my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo YA!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo YA!. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 listopada 2019

Lucy van Smit - "Blizny"

Znalezione obrazy dla zapytania blizny ksiazka
Autor: Lucy van Smit
Tytuł: Blizny
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 358
Gatunek: literatura młodzieżowa

Nell Lamb nie ma najłatwiejszego życia. Jej ojcem jest alkoholik, jej siostra jest chora na raka., a matka opuściła rodzinę dawno temu. Dziewczyna jest poniekąd opiekunką swojej siostry, ponieważ jej ojciec jest zbyt pochłonięty religią i alkoholizmem, żeby spełniać funkcję głowy rodziny. Nell na co dzień towarzyszy tęsknota za matką, coraz trudniej także przychodzi jej zmaganie się ze swoimi codziennymi obowiązkami i opieką nad siostrą. Nastolatka czuje, że jej życie nie jest naprawdę jej... Ojciec zabrania jej naprawdę wielu rzeczy.

Pewnego i przypadkowego dnia Nell poznaje tajemniczego Lukasa. Chłopak od samego początku wydaje jej się bardzo zagadkowy, dziwny, ale także i bardzo intrygujący. Dzięki niemu dziewczyna zaczyna marzyć o ucieczce ze swojego dotychczasowego życia, a także wierzyć, że może coś jeszcze ją dobrego w życiu spotkać. Lukas jednak skrywa wiele niebezpiecznych tajemnic...

Akcja w książce "Blizny" osadzona jest w mroźnej Norwegii. Ten fakt zdecydowanie dodaje dużo klimatu i uroku tej powieści. Dzięki temu zdecydowanie też ta pozycja wyróżnia się na tle innych tego typu pozycji. Lucy van Smit stworzyła historię z nietuzinkową fabułą, podobnej jeszcze nie zdarzyło mi się czytać. Sama idea wmieszania wilków w fabułę tej książki, a także kilka innych aspektów fabularnych uczyniło ją naprawdę ciekawą książką na kilka wieczorów. "Blizny" jest bowiem powieścią mroczną i tajemniczą, zdecydowanie wyróżniającą się na tle innych pozycji młodzieżowych. Ponadto kunszt pisarski Lucy van Smit jest lekki, przez co czytając "Blizny" czułam wręcz jakbym "sunęła" po zapisanych słowach na kartkach powieści.

"Blizny" to tytuł idealny na jesiennie, a także nieuchronnie zbliżające się zimowe wieczory. Autorka w interesujący i obrazowy sposób opisuje piękno oraz dzikość natury. Czytelnik w czasie czytania czuje się, jakby to on sam został wyrzucony w środek opuszczonego i tajemniczego lasu. 
Polecam!
Moja ocena: 6/10

wtorek, 28 maja 2019

Steve Bloom - "Wynajmij sobie chłopaka"

Autor: Steve Bloom
Tytuł: Wynajmij sobie chłopaka
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 360
Gatunek: literatura młodzieżowa

Głównym bohaterem książki "Wynajmij sobie chłopaka" jest nastolatek imieniem Brooks Rattigan. Chłopak sumiennie dąży do wyznaczonych przez siebie celów i pomimo niełatwego życia, chciałby za wszelką cenę dostać się na wymarzone studia. Jednak wybrane przez niego studia są bardzo kosztowne i aby się tam dostać musi najpierw poprawić swoje wyniki w szkole, a przede wszystkim zdobyć dodatkowe pieniądze. W tym celu staje się chłopakiem do wynajęcia. Uczęszcza na bale, chodzi na randki, jest po prostu "wynajmowany" przez rodziców nastolatek, z którymi ma spędzać czas. Brook nie przewidział jednak, że na swej drodze napotka nieprzewidywalną Celię Lieberman... I pociągającą Shelby Pace.

Na początku chciałabym zaznaczyć, że ciężko mi w miarę obiektywnie ocenić książkę "Wynajmij sobie chłopaka", bo podejrzewam, że trochę wyrosłam w tego rodzaju młodzieżówek. To nie jest zła historia, ale mam wrażenie, że trochę niedopracowana przez autora, zbyt wiele napotkałam luk w fabule w czasie czytania. Przykładowo, główny bohater ma wyznaczony cel, do którego spełnienia uparcie dąży, ale dlaczego, po co, co ta jego "gonitwa" oznacza w zasadzie czytelnik się tego nie dowiaduje. Brooks chce się dostać na wymarzone studia, ale co zrobi po nich, tego już nie wiadomo. Steve Bloom wybrał łatwiejsze rozwiązania, trochę banalne i stereotypowe. Szkoda, bo ta historia ma w sobie ciekawy potencjał, szczególnie w samej kwestii pomysłu na fabułę. Moim zdaniem jednak wszelki potencjał tej książki został spłycony, a wszelkie dobre wartości takie jak akceptacja siebie i trudne doświadczenia zostały potraktowane zbyt po macoszemu.

