my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2020

PRZEDPREMIEROWO: Lily Graham - "Dziecko z Auschwitz"

Znalezione obrazy dla zapytania: dziecko z auschwitz lily
Autor: Lily Graham
Tytuł: Dziecko z Auschwitz
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: -
Gatunek: literatura piękna
Premiera: 11.03.2020r.

Eva Adami wiedzie udane życie wraz ze swoim mężem Michalem w Pradze. Bardzo się kochają i są pewni, że przed nimi jeszcze wiele lat szczęśliwego życia. Jednak bardzo szybko okazuje się, że wojna dociera także do Czech.

Jest rok 1942. Zdesperowana Eva wsiada do pociągu jadącego do Auschwitz. Wszystkie jej działania podyktowane są miłością do jej męża. Michal bowiem wsiadł do pociągu jadącego do obozu sześć miesięcy temu.

Pociąg ten odbywa dwudniową podróż do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Ludzie w nim przebywający są stłoczeni razem i traktowani jak zwierzęta. Przetrwać Evie pozwalają tylko myśli, że w końcu spotka swojego ukochanego. Szybko jednak okazuje się, że Michala nie ma w Auschwitz, a ją czeka prawdziwa walka o przeżycie. Na miejscu spotyka ją obozowa rzeczywistość. Wyczerpująca do granic sił praca w ciężkich warunkach. Z nią w obozie przebywa jej najlepsza przyjaciółka Sofie. Obie razem będą próbowały przeżyć w straszliwych warunkach, którzy zgotowali im inni ludzie, Niemcy.

Czy Evie uda się jeszcze kiedykolwiek spotkać swojego męża?

Tematyka obozowa jest bardzo ciężkim tematem. Trudno jest oddać obozową rzeczywistość na kartach kilkuset zapisanych stron. Trzeba jednocześnie okazać się dużą wiedzą, szacunkiem oraz delikatnością. Uważam jednak, że Lily Graham podołała temu zadaniu. W opisaną przez nią historię Żydówki z Czech wciągnęłam się już od pierwszych stron. Przemoc, która przewija się w obozie, z każdym przeczytanym zdaniem coraz bardziej mną wstrząsała. Pomimo tego, że minęło tyle lat, nadal ciężko jest mi uwierzyć, że to ludzie ludziom mogli zgotować tak nieludzkie warunki. "Dziecko z Auschwitz" to fikcja literacka, która jest inspirowana prawdziwymi zdarzeniami. Ja jednak w czasie czytania czułam, jakby wszystkie wydarzenia opisywane w tej książce wydarzyły się naprawdę. A wydarzyć mogły się jak najbardziej, ponieważ: "Z akt wynika, że w Auschwitz-Birkenau urodziło się przynajmniej siedemset dzieci. Do dziś wiemy tylko o garstce, która przetrwała."

"Dziecko z Auschwitz" to pierwsza książka o tematyce obozowej, którą przeczytałam. I przyznam, że lektura tej książki ogromnie mną wstrząsnęła. Wywołała całą szeroką emocję gamy, poczynając od szoku, a skończywszy na wzruszeniu. To niezwykle smutne i straszne, że ludzie ludziom zgotowali taki los. Jak można traktować kogoś jak kogoś gorszego sortu tylko dlatego, że jest innej narodowości? Ta powieść naprawdę mnie poruszyła. To dlatego, że to wszystko przecież wydarzyło się naprawdę. Auschwitz nie jest wymyślonym miejscem przez autorkę. Lily Graham świetnie oddała emocje towarzyszące bohaterom. Ciężko było nie zaangażować się emocjonalnie w lekturę tej książki. To jest po prostu niemożliwe.

"Dziecko z Auschwitz" to poruszająca książka o tematyce obozowej. Ciężko jest przeczytać ją bez emocji. Powieść ta jednocześnie daje czytelnikowi nadzieję, że człowiek może przetrwać w każdych warunkach. Lily Graham inspirowała się prawdziwymi zdarzeniami, lecz jej powieść nie jest odzwierciedleniem faktów. To nadal fikcja literacka, jednak nie przeszkadzało mi to w lekturze tej historii. Polecam!
Moja ocena: 10/10


piątek, 29 listopada 2019

Victoria Scott - "Ogień i woda"

Autor: Victoria Scott
Tytuł: Ogień i woda
Wydawnictwo:  Iuvi
Liczba stron: 368
Gatunek: fantastyka, literatura młodzieżowa

Tella Holloway ma szesnaście lat i nic w jej życiu nie układa się tak jak powinno. Nastolatka ma ciężko chorego brata i żaden lekarz nie może ustalić co mu dokładnie dolega. Rodzice nastolatków decydują o przeprowadzce do Montany, aby jej brat - Cody mógł oddychać "świeżym powietrzem". Tella jest zmuszona zostawić swoich wszystkich przyjaciół w Bostonie i rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu. Pewnego dnia, krótko po przeprowadzce nastolatka otrzymuje informacje o tajemniczym Piekielnym Wyścigu... Nagrodą za wygraną w wyścigu jest lekarstwo na każdą chorobę. Tella rozpaczliwie pragnie uratować brata, ale nie ona jedna, bowiem w tym wyścigu biorą osoby równie zdesperowane co ona... Osoby, które są zdolne do poświęceń, tak samo jak Tella.


"Ogień i woda" to książka, o której słyszałam już kilka lat temu, jednak nigdy wcześniej nie miałam okazji jej przeczytać. Słyszałam jednak same pozytywne opinie, a więc moje oczekiwania były wysokie. Dużo słyszałam o podobieństwach do "Igrzysk śmierci" i fakt, powieść trochę przez ten wyścig i klimat przypomina dzieło Suzanne Collins. Nie jest jednak słabsze, wręcz przeciwnie - dorównuje mu poziomem. Zdecydowanie książka Victorii Scott sprostała moim oczekiwaniom. To świetna historia, niezwykle wciągająca i dopracowana. Victoria Scott pisze w sposób zrozumiały i prosty, ale jednocześnie w samej historii nie brakuje dokładnych opisów, które pozwalają czytelnikowi na zobrazowanie umiejscowienia akcji. Fabuła w całej książce toczy bardzo dynamicznie, czytelnik praktycznie od razu zostaje rzucony w wir wydarzeń. Właśnie ten dynamizm akcji czyni "Ogień i wodę" tak dobrą książką. Dynamizm sprawia, że ciężko oderwać się od lektury. Ciągle mówiłam sobie, jeszcze jeden rozdział, jeszcze jeden, aż w końcu skończyłam czytać całą książkę.


Największą zaletą książki "Ogień i woda" jest pomysł. Pomimo tego, że dzisiejszy rynek wydawniczy jest przesycony tego typu powieściami, autorce nadal udało się wyróżnić. Piekielny Wyścig to ciekawa idea, która została świetnie przedstawiona przez Victorię Scott. Jest niezwykle


Victoria Scott ukazuje, jak wiele są zdolni zrobić ludzie, aby chronić tych, którzy kochają. Jak daleko sięga ludzkie poświęcenie, gdzie kończy się granica zła i dobra i czy taka istnieje, kiedy chodzi o dobro naszych bliskich? Pani Scott ukazuje ludzkie oblicza, które pokazują się w ekstremalnych sytuacjach. Bohaterowie zawierają sojusze i jednocześnie walczą o swoje przetrwanie. To była naprawdę świetna podróż przez dżunglę i pustynie. Świetnie spędziłam czas przy lekturze "Ognia i wody" i na pewno szybko nie zapomnę o tej historii.


