my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mira. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mira. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2015

Gena Showalter - Alicja. Królowa zombi"


Autor: Gena Showalter Tytuł: Alicja. Królowa zombi Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 447

WSZYSCY JESTEŚMY SZALENI

"Alicja. Królowa zombi" to już trzeci tom serii Kroniki Białego Królika autorstwa amerykańskiej pisarki Geny Showalter. Pierwszy tom tego cyklu, "Alicję w krainie zombi" czytałam dosyć dawno temu, ale do tej pory pamiętam, jak bardzo mi się spodobał. Pokochałam nowatorski pomysł autorki, która stworzyła coś, czego jeszcze nie było. Zombi, które są obecne w tytułach każdej z części na pewno różnią się od tych, które miałam okazję do tej pory poznać. Kontynuacja, "Alicja i lustro zombi" utrzymała świetny poziom. Jesteście ciekawi, jak kolejny tom przypadł mi do gustu?

Alicja Bell przeszła przez wiele ciężkich chwil w ciągu swojego prawie siedemnastoletniego życia. Straciła całą swoją rodzinę, ale zyskała też nową. Zaczęła trenować i stała się silniejsza, aby móc położyć kres istnieniu zombi i tajemniczej organizacji - Animy. Jednak oprócz walk, które musi stoczyć wraz z grupą zabójców, dowiaduje się o sobie rzeczy, które są dla niej niesamowicie szokujące i które mogą zmienić bardzo wiele... Jak Alicja poradzi sobie z wiedzą, która zmienia sposób, w jaki postrzega ona samą siebie?

To, co bardzo rzuca się w oczy w tej części to jeszcze większa metamorfoza, którą przechodzi Ali. Powiedzenie, że nie jest ona tą samą nastolatką z pierwszego tomu byłoby ogromnym niedopowiedzeniem. Ona nie tylko się zmieniła, ona ewoluowała. Tragiczne wydarzenia, przez które przeszła uczyniły ją silniejszą, ale także i bardziej bezwzględną. Muszę przyznać, że taki typ bohaterki najbardziej do mnie przemawia. Uwielbiam silne osobowości, które zarazem mają pazur i są zadziorne. Potrafią rozbawić swoimi tekstami i wzbudzić w czytelniku sympatię, a postać Alicji właśnie to robi. Nasza główna bohaterka jeszcze nie tak dawno temu, bo w prequelu, była niewinną i słodką dziewczyną, która nie miała pojęcia, że zombi w ogóle istnieją. Właśnie to ta wiedza wszystko odmieniła, w tym ją samą.

Największym minusem tej części jest zbytnia słodkość pomiędzy Alicją a Cole'em. Pamiętam, jak w "Alicji w krainie zombi" pokochałam tą dwójkę za magnetyczny związek, który razem tworzyli. Czuć było pomiędzy nimi tą niesamowitą chemię i sposób, w który się uzupełniali. Naprawdę fajnie się wtedy o nich czytało, dlatego nie mam pojęcia co się stało teraz. W drugim tomie już widziałam, że coś nie gra, ale w trzecim nie da się tego przeoczyć. Nie jest jednak tak źle, bo pisarce udawało się jeszcze roziskrzyć napięcie panujące pomiędzy tą parą. Najczęściej jednak irytowali mnie jak nigdy. Ta słodkość i tęcza naprawdę nie pasuje do Cole'a, którego tak uwielbiałam. Mam wrażenie, że przez swoją miłość do Alicji mocno stracił na sile swojego niegdyś nieustępliwego charakteru. Teraz choć Ali błyszczy, on jedynie stoi w jej cieniu. Bardzo bym chciała, aby w kolejnych częściach Gena Showalter przywróciła dawny blask tej parze i więcej zadziorności Cole'owi.

"Alicja. Królowa zombi" to dobry trzeci tom serii, patrząc na to, że bardzo często kolejne części cyklów są słabe. Autorce udało się niejako utrzymać dobry poziom, aczkolwiek wiem, że mogłaby się spisać lepiej, ponieważ prequel był na naprawdę niesamowicie magnetyzujący i wciągający. Niemniej, podobała mi się ta lektura i skończyłam ją w błyskawicznym tempie. Genie Showalter nie da się odmówić talentu pisarskiego i umiejętności kreowania różnorodnych bohaterów, przez co każdy czytelnik znajdzie kogoś, z kim mógłby się utożsamić. To, co jest zdecydowanie jednym z najlepszych aspektów tej serii to warsztat pisarski autorki. Jest niezwykle lekki i dopracowany, co daje wręcz wrażenie "sunięcia" po lekturze. Czas w czasie czytania płynie naprawdę szybko, przez co bez wątpliwości mogę powiedzieć, że seria Kroniki Białego Królika to prawdziwy pochłaniacz czasu. Ten cykl jest obowiązkowy dla fanów romansu połączonego z urzekającą fantastyką, a także osób, które czytały poprzednie tomy. Polecam!
Moja ocena: 7/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

środa, 15 kwietnia 2015

Kody Keplinger - Duff. Ta brzydka i gruba

Autor: Kody Keplinger Tytuł: Duff. Ta brzydka i gruba Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 335

Bianca Piper jest zadowolona ze swojego życia. Ma dwie oddane jej przyjaciółki i choć czasami uważa ich zachowanie za naiwne, w gruncie rzeczy nie zamieniłaby je na nikogo innego. Jednak pewnego dnia coś się zmienia... Siedemnastolatka dowiaduje się od szkolnego podrywacza Wesley'a Rusha, że jest "duff", co dosłownie oznacza "designated ugly fat friend", czyli "tą grubą i brzydką" w grupie przyjaciół, dzięki której reszta ma wydawać się bardziej atrakcyjna. Bianca pozornie udaje, że wcale się tym nie przejmuje, ale skrycie nieustannie się nad tym zastanawia... Co popycha ją wprost w ramiona osoby, której dosłownie nie cierpi.

Moje pierwsze wrażenia po lekturze "Duff" są naprawdę pozytywne. Oczekiwałam jakiejś mdłej, ale lekkiej i przewidywalnej historii, której grupą docelową jest przecież młodzież, ale zostałam miło zaskoczona. Owszem, fabuła może wydawać się banalna, ale to wcale nie przeszkadza w czytaniu, wręcz przeciwnie - pozwala czytelnikowi się zrelaksować z książką, przy której wszelkie zmartwienia znikną. To, co urzekło mnie najbardziej to fakt, iż Kody Keplinger pod fasadą lekkiej nastoletniej opowiastki udało się zawrzeć bieżące problemy młodzieży. Niemożna więc nazwać tej lektury błahą, ponieważ ma ona jednak swój głębszy sens. Ukazuje, jak etykietki (które otaczają nas zresztą na co dzień) mają krzywdzący wpływ. Wiele osób czuje się przez nie niedowartościowanych i Bianca jest jedną z takich osób. Myślę, że każdy z nas miał w swoim życiu taki moment, w którym czuł się jak tytułowy duff.

Debiut Kody Keplinger zachwyca tym bardziej, iż został napisany on przez siedemnastoletnią wówczas dziewczynę. Jest to widoczne i choć warsztat autorki jest nacechowany pewną uroczą naiwnością, całość wciąż jest przystępna w odbiorze. Przede wszystkim "Duff" zyskuje tylko na realności, ponieważ nie napisała go dorosła kobieta, ale młoda dziewczyna, która zapewne na co dzień spotykała się z krzywdzącymi etykietkami, a być może i sama tego doświadczyła. Jak na debiut - Keplinger może być z siebie dumna. Stworzona przez nią historia jest wciągająca, od pierwszej strony mnie zainteresowała i już nie mogłam się oderwać do samego końca. W efekcie skończyłam ją czytać w błyskawicznym tempie kilku godzin, a u mnie nie zdarza się to często.

O "Duff" z pewnością będzie głośno już niedługo, a to za sprawą zbliżającej się premiery filmu. Już po samej filmowej okładce i zwiastunie zauważyłam wprowadzenie kilku zmian, ale trzymam kciuki, żeby były to jak najbardziej pozytywne zmiany. Już nie mogę się doczekać, gdy uda mi się obejrzeć ekranizację tej powieści!

"Duff" urzeknie Was swoją prostotą i przekazem. Nakładanie na inne osoby etykietki potrafi naprawdę nieźle wstrząsnąć młodymi, dopiero odkrywającymi siebie ludźmi. Główna bohaterka tej książki, Bianca, jest tego idealnym przykładem. Pod cynizmem i sarkazmem ukrywa problemy z własną samooceną i akceptacją. Kody Keplinger pod idealnym kątem udało się ująć charakter tej postaci, a także jej stopniową przemianę. Jeśli poszukujecie szybkiej i absorbującej lektury, będącej jednocześnie przesyconej humorem - z pewnością się nie zawiedziecie. Polecam!
Moja ocena: 7/10

niedziela, 22 marca 2015

Julie Kagawa - Talon

Autor: Julie Kagawa Tytuł: Talon Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 415

Ember Hill dla postronnego obserwatora wydaje się być normalną nastolatką. Jednak mogę Was zapewnić, że w tej dziewczynie nie ma nic zwyczajnego...

