my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 lutego 2020

B.N. Toler - Tam, dokąd zmierzamy"


Autor: B.N. Toler
Tytuł: Tam, dokąd zmierzamy
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 332
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Charlotte nigdy nie miała łatwego życia. Wszystko przez swój dar, a dla niej - raczej przekleństwo, bowiem główna bohaterka widzi duchy. Rozmawia z nimi i pomaga im załatwić ich niedokończone sprawy, przez co mogą oni przejść na drugą stronę. Każda rozmowa z duchem jednak odbija się na zdrowiu Charlotte. Nie ma ona żadnych znajomych ani kontaktu ze swoją rodziną, która wyrzekła się przez jej zdolności. Kobieta jest bardzo samotna i nie widzi żadnej nadziei na poprawę swojej sytuacji. W chwili prawdziwej rozpaczy postanawia skoczyć z mostu... Ratuje ją jednak pewien mężczyzna - oczywiście duch, który nazywa się Ike McDermott. 

Charlotte zawiera wraz z duchem nietypowy "kontrakt". Ike martwi się o swojego brata, który nie radzi sobie z jego śmiercią. Charlotte ma mu pomóc wyjść na prostą, natomiast Ike pomoże jej znaleźć pracę oraz mieszkanie.

Jednak los potrafi płatać figle... I nic nie potoczy się według ich planu.

Do lektury książki "Tam, dokąd zmierzamy" podeszłam bardzo entuzjastycznie ze względu na jej świetne oceny. W recenzjach pisano, że jest to powieść wciągająca i wzruszająca. Niestety, ale trochę się zawiodłam. Sam pomysł ciekawy, choć przyznajmy szczerze - bardzo banalny. Nie to jednak najbardziej mnie zawiodło, bardziej zawiodło samo wykonanie. B.N. Toler napisała swoją książkę bardzo prostym językiem, który wyjątkowo mnie raził i pozbawiał wszelkich emocji oraz radości z czytania. Wszystkie momenty w tej lekturze, które miały w zamyśle być wzruszające i emocjonujące takie nie były, bowiem pisarka napisała wszystko bardzo płasko, bez uczuć. Szkoda, bo gdyby było więcej opisów albo po prostu więcej "głębi" w jej pisaniu, ta historia mogłaby mi się spodobać.

Kolejnym minusem jest główna bohaterka. Dawno nikt mnie tak nie irytował jak Charlotte. Jest idealna, tak samo idealny są zarówno Ike jak i George. Dla mnie to dramat. Lubię romanse, ale bardziej realistyczne. Wiem, że w "Tam, dokąd zmierzamy" występuje wątek paranormalny, ale wszystko powinno być w granicach rozsądku. Nie lubię postaci, które są po prostu oderwane od rzeczywistości. Kiedy każdy bohater jest piękny i bez skazy, powieść traci bardzo na realizmie.

"Tam, dokąd zmierzamy" to książka, która z pewnością spodoba się wielu wielbicielkom powieści romantycznych. Mi ze względu na to, że autorka opisywała wszystko bez uczuć, ja w czasie lektury nie poczułam żadnych emocji. Choć sama opowieść mnie wciągnęła, przeczytałam ją szybko i bez większego polotu. Jest bardzo miałka i przesłodzona. Nudna po prostu. Równie szybko co ją przeczytałam pewnie o niej zapomnę...
Moja ocena: 4/10


www.instagram.com/xrosexmarie

poniedziałek, 10 lutego 2020

Zoë Folbigg - "Stacja miłość"

Autor: Zoë Folbigg
Tytuł: Stacja miłość
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 480
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Maya Flowers codziennie dojeżdża do swojej pracy w Londynie. Pewnego dnia do jej pociągu wsiada pewien przystojny, nieznajomy mężczyzna. Od razu przyciąga uwagę Mai, od razu zaczyna bić jej szybciej serce. Mijają dnie za dniami, a oni pomimo tego, że widzą się prawie codziennie, dotychczas nie zamienili ze sobą ani słowa. Maya zaczyna marzyć o ich wspólnej przyszłości mając przeczucie, że to Ten Jedyny, natomiast mężczyzna jest pogrążony w lekturze. Pewnego dnia Maya zbiera w sobie całe pokłady energii i daje Mężczyźnie z Pociągu liścik z zaproszeniem na drinka...