"Ogień i woda" miało tak zaskakujące zaskoczenie, że nie sposób nie sięgnąć po kontynuację. To powieść, która wciąga już od pierwszej strony. Gdy zaczęłam ją czytać, dosłownie nie mogłam się oderwać i po przeczytaniu ostatniej kartki bardzo żałowałam, że nie mam od razu przed sobą drugiego tomu "Kamień i sól". Serdecznie polecam nie tylko fanom "Igrzysk śmierci", ta książka chwyta za serce i zaskakuje.  Pomimo tego, że jest to powieść młodzieżowa, to zabrała mnie w interesującą i niezapomnianą podróż.

Moja ocena: 10/10

wtorek, 13 sierpnia 2019

Colleen Hoover - "It ends with us"


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: It ends with us
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Lily Bloom to dwudziestotrzyletnia kobieta, która ma za sobą trudne doświadczenia i przemoc w rodzinie. Bohaterka chce zapomnieć o swojej przeszłości przeprowadza się do Bostonu, aby zacząć nowe i lepsze życie. Tam, kobieta spełnia swoje marzenie i otwiera własną kwiaciarnię, którą prowadzi z prawdziwą pasją i zaangażowaniem. 
Pewnego dnia Lily poznaje ambitnego lekarza, Ryle'a Kincaid'a. Między obojgiem od razu pojawia się nić porozumienia i wzajemne przyciąganie. Między obojgiem rodzi się trudna do pokonania wzajemna fascynacja. Nic jednak nie jest takie, jakie się wydaje... A w sercu Lily wciąż ma miejsce jej pierwsza miłość z dzieciństwa.

Colleen Hoover to niezwykle popularna pisarka, jej twórczość dla mnie również nie pozostaje obca. Mam za sobą kilka książek tej pisarki, wszystkie wspominam bardzo dobrze. Najbardziej przypadły mi do gusty jej interesujące pomysły na fabułę, a przede wszystkim bardzo dobry warsztat pisarski."It ends with us" to kolejna jej powieść, po którą sięgnęłam i która mnie nie zawiodła. Poprzeczkę postawiłam wysoko, ale ta powieść zdecydowanie jej sprostała. To będzie moja ulubiona książka pani Hoover. Naprawdę, jestem nią zachwycona i oczarowana!

"It ends with us" porusza mocny temat, jakim jest przemoc w rodzinie. Główna bohaterka, Lily Bloom nie miała łatwego życia z despotycznym ojcem i uległą matką. Jednak poradziła sobie i znalazła lepsze życie w Bostonie. Temat przemocy w rodzinie mam wrażenie jest trochę tematem tabu. Nie rozmawia się o nim, a osoby borykające się z tym problemem unikają przyznania się przed samymi sobą, że przemoc jest obecna w ich życiu. Colleen Hoover wiele mi uświadomiła tą powieścią. Zawsze patrzy się na kobiety będące w związkach pełnych agresji i przemocy z pogardą, z wypisanym pytaniem "Dlaczego ona z nim jest?". Pani Hoover pokazała, że to wcale nie jest takie proste, jakby się wydawało. To odejście wcale nie jest łatwym zadaniem. Kobiety, które żyją w takich związkach często robią to z jednego powodu... bo kochają. Kochają i ciągle tłumaczą sobie, że będzie lepiej, że nie chciał... Ciągle pojawia się jakaś wymówka, a kiedy są dzieci, jest jeszcze ciężej. Wielki plus dla Colleen Hoover za ukazanie siły kobiet, które się zmagały z przemocą. Wielki szacunek wzbudziła we mnie nie tylko Lily Bloom, ale także Jenny Bloom, jej matka.

"It ends with us" to książka, która jest świetna, a na to wpływa kilka czynników. Nie tylko fabuła, nie tylko bohaterowie, ale także sam kunszt pisarski. A ten Colleen Hoover ma naprawdę dobry. Uwielbiam jej warsztat pisarski. Jest prosty, ale jednocześnie nie brakuje w nim obrazowych opisów, pięknych cytatów, przesyconych emocjami. Hoover ma naprawdę unikalny styl pisania. Umie przelać na papier prawdziwe emocje. Już wcześniej polubiłam jej książki, a przez tą historię pani Hoover staje się jedną z moich ulubionych pisarek!

Lektura "It ends with us" pochłonęła mnie bez reszty. Cudowna, świetnie napisana książka z mocnym przekazem, która zapada w pamięć. Cała historia wciągnęła mnie już od pierwszej strony, do połowy lektury myślałam, że wiem czego się spodziewać, ale okazało się, że nie wiem. Autorka nieźle mnie zaskoczyła dalszym przebiegiem fabuły. "It ends with us" nie przypomina innych książek Colleen Hoover. Ta historia jest bardziej dojrzalsza, pełna głębi i ukrytego mroku. Przysparza wiele różnych emocji. Powieść ta uczy, aby nie patrzeć na przemoc w rodzinie stereotypowo, żeby nie szykanować kobiet, które tkwią w takich związkach. To książka, która na długo zapadnie mi w pamięć! Bardzo polecam!
Moja ocena: 10/10

www.instagram.com/xrosexmarie

piątek, 7 czerwca 2019

Melissa Albert - "Hazel Wood"

Autor: Melissa Albert
Tytuł: Hazel Wood
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 376
Gatunek: fantastyka, literatura młodzieżowa

TRZYMAJ SIĘ Z DALA OD HAZEL WOOD

Alice Crewe ma siedemnaście lat i większość swojego życia spędziła w drodze, uciekając razem ze swoją matką przed prześladującym je pechem. Nastolatka nie ma łatwego życia, razem ze swoją matką Ellą musi się ciągle przeprowadzać, nie przywiązując się do żadnego miejsca ani żadnych ludzi. Pewnego dnia kobiety myślą, że prześladujący je pech się skończył wraz ze śmiercią babki nastolatki, autorki kultowych, mrocznych opowiadań "Opowieści z Uroczyska". Okazuje się jednak, że prawdziwy pech dopiero się zaczyna. Ginie bowiem matka Alice, a dziewczyna, aby ją odnaleźć będzie musiała wyruszyć w niebezpieczną podróż...  Niebezpieczną podróż do mrocznej posiadłości należącej do babki Alice - do Hazel Wood. Towarzyszyć będzie jej ekscentryczny wielbiciel twórczości jej babci - Ellery Finch.

"Hazel Wood" to książka będąca połączeniem klimatu dark fantasy z baśnią. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej i dopracowanej w każdym szczególe powieści. Jestem zachwycona stworzoną przez Melissą Albert historią. Jest to coś nowego, oryginalnego, coś, czego zdecydowanie nigdy wcześniej nie czytałam. Za sam pomysł mogę dać autorce ocenę 10/10, natomiast jeżeli chodzi o całą resztę o wykonanie, akcję i bohaterów, również mogę wszystko ocenić na 10. Cieszę się, że pomimo tego, że na rynku wydawniczym jest wiele powieści młodzieżowych z gatunku fantasy, wciąż znajdują się pisarki, które tworzą coś oryginalnego, wyróżniającego się, a przede wszystkim z zachwycającym tajemniczym klimatem. Lektura "Hazel Wood" minęła mi tak szybko, że żałowałam, że dotarłam już do końca. Przez całą książkę sunęłam po napisanych na kartce słowach, chłonąć każde zdanie ciekawa, co się dalej wydarzy. Naprawdę, dosłownie czytałam z wypiekami na twarzy. Właśnie dla takich książek uwielbiam czytać. Dla książek przez które zapominam o całym otaczającym mnie świecie.