Ember oraz Dante Hill'owie przeprowadzają się do słonecznej Kalifornii wraz ze szpiegowską misją. Oboje są smokami, które przybrały ludzką postać, żeby móc opuścić Talon - tajną organizację zrzeszającą inne smoki. Ta przeprowadzka to niebywała szansa, dzięki której nastolatka choć raz będzie mogła zakosztować prawdziwej wolności. Niestety, ale nieustannie musi być czujna, ponieważ nigdy nie wiadomo, z której strony uderzy Zakon Świętego Jerzego, zajmujący się polowaniem na jej gatunek. Jedna chwila nieostrożności może bardzo wiele ją kosztować...

Julie Kagawa to pisarka, o której każdy fan fantastyki zapewne słyszał. Zarówno za granicą, jak i w Polsce zyskała sporą popularność za sprawą serii Żelazny Dwór. Ja niestety jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać, ale po tak wielu poleceniach będę w końcu musiała. Talon to jej nowy cykl, którego grupą docelową jest głównie młodzież. Jesteście ciekawi, czy skradł moje serce?

Cóż... Powiedzenie nie tego się spodziewałam byłoby ogromnym niedopowiedzeniem. Julie Kagawa za swoją serię Żelazny Dwór zbiera praktycznie same dobre recenzje, jeśli jednak chodzi o cykl opowiadający o smokach... Szczerze mówiąc, będąc w połowie lektury "Talonu" myślałam, że jest to debiut, a nie dzieło zaprawionej już w boju pisarki młodzieżowej. Za dużo było tutaj niedopracowania. Sam pomysł pisania o smokach jest świetny, ponieważ jest tutaj dużo do wyeksploatowania. Jedna seria, która porusza ten motyw i którą miałam okazję przeczytać to "Ognista" autorstwa Sophie Jordan. "Talon" jednak jawi mi się jako książka, która nie została dokładnie, od deski do deski przemyślana. Smoki w tym cyklu są mało krwiożercze, mało przerażające, ale może to właśnie taki efekt Kagawa próbowała osiągnąć. Do mnie jednak niezbyt to przemawia. 

Największym mankamentem tej powieści jest główna bohaterka, Ember. Tak płaskiej i sztucznej kreacji nie miałam okazji obserwować od bardzo dawna. Jest nieciekawa, mało ostrożna, chociaż patrząc na życie, które wiedzie, właśnie taka powinna być. To postać nielogiczna, która pomimo surowego wychowania bez problemu wtapia się w społeczeństwo, jakby do niego należała. A nie zapominajmy, że jest smokiem i nigdy nie wiodła życia prostej nastolatki. Na szczęście pod koniec lektury zapałałam do niej małym skrawkiem sympatii. Dobrze, że Julie Kagawa uczyniła ją równie odważną, co lekkomyślną, bo to naprawdę interesująca mieszanka. Najbarwniejszą kreacją zdecydowanie wyróżnia się Riley, który od samego początku zaczyna budzić niegasnącą fascynację w czytelniku. Kim jest? Dlaczego zrobił, to co zrobił? To jedne z wielu pytań, które pojawiły się w mojej głowie wraz z obecnością tego chłopaka.

Jeśli chodzi o samą koncepcję smoków, napisałam, że niezbyt do mnie przemówiła. Nie dlatego, że jest słaba, ale dlatego, że sama pisarka dosyć mało o niej wspomniała. Dopiero napomknęła, zaczęła rozwijać zalążek swojego świata. Bardzo ciekawi mnie hierarchia, która występuje w Talonie, a także zawody, które są wyznaczane przez osoby na wyższym stanowisku dla każdego smoka. Sama organizacja także jest kwestią, która szalenie rozbudza moją ciekawość. W drugim tomie Julie Kagwa na pewno rozwinie ten motyw i już nie mogę się doczekać, gdy znowu wniknę w ten barwny świat.

"Talon" pozostawił mnie pełną niedosytu. To genialny pomysł z nie do końca wykorzystanym potencjałem, ale jako, że jest to seria, jestem pełna pozytywnych przeczuć. Trzymam kciuki, żeby Julie Kagawa w kolejnych częściach swojego cyklu naprawdę pokaże na co ją stać. Choć przedstawionej przez nią historii nie brak przewidywalności, całkiem przyjemnie się ją czyta, wnika w stworzony przez nią świat. Gdy przystąpicie do lektury, nie oderwiecie się już do samego końca... Co znaczą obowiązki w obliczu wciągającej książki? Polecam!
Moja ocena: 7/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Alex Kava - Mroczny trop

Autor: Alex Kava Tytuł: Mroczny trop Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 318

Alex Kava to amerykańska pisarka nazywana mistrzynią thrillerów. "Mroczny trop" to jej najnowsza powieść, będąca jednocześnie dwunastym tomem cyklu opowiadającym o Maggie O'Dell. To także pierwsza książka tej autorki, z którą miałam okazję się zaznajomić. Jesteście ciekawi moich wrażeń? W takim razie zapraszam do przeczytania poniższej recenzji.

Maggie O'Dell jest profilerką specjalizującą się w ściganiu seryjnych morderców. Zaczyna prowadzić śledztwo w sprawie serii morderstw, których ofiary były torturowane.
Ryder Creed jest trenerem psów. Wraz ze swoją suczką, Grace zostaje poproszony o pomoc. Jego zadaniem jest odnalezienie przemytników narkotyków. W żadnym wypadku nie spodziewa się tego, co mu się przydarzy...

Ścieżki tych dwojga krzyżują się. Czy uda im się wspólnymi siłami rozwiązać zagadkę?

Naprawdę starałam się wykrzesać kilka ciekawych zdań, które miałby Was zachęcić do przeczytania tej lektury. Nie wiem czy mi wyszło. Chyba nie. A może dosyć przeciętnie? Cóż - to chyba prawidłowo, biorąc pod uwagę, że "Mroczny trop" to bardzo, bardzo przeciętna książka. Posiada wartką akcję i szybko się ją czyta, ale co z tego skoro nie wywołuje żadnych emocji? Wyobraźcie sobie, że czytacie jakąś powieść. Zapowiada się ciekawie, ale im dalej w las, tym odkrywacie, że błyskawicznie idzie Wam lektura, ale jest całkowicie pozbawiona głębi i uczuć. "Mroczny trop" właśnie taki jest. Stwierdziłam też bardzo odczuwalny brak jakiegokolwiek napięcia.

Warto zaznaczyć, że choć jest to dwunasty tom cyklu, to wcale nie trzeba znać poprzednich, aby bez problemu odnaleźć się w fabule tego dzieła. Ich znajomość wcale nie jest wymagana, choć może i poprzednie części byłby lepsze i nie spowodowałby u mnie takiego rozczarowania... Może Alex Kavie po prostu wyczerpał się potencjał, biorąc pod uwagę ile książek liczy ten cykl. Naprawdę nie mam pojęcia. Miałam spore oczekiwania odnośnie "mistrzyni thrillerów". Oczekiwałam przepełnionego napięciem thrillera, który zmrozi mi krew w żyłach. Oczekiwałam także świetnego portretu psychologicznego bohaterów i szczypty intrygującej tajemnicy. Tego jednak nie otrzymałam. "Mroczny trop" to po prostu "fajna" historia, ale nic ponadto. Żadnego sensu, żadnej ciekawszej strony. To książka, którą przeczyta się bardzo szybko, owszem, ale równie szybko się o niej zapomni. Nie było w niej nic, co by mnie zaskoczyło, wręcz zaszokowało, co by sprawiło, że nie mogłabym się oderwać od lektury.

Czuję się oszukana i rozczarowana. To nie tak miało wyglądać! Tyle dobrego słyszałam o tej amerykańskiej pisarce tylko po to, aby spotkało mnie wierutne rozczarowanie. Naprawdę nie wiem, czy Wam polecić to dzieło. Nawet wierni fani Alex Kavy mogą poczuć się trochę rozczarowani... Kto wie, może inne jej książki są na nieco innym poziomie, a a zaczęłam od te gorszej? W każdym razie "Mroczny trop" to lektura dla naprawdę mało wymagających czytelników. Ja do takich osób nie należę.
Moja ocena: 4/10

sobota, 17 stycznia 2015

Diana Palmer - Nora

Autor: Diana Palmer Tytuł: Nora Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 382

Odkąd pamiętam zawsze miałam dosyć lekceważący stosunek do "typowych" harlequinów. Nigdy nie przeczytałam żadnego z nich, ale czułam taką... niechęć do nich, chociaż w zasadzie nie miałam z nimi żadnej styczności. Naprawdę nie lubię być z góry do czegoś uprzedzoną, więc gdy nadarzyła się okazja przeczytania jednej z książek tego typu stwierdziłam: "Dlaczego nie? Wiedziałabym chociaż w końcu, co jest takiego w tych powieściach, co tak wiele osób uważa za odrzucające."

