my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 września 2019

Paullina Simmons - "Jeździec miedziany"

Znalezione obrazy dla zapytania jezdziec miedziany
Autor: Paullina Simmons
Tytuł: Jeździec miedziany
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 720
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Wybucha II wojna światowa. W Związku Radzieckim mieszka siedemnastoletnia Tatiana Mietanow wraz ze swoją rodziną - rodzicami, siostrą i bratem bliźniakiem. Młoda dziewczyna pewnego dnia siedząc na przystanku poznaje młodego oficera Aleksandra Biełowa. Między dwójką bardzo szybko rodzi się wzajemna nić porozumienia. Oboje jednak mieszkają w niebezpiecznym, oblężonym przez Niemców Leningradzie. Czy ta dwójka zazna szczęścia, czy wojna rozdzieli ich już na zawsze?

Od bardzo długiego czasu czaiłam się na przeczytanie tej powieści. Słyszałam na jej temat same pozytywne opinie, byłam więc ciekawa, czy naprawdę jest tak dobra. Gdy w końcu więc miałam w dłoni "Jeźdźca miedzianego" miałam przeczucie, że ta historia jest wyjątkowa i zostanie ze mną na długo. Nie myliłam się. Choć ta powieść liczy sobie ponad siedemset stron, gdy już się wciągnęłam w jej czytanie, to oderwanie się od lektury przychodziło mi z wielkim trudem.

Zazwyczaj unikam książek o tematyce wojennej. Jestem osobą, która ma słabe nerwy i czytanie o wojnie zazwyczaj mocno działa na moją psychikę. Dla "Jeźdźca miedzianego" zrobiłam wyjątek, z czego ogromnie się cieszę. Paullina Simmons fantastycznie i brutalnie szczerze opisała jak wyglądał świat podczas wojny w Związku Radzieckim. Opisy głodu, próby przetrwania wstrząsnęły mną do głębi. Oblężenie Leningradu zostało opisane naprawdę w sposób wzbudzający zachwyt. Przez słowa zapisane na kartkach tej powieści naprawdę czułam się, jakbym była w tej historii. Wczułam się niesamowicie w losy Aleksandry i Tatiana, nie mogłam przejść wobec nich obojętnie. Ich miłość w tych brutalnych czasach wzbudziła moje wzruszenie i żal, że przyszło im żyć w takim świecie.

Świetnie nakreśleni bohaterowie to moim zdaniem główna zaleta książki Paulliny Simmons. Są oni prawdziwi, zmagają się z trudną rzeczywistością, a mimo to próbują jej podołać. Wzbudzają u czytelnika podziw. Aleksander - silny i odważny, Tatiana - naiwna, lecz równie odważna, oboje choć pozornie inni, doskonale do siebie pasują i się wzajemnie uzupełniają. Od samego początku kibicowałam tej dwójce, choć wiedziałam, że ich losy nie są łatwe, a w przyszłości łatwiejsze wcale nie będą. Ich miłość nie jest usłana różami, a przez wojnę są zmuszeni do oddzielnego życia, z dala od siebie. To naprawdę ogromnie smutne. "Jeździec miedziany" uzmysłowił mi jak mogła wyglądać i zapewne wyglądała miłość w czasach wojen... Kobiety i męzczyzni byli rozdzielani, one zostawały w domu, a oni walczyli za ojczyznę.

"Jeździec miedziany" to pozornie zwyczajny romans osadzony w czasach II wojny światowej. To jednak coś więcej. Historia Tatiany i Aleksandra wzbudza wzruszenie i całą gamę innych emocji. Czytelnik od samego początku angażuje się w losy tych dwójki, nie pozostając obojętnym na ich nieszczęścia. To bez wątpienia jedna z najbardziej wyjątkowych książek, jakie kiedykolwiek miałam okazję przeczytać. To naprawdę dobra powieść, którą mogę polecić z czystym sumieniem!
Moja ocena: 9/10


niedziela, 19 lipca 2015

Diana Gabaldon - Podróżniczka

Autor: Diana Gabaldon Tytuł: Podróżniczka Wydawnictwo: Świat Książki Liczba stron: 951

