my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2019

Teri Terry - „Zresetowana”

Autor: Teri Terry
Tytuł: Zresetowana
Wydawnictwo: Sonia Draga/Młody Book
Liczba stron: 352
Gatunek: fantastyka, fantasy, dystopia, literatura młodzieżowa

Akcja „Zresetowanej” osadzona jest w świecie, gdzie nastolatkowie poniżej szesnastego roku życia, w przypadku, gdy zrobili coś złego (różne przestępstwa, akty terrorystyczne itp.) ich pamięć zostaje zresetowana. Po zresetowaniu stają się oni Zresetowanymi, są niczym tabula rasa - niezapisana, czysta karta. Zresetowaną jest główna protagonistka tej powieści Kyla. Jej pamięć, wszystkie wspomnienia, dane osobowe zostają usunięta, a ona niczym małe dziecko musi się uczyć wszystkiego na nowo. Jednak nie wszystko przebiegło według planów władz, dziewczyna ma bowiem przebłyski z przeszłości, które sprawiają, że Kyla zaczyna kwestionować istniejący porządek rzeczy. A to doprowadzi ją do niebezpiecznych konkluzji...

„Zresetowana” to pierwszy tom trylogii autorstwa Tery Terry. Serii, o której przeczytałam wiele dobrych opinii, a na rozmaitych social mediach widziałam zdjęcia ciekawej i intrygującej okładki. Jest to powieść z mojego ulubionego gatunki - dystopii, nie ciężko jest się więc domyśleć, że nie mogłam przejść wobec tej powieści obojętnie. Trochę sama nadmuchałam sobie bańkę, a trochę pozytywne opinie i jak się domyślacie bańka pękła, a mój zachwyt nie nadszedł, dlatego, że 

„Zresetowana” to mocno przeciętna i zwyczajna pozycja na rynku wydawniczym. Dystopii nie brakuje, a niestety w „Zresetowanej” nie zachwyca przede wszystkim wykonanie. Sama idea resetowania pamięci młodych terrorystów jest ciekawa, ale niestety odniosłam wrażenie, że za bardzo niedopracowana. Zawiodło wykonanie. Teri Terry bardzo po macoszemu przedstawiła swój świat, zabrakło mi pewnych szczegółów i detali. Kreacja świata okazała się zbyt uboga, zabrakło mi opisów, które pozwoliłyby mi lepiej się wczuć w klimat tej książki. Pomysł stworzenia resetu jest sam w sobie intrygujący, ale sposób przedstawienia nie bardzo. Autorka nie przedstawiła żadnej genezy, co z czym, tylko jakieś marne urywki.

Wyżej wspomniałam, że w „Zresetowanej” zawiodło wykonanie. Mała ilość opisów i genezy całej historii to jedno, ale zabrakło także dynamicznej i wartkiej akcji. Fabuła w tej powieści toczy się bardzo wolno, dopiero pod koniec książki robi się ciekawie, natomiast przez ponad połowę trochę się wynudziłam i zmuszałam do czytania. Zabrakło mi dynamizmu w akcji, nawet lekkie pióro pisarki nie sprawiło, że ta historia mnie wciągnęła. Niestety.

Zresetowana” to moim zdaniem na dzisiejszym rynku wydawniczym, pełnych dystopii, książka, która wypada mocno przeciętnie. Jest więcej ciekawszych powieści z dynamiczną akcją, dobrym pomysłem i wykonaniem. A tutaj jest niestety trochę niewykorzystany potencjał i nie wiem, czy zadecyduje się sięgnąć po kontynuację.
Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 21 stycznia 2013

(14). E.L James - Nowe oblicze Greya


 
 
Autor: E.L James
Tytuł: Nowe oblicze Greya
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 688
Moja ocena: 3/10

Ich przypadkowe spotkanie dało początek fali namiętności, która z czasem wcale nie osłabła. Wspólna codzienność okazała się nie lada wyzwaniem, któremu Anastasia i Chrstian dzielnie stawiają czoła w imię łączącego ich uczucia. Kochankowie wciąż dryfują po wzburzonym morzu uczuć, targani namiętnością i rozterkami, niepewni tego, co zgotuje im los. Czy najbardziej poruszająca historia miłosna tego roku zakończy się happy endem? A może piękny sen przerwie były szef Any, Jack Hyde, który poprzysiągł zemsty i cierpliwie czeka na swoją szansę?

