pisarki potraktowały temat zbyt po macoszemu. Budowały napięcie przez całą powieść tylko po to, aby stworzyć rozczarowujące, zbyt proste moim zakończenie.

"Never never" to dobra książka z ciekawą fabułą, jednak trochę rozczarowującym zakończeniem. Uważam, że w zestawieniu z innymi książkami Colleen Hoover ta wypada trochę słabiej. Chociaż może jest po prostu inna niż pozostałe jej książki. Mimo to polecam każdemu kto szuka lekkiej i wciągającej książki na dwa wieczory.
Moja ocena: 7/10

wtorek, 13 sierpnia 2019

Colleen Hoover - "It ends with us"


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: It ends with us
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Lily Bloom to dwudziestotrzyletnia kobieta, która ma za sobą trudne doświadczenia i przemoc w rodzinie. Bohaterka chce zapomnieć o swojej przeszłości przeprowadza się do Bostonu, aby zacząć nowe i lepsze życie. Tam, kobieta spełnia swoje marzenie i otwiera własną kwiaciarnię, którą prowadzi z prawdziwą pasją i zaangażowaniem. 
Pewnego dnia Lily poznaje ambitnego lekarza, Ryle'a Kincaid'a. Między obojgiem od razu pojawia się nić porozumienia i wzajemne przyciąganie. Między obojgiem rodzi się trudna do pokonania wzajemna fascynacja. Nic jednak nie jest takie, jakie się wydaje... A w sercu Lily wciąż ma miejsce jej pierwsza miłość z dzieciństwa.

Colleen Hoover to niezwykle popularna pisarka, jej twórczość dla mnie również nie pozostaje obca. Mam za sobą kilka książek tej pisarki, wszystkie wspominam bardzo dobrze. Najbardziej przypadły mi do gusty jej interesujące pomysły na fabułę, a przede wszystkim bardzo dobry warsztat pisarski."It ends with us" to kolejna jej powieść, po którą sięgnęłam i która mnie nie zawiodła. Poprzeczkę postawiłam wysoko, ale ta powieść zdecydowanie jej sprostała. To będzie moja ulubiona książka pani Hoover. Naprawdę, jestem nią zachwycona i oczarowana!

"It ends with us" porusza mocny temat, jakim jest przemoc w rodzinie. Główna bohaterka, Lily Bloom nie miała łatwego życia z despotycznym ojcem i uległą matką. Jednak poradziła sobie i znalazła lepsze życie w Bostonie. Temat przemocy w rodzinie mam wrażenie jest trochę tematem tabu. Nie rozmawia się o nim, a osoby borykające się z tym problemem unikają przyznania się przed samymi sobą, że przemoc jest obecna w ich życiu. Colleen Hoover wiele mi uświadomiła tą powieścią. Zawsze patrzy się na kobiety będące w związkach pełnych agresji i przemocy z pogardą, z wypisanym pytaniem "Dlaczego ona z nim jest?". Pani Hoover pokazała, że to wcale nie jest takie proste, jakby się wydawało. To odejście wcale nie jest łatwym zadaniem. Kobiety, które żyją w takich związkach często robią to z jednego powodu... bo kochają. Kochają i ciągle tłumaczą sobie, że będzie lepiej, że nie chciał... Ciągle pojawia się jakaś wymówka, a kiedy są dzieci, jest jeszcze ciężej. Wielki plus dla Colleen Hoover za ukazanie siły kobiet, które się zmagały z przemocą. Wielki szacunek wzbudziła we mnie nie tylko Lily Bloom, ale także Jenny Bloom, jej matka.

"It ends with us" to książka, która jest świetna, a na to wpływa kilka czynników. Nie tylko fabuła, nie tylko bohaterowie, ale także sam kunszt pisarski. A ten Colleen Hoover ma naprawdę dobry. Uwielbiam jej warsztat pisarski. Jest prosty, ale jednocześnie nie brakuje w nim obrazowych opisów, pięknych cytatów, przesyconych emocjami. Hoover ma naprawdę unikalny styl pisania. Umie przelać na papier prawdziwe emocje. Już wcześniej polubiłam jej książki, a przez tą historię pani Hoover staje się jedną z moich ulubionych pisarek!

Lektura "It ends with us" pochłonęła mnie bez reszty. Cudowna, świetnie napisana książka z mocnym przekazem, która zapada w pamięć. Cała historia wciągnęła mnie już od pierwszej strony, do połowy lektury myślałam, że wiem czego się spodziewać, ale okazało się, że nie wiem. Autorka nieźle mnie zaskoczyła dalszym przebiegiem fabuły. "It ends with us" nie przypomina innych książek Colleen Hoover. Ta historia jest bardziej dojrzalsza, pełna głębi i ukrytego mroku. Przysparza wiele różnych emocji. Powieść ta uczy, aby nie patrzeć na przemoc w rodzinie stereotypowo, żeby nie szykanować kobiet, które tkwią w takich związkach. To książka, która na długo zapadnie mi w pamięć! Bardzo polecam!
Moja ocena: 10/10

www.instagram.com/xrosexmarie

wtorek, 12 marca 2019

Colleen Hoover - "Wszystkie nasze obietnice"


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Wszystkie nasze obietnice
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 294

Książka o parze przechodzącej kryzys z pozoru wydaję się być bardzo oklepanym i banalnym pomysłem, a przynajmniej tak myślałam od początku. Mając jednak małe doświadczenie w czytaniu powieści Colleen Hoover wiedziałam, że mogę spodziewać się czegoś więcej... I się nie myliłam. Gdy tylko zaczęłam czytać "Wszystkie nasz obietnice" całkowicie przepadłam!

Główni bohaterowie tej powieści, Quinn i Graham poznali się obok mieszkania, gdzie ich obecni partnerzy dokonali zdrady. To niespodziewane spotkanie zmienia ich życie. Oboje mają ciężkie decyzje do podjęcia - czy pozostaną z obecnymi partnerami i wybaczą zdradę, czy się rozstaną. Wydawałoby się, iż Quinn i Graham nigdy więcej się nie spotkają. Jednak, jak wiadomo los bywa przewrotny i ich ścieżki ponownie się krzyżują...

"Wszystkie nasze obietnice" to fantastyczna książka, która ma wszystko, czego szukam w tego rodzaju powieściach. Wartka akcja, sympatyczni bohaterowie i w tle ukazane bardzo ludzkie problemy sprawiają, iż przy czytaniu mogłam bez problemu wczuć się w sytuację protagonistów. Z niepokojem i wypiekami śledziłam rozwój akcji, niezwykle zaciekawiona, czy bohaterom uda się przezwyciężyć ciężki kryzys. Czy wyjaśnią oni między sobą wszystkie niedopowiedzenia i animozje. Ta książka niesamowicie mnie wciągnęła, a Colleen Hoover tą pozycją udowodniła, że jest świetną pisarką i nawet z najbardziej oklepanego pomysłu może zrobić hit.

Colleen Hoover ma dar do budowania napięcia. Bardzo spodobał mi się zabieg przeplatania dobrych chwil w życiu bohaterów z tymi złymi. Buduje to napięcie, ale także i ciekawość jak potoczą się dalsze losy postaci. Ukazywanie przez autorkę dobrych chwil sprawia, iż czytelnikowi niemal ciężko uwierzyć, jak źle potoczyło się małżeństwo Quinn i Grahama. Jak wcześniej tak kochający i dobrze dogadujący się ludzie mogli przestać się dogadywać i toczyć nieustanne kłótnie? Jesteście ciekawi, czy im się uda? Czy przetrwają? To są pytania, które nieustannie towarzyszyły mi przy czytaniu.