Diana Palmer to nazwisko pisarki, której książek nawet jeśli się nie czytało, to na pewno gdzieś się słyszało. To autorka ponad dziewięćdziesięciu książek, które zostały przetłumaczone na wiele języków i licznie nagrodzone. "Nora" to jedna z jej dzieł, które ukazało się w 1994 roku, a całkiem niedawno doczekało się wznowienia swojego wydania w nowej, ładniejszej wersji.

Teksas, rok 1902. Eleanor Marlowe, nazywana przez bliskich "Norą" to wykształcona panna z dobrego domu, która lubuje się w podróżach. Dziki Zachód od zawsze ją fascynował, dlatego była bardzo podekscytowana, gdy otrzymała szansę, aby się tam się wybrać. Nowe miejsce jednak nie jest podobne do tych, o których czytała, a mężczyźni tam mieszkający niczym nie przypominają książkowych bohaterów...

Cóż - harlequiny z definicji są książkami mało wymagającymi. Typowymi romansami, w których główną osią fabuły jest oczywiście wątek miłosny. Koniecznie zawierający jakieś banalne przeciwności losu, dodajcie do tego szczyptę tajemnicy i otrzymacie przepis na po prostu "fajną" lekturę. Nic specjalnego, coś, co bardzo szybko wypadnie z pamięci, a jednak będziecie naprawdę zafascynowani losami bohaterów. Ze mną tak było. Czas płynął mi nieubłaganie szybko, a nim zauważyłam, skoczyłam lekturę "Nory" bardzo zdziwiona swoim tempem czytania.

"Nora" pozytywnie mnie zaskoczyła, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że to literatura z niższej półki. A takie przecież też są potrzebne. Dobrze jest czasami się zrelaksować przy tak niewymagającej lekturze i zapomnieć o monotonnej codzienności. Uważam jednak, że nie należy przesadzać i sięgnąć też czasem po te "ambitniejsze" pozycje, które też przecież istnieją.
Moja ocena: 5/10

sobota, 22 listopada 2014

Mary Kubica - Grzeczna dziewczynka

Autor: Mary Kubica Tytuł: Grzeczna dziewczynka Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 363

"Grzeczna dziewczynka" to książka reklamowana hasłem: Jeszcze lepsza niż światowy bestseller "Zaginiona dziewczyna"! Cóż, "Zaginionej dziewczyny" nie czytałam, ale jeśli obie te powieści są do siebie porównywane, to chyba nie będę miała wyboru. Dlaczego? Otóż dlatego, że dzieło Mary Kubicy naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyło i niesamowicie wciągnęło i po po prostu nie daruję sobie nieprzeczytania lektury, która jest utrzymana w podobnym klimacie. Obowiązki? A co to w ogóle jest w obliczu tak wciągającej książki?

Mia Dennett pochodzi z dobrego, szanowanego domu. Jej ojciec jest sędzią i cała jej rodzina wydaje się być poukładana. To tylko pozory, a sama dwudziestopięcioletnia Mia pragnęła wyprowadzić się w chwili, gdy tylko ukończy pełnoletniość. Nietrudno się domyślić, że jej kontakty z rodzicami pozostawiają wiele do życzenia. Wyobraźnie więc sobie zdziwienie matki Mii, Eve, która pewnego dnia odbiera telefon... I okazuje się, że jej córka nie pojawiła się w pracy, i nikt nie wie, gdzie jest. Szybko wychodzi na jaw, że została porwana... Kim są jej porywacze? I, co najważniejsze, czy Mia odnajdzie się cała i zdrowa?

Zdecydowanie największym atutem, którym zabłysnęła Mary Kubica to element zaskoczenia. Byłam pewna, że mam wyrobioną określoną opinię na temat bohaterów, że widzę ich albo w czarnym, albo w białym świetle, a tutaj nagle autorka zaskakuje mnie w sposób, którego nie potrafiłam przewidzieć. Drugim plusem "Grzecznej dziewczynki" jest właśnie kreacja postaci, żywych i pełnowymiarowych osobowości mających indywidualne cechy charakteru i różniących się od siebie pod wieloma względami. Świetnym przykładem jest tutaj nie tylko Mia Dennett, która czytelnikowi może się jawić jako kobieta z dobrego domu, mająca wszystko idealnie poukładane, ale także i sam porywacz, który chyba jeszcze lepiej ilustruje niejednoznaczność bohaterów. Pamiętajcie, aby nie osądzać żadnego z nich... Bo na końcu i tak zmienicie zdanie.

Świetnie została ukazana relacja na gruncie porwanej i porywającego. Początkowo Mia pragnie uciec i boi się swojego oprawcy - co zresztą chyba jest zrozumiałe. Jednak stopniowo w spartańskich warunkach małego domu, w środku lasu zaczyna rodzić się między nimi nietypowa więź. Czyżby syndrom sztokholmski? Może... Pamiętajcie, niczego nie możecie być pewni. Choć już minęło kilka dni, od kiedy przeczytałam tą powieść, to nadal nie wiem, co sądzić o ich związku.

"Grzeczna dziewczynka" została napisana w sposób interesujący, jednak taki, który nie każdemu przypadnie do gustu. Narracja jest pierwszoosobowa, ale z punktu widzenia kilku bohaterów, czyli krótko mówiąc nie ma jednej głównej postaci, ale jest ich wiele. Eve - matka porwanej Mii, Gabe - detektyw, który zajmuje się rozwiązaniem sprawy porwania oraz sam porywacz. Czytelnik zostaje wrzucony w środek wiru niespodziewanych wydarzeń. Z jednej strony od razu są opisane wydarzenia mające miejsce po porwaniu Mii Dennett, a z drugiej strony zdarzenia dziejące się przed jej porwaniem. Nigdy nie spotkałam się z takim zabiegiem, ale muszę przyznać, że jak najbardziej przypadł mi on do gustu, ponieważ jest świeży i nowy, i w zasadzie już na starcie zwiastuje dobrą lekturę.

"Grzeczna dziewczynka" choć okazała się dla mnie zaskakująco dobrą książką, nie jest pozbawiona wad, tym bardziej, że jest to w końcu debiut literacki. Mary Kubica popełniła poważny błąd, przez co wielu czytelników może po prostu rozczarować się tą powieścią. Akcja toczy się miarowo, czasami zbyt powolnie i bez żadnego dynamizmu. Jeśli chodzi o mnie - nie irytowało mnie to aż tak bardzo, ponieważ byłam zbyt zaabsorbowana świetną koncepcją fabularną i samymi bohaterami, którzy byli na tyle realni wykreowani, że odwracali moją uwagę od wszelkich niedociągnięć. To jednak moja subiektywna opinia, to, co dla mnie jest plusem, nie dla każdego musi nim być.

"Grzeczna dziewczynka" to książka, której nie da się tak łatwo sklasyfikować do jednego gatunku. To interesująca mieszanka kryminału i prób wniknięcia w głąb ludzkiego umysłu. Myślę, że czytelnicy zainteresowani tematem ludzkiej psychiki, czy syndromu sztokholmskiego znajdą tutaj coś dla siebie, a także osoby, które poszukują nowych wrażeń. Polecam!

czwartek, 16 października 2014

Belen Martinez Sanchez - Dzień, w którym umarłam

Autor: Belen Martinez Sanchez Tytuł: Dzień, w którym umarłam Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 379

Powieść "Dzień, w którym umarłam" była jedną z wrześniowych zapowiedzi, których wyczekiwałam. Opis wydawał mi się ciekawy, intrygujący, ale jednocześnie wiedziałam, żeby nie oczekiwać po niej zbyt wiele, bo to debiut literacki, a nie od dzisiaj wiadomo, że rządzą się one swoimi prawami. Autorką tej książki jest Belen Martinez Sanchez, młodziutka hiszpańska pisarka, laureatka konkursy literackiego na najlepszą powieść młodzieżową. Jesteście ciekawi, jak mi się spodobała? Cóż, fajerwerków z pewnością nie było.