"Stacja miłość" to powieść z gatunku literatury obyczajowej i romansu. Bardzo lubię od czasu do czasu sięgnąć po takie historie. Są nie tylko świetnym sposobem na zrelaksowanie się, ale także zazwyczaj napełniają mnie taką pozytywną energią do działania. O tym tytule słyszałam jeszcze przed jego premierą. Piękna okładka i intrygujący opis zachęcają do przeczytania, romantyczki na pewno skuszą się na tą książkę. Jednak czy opis i udana szata graficzna wystarczą?  Sięgając po tą historię spodziewałam się ciekawych, bajkowych klimatów i na pewno sporej dawki romantycznych uniesień. Na to wskazuje nawet zam zarys fabuły. 

Zdecydowanie nie. Ja bardzo zawiodłam się na tej książce. Pomimo ciekawego pomysłu okazała się ona najzwyczajniej w świecie nudna. Na początku czytania "Stacji miłość" nie było źle. Ciekawa historia, całkiem interesujący bohaterowie. Jednak im dalej w las, tym gorzej. Nie ma co ubierać prawdy w ładne słowa - ta książka jest po prostu nudna. Zoë Folbigg skupiając się na tym, aby uczynić tą historię magiczną, baśniową i trochę oderwaną od rzeczywistości po prostu - moim zdaniem - przesadziła. Można rozwlekać akcję, ale wszystko powinno dziać się w granicach zdrowego rozsądku. A w "Stacji miłość" przez całą książkę autorka opisuje codzienne życie Mai, poprzetykane fragmentami z życia James'a, a tak ogólnie to się nie dzieje kompletnie nic. Dodatkowo ciężko czytało mi się tą lekturę, ponieważ pisarka często tworzyła zbyt długie opisy. Generalnie bardzo je lubię, ale w przypadku, gdy akcja jest nudna i nic się nie dzieje, ten aspekt jest dodatkowym gwoździem do trumny. 

"Stacja miłość" to romans, który okazał się dla mnie dużym rozczarowaniem. Szkoda, bo moim zdaniem pomysł na nią był całkiem ciekawy. Tylko autorka w pełni nie wykorzystała jego potencjału, niestety. Brak dynamizm akcji i nudna fabuła skutecznie zaważyły na mojej końcowej ocenie. Sam baśniowy pomysł to niestety trochę za mało.
Moja ocena: 4/10

instagram.com/xrosexmarie

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Alex Kava - Mroczny trop

Autor: Alex Kava Tytuł: Mroczny trop Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 318

Alex Kava to amerykańska pisarka nazywana mistrzynią thrillerów. "Mroczny trop" to jej najnowsza powieść, będąca jednocześnie dwunastym tomem cyklu opowiadającym o Maggie O'Dell. To także pierwsza książka tej autorki, z którą miałam okazję się zaznajomić. Jesteście ciekawi moich wrażeń? W takim razie zapraszam do przeczytania poniższej recenzji.

Maggie O'Dell jest profilerką specjalizującą się w ściganiu seryjnych morderców. Zaczyna prowadzić śledztwo w sprawie serii morderstw, których ofiary były torturowane.
Ryder Creed jest trenerem psów. Wraz ze swoją suczką, Grace zostaje poproszony o pomoc. Jego zadaniem jest odnalezienie przemytników narkotyków. W żadnym wypadku nie spodziewa się tego, co mu się przydarzy...

Ścieżki tych dwojga krzyżują się. Czy uda im się wspólnymi siłami rozwiązać zagadkę?

Naprawdę starałam się wykrzesać kilka ciekawych zdań, które miałby Was zachęcić do przeczytania tej lektury. Nie wiem czy mi wyszło. Chyba nie. A może dosyć przeciętnie? Cóż - to chyba prawidłowo, biorąc pod uwagę, że "Mroczny trop" to bardzo, bardzo przeciętna książka. Posiada wartką akcję i szybko się ją czyta, ale co z tego skoro nie wywołuje żadnych emocji? Wyobraźcie sobie, że czytacie jakąś powieść. Zapowiada się ciekawie, ale im dalej w las, tym odkrywacie, że błyskawicznie idzie Wam lektura, ale jest całkowicie pozbawiona głębi i uczuć. "Mroczny trop" właśnie taki jest. Stwierdziłam też bardzo odczuwalny brak jakiegokolwiek napięcia.