Cykl Diany Gabaldon opowiadający o Claire Randall podróżującej w czasie zyskał ogromną popularność. Oryginalnie zaczął on być wydawany w latach dziewięćdziesiątych, ale za sprawą serialu, który prawie rok temu miał swoją premierę i powstał właśnie na podstawie tej serii - wznowienia wydań podjęło się wydawnictwo Świat Książki. Na całe szczęście, ponieważ - co tu dużo mówić - trzeba samemu przekonać się na własnej skórze, co jest tak wyjątkowego w tych książkach. One nie tylko sprawiają, że czytelnik czuje się, jakby żywcem się przeniósł do XVIII-wiecznej Szkocji, ale także i podnoszą na duchu wiarę w prawdziwą miłość. Claire i Jamie z pewnością taką mają... Zapraszam do przeczytania mojej recenzji trzeciego tomu tego cyklu - "Podróżniczki".

Jest rok 1746, tuż po bitwie pod Culloden w Szkocji, gdzie Anglicy pokonali Szkotów. Jednym z przegranych jest Jamie Fraser, którego przyszłe życie nie jawi się w kolorowych barwach, może on bowiem zostać stracony lub sprzedany do pracy jako niewolnik

Równocześnie mamy rok 1968, gdzie Claire Randall za wszelką cenę chce się dowiedzieć, czy jej pozostawiony w przeszłości mąż przeżył tragiczną w ofiarach bitwę pod Culloden. Aby to zrobić będzie musiała wybrać - czy zostać ze swoją córką, czy ponownie wybrać się do XVIII-wiecznej Szkocji... Jaki wybór podejmie Claire?

Wiele osób i w tym również fanów twórczości Diany Gabaldon (tak jak ja) pisało, że to właśnie "Podróżniczka" jest najlepszym tomem tej serii. Według mnie najlepszą częścią z tych trzech jest "Obca", czyli prequel. Nie wiem, czy to zasługa tego, że jest to wprowadzenie do całej pięknej i bajecznej historii Claire i Jamie'ego, dosłownie oderwanej z czasu, czy tego, że jest on po prostu znacznie krótszy. Jednak jeśli autorce nadal nie brakuje pomysłów, a uwierzcie mi, że po lekturze "Podróżniczki" nie mam co do tego żadnych wątpliwości - to oczywiście powinna z nich korzystać do woli, ponieważ wierni fani (w tym ja) i tak przebrną przez te trudniejsze momenty. Odnośnie pomysłowości - to zdecydowanie największa zaleta tego cyklu. Na początku, zanim jeszcze się z nim zapoznałam po cichu myślałam, że zapewne będzie to jakaś wyświechtana i schematyczna historia, nic specjalnego. Całe szczęście, że spotkało mnie przyjemne rozczarowanie. Claire i Jamie zachwycają, co tu dużo pisać... Sprawiają, że czytelniczki, które w duchu są romantyczkami, aż piszczą z zachwytu. W końcu kto by nie chciał poznać swojej bratniej duszy.

Gdybym napisała, że przez całą "Podróżniczkę" przebrnęłam lekko, kompletnie bez żadnych oporów i uczucia znużenia, to bym oczywiście skłamała. W przypadku tak grubej książki, która liczy sobie prawie tysiąc stron, nie da się uniknąć nudy. I gdy przystąpiłam do lektury trzeciego tomu cyklu Diany Gabaldon świetnie zdawałam sobie z tego sprawę. Jednak to nie zmienia faktu, że chwilami naprawdę ciężko szło mi czytanie i za nic nie chciałam wracać do tej powieści. Na takie "trudne" momenty jest jedna rada - odpocząć od danego dzieła i zacząć czytać inne, tylko po to, aby później znowu powrócić do tego pierwszego. Czytanie książki, a raczej jej "męczenie" nie wyjdzie nikomu na dobre, a już na pewno nie sprawi, że czytelnik odbierze dzieło w pozytywny sposób. Ja właśnie tak zrobiłam z "Podróżniczką", ponieważ co tu dużo mówić - niektóre momenty naprawdę były nużące, akcja stała w miejscu i generalnie nie działo się nic ciekawego. Byłabym zdziwiona, gdyby Dianie Gabaldon udało się uniknąć takich chwil... 