Główną bohaterką tej historii jest Diletta Mair. Wyróżnia ją heterochromia, czyli różnobarwność tęczówek. Jednak nie tylko przez ten aspekt jest inna: Diletta bowiem widzi także duchy odkąd tylko pamięta. Nauczyła się, aby o tym nie mówić i za wszelką cenę starać się je ignorować. Całe jej życie ulega niewyobrażalnej zmianie, gdy drugiego października dwa tysiące trzeciego roku nastolatka umiera. Diletta odkrywa, iż naprawdę istnieje życie po śmierci... A wraz z nimi anioły i demony.

Mam mieszane uczucia po lekturze tej książki. Z jednej strony czytało się ją naprawdę szybko, ale z drugiej raziły mnie mankamenty tutaj występujące, co po prostu nie pozwoliło mi w pełni na czerpanie z przyjemności z czytania. Muszę przyznać, że to jedna z tych powieści, do których czytania najzwyczajniej w świecie się zmuszałam. Widać gołym okiem, że jest to debiut, a Belen Martinez Sanchez ma jeszcze przed sobą długą drogę do ulepszenia swojego warsztatu pisarskiego. Nie udało jej się na tyle mnie zaciekawić, żebym z wypiekami na twarzy pochłaniała losy Diletty. Koncepcja aniołów i demonów to temat rzeka i naprawdę wiele w tej dziedzinie można zdziałać, jednak tutaj według mnie została ona zbyt słabo rozwinięta i zarysowana, tak jakby pisarka nie do końca wiedziała, jak ją czytelnikowi przedstawić. Sanchez także nie udało się uniknąć tego błędu, który spotyka innych początkujących pisarzy: zbyt szybko starała się wyjaśnić swoje pomysły. Efekt? Pozbawienie tego uczucia zaintrygowania, ciekawości już na samym wstępie.

Bohaterowie zwyczajnie do mnie nie przemówili. Tej młodej hiszpańskiej pisarce brak jeszcze wprawy w pisaniu, a tym bardziej kreowaniu ciekawych osobowości. Diletta jest jedną z tych głównych postaci, których nie da się polubić. Nieustannie irytująca, infantylna, często płacząca i generalnie po prostu sprzeczna. Z jednej strony autorka "Dnia..." stara się zaprezentować ją jako asertywną osobę, a z drugiej jako typową sierotkę występującą w tego rodzaju książkach. Jakby sama nie mogła się zdecydować na jeden wariant. Jeśli chodzi o męską stronę do wzdychania - tutaj takiej nie znalazłam, choć w zamierzeniu miał zapewne być to Alois Petersen. Ja naprawdę wiele rozumiem i sama wprost uwielbiam sarkastycznych bohaterów, ale lubię powtarzać, że we wszystkim trzeba zachować umiar. A Alois niebotycznie wkurza, sprawiał, że chciałam zarzucić tę lekturę i nigdy do niej nie wracać. Podobnie jak u Diletty, u niego też dostrzegłam tą sprzeczność w zachowaniu. Odniosłam wrażenie, jakby Belen Martinez Sanchez brakowało konsekwencji w tworzeniu bohaterów i nadawaniu im unikalnych cech charakteru.

Powieść "Dzień, w którym umarłam" niestety, ale nie spodobała mi się. Zapewne gdybym była o kilka lat młodsza, pisałabym teraz pozytywną recenzję. Młodsza jednak nie jestem i ta książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że nawet w powieściach typu young adult poszukuję czegoś, co mnie pochłonie i zaciekawi. Jednak to, że mi ona nie przypadła do gustu, wcale nie znaczy, że u Was będzie tak samo. Jestem pewna, że osobom poszukującym lekkiej i niewymagającej lektury to dzieło się spodoba.
Moja ocena: 5/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

niedziela, 14 września 2014

Tami Hoag - Spirala zbrodni

 Autor: Tami Hoag Tytuł: Spirala zbrodni Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 411

"(...) Na tym właśnie polega odwaga: robić to, czego się boisz, ale wiesz, że jest słuszne. Nie ma odwagi bez strachu."

Jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się z twórczością amerykańskiej pisarki Tami Hoag przy okazji powieści "Dziewczyna #9" i... po prostu pokochałam sposób, w jaki ta autorka wywołuje napięcie w czytelniku. Gdy w moje ręce wpadła "Spirala zbrodni", nie sposób mi się dziwić, że się ucieszyłam, a tym razem wiedziałam już czego się spodziewać. Świetnie skonstruowanego i dopracowanego kryminału. I Tami Hoag ani trochę mnie nie rozczarowała.

Morderstwo rodziny Haasów wstrząsnęło całym stanem. Matka i dwójka jej adoptowanych dzieci zostali zabici w naprawdę przerażający sposób. W tak mrożący krew w żyłach, iż ciężko uwierzyć, że ktoś może naprawdę się go dopuścić. Ale tak się stało. Gdy aresztowano podejrzanego Karla Dahla, sędzia Carey Moore postanawia nie włączać jego kartoteki do sprawy. Ta decyzja budzi sprzeciw całej społeczności. A przede wszystkim pociąga za sobą więcej tragicznych w skutkach wydarzeń...

W dużej mierze "Spirala zbrodni" spodobała mi się tak bardzo, ponieważ występowali w niej bohaterowie, których pokochałam w "Dziewczynie  #9". Mam tutaj namyśli oczywiście detektywów: Sam'a Kovac'a oraz jego partnerkę Nikki Liskę. Oboje stanowią tak niesamowitą parę przyjaciół, że nie sposób się z nimi nie zżyć. Przyznaję, że nie wiem jak wygląda praca policji, bo przecież skąd miałabym to wiedzieć? Wiem jednak tyle, że kreacja tych postaci jak najbardziej mnie przekonuje i w swoich zachowaniach, dialogach wydają się jak najbardziej realni. Nie są sztuczni wymuszeni, ale przemawiają do czytelnika. Chwilami czułam się jakbym i ja uczestniczyła w akcji zapisanej na stronach tej powieści.

Książka ta została napisana takim językiem, który dla niektórych może być zaletą, a dla innych wadą. Dla mnie jest on zaletą. Po męczącym dniu wręcz z utęsknieniem wyczekuję chwili, gdy będę mogła się rzucić w wir wydarzeń czytanej powieści. I "Spirala zbrodni" idealnie w takiej roli się spisała. Tami Hoag ma ciekawy, a jednocześnie lekki i barwny styl pisania, który daje wrażenie "sunięcia" po powieści. Sprawia, że w czasie lektury można się w spokoju odprężyć i oddać przyjemności czytania dobrze skrojonego kryminału.

Akcja w "Spiral zbrodni" jest prowadzona wielotorowo. Czytelnik ma okazję obserwować nie tylko zmagania detektywów, próbujących odnaleźć się w trudnych sytuacjach, ale także i mordercy, oraz losów innych postaci. O jakich mowa - będziecie musieli sami się przekonać, bo nie chciałabym za dużo Wam zdradzić. Ten sposób narracji sprawia, że przy tej powieści naprawdę nie sposób się nudzić, bo choć jest bardziej złożona - to wciąż potrafi zaciekawić czytelnika, wciągnąć w wir toczących się wydarzeń. I to moim zdaniem jest największa zaleta tej książki.

Podczas lektury "Spirali zbrodni" spędziłam miło czas. To dobrze skonstruowany kryminał z wartką akcją i pomysłową fabułą. Z pewnością nie jest to moje ostatnie spotkanie z twórczością Tami Hoag. Polecam!

niedziela, 17 sierpnia 2014

Tami Hoag - Dziewczyna #9

Autor: Tami Hoag Tytuł: Dziewczyna #9 Wydawnictwo: Mira Harlequin Liczba stron: 411

Nowy Rok. Wszyscy świętują, bawią się, mając nadzieję, iż kolejny rok będzie lepszy niż poprzedni. Ta sielankowa atmosfera zostaje przerwana przez straszliwą zbrodnię. Kierowca limuzyny wożący pijanych i ubawionych imprezowiczów zauważa coś przerażającego i makabrycznego, bowiem z samochodu jadącego przed nim wypadają zwłoki. A trzeba nadmienić, iż są one w takim stopniu zniekształcone, że aż przypominają zombi...

Detektyw Kovac i Liska zajmują się sprawą młodej kobiety nazywaną Zombi Doe, której identyfikacja jest prawie niemożliwa. O jej zabójstwo podejrzewają nieuchwytnego mordercę, który atakuje jedynie w święta przez co został nazwany "Doc Holiday". Byłaby to jego dziewiąta ofiara, w tym przypadku wykazał się ogromnym okrucieństwem, jeszcze gorszym niż zazwyczaj... Czy detektywom uda się rozwiązać makabryczną sprawę Zombi Doe?