"Hazel Wood" to mroczna, przepełniona klimatem i tajemniczością książka, której grupą docelową jest młodzież. Jestem jednak pewna, że świat wykreowany przez Melissę Albert przypadnie także do gustu starszym czytelnikom. Połączenie dark fantasy, baśni i elementów grozy sprawia, że nawet starsi czytelnicy znajdą w tej powieści coś dla siebie. Ta książka to tylko pozornie historia o baśniowych opowieściach rodem z Disneya. Tutaj nie znajdzie się nic cukierkowego, wręcz przeciwnie - autorka stworzyła baśnie pełne grozy i mroku, nie są to żadne disneyowskie bajeczki. Melissa Albert w "Hazel Wood" odarła baśnie z ich bajkowego klimatu z dobrym zakończeniem, tworząc coś przeciwstawnego. Właśnie ten aspekt czyni tą powieść tak oryginalną i wyróżniającą się. Wraz z każdą przeczytaną stroną rośnie w czytelniku uczucie niepokoju i grozy. Ponadto Melissa Albert ma genialny kunszt pisarski. Jej styl pisania jest prosty i bardzo przystępny, a jednocześnie naprawdę zachwycający. Zdarzały się cytaty, które czytałam po kilka razy, tak zachwycona nimi byłam. Styl pisania autorki jest nasycony ciekawymi opisami i dialogami. 


"Opowieści z Uroczyska" to opowiadania stworzone przez babkę Alice. Są one kluczowym elementem fabuły w "Hazel Wood". Autorka splata Uroczysko wraz z normalnym, ludzkim światem. To połączenie jest naprawdę niezwykłe i intrygujące. "Hazel Wood" nie przypomina nic, co bym wcześniej czytała. To wielowątkowa powieść z dużym potencjałem do odkrycia. Autorka udowadnia, że nadal jest wiele pomysłów na stworzenie dobrej, wciągającej książki. W "Hazel Wood" magia przeplata się z mrokiem, a fantazja z rzeczywistością, autorka udowadnia, że słowa mają ogromną moc. Ta powieść wywołuje w czytelnik uczucie niepokoju i pewnej dziwności. Czytelnik wie, że czyta coś niezwykłego. Zdecydowanie polecam! Nie oderwiecie się od tej książki aż do samego końca. Z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji!
Polecam: 10/10

piątek, 19 kwietnia 2019

Cecelia Ahern „Skaza”


Autor:
 Cecelia Ahern

Tytuł: Skaza
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 448
Gatunek: fantastyka, fantasy, dystopia


"Skaza" to pierwsza część cyklu autorstwa Cecelii Ahern, do tej pory dobrze znanej czytelnikom z powieści obyczajowych i romansów. Ja również znam twórczość tej pisarki i bardzo ją lubię, więc gdy zauważyłam nową jej powieść "Skaza", od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. A gdy przeczytałam opis i zobaczyłam, iż Cecelia Ahern próbuje swoich sił w powieściach fantastycznych, czyli innego gatunku niż do którego nas przyzwyczaiła wiedziałam, że muszę przeczytać tą pozycję. Skończyłam i wiecie co? To było cudowne spotkanie.

Akcja "Skazy" osadzona jest w dystopijnym świecie. W świecie, w którym ludzie muszą być idealni, zakładać maski, i dopasować się do społeczeństwa. Tym krajem rządzi Trybunał. Niegdyś tym państwem rządzili politycy, którzy postępowali niemoralnie i tym samym doprowadzili kraj do upadku. Nowe władze nauczyły się na błędach i stworzyły nowy system. System, który eliminuje moralnie skażonych ludzi. To niezwykle surowe prawo, przez które moralnie skażeni ludzie otrzymują wypalony znak S i stają się Naznaczonymi. Żyją oni na granicy społeczeństwa, są postrzegani jako źli i brudni, a od pory naznaczenia obowiązują ich inne, czasem absurdalne reguły niż resztę społeczeństwa. Muszą się oni całkowicie podporządkować państwu, muszą przestrzegać określonej diety, godzin policyjnych i innych zasad. Ponadto są oni kontrolowani przez specjalnie wyznaczone osoby przez rząd - Demaskatorów. Ich życie od momentu naznaczenia jest kontrolowane, są oni pogardzani przez społeczeństwo.

W takim świecie żyje główna bohaterka "Skazy" siedemnastoletnia Celestine North. To ułożona i inteligentna dziewczyna, która wszystkim wydaje się idealna. Postępuje w sposób moralny, dobrze się uczy, potrafi odpowiednio zachować się w społeczeństwie. Wydaje się być obywatelem idealnym, bez skazy. Do pewnego feralnego dnia, który zmienia wszystko. Celestine wskutek jednego wydarzenia zostaje postawiona przed Sądem. Zostaje ona naznaczona okropnymi i strasznymi bliznami, z którymi musi żyć do końca życia. Ponadto zostaje ona ikoną rewolucji i nadziei wielu Naznaczonych. Jej życie od momentu naznaczenia staje się niebezpieczną walką.

"Skaza" to fantastyczna książka. Dawno nie czytałam tak świetnie napisanej i poruszającej historii od tej, którą przedstawiła Cecelia Ahern. Miałam obawy, czy pisarka, która do tej pory specjalizowała się raczej w innych gatunkach sprosta zadaniu. Moje obawy były bezpodstawne. Gdy tylko zaczęłam czytać, dosłownie przepadłam. "Skaza" pochłonęła mnie od początku, do samego końca dosłownie czytałam z wypiekami na twarzy. Opowieść o Celestine tak mnie wciągnęła, że skończyłam czytać "Skazę" w ciągu pięciu godzin! 

Świat wykreowany przez Cecelię Ahern jest przerażający. Pomyślcie sobie - drobna skaza, odstawanie od społeczeństwa może Was skazać na bycie moralnie skażonym. To straszna wizja, przecież nikt z nas nie jest idealny, wszyscy popełniamy błędy i się na nich uczymy. Istotą "Skazy" i systemu, który panuje w tej powieści jest to, że ludzie nie powinni uczyć się na błędach, ponieważ to nic nie daje i powinni być oni perfekcyjni. Przecież to jest niewykonalne i straszne, przedstawia przede wszystkim pewną lekcję i mądrość, że życie w takim społeczeństwie jest absurdalne i niemożliwe, a nic co ludzkie nie jest nam obce.

Cecelia Ahern podołała zadaniu stworzenia historii dystopicznej. Dodatkowo, co ogromnie mnie cieszy, "Skaza" jest tak samo emocjonująca jak inne książki tej pisarki. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, iż Ahern specjalizuje się w emocjach i ich opisywaniu.

Bardzo polubiłam główną protagonistkę, Celestine. Nie lubię buńczucznych, głupio odważnych i nierealnych bohaterek. Celestine taka nie jest. Nigdy nie ukrywała swojego przerażenia sytuacją, w której się znalazła, w końcu jest tylko nastolatką. Umie jednak się ona dopasować do nowej sytuacji, a czasem chce i staje się ikoną rewolucji, choć ciągle w głębi jest przerażona tym, co się wokół niej dzieje. 