Zazwyczaj kiedy kończę przygodę z jakąkolwiek serią towarzyszy mi żal. Jak to, tak szybko? Z trylogią "Pięćdziesięciu twarzy Greya" pożegnałam się z wielką przyjemnością. Zakończyłam ją, nie mam jakichś głębszych refleksji na jej temat, bo i książka na nie nie zasługuje. Ale o tym później. Najpierw parę słów o książce.  
Studentkę literatury, nieśmiałą i zagubioną Anastasię Steele połączyło uczucie z bogatym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Wydawało się, że są między nimi różnice nie do przełknięcia, bowiem Ana pragnęła prawdziwego związku "z kwiatuszkami i serduszkami", a Christian postanowił jej to dawać, a przynajmniej tyle, ile mógł z obawy, że ją straci. Wydawało się, że po zaręczynach wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie, nic bardziej mylnego!Jeśli ktoś sądzi, że ostatnia część jest inna od poprzednich, cóż... to się wyraźnie rozczaruje. W każdym razie ja postanowiłam przebrnąć przez te 25 rozdziałów, jako, że już miałam książkę pod ręką.O ile to możliwe, Ana i Christian coraz bardziej doprowadzali mnie do szału. Miałam już dość ciągłego wysłuchiwania "kocham cię", kto by pomyślał, że w NAPRAWDĘ krótkim czasie zrodzi się między nimi takie uczucie? Przecież to książka, a tam wszystko jest możliwe, ale po kolei.W "Nowym obliczu Greya" nadal brakuje tego, co w poprzednich: napięcia i akcji. W trzeciej części seks Any i Christiana poprzetykany jest zemstą Jacka Hyde'a. Tak jakby autorka wcisnęła go tam, po to, aby "był". Brakowało temu wątkowi polotu. Zwyczajnie nie wyszedł. Wewnętrzna bogini Any nadal jest - jakby ktoś się łudził, że zniknie... Christian nadal kontroluję Anę (kto by pomyślał, że zwykłe wyjście na drinka z przyjaciółką może tak wkurzyć Szarego?). Napięcie buduje się stopniowo, w tej serii tego zabrakło, ale zresztą nie tylko tego. Dosłownie 5 ostatnich rozdziałów jest momentem kulminacyjnym, a ostateczne starcie trwa dwa zdania, po to, aby autorka szybciej mogła pojednać Anę i Christiana.Odnoszę wrażenie, że E.L James nie potrzebuje innych bohaterów, oprócz dwóch głównych. Bardzo mało było postaci drugoplanowych i nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby Anie i Christanowi nic nie brakowało (a brakuje wiele).Wspomnę jeszcze o tym, że na końcu książki mamy punkt widzenia Christiana, który jak dla mnie nic nie wniósł.
Skończyłam trylogię "Pięćdziesiąt twarzy Greya" ze szczęściem, że w końcu kończę przygodę z tą serią. Pewnie niektórym wydaje się, że jest to książka warta polecenia, ale ja ostatecznie mówię: nie! Dałam jej szansę, bo sądziłam, że coś się zmieni, może na lepsze, ale czekałam, czekałam, a zmian nie było. Jednak pewnie dużo czytelników samych będzie chciało się przekonać, czy jest to seria warta uwagi, więc proszę bardzo.

niedziela, 20 stycznia 2013

(13). E.L. James - Ciemniejsza strona Greya

   
 
Autor: E.L James
Tytuł: Ciemniejsza strona Greya
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 632
Moja ocena: 3/10

Ich przypadkowe spotkanie dało początek fali namiętności, która z czasem wcale nie osłabła. Wspólna codzienność okazała się nie lada wyzwaniem, któremu Anastasia i Chrstian dzielnie stawiają czoła w imię łączącego ich uczucia. Kochankowie wciąż dryfują po wzburzonym morzu uczuć, targani namiętnością i rozterkami, niepewni tego, co zgotuje im los. Czy najbardziej poruszająca historia miłosna tego roku zakończy się happy endem? A może piękny sen przerwie były szef Any, Jack Hyde, który poprzysiągł zemsty i cierpliwie czeka na swoją szansę?
 