"Podróżniczka" nadal zachwyca talentem pisarskim Diany Gabaldon, która wciąga czytelnika w barwny świat XVIII-wiecznej Szkocji. Sama książka byłaby o wiele lepsza, gdyby pisarka skróciła ją o jakieś dwieście stron, ponieważ przez niektóre momenty było mi naprawdę ciężko przebrnąć. Mimo to, uważam, że autorka spisała się świetnie w swoim zadaniu i fabuła trzeciego tomu nadal jest pomysłowa i nie brak w niej dynamicznej akcji. Jeśli chodzi o emocje - ich również nie zabraknie. Szczególnie mam tutaj namyśli jeden moment, który bardzo mnie wzruszył i spowodował szybsze bicie serca. Przede mną "Jesienne werble"... A Was zachęcam do przekonania się na własnej skórze, co jest tak wyjątkowego w "Obcej".
Moja ocena: 7/10

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Claire North - Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta

Autor: Claire North Tytuł: Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta Wydawnictwo: Świat Książki Liczba stron: 460

NIEKTÓRYCH HISTORII NIE DA SIĘ OPOWIEDZIEĆ W JEDNYM ŻYCIU

Harry August nie jest normalnym człowiekiem. Normalną osobą, która przeżywa swoje życie i umiera. Co jest takiego nietypowego w Harry'm? On się odradza. Umiera, po czym rodzi się znowu. I wszystko pamięta ze swoich poprzednich żywotów, przez co nawet jako dziecko jest mądrzejszy i bardziej doświadczony od każdego człowieka na świecie. Kiedy nadchodzi kres jego kolejnego żywota, przy jego łóżku pojawia się mała dziewczynka, która chce wysłać pewną wiadomość w przeszłość...

Przyznaję, że i mnie skusiła wspaniała okładka tej książki. Pomyślałam sobie: po prostu muszę ją przeczytać i sprawdzić, czy zawartość będzie tak samo dobra, jak oprawa graficzna. I wiecie co? To jeden z nielicznych przypadków, w których właśnie tak jest. "Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" to zachwycająca historia, od samego początku, aż do końca. Niesamowicie dopracowana i sprawnie skonstruowana. Claire North wymyśliła fabułę, która dosłownie wprawiła mnie w zachwyt. Jednak sam pomysł to nie wszystko. Potrzeba jeszcze odpowiednich umiejętności pisarskich, aby wprawić go w ruch i sprawić, że czytelnicy go pokochają. A do tego trzeba mieć talent - North nie tylko mnie zaciekawiła swoją koncepcją, ona sprawiła, że ja naprawdę chciałam poznać dalsze losy Harry'ego Augusta, przez co oderwanie się od lektury nie przychodziło mi łatwo. Prawdziwie zafascynowała mnie ta opowieść, w głównej mierze dlatego, że nigdy nie czytałam coś, co by ją przypominało. Warsztat pisarski autorki został idealnie dopasowany do tematyki tej książki i licznych przemyśleń na temat ludzkiej natury. Rozważania North są niezwykle wnikliwe i trafne w odniesieniu do rzeczywistości.

W powieści Claire North główną siłą napędową jest wątek przyszłego końca świata i pytań, które nieodłącznie towarzyszyły mi w czasie lektury. Czy Harry'emu uda się powstrzymać koniec świata? I jak daleko będzie się musiał posunąć, aby to zrobić? To, co bardzo przypadło mi do gustu, pomijając już sam całokształt i nietypowy pomysł na fabułę, to fakt, że autorka sprawnie wnika w głąb ludzkiej egzystencji. Główny bohater, Harry August jest tego świetnym przykładem. Gdy tylko zdał sobie sprawę z daru, który otrzymał - nieśmiertelności, starał się go wykorzystywać w jakiś sposób. Każde z jego żywotów było inne, mężczyzna skrupulatnie dbał o to, aby były one różnorodne. Sam fakt, iż podjął on walkę o ocalenie świata jest godny podziwu i ukazuje prawdziwą naturę tej postaci. Nie osiada on wygodnie w jakimś mieście, gdzie może wieść spokojne i beztroskie życie - wręcz przeciwnie, za wszelką cenę chce powstrzymać koniec świata. Bardzo polubiłam tego wyjątkowego bohatera.