"Skaza" to niezwykła historia, która przypadnie go gustu nawet osobom, które nie gustują w dystopiach. Sądziłam, że ocena tej powieści jest mocno zawyżona, ale się myliłam. Wartka i dynamiczna akcja, świetnie wykreowani bohaterowie i ciekawa, wciągająca fabuła to tylko ułamek tego, co Was czeka. Cecelia Ahern stworzyła przesyconą emocjami historię. Zdecydowanie polecam!
Moja ocena: 10/10


piątek, 11 września 2015

PRZEDPREMIEROWO: Suzanne Young - Plaga samobójców

Autor: Suzanne Young Tytuł: Program część 1. Plaga samobójców. Wydawnictwo: Feeria Young Liczba stron: 455 Premiera: 23 wrzesień

Gdy tylko zobaczyłam "Plagę samobójców" w zapowiedziach na wrzesień od Wydawnictwa Feeria Young wiedziałam, że jest to książka wprost stworzona dla mnie. Na początku nie skojarzyłam, iż jest to powieść, o której słyszałam już wcześniej, jeszcze przed polską premierą. Oryginalny tytuł tego dzieła bowiem brzmi "The Program" i ma charakterystyczną, żółtą okładkę. Pamiętam, że już wtedy zaintrygowała mnie ta nowość, ponieważ staram się na bieżąco śledzić nowości książkowe, szczególnie dystopie, które są jednym z moich ulubionych gatunków. Wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie i radość, gdy odkryłam, że "Plaga samobójców" to w istocie powieść, którą mam na oku już od długiego czasu. Nie trudno więc się domyślić, że moje oczekiwania były bardzo wysokie i z szerokim uśmiechem na twarzy mogę stwierdzić, że w ogóle się nie rozczarowałam.

Wybuchła fala licznych samobójstw popełnianych przez nastolatków. Nie minęło wiele czasu, gdy zaczęto określać to epidemią. Władze zostały zmuszone, aby poradzić sobie z tym problemem i w ten oto sposób powstał Program, do którego trafiają chorzy i który ma za zadanie ich wyleczyć. Wszystko z pozoru wydaje się naprawdę świetnie zorganizowane. Osoby, które tam trafiają naprawdę zdrowieją i nie mają więcej samobójczych myśli. Jest tylko jeden mankament... Pacjenci Programu tracą większość swoich wspomnień, a w efekcie zapominają i nie wiedzą, kim w ogóle są.

Siedemnastoletnia Sloane wraz ze swoim chłopakiem Jamesem nie mogą doczekać się ukończenia osiemnastu lat, ponieważ wtedy nie będą oni objęci zasięgiem Programu. Główna bohaterka pragnie jedynie uchronić siebie oraz miłość swojego życia przed utratą wszystkich wspomnień. Niestety, okazuje się, że w świecie, gdzie panuje epidemia samobójstw wcale nie jest tak łatwo pozostać zdrowym...

Dystopie mają to do siebie, że dosyć ciężko tutaj o oryginalność. Wiele motywów i pomysłów zostało już najzwyczajniej w świecie przerobionych. Jednak Suzanne Young udowodniła, że owszem, jest możliwe, aby wyrwać się z okrutnych szpon sztampowości i nudy. Stworzona przez nią historia jest nie tylko ciekawa, ale także skonstruowana w naprawdę sprytny i intrygujący sposób. Autorka nie podała wszystkiego swoim czytelnikom na tacy. W pierwszej części serii Program koncepcja młodych osób masowo popełniających samobójstwa została wręcz jedynie lekko zarysowana, a w zasadzie nie dowiedziałam się, jaki powód stoi za tą epidemią. I choć w innym przypadku czułabym niedosyt i złość, to w tej konkretnej książce okazało się to strzałem w dziesiątkę. Rozbudziło to jedynie moją ciekawość. Ciekawość, która rosła wraz z każdą, kolejną przeczytaną stroną.

Dawno nie czytałam tak wciągającej powieści, jaką jest "Plaga samobójców". Akcja jest niezwykle dynamiczna, wciąga praktycznie już od samego początku. Charakteryzuje ją wartkość i stopniowe budowanie napięcia przez autorkę. Warsztat pisarski Suzanne Young jest lekki, ciekawy, absorbujący, po prostu idealny do tego rodzaju książkach. Właśnie w głównej mierze dzięki niemu nie mogłam oderwać się od czytania. Nie wiedziałam też, czego się spodziewać. Jedno trzeba oddać pisarce - wie ona, jak porządnie zaskoczyć, a nawet zaszokować czytelnika. Przygotujcie się więc na niezapomniane emocje!

Mogę pisać o klimacie, o barwnej fabule, o wciągającej treści, ale przecież nie mogę zapomnieć o wątku miłosnym. Związek Sloana i Jamesa jest tak prawdziwy, tak genialnie przedstawiony, że wciąż się nie mogę temu nadziwić. Suzanne Young idealnie udało się ukazać zażyłość relacji pomiędzy tym dwojgiem. Ich uczucie rodziło się wolno, przyjaźń stopniowo przekształcała się w piękną i dojrzałą miłość, która totalnie mnie urzekła. Dialogi pomiędzy nimi miały w sobie jakąś iskrę i realność, w ogóle nie były sztuczne, często wywoływały we mnie szeroki uśmiech. Autorki książek skierowanych głównie do młodzieży często przesadzają, czynią wątki miłosne zbyt przesadzonymi, zbyt słodkimi i zbyt uroczymi. Suzanne Young perfekcyjnie udało się tego uniknąć. Od tej pory Sloane i James będą jedną z moich ulubionych par literackich, a uwierzcie, że ciężko znaleźć się na tej liście. Ach ten James... Naprawdę ciężko jest go NIE pokochać.

Zdecydowanie to, co cenię w dystopiach to ich nietypowy klimat. Tego rodzaju powieści bardzo często są wręcz naładowane mrocznym klimatem, wyczuwa się w nich niesprawiedliwość tamtejszego świata przedstawionego. Nie inaczej jest właśnie w "Pladze samobójców". Czytając o czyhających na uczniów w szkole agentach, ryzyku oznaczenia i trafienia do Programu, czułam autentyczny strach. Jednak to, co wzbudziło we mnie największe przerażenie to fakt, iż pacjencji Programu zostawali pozbawiani większości swoich wspomnień (tych, które w mniemaniu władz spowodowały u nich chorobę). 

"Plaga samobójców" to pierwszy tom serii Program, która wciągnie Was do swojego świata i na długo z niego nie wypuści. Powiedzenie, że ta powieść wciąga, byłoby naprawdę dużym niedopowiedzeniem, ona wręcz wsysa! Autorka całkowicie urzekła mnie tym, że wyrwała się ze szponów sztampowości i stworzyła dzieło, w czasie lektury którego ani razu nie odniosłam wrażenia: "to już było". 

Zawsze sobie mówię, że dobrą książkę poznaję po tym, gdy zostaje ona ze mną na długo po jej skończeniu. Tak właśnie jest z "Plagą samobójców". Przeczytałam ją, po czym wcale jej nie odłożyłam po to, aby zacząć nową przygodę. Nie, ja nie mogłam przestać o niej myśleć. Analizować przeczytanej historii. Zastanawiać się, jak potoczy się ona dalej. I myśleć, kiedy zostanie wydana kontynuacja, ponieważ wprost nie mogę się jej doczekać. Jak zapewne się domyśliliście, prequel Programu ogromnie przypadł mi do gustu. Coś czuję, że wrócę do niego jeszcze nieraz w niecierpliwym oczekiwaniu na sequel... Jeśli lubicie dystopie naładowane emocjami - nie wahajcie się sięgnąć po tą lekturę. A nawet jeśli myślicie, że za nimi nie przepadacie, to gwarantuję, że "Plaga samobójców" to zmieni. Gorąco polecam!
Moja ocena: 10/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Tahereh Mafi - Dar Julii

http://ecsmedia.pl/c/dar-julii-b-iext24980008.jpg
Autor: Tahereh Mafi Tytuł: Dar Julii Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive Liczba stron: 381

Julia Ferrars p r a g n i e zniszczyć Komitet Odnowy i obalić naczelnego dowódcę - Andersona. Jest na to gotowa, wie, że potrafi to zrobić. A mając u swego boku Warnera, któremu coraz bardziej zaczyna ufać, jest tego jeszcze pewniejsza.