Głównym wątkiem, a także kością niezgodny pomiędzy głównymi bohaterami jest bezpłodność. Nie da się ukryć, iż jest to temat tabu. Ludzie boją się o tym mówić, jednak jest to realny i istniejący problem, z którym zmaga się wiele par. Świetnie, że Colleen Hoover zdecydowała się złamać to tabu i poruszyć ten temat w swojej historii. 

"Wszystkie nasze obietnice" spodobają się nie tylko nieuleczalnym romantyczkom, ale też każdemu, komu kryzys w związku i zwyczajne, ludzkie problemy nie są obce. Czyli na pewno większości. Autorka z pozornie banalnej fabuły potrafi stworzyć coś wyjątkowego. Pochłonęłam tą powieść w jeden dzień i na pewno sięgnę po inne książki tej pisarki.
Moja ocena: 9/10

sobota, 17 lutego 2018

Victoria Aveyard - Czerwona królowa


Autor: Victoria Aveyard Tytuł: Czerwona królowa Wydawnictwo: Moondrive Liczba stron: 482

"Czerwona królowa" to książka, którą chciałam przeczytać od momentu jej premiery w Polsce. Klimaty świata, w którym rządzi niesprawiedliwość to coś, co zdecydowanie trafia w mój gust czytelniczy. Dodajcie do tego piękną i dopracowaną okładkę i przepis na "must read" gotowy. Oczekiwania były wysokie, ale czy się nie zawiodłam... Przekonajcie się poniżej!

Victoria Aveyard przenosi swoich do świata, którego mieszkańcy podzieleni są na Srebrnych i Czerwonych. Srebrni to silna i mocna rasa, w której każdy szlachecki dom szczyci się zachwycającymi umiejętnościami takimi jak władanie ogniem lub żelazem. Srebrni rządzą światem wykreowanym przez pisarkę. Królem jest Srebrny, jego żona także, wszyscy politycy, cała władza państwa to są Srebrni. Pewnie zastanawiacie się teraz kim są Czerwoni... Czerwoni to słudzy. Można by powiedzieć, że cała najgorsza praca należy do nich, tym samym jednak są niezbędni do tego, aby Srebrni mogli w ogóle funkcjonować. Oprócz tego na Czerwonych zostało nałożone przymusowe przystąpienie do wojska w przypadku, gdy nie wnoszą oni nic wartościowego do społeczeństwa, tzn. nie pracują. 

Mare Molly Barrow to główna bohaterka tej powieści. Molly wraz ze swoją rodziną: mamą, tatą oraz siostrą mieszka w małym mieście o nazwie Pale. Dziewczyna urodziła się 17 listopada 302 roku Nowej Ery jako Czerwona. Zbliża się czas, gdy Molly będzie zmuszona iść do wojska. Nigdy za bardzo nie przejmowała się szkołą, oceny miała raczej słabe, a jej pracą - o ile można tak to nazwać - są kradzieże. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia... Gdy Molly staje się praktycznie pogodzona ze swoim losem, ten nagle się odmienia. Przez splot dziwnych i przypadkowych zdarzeń, główna bohaterka nagle zostaje rzucona w sam wir świata Srebrnych, w którym od tamtej pory będzie musiała się odnaleźć. Młoda i zagubiona dziewczyna ląduje w samym środku dworu królewskiego. Zewsząd otoczona samymi wrogami, będzie musiała znaleźć sprzymierzeńców. Czy będzie nim Cal, przyszły następca tronu? Czy Molly powinna mu w ogóle ufać?

Powiem Wam jedno... Minęło dużo czasu odkąd ostatni raz miałam książkę z gatunku fantastyki w rękach. A to, co stworzyła Victoria Aveyard to właśnie mój ukochany gatunek, po który zawsze chętnie sięgam. Cieszę się więc, że po tak długiej przerwie przeczytałam  "Czerwoną królową", ponieważ ani przez jedną stronę tej powieści nie czułam się znudzona. Akcja w tej książce jest niesamowicie wartka, ciekawie poprowadzona z bohaterami, z którymi czytelnik może się utożsamić. Bardzo spodobał mi się rozwój fabuły w "Czerwonej królowej". Zanim sięgnęłam po tą powieść, nie czytałam dokładnie opisu, nie chcąc sobie za bardzo psuć zabawy, ponieważ wiem, jak wydawców czasem ponosi. I bardzo się cieszę, że w tym przypadku moja intuicja mnie nie zawiodła. Otrzymałam spory element zaskoczenia. W czasie czytania byłam pewna, że wiem jakie zamiary ma Victoria Aveyard, ale przyjemnie się zaskoczyłam. I ten sam element zaskoczenia towarzyszył mi też w dalszych rozdziałach, bowiem pisarka dba o to, aby czytelnik do samego końca nie był pewien jak potoczy się cała historia Molly.

Victoria Aveyard stworzyła solidnych bohaterów i dobre podstawy do rozwijania swojej historii w kolejnych tomach. "Czerwona królowa" bowiem to dopiero wręcz zarysowanie pomysłów pisarki, a jestem pewna, że ta ma ich w zanadrzu o wiele więcej. Miałam okazję przeczytać wiele "podobnych" książek, a mimo to w czasie czytania tej pozycji w ogóle nie czułam tego uporczywego uczucia "to już było" - wręcz przeciwnie - chłonęłam każde słowo, każdą kartkę ciekawa co wydarzy się dalej. Autorka wykreowała bohaterów do których chętnie wrócę. A dodajcie do tego fantastyczne i pełne suspensu zakończenie... Dajcie mi już drugą część!

Moja ostateczna ocena "Czerwonej królowej" to 7/10. To dobra, solidna książka z gatunku fantastyki, jednak czytałam lepsze. Pomimo ciekawie wykreowanych bohaterów i wartkiej akcji, czegoś mi tutaj zabrakło. Zabrakło mi lepszej i dokładniejszej kreacji świata, w którym została osadzona cała historia. Wydaje się, iż Victoria Aveyard jedynie pobieżnie go opisała, nie przywiązując wagi do bardziej rozbudowanych opisów. Pozostaje mi mieć nadzieję, iż poprawi to w następnej części. Jeśli jednak szukacie lekkiej lektury na dwa wieczory, a na dodatek lubicie klimaty walki o sprawiedliwość- to polecam, nie zawiedziecie się.
Moja ocena: 7/10

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rainbow Rowell - Fangirl

http://www.yainterrobang.com/wp-content/uploads/2013/09/fangirl-rainbow-rowell.jpg
Autor: Rainbow Rowell Tytuł: Fangirl Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 454

Rainbow Rowell to autorka, o której nie dało się nie słyszeć, szczególnie w dobie dzisiejszych popularnych portali społecznościowych. Nieustannie natykałam się na zagranicznych instagramach na "Fangirl" czy "Eleonorę i Parka" oraz na całą masę pozytywnych recenzji. Nic więc dziwnego, że bardzo się ucieszyłam, gdy Wydawnictwo Otwarte postanowiło wydać książki tej pisarki w Polsce. Ogarnęła mnie jeszcze większa ekscytacja, gdy "Fangirl" leżała w moich dłoniach. Gdy już się pozachwycałam tą piękną okładką i dopracowanym wydanie (ja naprawdę jestem ogromną, typową fangirl) przystąpiłam do lektury. I cóż to była za lektura... Jedyna w swoim rodzaju!