Warto zaznaczyć, że choć jest to dwunasty tom cyklu, to wcale nie trzeba znać poprzednich, aby bez problemu odnaleźć się w fabule tego dzieła. Ich znajomość wcale nie jest wymagana, choć może i poprzednie części byłby lepsze i nie spowodowałby u mnie takiego rozczarowania... Może Alex Kavie po prostu wyczerpał się potencjał, biorąc pod uwagę ile książek liczy ten cykl. Naprawdę nie mam pojęcia. Miałam spore oczekiwania odnośnie "mistrzyni thrillerów". Oczekiwałam przepełnionego napięciem thrillera, który zmrozi mi krew w żyłach. Oczekiwałam także świetnego portretu psychologicznego bohaterów i szczypty intrygującej tajemnicy. Tego jednak nie otrzymałam. "Mroczny trop" to po prostu "fajna" historia, ale nic ponadto. Żadnego sensu, żadnej ciekawszej strony. To książka, którą przeczyta się bardzo szybko, owszem, ale równie szybko się o niej zapomni. Nie było w niej nic, co by mnie zaskoczyło, wręcz zaszokowało, co by sprawiło, że nie mogłabym się oderwać od lektury.

Czuję się oszukana i rozczarowana. To nie tak miało wyglądać! Tyle dobrego słyszałam o tej amerykańskiej pisarce tylko po to, aby spotkało mnie wierutne rozczarowanie. Naprawdę nie wiem, czy Wam polecić to dzieło. Nawet wierni fani Alex Kavy mogą poczuć się trochę rozczarowani... Kto wie, może inne jej książki są na nieco innym poziomie, a a zaczęłam od te gorszej? W każdym razie "Mroczny trop" to lektura dla naprawdę mało wymagających czytelników. Ja do takich osób nie należę.
Moja ocena: 4/10

niedziela, 29 czerwca 2014

Joanna Jodełka - Ars dragonia


http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/219000/219177/265855-352x500.jpg
Autor: Joanna Jodełka
Tytuł: Ars Dragonia
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 279
Moja ocena: 4/10

Do fantastyki w wydaniu polskich autorów nadal podchodzę z obawą, ale mimo to chętnie po nią sięgam. Ktoś zapyta, dlaczego? Powód jest prosty - z ciekawości. Wciąż czekam na tę jedną powieść, która powali mnie na kolana i dzięki której uwierzę, że nasi rodzimi pisarze również mogą się świetnie wpisać w kanony fantastyki.

"Ars Dragonia" wzbudził we mnie mieszane uczucia, zanim jednak przejdę do właściwej części swojej recenzji, wypadałoby wspomnieć co nie co o fabule. Akcja tej powieści toczy się w Poznaniu, do którego przybywa nasz główny bohater, szesnastoletni Sebastian Pitt. Przyczyna przyjazdu chłopca nie jest zbyt pozytywna, bowiem jej powodem jest pogrzeb jego dziadka, który zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Sebastian już od początku swojego pobytu w tym mieście, zaczyna zauważać dziwne rzeczy. Pojawia się nie tylko coraz więcej pytań bez odpowiedzi, ale także i  tajemnic...

Niby "Ars Dragonia" czyta się szybko, niby nie jest to taka straszna książka, ale... No właśnie, to "ale". W istocie dzieło polskiej pisarki okazało się dla mnie po prostu nudne i przegadane. Na początku akcja mknęła szybko, dodatkowo lekturę urozmaicały archiwalne dokumenty tajemniczej organizacji, które tylko potęgowały niepewność w rodzaju "nie wiem, czego się spodziewać". I na prawdę nie wiedziałam. Nie powiem, pierwsze pięćdziesiąt stron tego dzieła zainteresowało mnie, jednak im dalej w las, tym gorzej.

"Ars Dragonia" wydaje się jedną z tych książek, przy której można miło spędzić czas. Lekka, przyjemna, pozwala odetchnąć na chwilę od dnia codziennego. Zaraz, wróćmy, wcale taka nie jest, a chyba powinna, bo przypuszczam, że jej grupą docelową jest młodzież. Początkowo się nie zrażałam tym, że nie rozumiałam, o czym ta powieść jest, myślałam "spokojnie, przecież wszystko się wyjaśni". I nie za bardzo wyjaśniło, wręcz przeciwnie - było więcej niewiadomych niż wiadomych. Cała książka jest bardzo chaotyczna, jest dużo przeskoków narracji, przez co czytelnik nie bardzo może rozeznać się w akcji. To mylące, bo nawet nie zdążyłam dobrze przemyśleć tego, co przeczytałam, a Joanna Jodełka przenosiła mnie już w inne miejsce. W efekcie zachęcająca otoczka tajemniczości i niepewności zaczęła być dla mnie po prostu irytująca.