Wszystko zmierza do końca. Czy Wasze serca wytrzymają natłok tych emocji? Moje (ledwie) to wytrzymało.

Wiele pisarzy ma tak, że z każdą częścią ich seria staje się coraz słabsza. Nie Tahereh Mafi. W jej przypadku trylogia z każdym tomem jest coraz lepsza, coraz bardziej zapierająca dech w piersiach. Prequel, "Dotyk Julii" niesamowicie mnie zafascynował i zachęcił do poznania reszty. Wtedy byłam także zakochana w Adamie i byłam pewna, że nie zmienię swojego zdania. Warner mnie intrygował, ale to tylko tyle. W sequelu, "Sekrecie Julii" jeszcze bardziej pokochałam ujmujący i oryginalny warsztat pisarski autorki. Nie mogłam nie docenić jej pomysłowości. Zaczęłam się też wahać i widzieć w Warnerze o wiele więcej rysów i krzywizn. Natomiast tego, co czułam w trakcie lektury ostatniego tomu, "Daru Julii" nie da się opisać słowami, choć spróbuję to zrobić. Czułam ogromny nadmiar emocji, przewracałam każdą kartkę głodna kolejnych słów zapisanych na papierze. Z chwilą, gdy przewróciłam ostatnią stronę, nie mogłam uwierzyć, że to koniec serii, którą pokochałam całym sercem. Aż ciężko uwierzyć, że t y l k o książka może wywrzeć na czytelniku aż tak wielki wpływ. Przez kilka dni dosłownie miałam kac książkowy i nie mogłam się zabrać za inną powieść, pod takim wrażeniem byłam. I nadal jestem.

Warner, jak ja go pokochałam. To wręcz niemożliwe, że można zapałać taką sympatią do fikcyjnej postaci. A to zasługa Tahereh Mafi, która go wykreowała. Postać z krwi i kości, postać z bolesną przeszłością i z wieloma niewiadomymi. To naprawdę świetne, że udało się jej przedstawić go tak wiarygodnie, a jednocześnie tak oszukać czytelnika. Będziecie sami musieli sięgnąć po "Dar Julii", żeby przekonać się, co mam namyśli. Pamiętajcie jednak, aby nie być niczego pewnym. Jeśli chodzi o główną bohaterkę, Julię... To ona przeszła zdecydowanie największą metamorfozę. Pamiętam, jak w pierwszej części irytowała mnie swoją biernością i płaczem, w drugim tomie było niewiele lepiej, choć widziałam minimalną poprawę, natomiast w finale jej postawa i heroizm budzą ogromny podziw. Warto dodać, że w szczególności jedna osoba miała wpływ na jej przemianę.

"Dar Julii" to genialny koniec trylogii, która zawsze będzie miała specjalne miejsce w moim sercu. Całkowicie mnie oczarowała i zawładnęła każdym skrawkiem mojego serca. Zżyłam się ze wszystkimi bohaterami, z zabawnym i uroczym Kenjim, z gotową do walki Julią oraz już nie tak bardzo nieodgadnionym Warnerem. Będę za nimi wszystkimi bardzo tęskniła. Pocieszeniem jest fakt, że ilekroć poczuję się źle, zawsze będę mogła przeczytać tą serię od nowa i od nowa się w niej zakochiwać. Nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po inne książki Tahereh Mafi, bo z pewnością to zrobię. A jeśli ktokolwiek z Was nie zapoznał się z "Dotykiem Julii" to... na co czekacie?
Moja ocena: 10/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

czwartek, 16 lipca 2015

Gayle Forman - Ten jeden dzień

Autor: Gayle Forman Tytuł: Ten jeden dzień Wydawnictwo: Nasza Księgarnia Liczba stron: 378

Niedawno miałam okazję zapoznać się z twórczością amerykańskiej pisarki Gayle Forman. "Zostań, jeśli kochasz" miło wspominam, a więc nie czekałam długo z sięgnięciem po kolejne dzieła tej autorki. Jesteście ciekawi jak spodobał mi się "Ten jeden dzień"?

Życie Allyson jest stateczne i poukładane, dziewczyna stroni od wszelkich przygód, i wydawałoby się, że to jej wystarczy. Do pewnego momentu, bo gdy zbliża się już koniec europejskich wakacji nastolatki, główna bohaterka poznaje pewnego przystojnego Holendra z którym spontanicznie wybiera się do Paryża. Ally odkrywa jak potężną siłę ma jeden dzień. I ile może zmienić...

"Ten jeden dzień" to absolutnie niesamowita i zachwycająca historia od samego początku, aż do końca. Musicie wiedzieć, że gdy przystąpiłam do jej lektury oczekiwałam czegoś lekkiego do poczytania na wakacje, a to, co otrzymałam to zgoła co innego. Gayle Forman nie wymyśliła mdłej i nudnej fabuły, która choć byłaby naiwna, to i tak przyjemna. Nie, ta autorka poszła o krok dalej, bowiem jej historia jest poważniejsza i dostarcza sporego materiału do przemyśleń. Właśnie to ze mną zrobiła i muszę Wam się przyznać, że tego rodzaju książki czyta mi się zdecydowanie najlepiej. Forman podjęła wiele tematów, o których warto rozmawiać. O nadmiernej opiekuńczości rodziców, przez co w późniejszym życiu bardzo ciężko jest się wyrwać spod takiego "klosza", o tym, jak ludzie się zmieniają, nie zawsze na dobre i o tym, że nieważne co się dzieje, zawsze powinniśmy podążać za naszym sercem, a nie za tym, co mówi nam ktoś inny. W końcu mamy jedno życie do przeżycia. Swoje.

Zdecydowanie największą zaletą tej powieści jest pomysłowość Gayle Forman. Można by pomyśleć, że cała historia Allyson zaczyna się dosyć banalnie. Ot, amerykańska nastolatka tuż przed rozpoczęciem studiów wybiera się na wycieczkę do Europy. Niby nic specjalnego, a w istocie naprawdę nieraz autorka mnie zaskoczyła, zaciekawiła, wzruszyła i rozbawiła. Pod pozorem banalnej historyjki obserwowałam prawdziwe problemy, które być może wielu z nas męczą. Główna bohaterka, Allyson, wybierając się na jednodniową wycieczkę do Paryża odkrywa, jak potężną siłę ma jeden dzień. Właśnie za sprawą tego dnia wszystko w jej życiu się odmienia i odkrywa ona, że ta spokojna egzystencja, którą zawsze wiodła, jej nie wystarcza, tylko po prostu się do niej przyzwyczaiła. Gayle Forman na przestrzeni kilkunastu rozdziałów ukazała przemianę, którą przeszła ta młoda dziewczyna i jak stopniowo zaczęła ona wyrywać się spod rąk zbyt opiekuńczych rodziców, którzy chcieliby układać za nią życie. I właśnie za ten aspekt tak bardzo polubiłam Ally, jest ona niezaprzeczalnie inspiracją i przypomnieniem, że każdy z nas może zmienić sposób, w który żyje i że wszystko zależy od nas, a nie nikogo innego.