"Pierwszych piętnaście..." to pewnego rodzaju pamiętnik Harry'ego Augusta, bowiem jest on narratorem pierwszoosobowym i opowiada swoje losy czytelnikom. Przez ten typ narracji nie brakuje tutaj licznych przemyśleń, rozważań i dywagacji nad ludzką egzystencją. Mi osobiście te przemyślenia bardzo się spodobały i dały dużo do myślenia, ponieważ główny bohater jest osobą, która zdecydowanie ma dużo ciekawego do powiedzenia. Przeżył on tyle lat w ciągu swoich piętnastu żywotów, że czytając jego "pamiętnik" naprawdę się czułam, jakbym zaglądała w głąb umysłu osoby, która żyła ponad osiemset lat. To naprawdę niesamowicie budujące doświadczenie. Wiem, że tego rodzaju rozważania wielu osobom mogą przeszkadzać, ale w tej książce są nienachalne i nad wyraz interesujące. Jeśli ktokolwiek obawia się wolnego tempa akcji i braku dynamizmu - rozwiewam Wasze wątpliwości, Claire North zadbała, abym ani przez chwilę się nie nudziła. Już sam początek i pojawienie się małej dziewczynki mówiącej o końcu świata zwiastuje wyjątkową lekturę, a z przeczytaniem każdej kolejnej strony tylko utwierdzałam się w tym przekonaniu.

"Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" to książka, która nie przypomina nic, co bym wcześniej czytała. I właśnie przez ten aspekt tak bardzo mi się podobała. Każda strona, każdy rozdział to było coś niewiadomego, ponieważ nie miałam nawet najmniejszych wyobrażeń, jak potoczy się fabuła. Polecam, naprawdę warto ją przeczytać i przekonać się, dlaczego zyskała taką popularność. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie!
"(...) Najgorsza jest samotność w tłumie. Człowiek może kiwać głową, uśmiechać się, normalnie rozmawiać z innymi, ale udawanie sprawia, że jego dusza coraz bardziej oddala się od ludzi."
Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Diana Gabaldon - Uwięziona w bursztynie


Autor: Diana Gabaldon Tytuł: Uwięziona w bursztynie Wydawnictwo: Świat Książki Liczba stron: 837

O serii autorstwa Diany Gabaldon jest już bardzo głośno od jakiegoś czasu, a to za sprawą serialu, który powstał na kanwie tego cyklu. Został on rozpoczęty prequelem pt. "Obca" i właśnie taki tytuł nosi ta produkcja. Ja sama całkiem niedawno zapoznałam się z tą książką i wciąż jestem pod jej ogromnym wrażeniem. Jak na powieść historyczną - czyta się ją niesamowicie płynnie, a pomysł jest godny uznania. Nic dziwnego, że "Obca" zbiera same pochwały, bo zdecydowanie na to zasługuje. Jesteście ciekawi, jak przypadła mi do gustu kontynuacja, "Uwięziona w bursztynie"? W takim razie zapraszam do przeczytania recenzji.

Jest rok 1968, a Claire Randall powraca wraz z dorosłą córką Brianną do Szkocji, gdzie postanawia wyznać prawdę... Prawdę o niesamowitym i nierealnym zdarzeniu, które ją spotkało - podróży w czasie i o miłości, która odmieniła jej życie na zawsze. Z drugiej strony toczą się także wydarzenia w 1745 roku, gdzie Claire i jej mąż James Fraser próbują powstrzymać skazane na klęskę szkockie powstanie... Czy uda im się to zrobić? Czy poniosą oni porażkę, przez skażą tysiące ludzi na śmierć?

Do "Uwięzionej w bursztynie" zabrałam się z taką samą ekscytacją jak do "Obcej", tak bardzo pokochałam historię stworzoną przez Dianę Gabaldon. Fabułę, bohaterów, dialogi... dosłownie wszystko. Miałam również wysokie oczekiwania co do kontynuacji, zważywszy na tak świetny prequel. Z przykrością muszę przyznać, że się trochę zawiodłam, bo nie tego oczekiwałam. Oczywiście wiedziałam, że akcja w książce, która liczy ponad osiemset stron musi się trochę rozwijać, ale i tak w porównaniu z pierwszym tomem, sequel wypada nieporównywalnie słabiej. Odniosłam wrażenie, jakby pisarka sama dokładnie nie wiedziała, w którą stronę zmierza fabuła i jak ją pociągnąć, aby wszystko współgrało z całą resztą i tworzyło spójną całość. Może autorka najwyraźniej w świecie przesadziła z ilością stron, ponieważ opisów jest bardzo dużo i miałam nieodpartą myśl, że niektóre wątki mogłyby z powodzeniem zostać pominięte i nie miałyby żadnego wpływu na resztę fabuły. Takie celowe rozwlekanie na siłę nie zawsze jest dobrym pomysłem. Później po prostu zaczyna to bardzo przeszkadzać w lekturze i nudzić.