"Dziewczyna #9" to naprawdę świetnie "zrobiony" kryminał. To, czego szukam w tego rodzaju powieściach zostało mi praktycznie podane na tacy: dobry pomysł, zagadka do rozwikłania i nieustannie towarzyszące napięcie podczas czytania. Tami Hoag wie, co robi i robi to w naprawdę dobrym stylu. Dopiero pod koniec lektury zaczęłam podejrzewać, jak cała historia się zakończy, a przez większą część książki nie miałam najmniejszego pojęcia czego się spodziewać.

Ta powieść została dodatkowo ubarwiona zapiskami mordercy - Doc'a Holiday'a. Jego strasznymi myślami, obrzydliwymi pragnieniami, a także przyszłymi planami. Nie pierwszy raz spotykam się z takim zabiegiem, w którym autorzy kryminałów zamieszczają przemyślenia morderców, jednakże Tami Hoag poszła o krok dalej i postanowiła poinformować swoich czytelników o tożsamości zabójcy. Tak więc już praktycznie na samym początku zostałam oświecona i znałam nie tylko imię zbrodniarza, ale także jego następne kroki. I muszę przyznać, że jest to niezwykle odważne posunięcie ze strony pisarki - pozbawić nas tej nuty tajemniczości już na starcie. Myślę, że jednak w tym przypadku to bardzo udany zabieg, możliwość obserwowania, jak detektywi Kovac i Liska miotają się, próbując odnaleźć mordercę, podczas gdy czytelnik dokładnie wie, kim on jest i co zamierza.

Tami Hoag w swojej powieści przedstawia czytelnikom bohaterów o ciekawych osobowościach i cechach. Z pewnością dwójka głównych detektywów wybija się tutaj najbardziej. Sam Kovac zaskarbia sobie uwagę czytelnika swoim poświęceniem i absolutną gotowością do działania. Ten mężczyzna jest całkowicie oddany swojej pracy, w rozwiązywanie zagadek morderstw oddaje całe swoje serce. Nikki Liska to natomiast żeńska część tego zespołu. To kobieta równie nieustępliwa, co jej partner, która często pracuje intensywnie i bez opamiętania, kosztem ciągłej nieobecności w domu. Najbardziej mi się spodobało to, że Tami Hoag pozwoliła swoim czytelnikom poznać bohaterów w nieco bardziej ludzkiej odsłonie. Nie pokazała Kovaca i Liski tylko jako detektywów, ale także jako ludzi; ujawniła ich problemy i życia osobiste. W swojej historii nie skupiła się tylko na tym, jak próbują oni schwytać mordercę, ale także i pozwala nam poznać trochę te osobowości bliska, przez co bardziej stają się oni bliscy czytelnikowi.

Dodatkowo "Dziewczyna #9" miała kilka takich momentów, w których wybuchałam niepohamowanym śmiechem. Do tej pory w kryminałach, które miałam okazję przeczytać panowała raczej atmosfera powagi, wynikająca z dosyć ciężkiej fabuły czy poruszanych trudnych tematów. Tami Hoag natomiast w swojej powieści potrafiła wpleść wątek humorystyczny, a muszę przyznać, że ta pisarka ma naprawdę kawał dobrego poczucia humoru. 

"Dziewczyna #9" to książka, której wielbiciele gatunku na pewno się zakochają. W tej historii zagadka morderstwa przeplata się z życiem osobistym bohaterów, tworząc interesujące i niebanalne połączenie. Nie jest to z pewnością kryminał z wyższej półki z wieloma wątkami pobocznymi, podczas lektury których czytelnik musi nieustannie główkować, żeby cokolwiek zrozumieć. Nie, Tami Hoag napisała powieść, której czytanie jest samą przyjemnością. Polecam!

Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Gena Showalter - Alicja i lustro zombi

Autor: Gena Showalter Tytuł: Alicja i lustro zombi Wydawnictwo: Mira Liczba stron: 443

DZIWNIEJ I DZIWNIEJ!
 
Gdy tylko zauważyłam w zapowiedziach wydawniczych "Alicję w krainie zombi", książkę, która otwiera nowy cykl - Kroniki Białego Królika, wiedziałam, że będzie to wyjątkowa przygoda. I się nie myliłam. Pokochałam innowacyjny sposób ukazania zombi przez Genę Showalter - nie jako bezmózgie rozkładające się trupy pragnące mięsa ludzi, ale jako duchy, które łakną naszych dusz. Tego jeszcze nie było, prawda? W pierwszym tomie główna bohaterka straciła swoich rodziców i młodszą siostrę w wypadku samochodowym, a to wydarzenie, niczym łańcuch pociągnęło za sobą kolejne. Główna bohaterka, Alicja Bell odkryła świat, którego istnienia nawet nie podejrzewała...

Gena Showalter to uznawana pisarka, której powieści znajdują się na liście bestsellerów New York Timesa i USA Today. Pisała dla takich magazynów jak "Cosmopolitan" czy "Seventeen", pracowała też dla MTV. Światową sławę przyniosła jej seria Władcy Podziemi skierowana do doroślejszych czytelników, Kroniki Białego Królika są natomiast jej nowym cyklem młodzieżowym.

Alicja jest zabójczynią zombi w grupie Cole'a Hollanda, swojego chłopaka. I wszystko wydaje się być takie, jakie powinno, do chwili, gdy bohaterka zostaje ranna i zainfekowana podczas jednej z bitew. Choć antidotum zostało jej wstrzyknięte, zauważa ona, że coś dziwnego się z nią dzieje. Najpierw zaczyna czuć dwa bicia serc w swojej piersi. Do tego dochodzą przeraźliwe głosy, które odzywają się w jej głowie. Każą jej one zabijać, rozrywać, gryźć... Gdy widzi swoje niepokojące odbicie w lustrze, osobę, która nie jest nią i uśmiecha się do niej złośliwie, jest już przekonana, że coś jest nie tak. To, co widzi ma cienie wokół ust i oczu, a także ciemną plamę tuż nad sercem. Alicja za wszelką cenę pragnie dowiedzieć się, co jej dolega. Czy uda jej się to, nim będzie za późno?

Kontynuacja Kronik Białego Królika to poniekąd inna książka, niż jej poprzedniczka. Owszem, kontynuuje ona historię opowiedzianą przez Genę Showalter, ale w nieco inny sposób. Pierwszy tom skupiał się na głównej bohaterce odkrywającej nowy świat, w którym zombi istnieją. Alicja poznała zabójców tych przerażających istot i sama stała się jednym z nich, w międzyczasie jej relacja z Cole'em Hollandem ulegała coraz większemu rozwojowi. W "Alicji w krainie zombi" było dużo bitew stoczonych między dobrem a złem, natomiast osią fabuły "Alicji i lustra zombi" jest praktycznie tylko i wyłącznie główna bohaterka, i to, co się z nią dzieje. Walk było stosunkowo mało i uwierzcie - wcale mi to nie przeszkadzało. Gena Showalter doskonale ukazała stan, w którym znajdowała się Alicja, jej opisy były naprawdę zatrważające, chwilami naprawdę nie wiedziałam, czego się spodziewać, gdy czytałam o odbiciu bohaterki w lustrze, które "uśmiechało się złośliwie". Te obrazowe wyrażenia powodowały u mnie autentyczny strach. Gdybym miała opisać jednym słowem drugą część, byłoby to słowo "mroczna". O wiele bardziej interesująca i wciągająca, niż pierwszy tom, który był jedynie wprowadzeniem, bo to w sequelu rozpoczyna się właściwa akcja, a Gena Showalter idealnie wie, w którym kierunku zmierza.

Muszę przyznać, że jestem jedną z tych osób, które spodziewały się w kontynuacji tylko szczęśliwej miłości Alicji i Cole'a. I musiałam przełknąć gorzkie rozczarowanie, bo tak się nie stało, bowiem Gena Showalter postanowiła trochę namieszać i nie podać swoim czytelnikom wszystkiego na tacy. Co to, to nie! Spodobał mi się fakt, iż pisarka skupiała się w większości na przemianie głównej bohaterki, niż na jej rozterkach miłosnych. W pierwszym tomie związek Alicji i Cole'a wydawał mi się zbyt wyolbrzymiony, natomiast w sequelu stał się poważniejszy, mniej banalny, co jest jak najbardziej na plus. Poza tym fani wątków romantycznych nie będą mieli na co narzekać, bo w tej książce jest ich naprawdę wiele, ale takich, które nie trącają kiczowatością, tylko takich, o których czytelnik chce czytać.

Przez "Alicję i lustro zombi" po prostu się mknie. Mało jest takich książek, przy których całkowicie traci się poczucie czasu, a to jest jedna z nich. Duża w tym zasługa dobrze przemyślanej fabuły, wprowadzeniu nowych bohaterów czy umiejętności rozbudzania ciekawości i napięcia w czytelniku, ale także i samego warsztatu pisarskiego Geny Showalter. Jest on lekki, przystępny, idealny, gdy czytelnik szuka odprężającej i relaksującej lektury, ale także i wtedy, gdy pragnie książki, którą się pochłania w zadziwiającym tempie.