Osiemnastoletnie Cath oraz Wren Avery to nierozłączne bliźniaczki. Zawsze wszystko robiły razem, ale nigdy nie były do siebie podobne. Są wręcz jak ogień i woda, Wren jest towarzyska i lubi imprezować, natomiast Cath woli się zaszyć w pokoju i pisać fanfiki o Simonie i Bazie, Jest Prawdziwą Fanką, typową fangirl. 

Obie siostry wyprowadzają się na studia i nie zamieszkują w tych samych akademikach. Tym samym Cath jest skazana na obcą współlokatorkę. I na stawienie czoła rzeczywistości. Poznaje kompletnie inną od niej, wybuchową Reagan oraz pozytywnie nastawionego do całego świata Leviego. Oboje będą mieli ogromny wpływ na Cath.

Muszę przyznać, że poniekąd obawiałam się sięgnąć po "Fangirl". Miałam jej względem tak ogromne oczekiwania, że skrycie najzwyczajniej w świecie bałam się rozczarowania. Moje obawy jednak okazały się całkowicie bezpodstawne, bo gdy tylko zaczęłam czytać powieść autorstwa Rainbow Rowell nieodwołalnie przepadłam. Zakochiwałam się w tej pięknej książce coraz bardziej wraz z przeczytaniem kolejnych stron. Zresztą, jak mogłabym jej nie pokochać? Nie, w przypadku, gdy główna bohaterka, Cath tak bardzo przypomina mi mnie samą. Nie, w przypadku, gdy cała ta historia i otoczka wokół niej dodaje niesamowitej otuchy i ciepła.

Motywem przewodnim całej tej powieści, a jednocześnie wręcz motorem napędowym całej akcji jest  seria o Simonie Snowie. Nasza główna bohaterka, Cath, uwielbia ten cykl wobec czego jest po prostu prawdziwą fangirl. A takie osoby w naszym społeczeństwie nie są zbytnio rozumiane, często są traktowane jako outsiderzy tylko dlatego, że nie mają takich samych zainteresowań jak reszta społeczeństwa. Sama nieraz spotkałam się z takim zachowaniem i nie dostraja ono zbyt pozytywnie. Jednak teraz przyzwyczaiłam się do tego i w ogóle mi ono nie przeszkadza. No, może czasami. Prawda jest taka, że jestem dumna będąc fangirl, ponieważ czytanie książek to moja prawdziwa pasja. Szczerze mówiąc to współczuję osobom, których życie jest o wiele uboższe, ponieważ nie odkryli budującej mocy fikcji literackiej. Właśnie dlatego tak bardzo utożsamiłam się z główną bohaterką, ponieważ jest ona niezwykle podobna do mnie. Nie identyczna, ale podobna. Ja nie piszę fanfików, ale lubię samotność. Nie przepadam za imprezami, wolę poczytać książkę. W zasadzie Rainbow Rowell jest dotychczas jedyną pisarką, która wykreowała taki typ postaci na tyle wiarygodnie. Cath w jej wydaniu nie razi sztucznością, a jej zachowanie w ogóle nie irytuje. Jest na swój sposób nieporadna, ale i urocza. Chyba nie sposób się nie uśmiechnąć widząc jej zaangażowanie w pisaniu swojego fanfika.

Levi... Polubiłam go od momentu, gdy tylko się pojawił, czyli już od pierwszego zdania pierwszego rozdziału: "W jej pokoju był chłopak". Gwarantuję, że skradnie on serce każdej czytelniczki, nawet jeśli w duchu nie są one romantyczkami. Jest to postać tak nacechowana pozytywnie, że po prostu nie da się nie obdarzyć go sympatią. Dialogi z jego udziałem zawsze są żywe i ciekawe, wzbudzają wiele uśmiechów ciepłych uczuć. Rainbow Rowell ma prawdziwy dar do kreowania wiarygodnych bohaterów, wychodzi jej to naprawdę świetnie i nie mogę się do niczego przyczepić. A duet Cath i Levi tak genialnie się uzupełnia, że zostanie jednym z moich ulubionych par literackich.

Tak naprawdę do dosyć ciężko przybliżyć ogólny zarys fabuły "Fangirl", bo to książka o... życiu. O wzlotach i upadkach. O dojrzewaniu, o pasjach, o chłopakach, o przyjaźni, o rodzinie i o miłości. Taki misz-masz wielu istotnych rzeczy, które każdemu człowiekowi są bardzo bliskie. Właśnie chyba to jest najlepsze, iż Rainbow Rowell nie zdecydowała się na jedną rzecz, którą by dokładnie i szczegółowo opisała, po czym oparłaby na niej całą resztę fabuły, ale zdecydowała się na kilka wątków. Tak, więc czytelnik poznaje nieporadną Cath i obserwuje, jak ona sobie poradzi w życiu studenckim. A trzeba przyznać, że nie było jej wcale łatwo. Oprócz bycia samotniczką i fangirl, główna bohaterka ma inne problemy. Tatę, o którego się martwi, ponieważ został w domu sam. Siostrę, z którą jej relacje zaczynają się coraz bardziej ochładzać, Leviego, z którym zaczyna ją łączyć coraz większa nić porozumienia.

Niewielu autorów decyduje się na otwarte zakończenia, ale Rainbow Rowell właśnie to zrobiła. Zazwyczaj nie przepadam za nimi, ponieważ wolę mieć wszystko jasno i zwięźle wyłożone, chcę wiedzieć, jak zakończą się losy bohaterów, których szczególnie polubiłam. Jednak w tym przypadku tego rodzaju rozwiązanie wcale mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - spodobało mi się i uważam, że lepszego autorka nie mogła wymyślić. Czytelnik sam musi sobie dopowiedzieć, jakim torem dalej potoczy się życie Cath. W domowym zaciszu możemy popuścić wodza naszej nieograniczonej wyobraźni.

"Fangirl" zagości w Waszych sercach i na długo (o ile nigdy) ich nie opuści. To książka, która niesie za sobą istotne wartości i wobec której żaden czytelnik nie będzie mógł przejść obojętnie. Jednocześnie jest to zabawna i wciągająca historia, która gwarantuje świetną rozrywkę na kilka godzin. Wcale się nie dziwię, że zdobyła tak duży rozgłos, bo absolutnie na niego zasługuje. Po jej lekturze jestem pełna pozytywnych odczuć i wręcz czuję się napędzona do działania. Zapewne nawet sama Cath nie podejrzewała jak studia zmienią jej życie. Jeśli jesteś fangirl, to zrozumiesz... Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Tahereh Mafi - Dar Julii

http://ecsmedia.pl/c/dar-julii-b-iext24980008.jpg
Autor: Tahereh Mafi Tytuł: Dar Julii Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive Liczba stron: 381

Julia Ferrars p r a g n i e zniszczyć Komitet Odnowy i obalić naczelnego dowódcę - Andersona. Jest na to gotowa, wie, że potrafi to zrobić. A mając u swego boku Warnera, któremu coraz bardziej zaczyna ufać, jest tego jeszcze pewniejsza.