To, co bardzo spodobało mi się w "Uwięzionej w bursztynie" i to, co odróżnia ją od poprzedniej części to fakt, że Diana Gabaldon zdecydowała się na pewnego rodzaju różnorodność. Bowiem następuje przeskok w czasie i czytelnik ma okazję odnaleźć się w dwóch różnych epokach. Z jednej strony w pięknej, malowniczej Szkocji obserwuje dalsze losy Claire i Jamie'go, a z drugiej strony jest rok 1968, gdzie Claire ma już dorosłą córkę. Muszę przyznać, że to bardzo nietypowe, ale spodobał mi się ten zabieg, ponieważ urozmaicił lekturę i pokazał, jak dalej potoczyła się historia naszej głównej bohaterki.

Po prostu muszę wspomnieć o duecie Claire i Jamie'go, ponieważ oboje są wprost cudowni! Tworzą tak niesamowicie zgraną parę, że czytanie ich perypetii przyniosło mi dużo śmiechu. Ich dialogi bawią i choć pochodzą z innych epok - wydaje się to w ogóle im nie przeszkadzać. Dianie Gabaldon z powodzeniem udało się ukazać panujące pomiędzy nimi napięcie i chemię. Cieszę się, że twórcom serialu również się to udało! Obsada tej produkcji idealnie pokrywa się z moimi wyobrażeniami nie tylko dwójki głównych bohaterów, ale także tych pobocznych. Poza tym, taka miłość, która została przedstawiona w tym cyklu jest naprawdę inspirująca.

Nie mogę do końca powiedzieć, że wszystko podobało mi się w "Uwięzionej w bursztynie", bo chwilami było naprawdę ciężko i czułam, że brnę przez tą lekturę z oporem. Jednak momenty zwątpienia zostały przyćmione przez całą resztę. Diana Gabaldon bawi i zaciekawia czytelnika piękną historią miłości, której nawet czas nie jest w stanie przerwać. Jednocześnie przedstawia ona realia XVIII życia po prostu... prawdziwie. Nie koloryzuje, ale pokazuje złą stronę życia, a nie tylko dobrą. Kontynuacja choć nieco mniej mi się podobała od "Obcej", wciąż czytałam ją z zapartym tchem. Nie mogę się doczekać, gdy zacznę czytać "Podróżniczkę". Polecam!
Moja ocena: 7/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

czwartek, 7 maja 2015

Diana Gabaldon - Obca

 
Autor: Diana Gabaldon Tytuł: Obca Wydawnictwo: Świat Książki Liczba stron: 709

Ostatnio coraz głośniej jest o książce autorstwa amerykańskiej pisarki Diany Gabaldon. "Obca" oryginalnie została wydana w 1991 roku, niedawno wydawnictwo Świat Książki podjęło się wznowienia wydania. Cóż - nie da się ukryć, że ku uciesze wielu fanów, w tym moim. Zapewne słyszeliście o tej powieści za sprawą serialu, który miał swoją premierę w ubiegłym roku. Cudem powstrzymywałam się, żeby go nie oglądać. Najpierw chciałam przeczytać pierwowzór, żeby później w spokoju oddać się seansowi. Nic więc dziwnego, że w stosunku do "Obcej" miałam bardzo wysokie wymagania. A i tak zostałam zaskoczona... Diana Gabaldon zdecydowanie wie, jak sprawić, że czytelnik się nie oderwie od lektury. Choćby nie wiem jak chciał, choćby nie wiadomo ile obowiązków go goniło. To dzieło jest naprawdę zachwycające!