"Wynajmij sobie chłopaka" to bardzo lekka książka z troszkę naiwną fabułą, która obawiam się, że starszym czytelnikom nie przypadnie do gustu. Jednak grupą docelową tej książki nie są starsi czytelnicy, ale ci młodsi. Jeżeli spojrzeć na to pod tym kątem - to jest lekka powieść o humorystycznym zabarwieniu, ukazuje, jak wiele młodzi ludzie są wstanie poświęcić, aby osiągnąć swoje cele i jak ciężko jest im, gdy ich życie nie jest usłane różami. To nie jest zła książka, czyta się ją szybko, czytanie nie sprawia praktycznie żadnego wysiłku. Bardzo chętnie obejrzę film, który jest (ponoć) lepszy od pierwowzoru.
Moja ocena: 5/10

wtorek, 14 maja 2019

ZAPOWIEDŹ: Steve Bloom - Wynajmij sobie chłopaka


Autor: Steve Bloom
Tytuł: Wynajmij sobie chłopaka
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 360
Gatunek: literatura młodzieżowa

Na podstawie książki "Wynajmij sobie chłopaka" Netflix nakręcił film o tym samym tytule. Dostępny na platformie od 12 kwietnia.
Brooks Rattigan nie robił tego dla pieniędzy. W każdym razie nie na początku. Kiedy Brooks proponuje, że zabierze na bal absolwentów kuzynkę Brudette’a, którą chłopak wystawił do wiatru, kierują nim jak najszlachetniejsze pobudki. Dostaje jednak trzysta dolarów napiwku, a wśród najbogatszych mieszkańców trzech stanów niesie się wieść o jego nienagannych manierach. Brooks wykorzystuje więc okazję, żeby sobie dorobić – oferuje usługi niezwykle zamożnym, nadopiekuńczym rodzicom, pragnącym, by ich córki mogły przeżyć niepowtarzalne chwile podczas szkolnych imprez, w które obfituje kalendarz ostatniego roku liceum. Poza tym Brooksowi kasa jest potrzebna, żeby mógł się dostać na wymarzony uniwersytet. To dla chłopaka jedyna szansa, żeby wyrwać się z robotniczego miasteczka i osiągnąć sukces. Co z tego, że po drodze trzeba się uciec do paru oszustw i kilka razy pójść na skróty? Nikomu przecież nie dzieje się krzywda. Brooks nie przewidział jednak, że na swej drodze napotka nieprzewidywalną Celię Lieberman... I pociągającą Shelby Pace.


PREMIERA: 15 MAJA 2019r.

niedziela, 20 maja 2018

Collen Hoover - "Slammed"


Okładka książki Slammed
Autor: Collen Hoover
Tytuł: Slammed
Wydawnictwo: YA! 
Liczba stron: 282

Choć do tej pory miałam okazję przeczytać tylko jedną książkę Colleen Hoover, "Hopeless", to całkowicie skradła ona moje serce. Ta pisarka jest prawdziwą mistrzynią w swoim gatunku - New Adult. Jej powieści cechuje jednocześnie wartka i szybka akcja, a także i fakt, iż każdą swoją opowieścią przekazuje ważną wartość i morał. Uwielbiam lektury, które wnoszą coś wartościowego do mojego życia, dlatego nie żałuję też, iż sięgnęłam po "Slammed". Już śpieszę wyjaśniać dlaczego...

"Slammed" to historia opowiadająca o dwóch osobach, których los złączył całkowicie przypadkiem. Główną bohaterką tej powieści jest osiemnastoletnia Layken, która po stracie swojego ukochanego ojca wraz z matką i młodszym bratem jest zmuszona opuścić rodzinnyTeksas i rozpocząć nowe życie w Michigan. Tam, jak zapewne się domyślacie, poznaje osobę, która na zawsze zmienia jej życie. Tą osobą jest Will, chłopak mieszkający w sąsiedztwie. Layken od samego początku czuje się urzeczona sąsiadem - jest przyjazny i bardzo troskliwy w stosunku do swojego brata. Poznanie Willa jednak zwiastuje jeszcze poważniejsze zmiany w życiu młodej dziewczyny... Jak ona sobie z nimi poradzi i czy ta miłość ma szansę przetrwać?