"Ars Dragonia" to książka, na której mocno się zawiodłam. Liczyłam na powieść, która umili mi czas, a to, co otrzymałam to misz-masz różnych koncepcji na fabułę, które nie bardzo do siebie pasują. Jeśli musiałabym podsumować jednym słowem tę lekturę, byłoby to słowo: chaos. Odniosłam wrażenie, jakby Joanna Jodełka nie potrafiła się zdecydować na jeden spójny pomysł, więc postanowiła wmieszać ich kilka i stworzyć prawdziwą mieszankę. To zdecydowanie nie jest najlepszy przepis na dobrą młodzieżową książkę z pogranicza fantastyki.

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

środa, 24 lipca 2013

(87). Cecily von Ziegesar - Plotkara początek: Jak to się zaczęło


Autor: Cecily von Ziegesar
Tytuł: Plotkara początek: Jak to się zaczęło
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 208
Moja ocena: 4/10
Witajcie w Nowym Jorku, na Manhattanie, w jego najelegantszej części – Upper East Side, gdzie moi przyjaciele i ja mieszkamy w bajecznych apartamentach i chodźmy do ekskluzywnych szkół. Jesteśmy piękni, inteligentni, nosimy ekstra ciuchy i wiemy, jak się bawić. Nic na to nie poradzimy - tacy się już urodziliśmy.
Plotkara
Nasza historia zaczyna się od trójki nierozłącznych przyjaciół. B uwielbia zielone oczy N i chce go dla siebie. Zdaje się jednak, że N wolałby robić takie wrażenie na słodkiej S, która przed obojgiem ukrywa pewien sekret... Hm, coś mi mówi, że ta przyjaźń nie jest chyba tak wielka, jak się wydaje. Skąd to wiem? Cóż, po prostu wiem wszystko - i macie szczęście, że nie umiem trzymać języka za zębami. Usiądźcie wygodnie, a ja wam opowiem, jak się zaczęła ta zwariowana historia...

Nie da się ukryć, że seria ta została popularna, dzięki serialowi opartemu na jej losach. Mam na myśli tutaj oczywiście "Plotkarę". Ja sama obejrzałam 3 sezony tej produkcji i średnio przypadła mi ona do gustu. Może dlatego, że zwyczajnie wolę fantastykę, a może dlatego, że nie interesują mnie losy bogatych, rozpieszczonych dzieciaków z Manhattanu. Jesteście ciekawi mojej recenzji? Zatem zapraszam do jej przeczytania!

Cecily von Ziegesar przenosi swoich czytelników do Nowego Jorku, gdzie poznajemy losy trójki przyjaciół: Sereny van der Woodsen, Blair Waldorf i Nathaniela Archibalda. Przyjaźń nastolatków stopniowo zaczęła przeradzać się w coraz większe uczucie, które oczywiście powoduje między nimi spięcia. Ich historia poprzeplatana jest losami Dana i Jenny Humphreyów oraz Vanessy Abrams. Losy tych osób oczywiście są pilnie opisywane na internetowej stronie tytułowej Plotkary.

Mam mieszane uczucia co do tej książki. Wiem, może powinnam przeczytać więcej części, a nie tylko "Jak to się zaczęło?", żeby wyrobić sobie lepszą opinię. Nie zrobię jednak tego, bo szczerze mówiąc szkoda mi czasu na czytanie czegoś tak płytkiego i infantylnego.

Zacznijmy od języka Cecily von Ziegesar. Jest naprawdę dziwaczny, momentami wręcz dziecinny, jakby autorka sądziła, że osoby, które sięgną po jej twórczość są opóźnione w rozwoju. Kompletnie mnie nie zaciekawił, raczej odstraszał i sprawiał, że wytrwanie podczas czytania tej książki wymagało ode mnie nie lada nerwów.