Jest rok 1945. Claire Randall wraca z frontu wojennego, gdzie pracowała jako pielęgniarka w  szpitalu polowym. Wraz ze swoim mężem - Frankiem, postanawiają spędzić wakacje w malowniczej Szkocji. Nic jednak nie przebiega tak, jak nasza główna bohaterka myślała. Zbieg okoliczności i tajemnicze moce sprawiają, że nagle ląduje w XVIII wieku, a konkretnie w 1743 roku. Claire, aby przeżyć będzie musiała nie tylko dostosować się do nowych czasów, ale także odeprzeć oskarżenia, które będą na nią spadać. Czy uda jej się przeżyć w całkowicie nowym miejscu? I jak poradzi sobie ona z pewnym intrygującym Szkotem Jamie'm Fraser'em?

Powieść historyczna. Taki gatunek głównie reprezentuje powieść "Obca". Jedna kluczowym słowem jest "głównie", ponieważ to, co udało się zrobić pisarce to coś więcej. Wiadomo przecież, że nie każdy lubi tego rodzaju książki. A jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości - to je rozwiewam. Diana Gabaldon połączyła historię i romans w jedną, spójną, i nierozerwalną całość. Całość, którą - warto zaznaczyć - czyta się w wypiekami na twarzy. Miałam okazję przeczytać kilka dzieł z tego gatunku, ale żadna z nich nawet w połowie nie jest tak dobra jak "Obca". Powieści historyczne trzeba po prostu umieć pisać - w taki sposób, aby umiejętnie nie tylko przykuć uwagę czytelnika, ale także zatrzymać ją na dłużej. A autorka miała tutaj utrudnione zadanie, ponieważ jej książka liczy sobie niewiele ponad siedemset stron. A wiecie co jest najlepsze? W żadnym momencie w czasie lektury nie odczuwałam nudy! Jak często może się zdarzyć coś takiego?

Ta płynność i finezja w czytaniu to głównie zasługa warsztatu pisarskiego Diany Gabaldon. Jest on nie tylko lekki i przystępny, ale także i niezwykle absorbujący. Spodobał mi się fakt, iż pisarka nie siliła się na górnolotne i poetyczne wyrażenia, ale stworzyła prostą w odbiorze powieść. Wartka akcja także nie uszła mojej uwadze, jakby inaczej, przecież wręcz nie mogłam się od "Obcej" oderwać. Tempo akcji nie jest dynamiczne, ale nie mamy tutaj do czynienia z kryminałem, a z romansem. A jeśli chodzi o sam romans...

Jest wspaniały! No po prostu nie mogę określić go inaczej. Relacja pomiędzy główną bohaterką, Claire Randall a Jamie'm Fraser'em jest naprawdę wyjątkowa. Moim zdaniem to jedna z najlepszych wykreowanych par literackich. Tworzą duet, który zawsze czymś potrafi rozbawić, a także i wzruszyć. To, jak wzajemnie się uzupełniają jest naprawdę świetne, ponieważ dodaje im tylko więcej realności. Ich więź rodzi się powoli, ale z czasem staje się coraz silniejsza. Dianie Gabaldon udało się uczynić ich relację pełną namiętności i pasji. Naprawdę ciekawie się czytało ich rozmowy i przekomarzania, pomimo tego, że oboje pochodzą z różnych wieków.

Jednym z wielu plusów "Obcej" jest także kreacja bohaterów na bardzo wysokim poziomie. Zawsze sobie cenię, gdy pisarzom udaje się nadać postaciom trochę indywidualnych cech. Może wydaje się to trywialne i normalne, bo przecież powinno być tak zawsze, ale uwierzcie - wcale tak nie jest. Osobowości w wielu książkach są czasami bezbarwne, kompletnie bez żadnego wyrazu i polotu. Diana Gabaldon nie popełniła tego błędu. Jej bohaterowie są realni, z krwi i kości, prawie jakby żywcem zostali wyrwani z rzeczywistości i umieszczeni na kartach powieści. Claire, główna protagonistka od początku zjednała sobie moją sympatię (choć dziwi mnie trochę to, że tak szybko przystosowała się do nowych czasów). To mocny i silny charakter, często wie, jak odpyskować i nawet się nie stara pohamować ostrego języka. A ja zawsze lubię, jak coś się dzieje. Za to Jamie... Do niego zdecydowanie można wzdychać. Jest honorowy, odważny i opiekuńczy zarazem. Z postaci drugoplanowych polubiłam Geilis. Dziwną, bardzo tajemniczą osobowość, z pazurem, podobnie jak Claire.