"Alicja i lustro zombi" to kontynuacja, którą sobie wymarzyłam. Gena Showalter kontynuuje w niej swoją świetnie ukazaną i dopracowaną wizję zombi, które mimo wszystko nie są w centrum fabuły, co mnie ucieszyło. Nie chciałabym czytać w kółko i w kółko o tych istotach. Pisarka naprawdę zadbała o to, aby jeszcze bardziej zachwycić i zadziwić swoich czytelników, wprowadzając ciekawe wątki, których zakończenia czytelnik nie mógł się domyślić. Kroniki Białego Królika to seria młodzieżowa, ale śmiem twierdzić, że i starszym czytelnikom przypadnie do gustu. To interesujący powiew świeżości w moim ulubionym gatunku, jakim jest paranormal romance. Gorąco zachęcam Was do zapoznania się z tym cyklem, a tymczasem ja z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu!
"Umieranie to jedyny sposób, by żyć naprawdę."
Moja ocena: 10/10

WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Megan Hart - Otchłań pożądania

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/178000/178832/144476-352x500.jpg
Autor: Megan Hart
Tytuł: Otchłań pożądania
Wydawnictwo: Mira Harlequin
Liczba stron: 379
Moja ocena: 8/10

Sadie Danning, nasza główna bohaterka jest psychologiem i zawodowo specjalizuje się w pomaganiu innym, jednak sama nie umie sobie pomóc. Raz w miesiącu spotyka się z Joem, który opowiada jej o swoich niedawnych miłosnych podbojach. Te spotkania są jedyną rozrywką w jej monotonnym życiu, a gdy Sadie wraca do domu, odtwarza te historie w swojej wyobraźni. Pozwalają jej one zapomnieć o nieszczęśliwym małżeństwie, o niepełnosprawnym mężu, który być może już jej nie kocha. Bohaterka z utęsknieniem wyczekuje pierwszego piątku każdego miesiąca...

Muszę przyznać, że "Otchłań pożądania" to niedokładnie to, czego się spodziewałam i to w dobrym tego słowa znaczeniu. Oczekiwałam jakiegoś marnego erotyka, których przecież teraz jest tak wiele... Nie myślałam, że autorka mnie zaskoczy, ale to zrobiła. Przede wszystkim zachwycił mnie naprawdę niebanalny pomysł na fabułę i ogólnie zestawienie dwóch kontrastowych tematów. Z jednej strony czytelnicy zostają uraczeni pikantnymi opowiadaniami o uniesieniach Joego, a z drugiej autorce umiejętnie udało się ukazać poważne i życiowe tematy, przez co nie do końca można podejść do tej książki lekko i niezobowiązująco.

Sadie to bohaterka, którą polubiłam i z którą niejako bardzo się zżyłam. Naprawdę. Przede wszystkim ogromnie jej współczułam. To, co przeszła ta kobieta, jednocześnie nie załamując się zasługuje na podziw. Wypadek jej męża, tragiczny w skutkach, choć wstrząsnął nią do głębi nie sprawił, że popadła w głęboko rozpacz. Nie, była silna, choć czasami jej siły brakowało. Można by powiedzieć, że za wszelką cenę w domu utrzymywała maskę i pozory, wszystko to robiąc dla swojego ukochanego. Oczywiście Sadie to nie jedyna postać, która przykuła moją uwagę, bowiem "Otchłań pożądania" to nie tylko intrygująca fabuła czy świetny warsztat pisarski Megan Hart, to także pełnokrwista kreacja bohaterów. Gdyby jej zabrakło, to wątpię, aby ta książka spodobała mi się tak bardzo. Na początku do Adama, męża Sadie czułam jedynie litość i nawet nie starałam się zrozumieć, jak się czuje mężczyzna, który niegdyś żył pełnią życia, a teraz jest niepełnosprawny. Nie starałam się, bo wiem, że by mi to nie wyszło. Wraz z postępującymi rozdziałami postać Adama zyskała w moich oczach, budząc we mnie więcej uczuć, niż tylko litość. Nie zapomniałam o Joeem, można by powiedzieć, że najlepsze zostawiłam na koniec. On jest tak złożoną personą, że nie sposób nie zwrócić na niego uwagi, nie starać się wgłębić w jego psychikę. Z jednej strony uparcie twierdzi, że pragnie założyć rodzinę, a z drugiej robi coś dokładnie odwrotnego.

Na "Otchłań pożądania" natknęłam się przypadkiem, szukając ciekawych powieści w bibliotece. I całe szczęście, że to zrobiłam. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Megan Hart i zdecydowanie mogę stwierdzić, że nie ostatnie. Styl pisania tej autorki po prostu mnie uwiódł i oczarował, jest nietypowy i na początku z pewnością nie jest łatwo się do niego przyzwyczaić, ale im dalej w las, tym czytelnik coraz bardziej docenia talent Hart. Akcja jest wartka, z każdą stroną staje się coraz ciekawsza, a bohaterowie zachwycają realnością. Zdecydowanie polecam!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Jason Mott - Przywróceni

Przywróceni - Jason Mott
Autor: Jason Mott
Tytuł: Przywróceni
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 395
Moja ocena: 8/10

GDY UKOCHANI WRACAJĄ ZZA ŚWIATÓW...

Wyobraź sobie, że osoby, które kochasz, wracają. Nagle znowu są częścią Twojego życia, prawie tak, jakby wcale nie umarli. Wciąż tacy sami, nieważne, czy zmarli dwa, czy pięćdziesiąt lat temu. I choć wydaje się to niepojęte i surrealistyczne oni żyją, a nikt nie potrafi wyjaśnić dlaczego. Władze nie udzielają żadnych odpowiedzi, bo ich nie mają. Czy powrót zmarłych zza światów jest zapowiedzią końca?

WYOBRAŹ SOBIE, ŻE CAŁY TWÓJ ŚWIAT STAJE NA GŁOWIE... 

Harold i Lucille Hargrave'owie są małżeństwem obarczonym uczuciem straty swojego jedynego syna, Jacoba, zmarłego w 1966 roku. Tragizm tej sytuacji jest jeszcze większy, bowiem chłopiec umarł w dniu swoich ósmych urodzin. Po tylu latach mężczyzna i kobieta są pogodzeni z tym faktem, a ból po utracie dziecka z czasem zaczął przygasać. Jednak pewnego dnia, w czasie wielkiej fali pojawiania się Przywróconych, w domu małżeństwa zjawia się agent Martin Bellamy, a obok niego stoi Jacob. Wciąż tak samo bystry i zabawny, jak wcześniej.

Nie każdy człowiek cieszy się z obecności osób, które powinny być martwe. Ludzie dzielą się na dwie, przeciwne sobie strony, mające inne poglądy na temat Przywróconych. Na całym świecie powstają obozy, w których w nieludzkich warunkach są oni przetrzymywani, powszechnie budząc strach, niepewność i podejrzliwość. Publiczna opinia tak naprawdę nie wie, co sądzić o powrotach zmarłych. Czy jest to błogosławieństwo, czy przekleństwo? To wszystko razem wzięte skłania do refleksji na temat tego, jak każdy z nas zachowałby się w takiej sytuacji. Bo to jest to, z czym bohaterzy "Przywróconych" muszą się zmagać.

Pomysł wyjściowy przedstawiony w "Przywróconych" jest naprawdę niesamowity, zasługuje na uznanie. Jak sam autor napisał w podziękowaniach, koncepcja ta narodziła się w jego śnie. W swoim dziele stworzył sobie szansę na ponowne spotkanie się ze swoją zmarłą matką, aby choć na chwilę móc ją zobaczyć, usłyszeć jej głos. Niesamowicie mnie to wzruszyło, ponieważ prawdziwa historia Jasona Motta znajduje swoje odzwierciedlenie w jego powieści. Wnętrze książki wzrusza, wnika głęboko w serce czytelnika. I tak też było ze mną. Do tego tytułu po prostu nie sposób podejść z dystansem.

Paradoksalnie najlepsze jest to, iż Jason Mott w swoim dziele nie wyjaśnia prawie niczego. Osnuwa swoją historię aurą tajemniczości. Pytania, które nurtowały mnie od samego początku lektury nie znalazły swojej odpowiedzi, bo po prostu ich tam nie było. Dzięki czemu, śmiem twierdzić, autor stworzył niepowtarzalny klimat otoczony magią, bo tylko w ten jeden sposób można to wyjaśnić. Jest to niewyobrażalna szansa, na ponowne pojednanie się z utraconą rodziną, przyjaciółmi, kochankami. Na powiedzenie sobie tego, czego się nie zdążyło. Na pożegnanie się.