Wszystko zmierza do końca. Czy Wasze serca wytrzymają natłok tych emocji? Moje (ledwie) to wytrzymało.

Wiele pisarzy ma tak, że z każdą częścią ich seria staje się coraz słabsza. Nie Tahereh Mafi. W jej przypadku trylogia z każdym tomem jest coraz lepsza, coraz bardziej zapierająca dech w piersiach. Prequel, "Dotyk Julii" niesamowicie mnie zafascynował i zachęcił do poznania reszty. Wtedy byłam także zakochana w Adamie i byłam pewna, że nie zmienię swojego zdania. Warner mnie intrygował, ale to tylko tyle. W sequelu, "Sekrecie Julii" jeszcze bardziej pokochałam ujmujący i oryginalny warsztat pisarski autorki. Nie mogłam nie docenić jej pomysłowości. Zaczęłam się też wahać i widzieć w Warnerze o wiele więcej rysów i krzywizn. Natomiast tego, co czułam w trakcie lektury ostatniego tomu, "Daru Julii" nie da się opisać słowami, choć spróbuję to zrobić. Czułam ogromny nadmiar emocji, przewracałam każdą kartkę głodna kolejnych słów zapisanych na papierze. Z chwilą, gdy przewróciłam ostatnią stronę, nie mogłam uwierzyć, że to koniec serii, którą pokochałam całym sercem. Aż ciężko uwierzyć, że t y l k o książka może wywrzeć na czytelniku aż tak wielki wpływ. Przez kilka dni dosłownie miałam kac książkowy i nie mogłam się zabrać za inną powieść, pod takim wrażeniem byłam. I nadal jestem.

Warner, jak ja go pokochałam. To wręcz niemożliwe, że można zapałać taką sympatią do fikcyjnej postaci. A to zasługa Tahereh Mafi, która go wykreowała. Postać z krwi i kości, postać z bolesną przeszłością i z wieloma niewiadomymi. To naprawdę świetne, że udało się jej przedstawić go tak wiarygodnie, a jednocześnie tak oszukać czytelnika. Będziecie sami musieli sięgnąć po "Dar Julii", żeby przekonać się, co mam namyśli. Pamiętajcie jednak, aby nie być niczego pewnym. Jeśli chodzi o główną bohaterkę, Julię... To ona przeszła zdecydowanie największą metamorfozę. Pamiętam, jak w pierwszej części irytowała mnie swoją biernością i płaczem, w drugim tomie było niewiele lepiej, choć widziałam minimalną poprawę, natomiast w finale jej postawa i heroizm budzą ogromny podziw. Warto dodać, że w szczególności jedna osoba miała wpływ na jej przemianę.

"Dar Julii" to genialny koniec trylogii, która zawsze będzie miała specjalne miejsce w moim sercu. Całkowicie mnie oczarowała i zawładnęła każdym skrawkiem mojego serca. Zżyłam się ze wszystkimi bohaterami, z zabawnym i uroczym Kenjim, z gotową do walki Julią oraz już nie tak bardzo nieodgadnionym Warnerem. Będę za nimi wszystkimi bardzo tęskniła. Pocieszeniem jest fakt, że ilekroć poczuję się źle, zawsze będę mogła przeczytać tą serię od nowa i od nowa się w niej zakochiwać. Nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po inne książki Tahereh Mafi, bo z pewnością to zrobię. A jeśli ktokolwiek z Was nie zapoznał się z "Dotykiem Julii" to... na co czekacie?
Moja ocena: 10/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

niedziela, 24 maja 2015

Colleen Hoover - Hopeless



Autor: Colleen Hoover Tytuł: Hopeless Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 379

"Hopeless" to jedna z tych książek, o których nieustannie gdzieś się słyszy. Jest ona na tyle wszechobecna w Internecie, że w końcu chcąc nie chcąc, kojarzy się jej okładkę. Pewnego dnia, odwiedzając księgarnię, w końcu postanowiłam, że chcę sama się przekonać, co jest w tej powieści tak urzekającego i magnetyzującego. I chyba nie ma mi się co dziwić - po tylu zachwytach nie mogłam sądzić inaczej. Nawet ja nie mogłam oprzeć się pokusie zapoznania się z twórczością amerykańskiej pisarki Colleen Hoover. A musicie wiedzieć, że ogromnie obawiałam się rozczarowania. Cóż - jak się okazało - nie miałam żadnych podstaw do obaw. Nadal jestem w szoku, tak dobra była to lektura!

Główną bohaterką "Hopeless" jest siedemnastoletnia Sky Davis. Wiedzie ona spokojne życie ze swoją matką, mając za jedyną przyjaciółkę osobę, o której krążą plotki różnej maści. Dziewczyna całe życie była uczona w domu, ale pewnego dnia postanawia zapisać się do liceum i to tam ukończyć ostatni rok nauki. Nie wszystko jednak idzie po jej myśli, a gdy poznaje Deana Holdera, jej życie odmienia się na zawsze... Kim on jest i dlaczego wzbudza w niej tak intensywne uczucia, jak nikt nigdy dotąd?

Muszę przyznać, że początek lektury nie był zachęcający. Wzajemne obrzucanie się przyjaciółek przekleństwami nie jawiło mi się w pozytywnych barwach. Ja jednak zawsze staram się dawać książkom szansę i nie skreślać ich po przeczytaniu kilkunastu stron. Z "Hopeless" także tego nie zrobiłam, zresztą ciężko mi się dziwić, w końcu wydałam na tą powieść swoje pieniądze i miałam nadzieję, że nie będą one zmarnowane. Na całe szczęście, wniknęłam cała sobą w tą historię już w momencie, gdy pojawił się Holder. Naprawdę rozumiem co jest tak dobrego w twórczości Colleen Hoover i dlaczego jej dzieła są tak popularne nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim za granicą. W prawdzie "Hopeless" to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, ale z pewnością nie ostatnie. Już śpieszę wyjaśniać, co mi się tak spodobało.

Fabuła to zdecydowanie największy atut tej lektury. Spodziewałam się banalnej historyjki, która choć mało ambitna, z powodzeniem umili mi czas. Dostałam znacznie więcej. To, co stworzyła Hoover to pełnoprawny, emocjonujący romans. Gołym okiem widać, że autorka przemyślała sobie wszystko bardzo dokładnie, zanim przystąpiła do pisania. Wszystko jest spójne i dopracowane, przez co całą książkę czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Oprócz tego warsztat pisarski tej autorki jest wprost wymarzony do tego rodzaju dzieł, czyli New Adult. Nim zauważyłam, upłynęły całe godziny, tak "Hopeless" mnie wciągnęło. Co ja piszę. Nie wciągnęło, a wręcz pochłonęło!

Ostatnimi czasy gatunek New Adult stał się bardzo popularny. Nic dziwnego - są to książki, przy których można się zrelaksować. U Hoover jednak dodatkowo wywołują one emocje, a nie każda powieść potrafi wywołać tak duże wrażenie na czytelniku. Ja sama jestem dość sceptyczną osobą, a romanse rzadko wywołują u mnie jakieś większe uczucia, "Hopeless" jednak tak zrobiło. Nieraz czułam łzy pojawiające się w moich oczach, tak sugestywne były opisy. Właśnie fakt, iż ta lektura jest niezwykle emocjonująca, sprawia, że nie sposób nie czytać jej z zaangażowaniem. A gdy czytelnik się angażuje - przeżywa wszystko wraz z cudownymi bohaterami. W czasie czytania owładnęły mną sprzeczne emocje, z jednej strony chciałam czytać coraz szybciej, aby dowiedzieć się, jak dalej potoczy się akcja, natomiast z drugiej strony... Nie chciałam, żeby to był koniec tej wspaniałej historii.