Może jestem dziwna, ale jak dla mnie nie było w tej książce nic, co by mnie zaciekawiło. Rozumiem, że autorka chciała trafić do młodzieży, sprawić, żeby osoby, które po nią sięgały utożsamiały się z bohaterami, ale opisywanie np. brania tajemniczych tabletek przez Jenny, które rzekomo miały sprawić, żeby urosły jej piersi było po prostu naciągane i naiwne, a poza tym nie propaguje to zbyt dobrych wzorców do naśladowania. Żadna postać nie okazała się dla mnie interesująca. Zainteresowania większości z nich zamykały się w prostym kręgu obejmującym pieniądze, chłopaków i imprezy.

Podsumowując: nie polecam. Ja sama będę omijać "Plotkarę" szerokim łukiem, chociaż do o niebo lepszego serialu pewnie jeszcze wrócę.

P.S Jak pewnie zauważyliście, zmieniłam adres bloga. Jak dla mnie, ten jest o wiele lepszy, a Wy co sądzicie? Czekam na Wasze opinie.

wtorek, 2 lipca 2013

(78). Piotr Kołodziejczak - Kobieta niespodzianka



Autor: Piotr Kołodziejczak
Tytuł: Kobieta niespodzianka
Wydawnictwo: Borgis
Liczba stron: 192
Moja ocena: 4/10
Kiedy osiągamy wiek dojrzały, zaczynamy żyć w przeświadczeniu, iż największe emocje mamy już poza sobą. Przeważnie liczy się tylko rodzina i praca. Kolejne dni, tygodnie, miesiące oraz lata zaczynają być do siebie podobne.

Z tej książki dowiadujemy się, że nigdy nie można wykluczyć, iż nasze monotonne życie pewnego dnia zostanie przewrócone do góry nogami. A kiedy takie rzeczy się dzieją, to musi w tym maczać palce kobieta.

Jak to możliwe, że jedna kobieta tak po prostu może całkiem odmienić życie wielu osób naraz?

 
"Kobieta niespodzianka" to moje drugie już spotkanie z twórczością Piotra Kołodziejczaka. Jego pierwsza przeczytana przeze mnie książka "Puść już mnie" okazała się całkiem przyjemna, ale również mocno przeciętna. Kiedy przypadkiem zawędrowało do mnie kolejne dzieło tego pisarza, odkładałam jego przeczytanie, w końcu jednak postanowiłam dać tej lekturze szansę.

"Kobieta niespodzianka" opowiada o zwyczajnej, czteroosobowej rodzinie, takiej w jakiej może jesteśmy sami albo nasi sąsiedzi. Magda i Andrzej są ze sobą trzydzieści udanych lat. Poznali się na wakacjach i pomimo krótkiego stażu ich znajomości pobrali się, gdy Magda zaszła w ciążę. Mają dwójkę dzieci: siedemnastoletniego Romka i starszą córkę Basię. Wiodą spokojne i stateczne życie. Pewnego dnia rodzinna sielanka zostaje jednak przerwana...

W życiu Andrzeja zjawia się dziewczyna imieniem Marta. Mężczyzna zaczął się przy niej zachowywać jakby całkowicie zapomniał o udanym dotąd małżeństwie i wspaniałych dzieciach. Przy młodej kobiecie czuje się wręcz jakby odzyskał młodość. Marta jednak skrywa pewne tajemnice...

"Kobieta niespodzianka" to naprawdę ciężka do sprecyzowania książka. Niby przyjemnie i szybko się ją czyta, ale niekiedy pomysły lub refleksje autora wydają się niemal absurdalne. Piotr Kołodziejczak usilnie starał się do swojego dzieła wpleść element humorystyczny i rozbudowane przemyślenia, niestety, ale nie wyszło z tego nic dobrego, ba, wręcz zaczęło mnie odstraszać i zniechęcać. Dialogi również pozostawiały wiele do życzenia, w większości były po prostu sztuczne i nieciekawe. Fabuła została dziwnie skonstruowana; niby wszystko zmierza do wyjaśnienia zagadki, kim jest Marta, ale pojawia się też wątek dotyczący pracy Basi. Odniosłam wrażenie, że spełniał on raczej funkcję "zapychacza" i zdecydowanie nie przypadł mi do gustu.

W "Kobiecie niespodziance" pojawia się również Ewelina, która prowadzi swoją własną firmę i cechuje ją niezwykła niechęć do płci przeciwnej. No właśnie, ale to już było! Bohaterkę tę bowiem poznałam w książce "Puść już mnie", okazała się ona dosłownie taka sama, jaka była wcześniej i nic interesującego do całej fabuły nie wniosła.