Muszę przyznać, że pochłonęłam "Slammed", czytałam nawet po pracy, kiedy byłam bardzo zmęczona. Jednak przyznam Wam, że mimo to ta pozycja nie podbiła mojego serca tak mocno jak to było w przypadku "Hopeless". Nie zrozumcie mnie źle, to nadal świetnie zaplanowana i głęboka historia, jednak w przypadku "Hopeless" naprawdę dosłownie nie mogłam oderwać się od lektury, ponieważ wzbudzała we mnie ona tak intensywne emocje. W przypadku tej pozycji, emocje choć są obecne - nie są już tak mocne.

To, co absolutnie najbardziej spodobało mi się w tej książce to fakt, iż bohaterowie są tak łatwi do polubienia i najzwyczajniej w świecie... fajni. Wierzcie mi lub nie, ale sukcesem do dobrzej napisanej książki są właśnie postacie. To one w dużej mierze przesądzają o tym, czy dana pozycja literacka w ogóle nam się spodoba. Ile to ja powieści przeczytałam, w których główni bohaterowie byli straszliwie irytujący. Na szczęście w "Slammed" tego nie doświadczycie. I choć Layken nie zostanie moją bohaterką nr jeden, to wciąż uważam, że jej charakter został bardzo dobrze zarysowany. Nie sposób nie docenić siły jej osobowości i faktu, jak dobrze potrafi walczyć z przeciwnościami losu. Co się tyczy Willa... Zapewniam, skradnie on serce każdego czytelnika. Najbardziej polubiłam w nim jego troskę w stosunku do brata, to naprawdę cudowna cecha.

Podsumowując... Czy polecam?Jak najbardziej! Fani wartkiej akcji i bohaterów, z którymi można się utożsamić na pewno znajdą w tej opowieści coś dla siebie. Jednak czy jest to najlepsza książka, jaką miałam okazję przeczytać? Nie, co nie zmienia faktu, że mile spędziłam przy niej czas.
Moja ocena: 7/10

piątek, 12 lutego 2016

Ann Brashares - Tu i teraz

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/272000/272588/429820-352x500.jpg?_ga=1.196216296.590748876.1450204360
Autor: Ann Brashares Tytuł: Tu i teraz Wydawnictwo: GW Foksal Liczba stron: 238

Szesnastoletnia Prenna James na pozór może wydawać się całkiem zwyczajną nastolatką. Jednak to tylko pozory. Dziewczyna tak naprawdę pochodzi z końca XXI wieku. Wraz ze swoją rodziną oraz innymi ludźmi urodzonymi w tamtym czasie, co ona, została zmuszona do ucieczki w przeszłość, do roku 2010. To wszystko przez pandemię przenoszoną przez komary, która zabiła miliony ludzi na całym świecie.

Główna bohaterka zważywszy na to, skąd pochodzi, skrzętnie musi strzec swojej tajemnicy przed tubylcami. Musi przestrzegać rygorystycznych zasad, żeby ukryć swoje pochodzenie. I wydawałoby się, że idzie jej świetnie. Jest jednak pewien chłopak, Ethan Jarves, który sprawia, iż Prenna wątpi w słuszność wyznaczonych zasad...

Gdy tylko miałam w swoich dłoniach "Tu i teraz" wiedziałam, że jest to książka dla mnie. Nie ma nic, co bym bardziej uwielbiała od dobrej fantastyki, a w szczególności dystopii. Pomysł Ann Brashares wybija się na tle podobnych powieści, których grupą docelową jest głównie młodzież. To wszystko zasługa tego, iż autorka do swojego dzieła wmieszała wizję futurystyczną, co nie ukrywam - okazało się dla mnie zdecydowanie najciekawszym aspektem całej historii. Prenna nie dość, że nie jest irytującą główną bohaterką (co niestety w młodzieżowych książkach zdarza się nagminnie), to jeszcze pochodzi z dalekiej przyszłości.

Ann Brashares ma interesujący sposób pisania. Jej warsztat pisarski zdecydowanie przypadnie do gustu czytelnikom, którzy tak jak ja, cenią sobie literaturę, w czasie czytania której czas wydaje nie mieć się żadnego znaczenia. Ta autorka pisze lekko, sprawnie, a jednocześnie w "Tu i teraz" nie brakuje opisów pobudzających wyobraźnię. Właśnie głównie ze względu na styl napisania tej powieści, dosłownie po prostu nie mogłam się od niej oderwać. 