"Hopeless" absolutnie mnie nie rozczarowało. Ta książka wywołuje w czytelniku słodko-gorzkie pokłady emocji. Gwarantuję, że ciężko będzie Wam przewidzieć jakim torem potoczy się fabuła, ale z pewnością ją pokochacie. Bohaterowie są na tyle realni, że nie sposób się nie zaangażować w ich losy. Już nie mogę się doczekać, gdy zapoznam się z kolejnymi dziełami Colleen Hoover!
Moja ocena: 10/10

wtorek, 19 maja 2015

Alexandra Bracken - Po zmierzchu


Autor: Alexandra Bracken Tytuł: Po zmierzchu Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 510

W GŁĘBI MROKU KRYJE SIĘ NIEGASNĄCE DOBRO

Mroczne umysły to trylogia autorstwa amerykańskiej pisarki Alexandry Bracken. Są to książki z list bestsellerów "New York Timesa". Cykl ten został rozpoczęty pierwszym tomem pt. "Mroczne umysły", a następnie kontynuowany w sequelu "Nigdy nie gasną". W ostatniej, a zarazem finałowej części "Po zmierzchu" pokochana przeze mnie całym sercem historia zmierza do nieubłaganego końca. Jesteście ciekawi jakie są moje wrażenia? W takim razie zapraszam do przeczytania mojej recenzji!

MROCZNE UMYSŁY NIGDY NIE GASNĄ PO ZMIERZCHU

Siedemnastoletnia Ruby Daly przeszła przez prawdziwe piekło. Dosłownie. Od momentu, gdy dzieci zaczynały chorować na tajemniczą przypadłość w skrócie nazywaną OMNI, jej życie zmieniło się na zawsze. Polegała ona na tym, iż większość młodych osób zaczynało przejawiać nadnaturalne zdolności. Zostały one sklasyfikowane zależnie od umiejętności różnymi kolorami. Stąd wzięły się też nazwy: Zieloni, Niebiescy, Czerwoni, Żółci i Pomarańczowi. Dzieci zostały bezlitośnie zamknięte w przerażających obozach, gdzie były poddawane katorżniczej pracy i mieszkały w haniebnych warunkach. Ruby, nasza główna bohaterka mieszkała w jednym z pierwszych, a zarazem najgorszych obozów - Thurmond. Wyszła stamtąd jednak o wiele silniejsza...

Ruby wraz ze swoimi przyjaciółmi wyruszają w drogę do bezpiecznej kryjówki, gdzie w spokoju chcą przygotować się do rozpoczynającej się rebelii. Chcą wyzwalać obozy i ratować dzieci. Jest to tak samo ciężkie, jak brzmi, a aby to zrobić - dziewczyna będzie musiała podjąć wiele trudnych decyzji. A jeden fałszywy ruch może wzniecić iskrę, która podpali świat.

Długo się zastanawiałam jaką ocenę wystawić finałowej części. Poprzednim z czystym sumieniem wystawiłam dziesiątki. Zachwyciły mnie i totalnie wciągnęły w swój świat. Jeśli chodzi o "Po zmierzchu"... podobał mi się ten tom, jednak nie tak bardzo jak poprzednie. Alexandra Bracken powoli rozwijała akcję i to w głównej mierze zaważyło na tej dziewiątce, zamiast dziesiątki. Na początku czułam się, jakbym czytała inną powieść, a nie finał jednej z moich ulubionych serii! Gdzie podział się ten dynamizm? Cóż - na całe szczęście dynamiczna i wartka akcja wróciła po około dwustu stronach, wtedy już nie mogłam się oderwać od lektury i dosłownie spijałam każde słowo z kartek. To nie tak, że te pierwsze dwieście stron było nudne, bo prostu czegoś mi w nich zabrakło. Kolejny minus "Po zmierzchu" to mała ilość obecności Liama! Nie rozumiem jak tak można. Najpierw stworzyć tak cudowną postać, sprawić, że czytelnik ją pokocha, a następnie tak potraktować fanów. W "Mrocznych umysłach" bohater ten skradł moje serce, w "Nigdy nie gasną" ubolewałam nad tym, jak rzadko się pojawiał, a tymczasem w trzecim tomie ma miejsce to samo. Może to głupia ja narzekam, bo tak go uwielbiam i dla mnie mógłby się pojawiać na każdej stronie wraz ze swoim uśmieszkiem i akcentem z południa. Może przesadzam, ale poczułam jednak pewien niedosyt.

No i moi drodzy na tym kończą się minusy. Co za emocje! "Po zmierzchu" to niesamowita książka i idealne zwieńczenie całej świetnej trylogii. Autorka stopniowo budowała napięcie w każdej części, a w ostatniej sięgnęło wręcz ono zenitu. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego zakończenia dla bohaterów, których tak mocno pokochałam. Nie chcę sypać żadnymi spojlerami, ale wydaje mi się, że fani powinni poczuć się usatysfakcjonowani. Alexandra Bracken gładko zamknęła wszystkie wątki, ale pozostawiła też niektóre otwarte, przez co czytelnik może sam sobie dopowiedzieć resztę. I osobiście ja jestem ogromną fanką zakończeń tego typu. Pozwalają mi one samej domyślić, co będzie dalej i jak potoczą się losy moich ulubionych postaci. Każdy z nas ma swoją wyobraźnię, a więc do dzieła!

"Po zmierzchu" dostarczyło mi niesamowitych i niezapomnianych emocji, zresztą tak jak w przypadku poprzednich części. Ogromnie się cieszę, że mogłam przeczytać tak świeżą i oryginalną dystopię. W czasie lektury wiele razy czułam przyśpieszone bicie serca i wypieki na twarzy. To cudowne, jak dobra książka może oddziaływać na emocje czytelników. Mroczne umysły to jedna z najlepszych serii, jakie miałam okazję kiedykolwiek przeczytać i z czystym sumieniem polecam ją każdemu. A tymczasem z niecierpliwością wyczekują kolejnych dzieł naszej utalentowanej i młodej pisarki Alexandry Bracken.
"Pamiętałam, że życie lubi dodawać skrzydeł tylko po to, by zaraz mi je podciąć."  
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

sobota, 28 marca 2015

Veronica Rossi - Przez bezmiar nocy

Autor: Veronica Rossi Tytuł: Przez bezmiar nocy Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 349

Po miesiącach rozłąki Aria i Perry znowu są razem. Nic jednak nie układa się tak, jak powinno, bowiem chłopak został Wodzem Krwi plemienia Fal i ich wspólna przyszłość nie zapowiada się zbyt pozytywnie. Aria jest Osadniczką, a mieszkańcy wioski w żadnym wypadku nie są skorzy, aby to zaakceptować.