Ciężko uwierzyć, iż powieść ta jest debiutem Jasona Motta. Język, którym się posługuje wcale na to nie wskazuje. Autor sprawnie operuje swoim warsztatem pisarskim, potrafi wzbudzić w czytelniku pokaźną gamę emocji, co nie jest rzeczą łatwą do zrobienia. Pisarz umiejętnie bawi się uczuciami, takimi jak wzruszenie, gdy rodziny się odnajdują, strach o ulubionych bohaterów, czy konsternacja i zmieszanie, gdy pojawia więcej pytań niż odpowiedzi. To wszystko razem wzięte sprawia, iż oderwanie się od lektury jest praktycznie niemożliwe.

"Przywróceni" to fantastyczna książka, w której emocje ukazane są z największą precyzją i dokładnością. Ból straty jest czymś znanym każdemu człowiekowi, ciężko jest przejść przez całe życie nie doświadczając go chociaż raz. Dlatego lektura ta stała się szczególnie bliska mojemu sercu. Zmusza do zastanowienia, jakbyśmy my zachowali się będąc w takiej sytuacji. To dogłębne ukazanie ludzkiej natury, sprawia, iż czytelnik sam chce poddać analizie istotę człowieczeństwa.To jest wręcz zadziwiające, ile uczuć może wzbudzić fikcyjna historia ukazana w fenomenalny sposób. Zdecydowanie polecam, "Przywróceni" to powieść pełna niezapomnianych przeżyć.

sobota, 16 listopada 2013

Elizabeth Massie, Michael Hirst - Dynastia Tudorów. Bądź wola twoja

Dynastia Tudorów. Bądź wola twoja - Elizabeth Massie
Autor: Elizabeth Massie, Michael Hirst
Tytuł: Dynastia Tudorów. Bądź wola twoja
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 334
Moja ocena: 8/10

"Bądź wola twoja" to trzecia części "Dynastii Tudorów", serii książek opartych na kilkukrotnie nagrodzonym nagrodą Emmy serialu. Posiada on wielu oddanych wielbicieli, którzy bez wątpienia pokochają i papierową wersję przygód znanych historycznych postaci. A jeśli nie oglądaliście tej superprodukcji- w takim razie będzie ona idealnym wprowadzeniem.

Anna Boleyn została stracona na życzenie swojego męża Henryka VIII. Pomimo tych tragicznych wydarzeń, życie kontrowersyjnego, pełnego namiętności króla Anglii toczy się dalej. Po jedenastu dniach żałoby znowu się żeni, przecież któraś z małżonek w końcu musi urodzić mu upragnionego syna, następcę tronu. Jego wybranką zostaje piękna, powabna, delikatna jak kwiat, o równie dobrym i życzliwym sercu Jane Seymour. Jednak jak i poprzednie małżeństwa Henryka, i to zostaje owiane prawdziwym nieszczęściem, w prawdzie nowa żona rodzi mu długo wyczekiwanego syna, ale w efekcie - umiera. Najgorsze jest to, że miała ona ogromny wpływ na mężczyznę, sprawiła nawet, iż pojednał się on ze swoimi córkami. Pogrążonego w smutku króla ogarnia coraz większa desperacja. W rozpaczy zamyka się na kilka dni w swoich komnatach, chcąc w spokoju poradzić sobie ze swoim cierpieniem. Jednak czy możliwe jest dla niego trwanie w odosobnieniu? Tym bardziej, że pozycja Anglii na scenie politycznej zdecydowanie zaczęła słabnąć?

"Dynastia Tudorów" to nie tylko historia niestałego w uczuciach Henryka i jego kochanic. Co to, to nie, a Wy sami, moi drodzy czytelnicy nie powinniście odnieść przypadkiem mylnego wyobrażenia odnośnie całej tej serii. Bo prezentuje ona sobą coś więcej. Wydarzenia obfitują w sensację, są pełne nieprzesadzonego patosu, a same życie miłosne władcy ukazane na przełomie trzech części jest owiane prawdziwym tragizmem i dramatem. Na dworze królewskim roi się od intryg, a pozornie lojalny Kanclerz Cromwell może zostać właśnie tym, który wbije sztylet w plecy swojego króla. To wszystko razem wzięte sprawia, iż książkę tą pochłania się niewyobrażalnie szybko, a przede wszystkim przyjemnie. Sprawia, iż otaczająca rzeczywistość wydaje się nie mieć żadnego znaczenia w obliczu historycznej i malowniczej Anglii, w której toczy się pełna dynamizmu akcja.

Kreacja bohaterów jest umiarkowanie satysfakcjonująca. Jako, że powieść ta oparta jest na scenariuszu serialu, to niestety, ale dosyć mało jest charakterystyki osobowości postaci. Jednak ukazanie jednej, konkretnej persony bardzo przypadło mi do gustu. I o ile w życiu prywatnym z pewnością bym nie zapałała sympatią do takiej osoby, o tyle w książce ta koncepcja sprawdza się genialnie. Nie wiem ile w tym prawdy, ale odzwierciedlenie Henryka VIII zasługuje na uznanie. W końcu my, jako czytelnicy potrzebujemy kogoś kogo możemy polubić, obdarzyć zaufaniem, a także kogoś, kogo możemy znienawidzić. Pomimo dosyć osobliwej (wybuchowej i zdecydowanie władczej) natury króla, jako bohater literacki zyskał on małą część mojej sympatii. Mimo to, wciąż w dużej mierze chyba po prostu nie potrafię współczuć mężczyźnie, którego spotykają takie dramaty, bo po części sam on sobie na nie zapracował. 

Niezaprzeczalnym i największym plusem "Dynastii..." jest perfekcyjność jej czytania, a wręcz "sunięcia" po niej. Warsztat pisarski autorki jest przystępny, lekki. Nie chciałabym spędzić kilku godzin starając się zrozumieć, co w ogóle czytam, bo w końcu mamy tutaj do czynienia z historią, która do najłatwiejszych nauk nie należy. Na szczęście tutaj nie ma takiego problemu. Fakty historyczne są ukazane w subtelny i precyzyjny sposób, przez co nie są trudne do zapamiętania. A jeśli ktoś ma problemy, to przecież zawsze może przeczytać je jeszcze raz.

Napomknę także o okładkach, które są niezwykle estetyczne i dopracowane. Dodatkowo na skrzydełkach umiejscowione są interesujące ciekawostki i zdjęcia pochodzące z serialu, które są świetnym uzupełnieniem przed przystąpieniem do lektury.

"Dynastia Tudorów. Bądź wola twoja" całkowicie spełniła moje oczekiwania. Jest pełna nadziei, prowokacji, namiętności, desperacji i masy innych słodko-gorzkich emocji. Emanuje napięciem, wciąga czytelnika w swój świat, sprawia, iż historia w istocie nie wydaje się taka zła. Zniewala, chwyta w swoje objęcia i nie chce z nich wypuścić. Zdecydowanie polecam!

wtorek, 8 października 2013

Gena Showalter - Alicja w Krainie Zombi


Autor: Gena Showalter
Tytuł: Alicja w Krainie Zombi
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 507
Moja ocena: 10/10
Jej ojciec miał rację. Potwory istnieją… By pomścić śmierć rodziny, Alicja musi się nauczyć, jak walczyć z zombi. Nie spocznie, dopóki nie odeśle każdego żywego trupa z powrotem do grobu. Na zawsze.  

"Alicja w Krainie Zombi" to pierwsza część rozpoczynająca serię Kroniki białego królika autorstwa Geny Showalter, popularnej pisarki, która uznanie zdobyła swoją serią "Władcy podziemi". Jej książki znajdują się na liście bestsellerów New York Timesa i USA Today. Najnowszej dzieło tej autorki wywarło na mnie piorunujące wrażenie, Showalter pokazała w nim swoje genialne umiejętności pisarskie, które z pewnością zachwycą jeszcze niejednego czytelnika!
 Królicza Chmura Nadchodzącej Śmierci.
Alicja Rose Bell to nasza główna bohaterka. Dziewczyna ta w dniu swoich szesnastych urodzin straciła rodziców i młodszą siostrę w wypadku samochodowym. To traumatyczne wydarzenie sprawiło, że w niewidzialna bariera w umyśle Alicji opadła, otwierając przed nią nowy, wcześniej nieznany świat. Tym światem jest przerażająca rzeczywistość, w której zombi istnieją. Ta wiedza diametralnie zmienia życie nastolatki. 