"Tu i teraz" ma dopracowaną fabułę, lekki styl napisania, a także i bohaterów, którym udało się zaskarbić moją sympatię, co wręcz pozorom nie jest to najłatwiejsze zadanie. Owszem, lubię czytać młodzieżowe książki, ponieważ mają one do siebie to, że przy nich całkowicie się zatracam, tracę poczucie czasu i zapominam o otaczającej mnie rzeczywistości. Jednocześnie jednak zazwyczaj mają jeszcze niemiły dodatek - irytujące osobowości, w szczególności zazwyczaj głównych protagonistów, w tym wypadku protagonistkę. Całe szczęście - ogromnie polubiłam Prennę. Jej odwagę, gotowość do poświęceń i stawania czoła temu, czego się boi. Właśnie to robiła - choć odczuwała strach, wciąż pięła do swojego celu, ponieważ wiedziała, że robi to dla wyższego dobra. Ethan zresztą nie pozostał jej dłużny, jak na swój wiek wykazał się godną podziwu odwagą. Ann Brashares stworzyła tak heroiczne persony jednocześnie zbyt karykaturalnego efektu końcowego. Prenna i Ethan tworzą dobry i zgrany duet, a ich odwaga wydaje się całkowicie naturalna, jest po prostu częścią tego, kim są.

"Tu i teraz" to świetny pomysł na spędzenie jednego lub dwóch wieczorów dla czytelników, którzy lubują się w fantastyce, ale także i dla tych, którym wydaje się, że za nią nie przepadają. Ciekawy pomysł z wykorzystanym potencjałem, wartka i dynamiczna akcja oraz ciekawie wykreowani bohaterowie gwarantują świetną rozrywkę na kilka godzin. Polecam!
Moja ocena: 7/10

piątek, 4 września 2015

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Zemsta

Autor: Michelle Hodkin Tytuł: Mara Dyer. Zemsta Wydawnictwo: YA! Liczba stron: 412

Pamiętam, jak prawie rok temu przeczytałam książkę "Mara Dyer. Tajemnica", która jest wstępem do trylogii autorstwa Michelle Hodkin. Co tu dużo pisać - ta historia absolutnie mnie zachwyciła i w sobie rozkochała. Ma swoje miejsce w moim sercu. Takie klimaty to przecież to, co taki mól książkowy jak ja, lubi najbardziej. Psychodeliczna i pełna tajemniczości aura totalnie mnie urzekła. Nie inaczej i wcale nie gorzej było z sequelem, "Mara Dyer. Przemiana". Gdy finał leżał wygodnie w moich dłoniach, byłam pełna podekscytowania. I nadziei. I wysokich oczekiwań. Przystąpiłam więc w końcu do lektury "Mara Dyer. Zemsta".

Wszystko zmierza do nieubłaganego końca i Mara Dyer zdaje sobie z tego sprawę. Dziewczyna budzi się przerażona w lustrzanym pokoju i jedyne, o czym jest wstanie myśleć to o tym, że jej ukochany Noah nie żyje. Jednak Mara nie należy do osób, które się łatwo poddają. Wraz ze swoimi przyjaciółmi wyrusza w trudną podróż, aby odkryć prawdę o sobie i skorzystać ze swoich morderczych umiejętności...

Napisanie, jak dużo oczekiwałam po finale trylogii Mara Dyer byłoby niedopowiedzeniem. Naprawdę. Wiecie dlaczego? Dlatego, że tego rodzaju książek wbrew pozorom nie ma wiele na rynku wydawniczym. Nie, nie takich, jakie stworzyła Michelle Hodkin. Są dystopie, jest fantastyka, są zwyczajne powieści młodzieżowe. Mara natomiast znajduje się gdzieś na pograniczu, jest to trochę fantastyka, trochę thriller i ja osobiście pokochałam to połączenie. Pierwszy tom wywołał we mnie silne emocje, autentyczny strach i przerażenie. Drugi także. Niech więc nikogo nie zdziwi fakt, że po przeczytaniu "Mary Dyer. Zemsty" aż ciśnie mi się na usta pytanie: "Gdzie się podziały te emocje?". Chyba pani Hodkin zdecydowała się z nich zrezygnować. A szkoda, bo są one głównym atutem jej serii. Czegoś mi zabrakło w zakończeniu i sama nie jestem pewna czego. Niby fabuła została skonstruowana całkiem zgrabnie, niby wszystko się "kupy" trzymało, ale jakoś jak na emocjonujący koniec historii Mary i Noaha okazało się najzwyczajniej w świecie... za mało.