Pióro Piotra Kołodziejczaka jest proste i łatwe w odbiorze. Czy przyjemne? Śmiem stwierdzić, że to indywidualna kwestia. Mnie raczej średnio przypadło ono do gustu.

"Kobieta niespodzianka" to książka, którą ze względu na małą objętość czyta się bardzo szybko. Niestety, ale zabrakło w niej charyzmy i ciekawszej akcji. Jeśli jednak ktoś chce sięgnąć po coś niezobowiązującego, to warto sięgnąć po książki Piotra Kołodziejczaka.

wtorek, 12 marca 2013

(35). Alyson Noël - Ever

 

 
Autor: Alyson Noel
Tytuł: Ever
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 297
Moja ocena: 4/10

Niezwykła opowieść o Nieśmiertelnych i nowym świecie, w którym prawdziwa miłość nigdy nie umiera.

Pewnego koszmarnego dnia szesnastoletnia Ever Bloom traci w wypadku samochodowym najbliższą rodzinę. Od tej chwili staje się medium – słyszy myśli różnych ludzi, widzi ich aurę i dzięki przelotnemu choćby dotykowi może poznać ich przeszłość. Te nadprzyrodzone umiejętności sprawiają, że otoczenie traktuje ją jak dziwadło, więc Ever zamyka się w sobie i odgradza od świata.

Wszystko się zmienia, kiedy dziewczyna poznaje Damena Auguste’a. Tylko on potrafi wyciszyć dudniące w jej głowie głosy i wejrzeć w jej duszę. Dzięki niemu Ever wchodzi w świat alchemii i magii, dowiadując się rzeczy, o których zwykły śmiertelnik nie ma pojęcia. Kim jest Damen? Skąd pochodzi? Jakie sekrety skrywa? Na te pytania Ever nie zna odpowiedzi. Wie jedynie, że zakochała się bez pamięci i że jej życie wkrótce zmieni się nie do poznania.

Wydaje się, że "Ever" ma wszystko, co w tych czasach kupią nastolatki takie jak ja. Piękną okładkę oraz akcję poprzeplataną romansem paranormalnym, czyli pozornie idealny sposób na odstresowanie się, okazuje się jednak, że niekoniecznie. Czytajcie dalej, a dowiecie się dlaczego.
 "Wampir to fikcyjne, zmyślone stworzenie, które występuje tylko w książkach, filmach i w twojej nadpobudliwej wyobraźni."
Główną bohaterką jest Ever, piękna, ale skryta nastolatka, która w wypadku samochodowym straciła swoją najbliższą rodzinę. Po tamtych tragicznych wydarzeniach nic już w życiu dziewczyny nie jest takie samo, bowiem słyszy ona myśli ludzi, ale nie tylko, bo może również widzieć ich aurę i poznawać przyszłość za pomocą jednego dotyku. Jest dziewczyną skrytą, która w szkole uchodzi za outsidera. W nowym liceum Ever poznaje Damena Auguste, chłopaka, który od razu ją zaintrygował, ponieważ nie potrafiła odczytywać jego myśli.
 „Jego ciemne, przeszywające oczy wciąż się we mnie wpatrują, a palce szukają blizny na mojej twarzy. Blizny na czole. Tej, którą chowam pod grzywką. Tej, o której nikt nie wie.”
Nie powinnam oceniać tej książki po okładce i doskonale to wiem. Tym razem jednak chyba ona nie wystarczy, abym wystawiła jej lepszą ocenę. Tajemniczo zerka na nas ciemnowłosa dziewczyna z hipnotyzującymi niebieskimi oczami, wszystko byłoby pięknie i cudownie, gdyby nie to, że jest ona kompletnie nietrafiona, główna bohaterka bowiem jest blondynką! Lektura ta jest idealna na odstresowanie się: mało ambitna, z romansem paranormalnym w tle. Warto jednak dodać, że nawet takie książki muszą w sobie mieć to "coś". "Ever" jest mocno przeciętną książką. Akcja była kompletnie bez polotu, dialogi nudne, bohaterowie słabi, a ich dialogi były godne pożałowania. Czy się zawiodłam? Nie bardzo, nie oczekiwałam niczego nadzwyczajnego i jak się okazało - miałam rację.


Wyzwania, w których recenzja bierze udział:
CZYTAM FANTASTYKĘ, PARANORMAL ROMANCE.