Na domiar własnych problemów Perry'ego i Arii, burze eterowe nasilają się i zaczynają pojawiać się z coraz większą częstotliwością. Oboje będą pragnęli odnaleźć mitologiczne miejsce, o których mówi się jedynie w legendach. Czy Wielki Błękit istnieje naprawdę? I czy uda im się do niego dotrzeć, nim będzie za późno?

Gdy przeczytałam "Przez burze ognia" byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona i usatysfakcjonowana. Co więcej - Rossi prequelem swojej trylogii absolutnie skradła moje serce! Pokochałam wykreowany przez nią świat, stworzony od samych podstaw, ale z dużą precyzją i pomysłowością, co w dystopii jest ogromnie ważne, wręcz kluczowe. Tak początek zapowiedział tym samym intrygującą serię, której fani tego gatunku - w tym ja - po prostu nie mogą sobie darować. Z utęsknieniem wyczekiwałam, gdy w moje ręce trafi kontynuacja - "Przez bezmiar nocy". Po cichu miałam nadzieję, że nie okaże się gorsza, tak jak zazwyczaj bywa w przypadku sequeli. Rossi udało się jednak wyrwać z tej przykrej przypadłości wielu pisarzy i w efekcie stworzyła jeszcze lepszą, jeszcze bardziej emocjonującą książkę!

"Przez bezmiar nocy" jest podzielona na dwie narracje, tak jak miało to miejsce w przypadku pierwszego tomu. Czytelnik ma okazję obserwować rozwój akcji z dwóch punktów widzenia: Arii i Perry'ego. Tym samym miałam wgląd w myśli głównych bohaterów, co po prostu uwielbiam. Nic tak nie dodaje smaczku dobrej lekturze, jak większa obecność świetnie wykreowanych postaci. W tej części nie było zbyt dużo momentów jednego z moich ulubionych duetów romantycznych, ale da się to przeżyć właśnie dlatego, że podzielona narracja sprawia, iż czytelnik w istocie nie odczuwa braku tych postaci i co więcej - może zobaczyć, jak funkcjonują oddzielnie. Wątek miłosny w tego rodzaju powieściach jest dla mnie istotny, ale zdecydowanie bardziej cenię sobie dobrą kreację osobowości, a tacy właśnie są Aria i Perry, podobnie jak bohaterowie drugoplanowi jak Roar. Napisałam, że ciekawie jest obserwować poszczególne osoby "funkcjonujące oddzielnie" i mam przez to namyśli, że mało momentów Arii i Perry'ego wyszło tylko tej książce na dobre, bo dzięki temu mogłam się więcej dowiedzieć o cechach ich charakterów, niż patrzeć tylko na nich przez pryzmat ich związku. Pamiętajcie - co za dużo to niezdrowo i we wszystkim należy zachować umiar. Relacja tych dwóch ludzi, osoby z innych światów właśnie dlatego jest tak szalenie interesująca, ponieważ potrafią oni zaintrygować czytelnika, a nie wzbudzać nim politowanie, zbyt przesadzoną ilością wspólnych scen.

Dlaczego tak pokochałam ten cykl? Na to złożyło się kilka czynników. Pomysłowość i oryginalność autorki po prostu mnie urzekła! Stworzona przez nią dystopia wciąż potrafi zaskoczyć pewnymi innowacjami. Burze eterowe i ich sposób przedstawienia - jak najbardziej na plus. Wyobrażacie sobie, jak strasznie musi wyglądać życie, gdy istnieją śmiercionośne burze, gotowe zniszczyć wszystko na swojej drodze? Właśnie to sprawiło, że bohaterowie stali się silni i odporni na wiele ekstremalnych sytuacji. I tym samym przechodzę do kolejnej zalety: postaci. Praktycznie każda osobowość z tej serii czymś się wyróżnia. Nikt nie jest taki sam. Aria wraz z Perry'm i Roar'em są jednymi z najlepiej poprowadzonych postaci w kategorii książek młodzieżowych. Wywołują pozytywne uczucia, śmiech, radość, ale także i smutek. Dialogi są pełne werwy, realności, na próżno można doszukiwać się w nich sztuczności.

"Przez bezmiar nocy" znacznie przewyższyło moje oczekiwania, a Veronica Rossi podniosła poprzeczkę naprawdę wysoko. Jestem ciekawa, co przygotowała w trzecim, a zarazem finałowym tomie swojej trylogii - "Wielkim Błękicie". Emocje zapewne będą niemałe! Polecam!
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

czwartek, 18 września 2014

Alexandra Bracken - Nigdy nie gasną

Autor: Alexandra Bracken Tytuł: Nigdy nie gasną Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 478

W GŁĘBI MROKU KRYJE SIĘ NIEGASNĄCE DOBRO

Alexandra Bracken to dwudziestokilkuletnia autorka bestsellerów "New York Timesa". Swoją powieścią "Mroczne umysły" zjednała sobie pokaźne grono wielbicieli, w tym mnie. Gdy skończyłam czytać pierwszy tom jej trylogii, nie wiedziałam, co ze sobą począć. Choć miało to miejsce kilka miesięcy temu, wciąż dokładnie pamiętam, jakie uczucia ta lektura we mnie wzbudziła. Wywołała we mnie sprzeczne emocje, bo z jednej strony nie mogłam się doczekać, gdy będę miała w swoich rękach kontynuację, ale z drugiej strony obawiałam się jej. Obawiałam się, czy tak młoda pisarka udźwignie ciężar swojej własnej wyobraźni. Moje obawy były bezpodstawne i całkowicie niepotrzebne - autorka ta stworzyła sequel - co jest dosyć rzadkie - o wiele lepszy od prequelu. Jeszcze bardziej absorbujący i jeszcze bardziej wciągający. Przygotujcie się, bo gdy zaczniecie czytać "Mroczne umysły", nie odłożycie ich aż do końca, ale to w "Nigdy nie gasną" tak naprawdę docenicie pisarski potencjał Alexandry Bracken.

W dystopijnym świecie dzieci i nastolatkowie cierpią na tajemniczą chorobę, w skrócie nazywaną OMNI. Nikt nie wie, skąd się wzięła, ale jedno jest pewne: ma przerażające konsekwencje. Osoby, które na nią cierpią zyskują nadnaturalne zdolności. Państwo, obawiając się o bezpieczeństwo społeczeństwa zamyka "chorych" w specjalnie do tego celu przeznaczonych miejscach - w obozach, gdzie warunki są prawdziwie przerażające i mają mało wspólnego z rehabilitacją. Żółci, Zieloni, Niebiescy, Czerwoni i Pomarańczowi - tak są klasyfikowani.