Niezaprzeczalną zaletą "Tego jednego dnia" jest także warsztat pisarski Gayle Forman. Jest lekki i przystępny, co daje wręcz wrażenie "sunięcia" po lekturze. Będąc kompletnie szczerą, w ogóle nie czułam upływu czasu. Jak zahipnotyzowana przewracałam każdą kartkę, chcąc wiedzieć, co będzie dalej, spragniona większej ilości informacji... To oczywiste, że się w tą książkę wciągnęłam, co nie miało miejsca już od długiego czasu i przypomniało mi to, jak bardzo kocham czytać. Ta powieść oderwała mnie od rzeczywistości i jednocześnie uświadomiła mi wiele spraw. To wręcz niesamowity zbieg okoliczności, że ją przeczytałam w momencie, w którym sama mam do podjęcia wiele decyzji i w którym sama zaczynam się uczyć samodzielności.

"Zostań, jeśli kochasz" sprawiło, że polubiłam twórczość Gayle Forman, ale to "Ten jeden dzień" sprawił, że się w niej zakochałam. Naprawdę dawno nie czytałam tak ciepłej, mądrej i podnoszącej na duchu historii, która w tak dużym stopniu zawładnęłaby moim sercem. Nie wiem jak ja wytrzymam do września, do premiery kontynuacji tej serii pt. "Ten jeden rok". Gorąco polecam!
Moja ocena: 10/10

niedziela, 24 maja 2015

Colleen Hoover - Hopeless



Autor: Colleen Hoover Tytuł: Hopeless Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 379

"Hopeless" to jedna z tych książek, o których nieustannie gdzieś się słyszy. Jest ona na tyle wszechobecna w Internecie, że w końcu chcąc nie chcąc, kojarzy się jej okładkę. Pewnego dnia, odwiedzając księgarnię, w końcu postanowiłam, że chcę sama się przekonać, co jest w tej powieści tak urzekającego i magnetyzującego. I chyba nie ma mi się co dziwić - po tylu zachwytach nie mogłam sądzić inaczej. Nawet ja nie mogłam oprzeć się pokusie zapoznania się z twórczością amerykańskiej pisarki Colleen Hoover. A musicie wiedzieć, że ogromnie obawiałam się rozczarowania. Cóż - jak się okazało - nie miałam żadnych podstaw do obaw. Nadal jestem w szoku, tak dobra była to lektura!

Główną bohaterką "Hopeless" jest siedemnastoletnia Sky Davis. Wiedzie ona spokojne życie ze swoją matką, mając za jedyną przyjaciółkę osobę, o której krążą plotki różnej maści. Dziewczyna całe życie była uczona w domu, ale pewnego dnia postanawia zapisać się do liceum i to tam ukończyć ostatni rok nauki. Nie wszystko jednak idzie po jej myśli, a gdy poznaje Deana Holdera, jej życie odmienia się na zawsze... Kim on jest i dlaczego wzbudza w niej tak intensywne uczucia, jak nikt nigdy dotąd?

Muszę przyznać, że początek lektury nie był zachęcający. Wzajemne obrzucanie się przyjaciółek przekleństwami nie jawiło mi się w pozytywnych barwach. Ja jednak zawsze staram się dawać książkom szansę i nie skreślać ich po przeczytaniu kilkunastu stron. Z "Hopeless" także tego nie zrobiłam, zresztą ciężko mi się dziwić, w końcu wydałam na tą powieść swoje pieniądze i miałam nadzieję, że nie będą one zmarnowane. Na całe szczęście, wniknęłam cała sobą w tą historię już w momencie, gdy pojawił się Holder. Naprawdę rozumiem co jest tak dobrego w twórczości Colleen Hoover i dlaczego jej dzieła są tak popularne nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim za granicą. W prawdzie "Hopeless" to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, ale z pewnością nie ostatnie. Już śpieszę wyjaśniać, co mi się tak spodobało.

Fabuła to zdecydowanie największy atut tej lektury. Spodziewałam się banalnej historyjki, która choć mało ambitna, z powodzeniem umili mi czas. Dostałam znacznie więcej. To, co stworzyła Hoover to pełnoprawny, emocjonujący romans. Gołym okiem widać, że autorka przemyślała sobie wszystko bardzo dokładnie, zanim przystąpiła do pisania. Wszystko jest spójne i dopracowane, przez co całą książkę czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Oprócz tego warsztat pisarski tej autorki jest wprost wymarzony do tego rodzaju dzieł, czyli New Adult. Nim zauważyłam, upłynęły całe godziny, tak "Hopeless" mnie wciągnęło. Co ja piszę. Nie wciągnęło, a wręcz pochłonęło!

Ostatnimi czasy gatunek New Adult stał się bardzo popularny. Nic dziwnego - są to książki, przy których można się zrelaksować. U Hoover jednak dodatkowo wywołują one emocje, a nie każda powieść potrafi wywołać tak duże wrażenie na czytelniku. Ja sama jestem dość sceptyczną osobą, a romanse rzadko wywołują u mnie jakieś większe uczucia, "Hopeless" jednak tak zrobiło. Nieraz czułam łzy pojawiające się w moich oczach, tak sugestywne były opisy. Właśnie fakt, iż ta lektura jest niezwykle emocjonująca, sprawia, że nie sposób nie czytać jej z zaangażowaniem. A gdy czytelnik się angażuje - przeżywa wszystko wraz z cudownymi bohaterami. W czasie czytania owładnęły mną sprzeczne emocje, z jednej strony chciałam czytać coraz szybciej, aby dowiedzieć się, jak dalej potoczy się akcja, natomiast z drugiej strony... Nie chciałam, żeby to był koniec tej wspaniałej historii.

"Hopeless" absolutnie mnie nie rozczarowało. Ta książka wywołuje w czytelniku słodko-gorzkie pokłady emocji. Gwarantuję, że ciężko będzie Wam przewidzieć jakim torem potoczy się fabuła, ale z pewnością ją pokochacie. Bohaterowie są na tyle realni, że nie sposób się nie zaangażować w ich losy. Już nie mogę się doczekać, gdy zapoznam się z kolejnymi dziełami Colleen Hoover!
Moja ocena: 10/10

czwartek, 7 maja 2015

Diana Gabaldon - Obca

 
Autor: Diana Gabaldon Tytuł: Obca Wydawnictwo: Świat Książki Liczba stron: 709

Ostatnio coraz głośniej jest o książce autorstwa amerykańskiej pisarki Diany Gabaldon. "Obca" oryginalnie została wydana w 1991 roku, niedawno wydawnictwo Świat Książki podjęło się wznowienia wydania. Cóż - nie da się ukryć, że ku uciesze wielu fanów, w tym moim. Zapewne słyszeliście o tej powieści za sprawą serialu, który miał swoją premierę w ubiegłym roku. Cudem powstrzymywałam się, żeby go nie oglądać. Najpierw chciałam przeczytać pierwowzór, żeby później w spokoju oddać się seansowi. Nic więc dziwnego, że w stosunku do "Obcej" miałam bardzo wysokie wymagania. A i tak zostałam zaskoczona... Diana Gabaldon zdecydowanie wie, jak sprawić, że czytelnik się nie oderwie od lektury. Choćby nie wiem jak chciał, choćby nie wiadomo ile obowiązków go goniło. To dzieło jest naprawdę zachwycające!