"Mara Dyer. Zemsta" nie spełniła moich oczekiwań, co nie zmienia faktu, że to dobre zakończenie tej historii. Michelle Hodkin udało się większość wątków zamknąć w satysfakcjonujący sposób. Jeśli o sam koniec... Spodobał mi się. Nie chcę zdradzić za wiele, aby nie zaspoilerować, ale moim zdaniem autorka zastosowała wariant, który wielbicielom tej serii z pewnością przypadnie do gustu. Choć czuję pewien żal, że już więcej książek z tej serii nie będzie, to wiem, że jest to opowieść, której wątki idealnie rozłożyły się na trzy tomy. Więcej tomów pewnie ucieszyłoby fanów, ale myślę, że byłoby to przegięcie.

To, czemu najbardziej się nie mogę zadziwić, to wyobraźni Michelle Hodkin. Cała jej koncepcja osób posiadających bardzo nietypowe zdolności, przemówiła do mnie, ponieważ jest oryginalna. W czasie lektury każdego z tych trzech tomów nigdy nie odniosłam uporczywego wrażenia (którego swoją drogą nienawidzę) "to już było". Nie cierpię schematów, nawet w powieściach, których grupą docelową jest młodzież. Nie lubię sztampowości i nudnych bohaterów, fabuły bez polotu. Co jest najlepsze, że w Marze Dyer tego nie znajdziecie. Ta seria owszem, ma swoje wady, ale jest oryginalna, a co za tym idzie - interesująca. Dodajcie do tego aurę tajemniczości i straszny klimat - macie przepis na idealny wieczór.

Trylogia Mara Dyer dostarczyła mi wielu emocji. Wprost nie mogłam się nadziwić - wydawałoby się wręcz - nieograniczonej wyobraźni autorki. Michelle Hodkin umie sprawnie manipulować czytelnikiem i to z pewnością trzeba jej przyznać. Umie też kreować napięcie i zainteresowanie w czytelniku. Jej warsztat jest magnetyczny, kusi i wciąga, nie zabrakło w nim też suspensu, którego zazwyczaj nie trawię, ale w tym przypadku go polubiłam, ponieważ tylko wzmagał moją fascynację. Nie da się ukryć, że ta seria miała swoje wzloty i upadki oraz gorsze wątki. Co nie zmienia faktu, że czytając ten cykl, spędziłam niesamowicie przyjemnie czas. Zżyłam się z bohaterami, podziwiałam przemianę, którą przeszła Mara. Czy polecam Wam tą trylogię? Jak najbardziej tak! Fani powieści skierowanych do młodzieży na pewno się nie zawiodą.
Moja ocena: 7/10

WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Joelle Charbonneau - Testy

Autor: Joelle Charbonneau Tytuł: Testy Wydawnictwo: YA! Liczba stron: 380

Sięgając po pierwszy tom otwierający cykl Testy nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Uwielbiam dystopie i zawsze sięgam po książki z tego gatunku, po prostu nie mogę sobie darować ich nieprzeczytania. "Testy" miałam na radarze już od bardzo długiego czasu, a porównania do świetnych "Igrzysk śmierci" tylko pobudzały moją ciekawość. Dodajcie do tego liczne pochlebne recenzje na temat tej serii i cóż - po prostu nie mogłam jej sobie darować. I całe szczęście, bo bym wiele straciła!

Wojna Siedmiu Faz nieodwracalnie zmieniła Ziemię w jałowe zgliszcza. Jednak mimo to ludzkości udało się przetrwać, powstały liczne kolonie oraz ich stolica - miasto Tosu. Ludzie zaczęli więc stopniowo odbudowywać ziemię. Powstał też nowy system - Testy. Do Testów zostaje zakwalifikowana garstka wybrańców, która jeśli ostatecznie ukończy tą wymagającą próbę - będzie mogła podjąć studia na Uniwersytecie.

Szesnastoletnia Malencia Vale, mieszkanka Kolonii Pięciu Jezior zawsze starała się być pilną uczennicą, aby zakwalifikować się do Testów. Gdy się to jej udaje, jest niezwykle podekscytowana, ale gdzieś tam w środku jest niepewna tego, jak wyglądają same Testy... Tak naprawdę będąc w tym nowym miejscu nie będzie mogła ufać nikomu, bo jej przyjaciel ostatecznie może okazać się jej wrogiem. Jednak czy zaufa Tomasowi, z którym zaczyna ją łączyć coraz więcej?