W poprzednim tomie nasza główna bohaterka Ruby Daly musiała podjąć wiele decyzji, nie bacząc na swoje własne szczęście. Przystąpiła ona do organizacji o nazwie Liga Dzieci, która w założeniu ma wydostawać dzieci i nastolatków z obozów, a w rzeczywistości ma z tym niewiele wspólnego. Aby ochronić swoich najbliższych musi wyruszyć na niebezpieczną misję. Na szali jest życie osób, które kocha...
"Przez ostatnie kilka tygodni życie nieraz udowodniło mi, że im lepiej kogoś poznajemy, tym bardziej nam na tej osobie zależy. To nieuchronne. Granice się zacierają i później, kiedy przychodzi rozłąka, utrata relacji staje się nieznośnym cierpieniem."
Najbardziej spodobał mi się fakt, w jaki sposób Alexandra Bracken ukazała ewolucję głównej bohaterki. Ona naprawdę się zmieniła i to nie ulega wątpliwości. W pierwszym tomie Ruby dała się poznać jako nieporadna postać, bojąca się tego, że jest Pomarańczową, panicznie obawiająca się swoich umiejętności. Nieustannie sprawiała, iż czytelnik jej współczuł. W drugiej części to nie jest już ta sama postać, ale wręcz całkowicie inna, odmieniona, silniejsza. Gotowa na wszystko, aby chronić swoich bliskich. Patrząc na to, co robi, jak sobie radzi w niebezpiecznych sytuacjach wcale nie czułam do niej litości, ale podziw. Mogłoby się wydawać, że inni bohaterowie na tle tak dopracowanej Ruby mogą wydawać się mdli i nieporównywalnie gorsi. Nic bardziej mylnego - każdy z nich wyróżnia się własnymi cechami charakteru.

W "Nigdy nie gasną" pojawia się wiele nowych postaci, które zapewne miały zastąpić tę pustkę, którą pozostawili po sobie inni. I muszę przyznać, że naprawdę ciężko było mi do tych nowych twarzy zapałać sympatią, gdy przed moimi oczami rysowały się inne: Liam, Pulpet, Zu... Z czasem jednak i udało mi się polubić nadpobudliwego Jude'a i buńczuczną Vidę. Są to wyraziste kreacje bohaterów, którzy przyciągają uwagę, ciekawią, nie są ani trochę bezbarwni. Nawet Cate, której nie polubiłam w czasie lektury "Mrocznych umysłów" pokazała się z trochę cieplejszej strony. Alexandra Bracken naprawdę potrafi przedefiniować zdanie swoich czytelników... Myślałam sobie, że w wielu kwestiach na pewno nie zmienię opinii, a jednak tak się stało.

Wydawałoby się, że głównym zamierzeniem młodej autorki w czasie pisania kontynuacji "Mrocznych umysłów" było nieustanne zaskakiwanie swoich czytelników, a chwilami nawet szokowanie i bezwstydne granie na naszych emocjach. Były momenty, które mnie rozczarowywały, bo chciałam, aby niektóre wydarzenia ułożyły się inaczej, ale to przecież byłoby za łatwe i nie wywoływałoby żadnych emocji. Czasami chciałam obniżyć ocenę, ale znowu później następował zwrot w akcji i ponownie zmieniałam zdanie. Alexandra Bracken zaserwowała mi prawdziwą jazdę bez trzymanki.

"Nigdy nie gasną" to kontynuacja, która znacznie przerosła moje oczekiwania. Nie spodziewałam się tak dobrego i tak zaskakującego drugiego tomu. Zdecydowanie jest jeszcze lepszy niż poprzedni, na pierwszy plan wysuwa się dopracowana i spójna fabuła i świetna kreacja bohaterów. "Mroczne umysły" jak na powieść młodzieżową naprawdę zachwycają i pochłaniają. Nie byłam w stanie zająć się niczym, dopóki nie przewróciłam ostatniej strony tej książki. Ta trylogia spodoba się nie tylko wielbicielom dystopii czy fantastyki, ale także osobom, które czekają na powieść, którą czyta się z wypiekami na twarz. To jedna z najlepszych dystopijnych serii, jakie miałam okazję przeczytać i wprost nie mogę się doczekać, gdy w moich rękach będzie leżała finałowa część. Polecam! 
"Życie nie jest sprawiedliwe. Zajęło mi trochę czasu, zanim to zrozumiałam, ale okazuje się, że los zawsze znajdzie sposób, żeby cię rozczarować. Możesz snuć plany, a życie i tak pchnie cię w przeciwnym kierunku. Znajdziesz prawdziwych przyjaciół, ale i tak zostaną ci zabrani, nieważne, jak mocno będziesz walczyć, by ich zatrzymać. Kiedy po coś sięgniesz, to się sparzysz. Nie doszukuj się w tym sensu i nie próbuj tego zmieniać. Musisz pogodzić się z rzeczami, na które nie masz wpływu, i postarać się przeżyć. To twoje jedyne zadanie."
Moja ocena: 10/10

Wyzwania: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014, DYSTOPIA 2014.

piątek, 18 lipca 2014

Tahereh Mafi - Sekret Julii

Sekret Julii - Tahereh MafiAutor: Tahereh Mafi
Tytuł: Sekret Julii
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 437
Moja ocena: 10/10

Po przeczytaniu "Dotyku Julii" byłam w rozsypce, tak bardzo mi się spodobała ta powieść! Urzekł mnie ciekawy pomysł, a przede wszystkim nietypowy warsztat pisarski Tahereh Mafi. Dla przypomnienia, w pierwszej części poznaliśmy Julię Ferrars, zaledwie siedemnastoletnią dziewczyną obdarzoną tragiczną umiejętnością: jej dotyk zabija. Całe życie była odgradzana od ludzi, przebywała w ośrodkach dla problematycznej młodzieży i w końcu w psychiatryku. To tam poznała Adama Kenta - chłopaka, który na zawsze zmienia jej świat. Jest jednak jeszcze Warner - niesamowicie niebezpieczny i bezlitosny. Na końcu pierwszego tomu Julia i Adam lądują w całkowicie innym miejscu... Miejscu, o którego istnienia nawet nie podejrzewali...

Julia z Adamem po ucieczce z kwatery Komitetu Odnowy trafiają do Punktu Omega. Oboje poznają tam osoby o nadprzyrodzonych zdolnościach, a także ich przywódcę i założyciela tego miejsca - Castle'a. Jest to mężczyzna, który pomaga osobom o wyjątkowych umiejętnościach. Uczy ich kontroli, używania swojego daru tak, aby nie krzywdzić innych. Sielanka pary jednak nie trwa długo, w miejscu, gdzie znaleźli schronienie pojawia się coraz więcej wrogich żołnierzy oraz sam Warner i choć nie znają oni kryjówki buntowników - nikt nie może czuć się bezpiecznie. Na włosku zawiśnie także związek Julii i Adama, bowiem jej chłopak skrywa sekret, który może zniszczyć ich miłość.

Tahereh Mafi udało się wyrwać z okrutnych szponów sztampowości i przewidywalności. Stworzyła ona powieść z ostatnio bardzo popularnego gatunku "young adult", a którego nie ukrywam - czyta mi się najlepiej. O ile "Dotyk Julii" był dobry, o tyle "Sekret Julii" był jeszcze lepszy i jeszcze bardziej zachwycający. Zasługą tego jest fakt, jak wiele pisarka w tej części wyjaśniła. Pisząc "wiele" mam w dużej mierze namyśli Warnera. Tak, tego Warnera, którego zarzekałam się, że nigdy nie polubię. Jak mogłabym zapałać sympatią do kogoś tak bezlitosnego i niebezpiecznego, gdy obok jest odważny, kochający i troskliwy Adam? Otóż, najwidoczniej mogłam i sama już nie wiem jak Mafi rozwinie ten jakże ciekawy wątek trójkąta miłosnego. Zresztą bohaterowie tej trylogii to jeden z wielu jej plusów. W książkach odgórnie skierowanych do młodzieży postacie potrafią być tragicznie mało wyraziste. Jakby wszyscy byli kreowani na jedną modłę. Tutaj tego nie ma, każdy czymś się wyróżnia (nawet Julia). Poza nietrudnym do polubienia Adamem, sprzecznym Warnerem jest także Kenji. Zabawny, ironiczny, zawsze ma coś do powiedzenia i idealnie umie rozładować napięcie.