Świat przedstawiony wykreowany przez Showalter ma ogromny potencjał, który w dużej mierze został wykorzystany. To zachwycająca mieszanka bazująca na napięciu czytelnika. Podczas czytania "Alicji..." świat zewnętrzny kompletnie mnie nie interesował, wiedziałam, że nie przestanę czytać, dopóki nie dojdę do ostatniej strony. Zresztą dynamizm akcji nie pozwoli na to czytelnikowi, a sama Showalter spokojnie może powiedzieć, iż wynalazła przepis na literacki sukces!
Zostałam także zaskoczona odnośnie wątku zombi, który - jak powszechnie się wydaje, nie potrafi zaskoczyć. W tym przypadku było kompletnie odwrotnie. Autorka stworzyła coś "swojego", a potwory w jej książce były dalekie od takich, jakie są znane w kulturze. Myślę, że każdy będzie zachwycony jej wizją nie-trupów, które nie są do końca ukazane jako bezmózgie potwory. Nie jest to czarno-biała wizja, w której coś jest albo złe, albo dobre.
Showalter sięgnęła po schematyczne wątki, które umiejętnie wplotła w te wspaniałe i oryginalne. Tchnęła w nie magię swojego pióra, tworząc coś obłędnie dobrego. Jak wspomniałam, w "Alicji..." nie brak sztampowych rozwiązań, w szczególności mam na myśli tutaj romans, który odgrywa istotną, o ile nie najważniejszą rolę w całej książce. Zwyczajna dziewczyna poznaje w nowej szkole przystojnego "bad boya", który przyprawia ją o szybsze bicie serca. Brzmi znajomo? Mimo to nie mogłam wykrzesać z siebie ani iskry irytacji, bowiem cała reszta była po prostu fantastyczna!

Wiadomo, że nie ma dobrej książki bez bohaterów. Tutaj widać, jaki ogrom pracy został włożony w ich wykreowanie. Nie są płascy i bez życia, ale pełnokrwiści i dopracowani. Alicja Bell od pierwszej strony zyskała moją sympatię. To silna i odważna młoda dziewczyna, która nie ugina się pod ciężarem trudnych doświadczeń. Cole został stworzony na podobieństwo wielu innych męskich literackich postaci, co absolutnie mi nie przeszkadzało. Mam nadzieję, iż w kolejnej części autorka skupi się bardziej na rozwijaniu wątków bohaterów drugoplanowych, a w szczególności Kat.

Z żalem skończyłam czytanie "Alicji w Krainie Zombi". Z jednej strony cieszyłam się, iż miałam okazję przeczytać coś tak dopracowanego i szalenie wciągającego, a z drugiej poczułam smutek, na myśl, że to koniec przygód Alicji, Cole'a i ich przyjaciół. Całkowicie pokochałam świat stworzony przez Showalter, więcej - uważam, że jest on jednym z lepszych, w których mogłam "uczestniczyć". Autorka serwuje swoim czytelnikom potężną dawkę emocji, dynamiczną akcję i napięcie emanujące z każdej strony, a powszechnie wiadomo, iż jest to wybuchowa mieszanka. Z niecierpliwością będę wyczekiwała drugiego tomu, a Wam, moi drodzy, polecam!

CZYTAM FANTASTYKĘ, PARANORMAL ROMANCE. 

czwartek, 11 lipca 2013

(82). Anne Gracie, Michael Hirst - Dynastia Tudorów: Król, królowa i królewska faworyta


Autor: Anne Gracie, Michael Hirst
Tytuł: Dynastia Tudorów: Król, królowa i królewska faworyta
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 367
Moja ocena: 8/10
Anglią włada młody Henryk VIII. W kraju szerzą się zamieszki na tle religijnym, a na scenie politycznej bezustannie zmieniają się sojusze. Mimo to król całą swoją uwagę skupia na rozwodzie z Katarzyną Aragońską.

Sprawa ta nie cierpi zwłoki, ponieważ Henryk nade wszystko pragnie mieć syna, a w jego życiu pojawiła się właśnie piękna Anna Boleyn - kobieta, w której rękach może leżeć przyszłość dynastii. Kardynał Wolsey, królewski Lord Kanclerz, musi więc odłożyć na bok rację stanu i za wszelką cenę uzyskać zgodę papieża na unieważnienie królewskiego małżeństwa.
Polityczne intrygi, które zawładnęły dworem i narastający konflikt z Kościołem mogą zachwiać tronem. Ale głodny władzy i miłosnych uniesień monarcha rządzi tak, jak żyje - z żywiołowością, pasją i zapamiętaniem...
  

Seriale historyczne od zawsze są moją słabością. Uwielbiam je za to, że są wykonane z rozmachem, pełne pięknych kostiumów, ale także i zawiłych intryg oraz fałszu. "Dynastia Tudorów" to produkcja, która nie jest mi obca, dlatego byłam bardzo ciekawa książki, która jest oparta na pierwszym sezonie tegoż serialu. Jesteście ciekawi moich wrażeń?

Anglia jest pod panowaniem Henryka VIII Tudora. W kraju jednak nie dzieje się dobrze, bowiem na coraz większą skalę szerzone są herezje reformatora Marcina Lutra, a na scenie politycznej nieustannie zmieniane są sojusze. Raz młody Tudor opowiada się za pokojem z Francją, tylko po to, aby zaraz go zerwać na rzecz Hiszpanii. Pomimo oczywistych problemów uwaga monarchy jest skupiona na jednym: rozwodzie z pierwszą żoną, Katarzyną Aragońską, po poznaniu i zauroczeniu się piękną Anną Boleyn.

Historia to wspaniała sprawa, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie każdy podziela moją opinię. Od zawsze fascynował mnie fakt, iż mogę poznać zwyczaje i zachowania ludzi z odmiennych warstw społecznych i różnych epok. Możliwość uzupełniania swojej wiedzy rzeczami, które wydarzyły się na długo przed moim urodzeniem jest po prostu intrygująca. Ot, kieruje mną zwykła ludzka ciekawość. Z historią Tudorów, szczególnie Henryka VIII jestem oczywiście zaznajomiona. Nie da się ukryć, że jest to niezwykle pasjonująca postać, której życiorys wywołuje duże zdumienie. Król Anglii zasłynął przede wszystkim swoimi licznymi małżeństwami, których było sześć: z Katarzyną Aragońską, Anną Boleyn, Jane Seymour, Anną z Kleve, Katarzyną Howard i Katarzyną Parr. Jako serialowy i książkowy bohater nie wzbudził mojej sympatii. Niezwykle porywczy, rządzący z pasją monarcha, który z osobistych pobudek pragnął unieważnienia rozwodu z pierwszą małżonką.

Podczas czytania tej książki zwróciłam uwagę na wielowątkowość i możliwość obserwowania poczynań kilku bohaterów na raz. Na początku wprawiło mnie to w zmieszanie, bowiem nie byłam pewna, na czym właściwie opiera się akcja, później jednak zaczęłam doceniać rozbudowaną historię. To, co było moim zdaniem najlepsze to fakt, że intencje niektórych postaci były dla czytelnika jasne i klarowne, a dla króla już nie tak bardzo...

Panowanie Tudorów rozpoczęło się drogą podboju, dlatego ich prawo do tronu było wielokrotnie kwestionowane. Na królewskim dworze było pełno intryg, oszustw i zdrad, które tykały jak bomba, przez co czytelnikowi podczas lektury nieodłącznie towarzyszyło napięcie.

To, co okazało się dla mnie miłą niespodzianką był fakt, że Anne Gracie wszystkie fakty historyczne wyłożyła z niezwykłym wdziękiem i prostotą, przez co nawet osoba, która nie przepada za historią łatwo może odnaleźć się w czytanym temacie.
   
Jak już wiecie, "Dynastia Tudorów: Król, królowa i królewska faworyta" to powieść oparta na serialu, dlatego niestety, ale mało dowiadujemy się z niej o samych emocjach bohaterów, a opisy wydarzeń i miejsc są raczej ubogie. Autorka skupiła się na dobrym odzwierciedleniu pierwowzoru i w tej kwestii nie da się niczego jej zarzucić.
  
A teraz może mniej istotny aspekt, ale równie ważny dla wrażeń estetycznych oka. Pierwsze, co rzuca się na wstępie to pięknie wydana serialowa okładka ze skrzydełkami, na których czytelnik widzi zdjęcia z tejże produkcji, a także może zaznajomić się z interesującymi ciekawostkami.

Podsumowując: Jestem oczarowana tą książką, która znacznie przewyższyła moje oczekiwania! "Dynastia Tudorów: Król, królowa i królewska faworyta" to ciekawa i świetnie napisana powieść, która idealnie łączy fakty historyczne i wątek miłosny odgrywający bardzo istotną rolę w toczącej się akcji. Ponadto jest to niebanalne uzupełnienie swojej wiedzy na temat serialu. Serdecznie polecam!
"Jeśli lew raz pozna własną siłę, to nikt nie będzie w stanie go kontrolować."