Pierwsze słowo, które przyszło mi namyśl tuż po skończeniu lektury to: niesamowita. Dawno nie czytałam tak magnetyzującej i wciągającej książki jak "Testy". Skończyłam ją w jeden dzień, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam się od niej oderwać. Zaczynałam sprzątać, po czym po chwili i tak wracałam do czytania, ponieważ świadomość tego, co przechodzi bohaterka, wprost nie pozwalała mi się skupić na moich obowiązkach. To jest jedna z tych powieści, które prostu trzymają w napięciu już od pierwszej strony i aż do samego końca. Powiedzenie, że nie mogłam się oderwać od tej pasjonującej lektury byłoby ogromnym niedopowiedzeniem, ja wręcz wbijałam w nią swoje oczy, ciekawa tego, co wydarzy się dalej.

Wojna Siedmiu Faz to moim zdaniem pomysł, który zdecydowanie się sprawdził. Wprawdzie Joelle Charbonneau w pierwszym tomie swojego cyklu jedynie zarysowała tą koncepcję, ale już widać, że można wyciągnąć z niej wiele interesujących wątków. Wszystko zależy od autorki, od tego, w jaki sposób zdecyduje się ona pociągnąć kierunek akcji, a możliwości ma bardzo wiele. Sam fakt, że ludzie mogą być na tyle okrutni, aby wywołać tak przerażającą w skutkach wojnę jest mrożący krew w żyłach. Jeśli chodzi o wspomniane konsekwencje... Nieraz w czasie lektury "Testów" nie mogłam uwierzyć, co człowiek jest wstanie zrobić drugiemu człowiekowi. Obszar poza koloniami jest prawdziwą niewiadomą, ponieważ poprzez zrzucenie bomb został on silnie napromieniowany. Zwierzęta się zmutowały, ale nie tylko. Czają się tam o wiele bardziej zatrważające stwory...

Jesteście gotowi na "Testy"? Książkę, która ma nie tylko interesującą koncepcję dystopii, ale także i dynamiczną i wartką akcję, która gwarantuje niezapomnianą podróż. Nieraz w czasie czytania towarzyszyło mi przyśpieszone bicie serca, bowiem naprawdę zaangażowałam się w historię Cii oraz Tomasa. Kibicowałam im i wierzyłam, że uda im się przejść tą niesamowicie przerażającą próbę, do której zostali zmuszeni. Wszystkie upadki i wzloty przeżywałam razem z nimi. Świat w cyklu Testy budzi strach, ponieważ jest nieznany i pełen zagrożeń czyhających na każdym kroku. Nie chciałabym w takim żyć, ale o takim czytać jak najbardziej! Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

środa, 25 lutego 2015

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Przemiana

Autor: Michelle Hodkin Tytuł: Mara Dyer. Przemiana Wydawnictwo: GW Foksal/YA Liczba stron: 477

Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać pierwszy tom trylogii autorstwa Michelle Hodkin pt. "Mara Dyer. Tajemnica". I przepadłam. Ta książka spodobała mi się w każdym możliwym aspekcie, bo zawiera wszystko, czego poszukuję w tego rodzaju książkach, a nawet więcej. Nic więc dziwnego, że z utęsknieniem wyczekiwałam kontynuacji. Jesteście ciekawi, jakie mam wrażenia po lekturze dzieła "Mary Dyer. Przemiana"? W takim razie zapraszam do przeczytania mojej recenzji!

Mara Dyer po tragicznych wydarzeniach i przeprowadzce do nowego miejsca jedyne, czego chce to powrotu do normalności. Jednak to wcale nie jest takie proste, nie wtedy, gdy nikt ci nie wierzy, kiedy mówisz, że nie jesteś szalona. Wszyscy zgodnie uważają, że szaleństwo dziewczyny wiąże się zespołem stresu pourazowego. Jedynie chłopak Mary - Noah Shaw jej ufa, ale on sam także nie należy do najzwyczajniejszych ludzi. Wspólnymi siłami będą próbowali odkryć tajemnice z przeszłości, nie tylko samej Mary, ale także i Noaha...

Jestem pod ogromnym wrażeniem kontynuacji historii Mary. Zazwyczaj środkowe tomy są najsłabsze, jednak Michelle Hodkin zaprzeczyła tej teorii. Sequel ma w sobie równie dużo napięcia, co prequel, a może i nawet więcej, bo czytelnik razem ze swoimi ulubionymi bohaterami stara się rozwiązać tę misterną łamigłówkę, jaką jest przeszłość Mary i Noaha. Każdą stronę czytałam z ogromnym wyczekiwaniem, nie mogłam się doczekać, kiedy odkryję, dlaczego Mara ma swoje "nietypowe" umiejętności. Pisarka jednak najwyraźniej postawiła wysoko poprzeczkę i nie podała swoim fanom wszystkiego na talerzu. Co to, to nie. I bardzo mi się to podoba, tak wiele niewiadomych sprawia jedynie, że lekturę tę czyta się jeszcze szybciej i z nieustającym zaciekawieniem, i fascynacją. Sposób ukazania szaleństwa głównej bohaterki jest niesamowicie dobry, podobnie jak jej portret psychologiczny. W pierwszym tomie nie do końca było wiadomo, czy ta protagonistka jest szalona, czy nie, natomiast w drugim wszystko zaczyna się powoli klarować... Napiszę jedno: wszystko się jeszcze bardziej pokomplikuje!