Jest rok 1945. Claire Randall wraca z frontu wojennego, gdzie pracowała jako pielęgniarka w  szpitalu polowym. Wraz ze swoim mężem - Frankiem, postanawiają spędzić wakacje w malowniczej Szkocji. Nic jednak nie przebiega tak, jak nasza główna bohaterka myślała. Zbieg okoliczności i tajemnicze moce sprawiają, że nagle ląduje w XVIII wieku, a konkretnie w 1743 roku. Claire, aby przeżyć będzie musiała nie tylko dostosować się do nowych czasów, ale także odeprzeć oskarżenia, które będą na nią spadać. Czy uda jej się przeżyć w całkowicie nowym miejscu? I jak poradzi sobie ona z pewnym intrygującym Szkotem Jamie'm Fraser'em?

Powieść historyczna. Taki gatunek głównie reprezentuje powieść "Obca". Jedna kluczowym słowem jest "głównie", ponieważ to, co udało się zrobić pisarce to coś więcej. Wiadomo przecież, że nie każdy lubi tego rodzaju książki. A jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości - to je rozwiewam. Diana Gabaldon połączyła historię i romans w jedną, spójną, i nierozerwalną całość. Całość, którą - warto zaznaczyć - czyta się w wypiekami na twarzy. Miałam okazję przeczytać kilka dzieł z tego gatunku, ale żadna z nich nawet w połowie nie jest tak dobra jak "Obca". Powieści historyczne trzeba po prostu umieć pisać - w taki sposób, aby umiejętnie nie tylko przykuć uwagę czytelnika, ale także zatrzymać ją na dłużej. A autorka miała tutaj utrudnione zadanie, ponieważ jej książka liczy sobie niewiele ponad siedemset stron. A wiecie co jest najlepsze? W żadnym momencie w czasie lektury nie odczuwałam nudy! Jak często może się zdarzyć coś takiego?

Ta płynność i finezja w czytaniu to głównie zasługa warsztatu pisarskiego Diany Gabaldon. Jest on nie tylko lekki i przystępny, ale także i niezwykle absorbujący. Spodobał mi się fakt, iż pisarka nie siliła się na górnolotne i poetyczne wyrażenia, ale stworzyła prostą w odbiorze powieść. Wartka akcja także nie uszła mojej uwadze, jakby inaczej, przecież wręcz nie mogłam się od "Obcej" oderwać. Tempo akcji nie jest dynamiczne, ale nie mamy tutaj do czynienia z kryminałem, a z romansem. A jeśli chodzi o sam romans...

Jest wspaniały! No po prostu nie mogę określić go inaczej. Relacja pomiędzy główną bohaterką, Claire Randall a Jamie'm Fraser'em jest naprawdę wyjątkowa. Moim zdaniem to jedna z najlepszych wykreowanych par literackich. Tworzą duet, który zawsze czymś potrafi rozbawić, a także i wzruszyć. To, jak wzajemnie się uzupełniają jest naprawdę świetne, ponieważ dodaje im tylko więcej realności. Ich więź rodzi się powoli, ale z czasem staje się coraz silniejsza. Dianie Gabaldon udało się uczynić ich relację pełną namiętności i pasji. Naprawdę ciekawie się czytało ich rozmowy i przekomarzania, pomimo tego, że oboje pochodzą z różnych wieków.

Jednym z wielu plusów "Obcej" jest także kreacja bohaterów na bardzo wysokim poziomie. Zawsze sobie cenię, gdy pisarzom udaje się nadać postaciom trochę indywidualnych cech. Może wydaje się to trywialne i normalne, bo przecież powinno być tak zawsze, ale uwierzcie - wcale tak nie jest. Osobowości w wielu książkach są czasami bezbarwne, kompletnie bez żadnego wyrazu i polotu. Diana Gabaldon nie popełniła tego błędu. Jej bohaterowie są realni, z krwi i kości, prawie jakby żywcem zostali wyrwani z rzeczywistości i umieszczeni na kartach powieści. Claire, główna protagonistka od początku zjednała sobie moją sympatię (choć dziwi mnie trochę to, że tak szybko przystosowała się do nowych czasów). To mocny i silny charakter, często wie, jak odpyskować i nawet się nie stara pohamować ostrego języka. A ja zawsze lubię, jak coś się dzieje. Za to Jamie... Do niego zdecydowanie można wzdychać. Jest honorowy, odważny i opiekuńczy zarazem. Z postaci drugoplanowych polubiłam Geilis. Dziwną, bardzo tajemniczą osobowość, z pazurem, podobnie jak Claire.

"Obca" ani trochę mnie nie rozczarowała. Liczyłam na świetny romans historyczny z pięknymi szkockimi krajobrazami, a otrzymałam to wszystko nawet z nawiązką. Nic dziwnego, że ta wielotomowa saga osiągnęła taki sukces, a serial, który powstał na jej podstawie zbiera pozytywne recenzje. Ten cykl to wręcz idealny materiał do przeniesienia na ekran. Już nie mogę się doczekać, gdy zacznę czytać kontynuację! Gorąco polecam!
Moja ocena: 10/10

środa, 18 lutego 2015

Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Johnson - Kroniki Bane'a

Autor: Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Johnson Tytuł: Kroniki Bane'a Wydawnictwo: Mag Liczba stron: 491

Cassandra Clare to amerykańska pisarka, która zyskała ogromną sławę za sprawą serii Dary anioła, a później również Diabelnych maszyn. To także moja ulubiona autorka, dzięki której pokochałam czytanie, więc mam do niej ogromny sentyment. Niedawno ukończyłam"Miasto niebiańskiego ognia" - finałowy tom jej pierwszego cyklu, który wzbudził we mnie wiele rozmaitych emocji. Ja po prostu  nie byłam gotowa pożegnać się z cudownym Światem Cieni przez nią wykreowanym. Na szczęście Clare już się zajmuje pisaniem kolejnej serii osadzonej w tym uniwersum, a póki co spragnieni fani (w tym ja), mogą zaspokoić swoją ciekawość książką "Kroniki Bane'a", która ukazała się w styczniu bieżącego roku.

"Kroniki Bane'a" to zbiór opowiadań z różnych okresów życia Magnusa Bane'a - ukochanego przez miliony bohatera cyklów: Dary anioła i Diabelne Maszyny. Te historie w dużym stopniu pozwalają czytelnikowi pokochać tę postać jeszcze bardziej, a przede wszystkim dowiedzieć się więcej z jego przeszłości i życia.

O "Kronikach Bane'a" usłyszałam już dużo wcześniej. Planowałam je oczywiście przeczytać w oryginale, bo po prostu nie mogłam sobie ich tak zwyczajnie odpuścić. Magnusa wprost uwielbiam, jego charyzmę, wygląd, sposób zachowania. To bohater, który przekuwa uwagę i od momentu, w którym się pojawia, wzbudza sympatię. Ogromnie się więc ucieszyłam, gdy wydawnictwo Mag postanowiło wydać to dzieło w Polsce. Będąc świeżo po jego lekturze mogę szczerze powiedzieć, że ta książka ani trochę nie rozczarowuje i nie ujmuje niczego niebanalnej osobowości czarownika. 