"Ciemniejsza strona Greya" to kontynuacja "Pięćdziesięciu twarzy Greya" - bestsellerowej serii E.L. James. Historii nietypowej miłości milionera Christiana Greya oraz studentki literatury Anastasii Steele.
Sięgnęłam po dalszy ciąg "Pięćdziesięciu twarzy Greya" z obojętnością, bo myślę, że tak właśnie należy to nazwać. Po pierwszą część sięgnęłam z niemałą ekscytacją, oczekując NAPRAWDĘ czegoś DOBREGO. Pierwsza część przyniosła duże rozczarowanie, a że zaczęłam to i chciałam skończyć tę trylogię i szybciej mieć ją za sobą.

„Stoję przed nim naga i pozbawiona wstydu i wiem, że jest tak dlatego, iż on mnie kocha. Nie muszę się już chować. Christian nic nie mówi, jedynie patrzy. Widzę jego pożądanie, wręcz uwielbienie, i coś jeszcze, siłę jego pragnienia – siłę jego miłości do mnie.”
 Jeśli ktoś liczy, że nagle nastąpi wielkie objawienie i książka będzie pochłaniająca i pełna napięcia to się zwyczajnie rozczaruje. Fakt, styl pisania autorki uległ małej poprawie, ale na litość boską bez przesady! Nadal bardzo wiele jej brakuje. Książka w ogóle nie wciąga i śmiem twierdzić, że z trzecią, a zarazem ostatnią częścią będzie tak samo. Czytam, bo nawet troszeczkę jestem ciekawa czy będą razem. Dlatego wolę tę serię skończyć od razu niż zostawić na później, bo pewnie i tak o szczegółach tejże serii zapomnę za miesiąc, a za dwa będę pamiętała, że była jakaś tam niewinna i okropnie wykreowana postać Anastasia Steele oraz jakiś milioner Christian Grey.
O ile Christian najbardziej podobał mi się ze wszystkich postaci, ponieważ nie da się ukryć, był najbardziej wyrazisty, to teraz powoli zmieniam zdanie. Biedna, nieśmiała Ana zamieni parę zdań z jakimś mężczyzną, a Christian obraża się niczym małe dziecko. Co chwilę mamy okazję czytać jaki to pan Szary (cóż, sądzę, że wolałabym gdyby zostawiono w oryginale) jest idealny i jak ona bardzo go kocha. Jeszcze trochę i założy mu ołtarzyk.
Ana trochę się stawiała Christianowi w tej serii, ale nadal pozostawała potulna i kiwała głową na wszystko, co mówiła miłość jej życia. Na litość boską, niech ona w końcu pokaże pazur! O wewnętrznej bogini pisałam w recenzji pierwszej części i nadal zdania nie zmieniłam.
Podsumowując: styl pisania autorki uległ poprawie, ale nadal uważam, że ta seria wcale nie zasługuje na popularność, którą obecnie się szczyci. Jest o wiele więcej lepszych książek.

sobota, 29 grudnia 2012

(8). E.L. James - Pięćdziesiąt twarzy Greya

   
 
Autor: E.L James
Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 608
Moja ocena: 3/10

Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.

Studentka literatury Anastasia Steele przeprowadza wywiad z młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Niezwykle przystojny i błyskotliwy mężczyzna budzi w młodej dziewczynie szereg sprzecznych emocji. Fascynuje ją, onieśmiela, a nawet budzi strach. Przekonana, że ich spotkania nie należało do udanych, próbuje o nim zapomnieć – tyle że on zjawia się w sklepie, w którym Ana pracuje, i prosi o drugie spotkanie.