To, za co absolutnie kocham tę powieść to psychodeliczny, a chwilami przerażający klimat, ale także i za związek Mary i Noaha. Autorka na całe szczęście uczyniła ich relację piękną i pełną zaufania, a nie słodką i cukierkową. Często było tak, że książki, których grupą docelową jest młodzież były zbyt przesłodzone, a relacje w nich ukazywane mało realistycznie. W tym przypadku jest inaczej i to dlatego ten duet zyskał tak wiele fanów. To, jak Mara i Noah wzajemnie się uzupełniają, jak się przekomarzają jest po prostu urocze i świetnie się to czyta.

Zakończenie... Jak Michelle Hodkin mogła to zrobić swoim czytelnikom? Z jej punktu widzenia to świetny chwyt, ponieważ niemal gwarantuje jej, że fani sięgną po kolejny tom, ale z punktu widzenia osoby zakochanej w tej książce... Jedyne, czego chciałam po lekturze powieści "Mara Dyer. Przemiana" to finałową część w moich dłoniach, a u mnie nieczęsto ma to miejsce.

"Mara Dyer. Przemiana" totalnie Was pochłonie. Sprawi, że zapomnicie o swoich obowiązkach, które nie będą miały żadnego znaczenia w obliczu tak wciągającej i pełnej napięcia lektury. Czy Mara jest szalona? I uczestniczy razem z nią w tym szaleństwie? Gwarantuję, że psychodeliczny klimat tej powieści urzeknie każdego fana fantastyki i romansu. Ja tymczasem z niecierpliwością wyczekuję finałowego tomu tej trylogii! Gorąco polecam!
"Za każdym razem, gdy nadchodził atak, kontury rzeczywistości zacierały się i czułam narastający lęk. Dezorientację. Niepewność, co jest realne, a co nie. Przestawałam sobie ufać i to było jeszcze trudniejsze do zniesienia."
WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

sobota, 18 października 2014

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Tajemnica.

Autor: Michelle Hodkin Tytuł: Mara Dyer Wydawnictwo: YA! Liczba stron: 410

KAŻDY KRYJE W SOBIE TAJEMNICĘ,
WYSTARCZY JĄ OBUDZIĆ.

Wyobraź sobie, że pewnego tragicznego dnia giną Twoi przyjaciele i Twój chłopak, ale Ty przeżywasz. I to właśnie spotyka szesnastoletnią Marę Dyer.

Mara budzi się w sterylnej sali, nie wiedząc, gdzie jest. Szybko odkrywa, że znajduje się w szpitalu, ale nie pamięta, skąd się tam wzięła. Długo nie pozostaje w błogiej nieświadomości i zostaje uświadomiona: ona i jej przyjaciele mieli wypadek. Wypadek, z którego tylko ona uszła życiem. To dziwne wydarzenie daje początek kolejnym... A główna bohaterka zaczyna odkrywać, że jest z nią coś bardzo nie tak i powoli sama już nie wie, co jest rzeczywistością, a co jest tylko sprawką jej chorej wyobraźni. MARA DYER skrywa bowiem tajemnicę... 

Nie potrafię zebrać słów, żeby napisać, jak ta książka mi się spodobała. Praktycznie od kilku miesięcy nieustannie napotykałam się na tą hipnotyzującą, piękną okładkę na zagranicznych stronach. W zasadzie panowały same zachwyty nad "The unbecoming of Mara Dyer" (tytuł oryginalny), że aż zaczęłam myśleć, że ta powieść naprawdę, ale to naprawdę musi mieć w sobie coś wyjątkowego. I jedyne, co mogłam powiedzieć świeżo po jej przeczytaniu: to niesamowite!