"Obca" ani trochę mnie nie rozczarowała. Liczyłam na świetny romans historyczny z pięknymi szkockimi krajobrazami, a otrzymałam to wszystko nawet z nawiązką. Nic dziwnego, że ta wielotomowa saga osiągnęła taki sukces, a serial, który powstał na jej podstawie zbiera pozytywne recenzje. Ten cykl to wręcz idealny materiał do przeniesienia na ekran. Już nie mogę się doczekać, gdy zacznę czytać kontynuację! Gorąco polecam!
Moja ocena: 10/10

środa, 16 października 2013

Virginia C. Andrews - Kwiaty na poddaszu


Autor:Virginia C. Andrews
Tytuł: Kwiaty na poddaszu
Wydawnictwo: Świat książki
Liczba stron: 384
Moja ocena: 9/10
Wielki powrót kultowej powieści. Wciągająca historia o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości. Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia – w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice, mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, nie dojadają. W dodatku brat z siostrą niebezpiecznie zbliżają się do siebie...  
Nie przystąpiłam do pisania recenzji "Kwiatów na poddaszu" tuż po przeczytaniu z jednego prostego powodu - nie mogłam. Czułam, że nie opiszę zrozumiale uczuć, które mną owładnęły w trakcie czytania tej książki. Począwszy od współczucia, a skończywszy na przerażeniu. Naprawdę miotają mną skrajne emocje. Wiele razy podczas lektury miałam łzy w oczach, a zaraz potem potrafiłam się cieszyć z tych małych radości, które spotykały bohaterów. 
Czytelnik na początku akcji poznaje czteroosobową i szczęśliwą rodzinę Dollangangerów, na którą składają się: matka, ojciec oraz dwójka ich dzieci - Cathy oraz Chris'a. Są oni powszechnie szanowani i podziwiani, a na dodatek bardzo szybko okazuje się, że ich familia powiększy się o kolejnych członków, bliźniaków: chłopca i dziewczynki o imionach Cory i Carrie.

Szczęśliwe życie Dollangangerów dosłownie się rozpada, gdy głowa rodziny ginie w wypadku samochodowym. Matka - Corinne, nie mając żadnych wizji na przyszłość, bez pieniędzy i z czwórką dzieci na utrzymaniu postanawia zamieszkać w swoim rodzinnym domu. Jej rodzina jednak ma tajemnicę, przez którą Corinne została wydziedziczona, mianowicie wyszła za mąż za swojego bliskiego krewnego z którym ma czwórkę dzieci!

Narratorem powieści jest Cathy, z którą nie sposób się nie zżyć przez te prawie czterysta stron. Młoda dziewczyna szczegółowo przybliżyła swoją i jej rodzeństwa aż nazbyt okropną historię. Bez wątpienia autorce należy pogratulować pomysłu na fabułę, nieważne jak straszna by była. Karty powieści "Kwiaty na poddaszu" są zapisane niby prostymi słowami, które mimo to wywołują w czytelniku potężne nakłady emocji. 

Virginia C. Andrews mocno wyszczególniła toksyczne, a wręcz patologiczne relacje opisane w tej rodzinnej sadze. Nie da się ukryć, że często przekraczała granice dobrego smaku. Mamy tutaj przykłady jak matka jest zazdrosna o miłość męża do ich córki, czy matka zazdrości córce miłości syna. Przyznaję, że było "dziwnie" czytać o tym, ale nie dlatego, że potępiałam ich wzorce zachowań, ale dlatego, że sama mam mieszane uczucia. Nie jest łatwo odnaleźć się w sytuacji wyrysowanej przez autorkę, bowiem te okropności, przez które przeszli bohaterowie uniemożliwiają racjonalny osąd.

"Kwiaty na poddaszu" zawierają w sobie całą masę emocji. Nie mogłam zasnąć, dopóki nie skończyłam całej książki, bo wstrząsająca fabuła po prostu mi na to nie pozwoliła. Niedługo sięgnę po kolejne części, a Wam z całego serca polecam poznanie tej historii!