Młoda, niewinna dziewczyna wkrótce ze zdumieniem odkrywa, że pragnie tego mężczyzny. Że po raz pierwszy zaczyna rozumieć, czym jest pożądanie w swej najczystszej, pierwotnej postaci. Instynktownie czuje też, że nie jest w swej fascynacji osamotniona. Nie wie tylko, że Christian to człowiek opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych warunkach…

Czy wiszący w powietrzu, pełen namiętności romans będzie początkiem końca czy obietnicą czegoś niezwykłego? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?
 

Sięgając po "Pięćdziesiąt twarzy Greya" naprawdę liczyłam na coś, co mnie zainteresuje i pochłonie. Czasem miło jest odpocząć od fantastyki, choć w mojej bibliotece jest mało takich pozycji, to zawsze sięgam z przyjemnością po taką odmianę. Z pozytywnym nastawieniem sięgnęłam po tę książkę nazywaną prawdziwym fenomenem literackim, który podbił serca milionów kobiet.
 „Naszym celem jest sprawianie przyjemności Panno Steele.”
Młodziutką studentkę Anastasię Steele i starszego o kilka lat bogatego przedsiębiorcę Christiana Greya połączyła wielka miłość. Dość nietypowa, bowiem Christian nie chce normalnego związku, chce, aby Anastasia została Uległą, a on był jej Panem.
Christian Grey ma niecodzienne preferencje seksualne, ma to jednak głębszy sens związany z jego dzieciństwem. Mam wrażenie, że autorka mogła tę serię poprowadzić w naprawdę ciekawy sposób, ale ostatecznie skończyło się na dosyć śmiesznym erotyku, gdzie jęczenie Any mamy co dwie strony. Dodajmy do tego jeszcze niesamowicie ubogi styl pisania autorki i powtórzenia na masową skalę! Erika Leonard jedyne skupiła się na seksie, a nawet wtedy brakowało jej odpowiedniego słownictwa, przez co nastrój pryska i wygląda to komicznie. Warto dodać, że resztę akcji puściła luzem. Efekt z tego jest taki, że Anastasia Steele jest okropnie wykreowaną postacią, przez co czytelnik nawet nie może utożsamiać się z tak irytującą i naiwną bohaterką, a czyż nie o to właśnie chodzi? Pustą, uganiającą się za milionerem i liczącą, że może go zmienić w ciągu paru tygodni ich znajomości. Nie mogę zapomnieć o niesamowicie wkurzającej wewnętrznej bogini Any (przez nią parę razy miałam ochotę rzucić tę książkę w kąt), która wszystko komentuje i przeżywa razem z główną bohaterką. Jest to śmieszne i żałosne, ale mimo to nie mogę powiedzieć, że "Pięćdziesiąt twarzy Greya" mnie nie wciągnęło. Mimo wszystko zastanawiam się jak potoczy się historia Any i Christiana. Intryguje mnie co przeszedł, że stał się takim a nie innym człowiekiem. W odróżnieniu od niepewnej studentki bogaty przedsiębiorca jest jej przeciwieństwem - przystojny, nawet trochę romantyczny, a nie tylko perwersyjny. Jak wspomniałam, Christian Grey ma swoje drugie dno. Nie da się nie zauważyć, że autorka mocno wzorowała się na zmierzchu: mamy drugą Bellę i perfekcyjnego Edwarda, z dodatkiem scen seksu. Zaciekawiło mnie ta pozycja na tyle, że sięgnę po drugą część. Uważam, że można byłoby zrobić z niej niezłą książkę, gdyby zmienić język, ograniczyć sceny seksu oraz przede wszystkim nauczyć się stopniowo budować napięcie. Ilekroć autorka przynudzała, dawała nam scenę seksu, a później znowu wracała do przynudzania. Męczący jest ten schemat.
Całkowicie nie rozumiem fenomenu tej książki, ja sięgnęłam po nią z czystej ciekawości licząc na wielkie olśnienie. Oczywiście wcale tak nie było. Ciężko mi polecić tę książkę, bo była zwyczajnie słaba. Jednak skoro jest taki bestsellerem to musi w niej coś być, prawda?