Kojarzycie ten moment, gdy zaczynacie czytać jakąś książkę i w pewnym momencie odkrywacie, że będzie to jedna z Waszych ulubionych powieści? Ot tak, już na samym początku. Ja właśnie tak miałam z tą powieścią. Podczas czytania pierwszych rozdziałów towarzyszyło mi jakieś niepokojące uczucie, a także strach, który wraz z postępem lektury zaczynał przybierać coraz większe rozmiary. Czułam autentyczne przerażenie czytając o szaleństwie Mary, o halucynacjach i generalnie dziwnych zdarzeniach. Jest naprawdę niewiele dzieł, których autorzy potrafią nie tylko trzymać emocje czytelnika w garści, ale także trzymać je tak przez czas trwania całej książki. A Michelle Hodkin właśnie to ze mną zrobiła. "Marę Dyer. Tajemnicę" czytałam z niesłabnącym zapałem i napięciem oraz - dosłownie - z wypiekami na twarzy, nie wiedząc, czego się spodziewać, bowiem Hodkin pokazała mi, iż nie mogę być niczego pewna. W zasadzie odpowiedniej byłoby napisać, że tej powieści się nie czyta, ją się po prostu POCHŁANIA.

Co jest takiego w Marze, pytacie? Co takiego sprawia, że pokochało ją miliony czytelników na całym świecie, że ciągle się o niej słyszy? Już śpieszę z wyjaśnieniami. Jej największymi zaletami są oryginalność, a także to, że spodoba się zarówno młodszym czytelnikom, jak i tym starszym. Jeśli chodzi o pomysł Michelle Hodkin, mogę tylko napisać, że naprawdę zazdroszczę jej wyobraźni. Napisać książkę z tak popularnego gatunku, jakim jest young adult może praktycznie każdy. Jednak napisać taką, której nie da się odłożyć do ostatniej strony, nie jest już tak łatwo. A Hodkin zrobiła to w iście wyśmienitym stylu. Halucynacje Mary, generalnie jej szaleństwo wyszło intrygująco i przerażająco zarazem. Gdy czytałam o odbiciu głównej bohaterki w lustrze, które wcale nie było jej odbiciem, bałam się. Podczas lektury tej książki rzeczą niemożliwą jest nie odczuwać jakichkolwiek emocji.

Wątek miłosny to jeden z tych aspektów, których chyba nigdy nie będę wstanie sobie darować, bo ja go po prostu uwielbiam. W każdej książce, pod warunkiem, że nie jest cukierkowaty i zbyt przesłodzony. Z ulgą mogę rzec, iż tej w "Marze.." taki nie jest. Pojawia się przystojny Noah Shaw, który zapewne dla wielu będzie chodzącym schematem. Przystojny, pomocny, sypiący sarkazmem jak z rękawa - mówcie co chcecie, ja i tak wiem swoje. Noah jest niesamowity, a każdy dialog, którego jest on częścią staje się ciekawy i zabawny. W ogóle każda chwila, w które on występuje zawładnęła moim sercem. Mara i Noah stanowią niesamowity duet, który od teraz będzie jednym z moich ulubionych. 

Zdaję sobie sprawę, że wyszła mi raczej laurka, niż recenzja, ale co ja na to poradzę, że ta powieść AŻ tak mną zawładnęła? Że nie potrafiłam myśleć ani skupić się na niczym innym, dopóki nie skończyłam jej czytać? Że Michelle Hodkin postanowiła napisać książkę nową, intrygującą, przedstawiającą coś, czego jeszcze nie było? 

"Mara Dyer. Tajemnica" to pierwszy to  otwierający trylogię opowiadającej o nastolatce imieniem Mara Dyer. W wypadku giną jej przyjaciele, a ona szybko odkrywa, iż zespół stresu pourazowego to nie jedyny problem, z którym będzie musiała się zmierzyć. Byłam bardzo ciekawa, czy ta powieść spodoba mi się tak bardzo, jak innym czytelnikom. Teraz wiem, że spodobała mi się nawet bardziej, ponieważ ma wszystko, czego poszukuję w książkach: wartką akcję, świetnie nakreślonych bohaterów, wątek miłosny oraz tajemnicę, którą czytelnik musi rozwikłać. Jej psychodeliczny i tajemniczy klimat po prostu Was oczaruje. Gorąco polecam!
 " - Wybacz, Noah, ale się spieszę - A w myli dodałam: "Nie masz tu czego szukać, dupku. Zmywaj się".
- Dokąd jedziesz?
W jego głosie pojawił się nieustępliwy ton, który bardzo mi się nie spodobał.
- O Boże, prześladujesz mnie jak zaraza! - warknęłam.
- Kunsztownie wymyślona, koronkowo subtelna i totalnie epicka alegoria dysonansu poznawczego  - orzekł. - Cóż, dzięki. To jeden z najbardziej wyszukanych komplementów, jakie usłyszałem."
Moja ocena: 10/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.