"Sekret Julii" to fantastyczny pokaz umiejętności pisarskich Tahereh Mafi. Nie zliczę, ile świetnych cytatów z tej powieści wyłapałam. Mafi pisze barwnie i plastycznie, przekazuje uczucia bohaterów tak realnie, że czytelnik przeżywa z każdą postacią jej wzloty i upadki. Dzięki warsztatowi pisarskiemu tę książkę czyta się po prostu wyśmienicie, wsysa totalnie do swojego świata. Ta pisarka sprawia, iż oderwanie się od lektury jest niemożliwe!

"Sekret Julii" jest pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji. W zasadzie przez prawie całą powieść nie wiedziałam, czego się spodziewać, w takim stopniu ta książka jest nieprzewidywalna. Tahereh Mafi ma takie pomysły, że czytelnik w zasadzie może po tej pisarce spodziewać się naprawdę wszystkiego. Wystarczy dodać to tego umiejętność autorki do budowania napięcia i przepis na długie godziny czytania murowany!

"Sekret Julii" to zapierający dech w piersiach sequel. Nie sądziłam, że drugi tom może być aż tak dobry, jednak Tahereh Mafi udowodniła mi, że owszem, może. Ta trylogia wzbudza wiele emocji, urzeka swoją oryginalnością i wciąga czytelnika w swoje szpony. Już nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po finałową część "Dar Julii". Tym, którzy jeszcze nie zapoznali się z tą serią, gorąco ją polecam - nie macie na co czekać!
„Wiedziałam, że słowa mogą ranić, ale nie wiedziałam, że mogą zabić.”
WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

niedziela, 30 marca 2014

Przedpremierowo: Alexandra Bracken - Mroczne umysły

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/213000/213059/249189-352x500.jpg
Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Mroczne umysły

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 449

Moja ocena: 10/10
PREMIERA: 2 KWIETNIA

"Mroczne umysły" to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie powieści tego roku. Reklamowana hasłem: "Najbardziej niepokojąca książka od czasów Igrzysk śmierci". Musicie przyznać, że brzmi kusząco, prawda?

Wszystko zaczęło się od tajemniczej choroby, która obejmowała jedynie dzieci i nastolatki. Początkowo nazywana chorobą Everharta - od imienia pierwszego chłopaka, który na nią zachorował, później nadano jej właściwą nazwę: ostra młodzieńcza neurodegeneracja idiopatyczna - w skrócie OMNI. Jednak prawdziwe przerażenie wśród społeczności budzą dzieci, które przeżywają i nagle zyskują tajemnicze i przerażające zdolności...

Ruby Elizabeth Daly, nasza główna bohaterka została w wieku dziesięciu lat umieszczona w Thurmond, w jednym z pierwszych obozów, które mają za zadanie "rehabilitować" innym jej podobnym. W rzeczywistości jednak nie mają nic wspólnego z pomocą. Ci, którzy jakimś cudem uciekli są bezlitośnie ścigani nie tylko przez żołnierzy SSP, ale także przez Łowców Nagród, zmuszeni oglądać się za ramiona, wiodąc niebezpieczne życie. Rząd podzielił dzieci na pięć grup: Zielonych, Niebieskich, Żółtych, Czerwonych i Pomarańczowych, z czego trzy ostatnie są uważane za najgroźniejsze. Ruby udaje się oszukać test klasyfikacyjny i zostaje uznana za Zieloną, podczas gdy w istocie jest Pomarańczową... Aby przeżyć, bohaterka musi ukrywać swoje zdolności, jednak, gdy w końcu natrafi na sojuszników, czy będzie gotowa im zaufać?
"(...) Czasem wypowiedzenie marzenia na głos wystarczy, żeby się spełniło."
Alexandra Bracken stworzyła pełnoprawną dystopię, której nie brakuje niczego,  z czystym sumieniem mogę napisać, że dawno nie czytałam tak świetnie przedstawionej historii z tego gatunku. Świat stworzony przez autorkę jest jednocześnie przerażający i przyciągający, a przede wszystkim diabelnie dobrze skonstruowany. Realia w "Mrocznych umysłach" nie są oryginalne i nie da się tego ukryć. Motyw wyludnionej Ameryki, niebezpiecznych żołnierzy, dzieci z tajemniczymi mocami - to wszystko już było, jednak autorce udało się przekazać to, co chciała w sposób świeższy, ciekawszy i całkowicie przemawiający do czytelnika. Paradoksalnie patrząc na każdy poszczególny element tej książki nie znajdziemy nic odkrywczego, ale na "Mroczne umysły" składa się całokształt i właśnie tak powinno się go postrzegać. To misternie skonstruowana fabuła, która nie jest ani trochę przewidywalna, to pełnokrwiści bohaterowie i całe pokłady buzującego napięcia. "Mroczne umysły" po prostu pokochałam i nie mogłam odłożyć tej powieści aż do przeczytania ostatniej strony.

Kolejnym pozytywnym aspektem tej książki są wstawki humorystyczne, których jak na powieść z tego gatunku jest naprawdę dużo. Poczucie humoru Alexandry Bracken zdecydowanie do mnie przemawia! Najlepsze oczywiście były przepychanki słowne Liam'a, Pulpeta i Ruby. Ta trójka naprawdę świetnie się uzupełnia, ich rozmowy potrafiły doprowadzić mnie do niekontrolowanych wybuchów śmiechu.

Bardzo spodobało mi się ukazanie głównej bohaterki. Muszę przyznać, że początkowo w ogóle nie zapałałam do niej sympatią. Wydawała mi się zbyt nudna, zbyt bezbronna, nawet zważywszy na umiejętności, które miała. Żółci, Czerwoni i Pomarańczowi to nastolatkowie z najgroźniejszymi umiejętnościami, a przecież nasza Ruby jest Pomarańczowa. Choć potrafiłam wczuć się w jej sytuację, zrozumieć, że boi się sama siebie, że traktuje swoje zdolności jako przekleństwo, irytowało mnie, że nie potrafiła się obronić w wielu sytuacjach. Im dalej brnęłam w tę powieść, tym powoli zaczęłam odkrywać jakiej przemianie ulega ta dziewczyna. Obserwowałam, jak zaczyna ufać swoi sojusznikom, zaczyna ich chronić i coraz głębiej wnikać w to, co umie. Oprócz tej postaci całkowicie i nieodwołanie pokochałam Liam'a Stewarta! Cóż to jest za chłopak! Nie brak mu charyzmy, poczucia humoru i odwagi, czyli mojej ulubionej kombinacji cech.

"Mroczne umysły" to misz-masz wszystkiego, czego szukam w tego rodzaju powieściach. Naprawdę jest mało takich cyklów, które potrafią zawładnąć czytelnikiem na tyle, żeby rzeczywistość nie miała żadnego znaczenia w obliczu niebezpieczeństw, którym czoła muszą stawić bohaterowie. To zdecydowanie jedna z najlepszych dystopii, jakie miałam kiedykolwiek okazję przeczytać! Polecam!

 

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014, DYSTOPIA 2014.