Opowiadania zawarte w "Kronikach Bane'a" okazały się tak kolorowe i zabawne, jak przypuszczałam. Nie oczekiwałam niczego mniej od Cassandry Clare. Powiedziałabym wręcz, że wraz z Brennan i Johnson postawiły sobie wysoką poprzeczkę, ponieważ Magnus jest dosyć nietypową postacią, na tyle nietypową, że łatwo byłoby tutaj przesadzić i ją przerysować, uczynić osobowość Bane'a karykaturalną. Pisarki wybrnęły ze swojego zadania. Wszystkie te historie zawarły w sobie wiele ciekawych faktów z długoletniego życia czarownika, a przy okazji został okraszone dużą dawką humoru. Mnie osobiście najbardziej spodobało się opowiadanie "Wampiry, ciasteczka i Edmund Herondale".

"Kroniki Bane'a" w żadnym stopniu mnie nie rozczarowały, przy tych opowiadaniach wyśmienicie spędziłam czas. To nie tylko świetne uzupełnienie swojej wiedzy na temat czarownika Magnusa Bane'a, ale także i generalnie całego uniwersum Świata Cieni. Jeśli nie jesteście jeszcze gotowi, aby pożegnać się z tym światem lub z niecierpliwością (tak jak ja) wyczekujecie kolejnych serii spod pióra Clare, nie wahajcie się sięgnąć po tą powieść! Gorąco polecam!
"Zastanawiał się, czy można być zrezygnowanym, nic o tym nie wiedząc. Czy można stracić nadzieję, ale nie całą od razu, tylko stopniowo, dzień po dniu, aż całkiem zniknie, zanim człowiek się zorientuje."
Moja ocena: 10/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

czwartek, 5 lutego 2015

Cassandra Clare - Miasto niebiańskiego ognia

Autor: Cassandra Clare Tytuł: Miasto niebiańskiego ognia Wydawnictwo: Mag Liczba stron: 702

Cassandra Clare jest moją ulubioną pisarką. To dzięki niej pokochałam czytanie, choć będąc w szkole podstawowej zapierałam się przed czytaniem, twierdząc, że to nudne. Właśnie dlatego mam do niej ogromny sentyment. Premiery "Miasta niebiańskiego ognia" niesamowicie wyczekiwałam, podobnie jak na premiery czwartego tomu - "Miasta upadłych aniołów" oraz piątego - "Miasta zagubionych dusz". Clare jako autorka zdobyła ogromną popularność, dlatego na jej książki trzeba było długo czekać, nie inaczej było w przypadku finałowej części. Napiszę tylko jedno: jej dzieła są jak najbardziej warte czekania!

"Miasto niebiańskiego ognia" zdobyłam już w dniu premiery, czyli we wrześniu i nie mogłam się nacieszyć tą powieścią. Piękna oprawa graficzna, a co najważniejsze książka liczy aż siedemset stron. Byłam dosłownie w siódmym niebie. Wiedziałam, że czeka mnie wspaniała przygoda, które będzie towarzyszyć nieustanne napięcie, co charakteryzuje Clare. Jakie to były emocje, a przecież nawet jeszcze nie zaczęłam jej czytać! Co paradoksalne, odkładałam lekturę tej książki. Najpierw musiałam przeczytać finał innej trylogii tej pisarki - "Mechaniczną księżniczkę", ponieważ te serie są ze sobą powiązane i muszą zostać przeczytane w takiej kolejności, aby nie było żadnych przykrych niespodzianek. Czas zleciał i w końcu za ostatnią część Darów anioła zabrałam się dopiero w ferie. Pewnie to głupie, mówicie, bo gdybym chciała, to bym przeczytała ją wcześniej. I to jest prawda. Ja jednak uparcie odwlekałam lekturę, ponieważ nie chciałam, żeby to był koniec. Diabelne maszyny choć były dobre, nie zaskarbiły sobie mojej sympatii tak bardzo jak pierwotna seria Clare, a ich zakończenie nie wstrząsnęło mną tak bardzo, jak innymi czytelnikami. 

Sebastian zapowiedział, że nadejdzie i nadszedł, tworząc Mrocznych Nocnych Łowców, którzy nieubłaganie niszczą Nefilim. Ciemność i chaos zaczyna stopniowo pochłaniać świat Nocnych Łowców, a wojna wydaje się kwestią czasu. Clary, Jace, Isabelle, Alec i Simon są są jedynymi osobami, które które mogą coś zdziałać, ale żeby to zrobić będą musieli wybrać się do świata zamieszkiwanego demony... 

Cassandra Clare obiecywała niezapomniane emocje. Łzy szczęścia, ale też i łzy smutku. Uczucia, które całkowicie pochłonął czytelnika. W przypadku tej pisarki wiedziałam, że nie okażą się to czcze obietnice. Wiedziałam, że ta autorka dotrzyma słowa i dokładnie się tak stało. "Miasto niebiańskiego ognia", choć jest książką bardzo grubą, czyta się ją błyskawicznie, wręcz z wypiekami na twarzy. Skończyłam ją w ekspresowym tempie dwóch dni, choć i tak starałam się dawkować czytanie i nie przeczytać wszystkiego za jednym "posiedzeniem", co często ma u mnie miejsce, gdy sięgam po powieści Clare. Według mnie w finałowym tomie Darów anioła nie zabrakło niczego: była akcja, były emocje i rozbrajające dialogi, które nieraz powodowały u mnie niekontrolowane wybuchy śmiechu. Amerykańska pisarka w tej części pokazała na co ją naprawdę stać i udowodniła swój talent, to bezapelacyjnie najlepsza książka, którą do tej pory napisała!

Zdążyłam naczytać się kilku negatywnych recenzji odnośnie zakończenia, które zaserwowała pisarka swoim fanom. Czytelnicy zarzucali jej sielankowość. Nie mogę się z tym zgodzić. W moim odczuciu Cassandra Clare stworzyła idealne zakończenie historii moich ukochanych bohaterów. Nie obyło się bez zaskoczeń, ale w gruncie rzeczy, podoba mi się sposób, w jaki wszystko zostało rozstrzygnięte. Cóż... po tym wszystkim, co ta autorka wyczyniała ze swoimi postaciami, jakby nie patrzeć, zasłużyli oni na trochę spokoju.

To się dzieje, Koniec mojej ukochanej przez wiele lat historii, do której zapewne wrócę jeszcze nie raz. Dary anioła mają w moim sercu swoje specjalne miejsce i zawsze będą je miały. "Miasto niebiańskiego ognia" znacznie przewyższyło moje oczekiwania, okazało się jeszcze lepsze, niż sądziłam. Polecam!
Moja ocena: 10/10

piątek, 2 stycznia 2015

Cassandra Clare - Mechaniczna księżniczka

Autor: Cassandra Clare Tytuł: Mechaniczna księżniczka Wydawnictwo: Mag Liczba stron: 543

Cassandra Clare to moja ulubiona pisarka, nie tylko ze względu na jej świetny warsztat pisarski i wspaniałe pomysły ns książki, ale też dlatego, że to dzięki niej tak naprawdę pokochałam czytanie. Musicie wiedzieć, że będąc w szkole podstawowej nie garnęłam się do czytania, w zasadzie nawet nie rozumiałam, jak można to lubić. Całkowicie przypadkiem trafiłam na serię Dary Anioła tej pisarki i... absolutnie przepadłam. Świat Nocnych Łowców wykreowany przez Clare pokochałam całym sercem. Nie sądziłam, że Diabelne Maszyny pokocham równie mocno, ale cóż - pokochałam, dlatego z ogromnym żalem żegnałam się z bohaterami tego cyklu. Jesteście ciekawi moich wrażeń z ostatniego, finałowego tomu tej trylogii pt. "Mechaniczna księżniczka"?

W Instytucie Londyńskim panuje napięta atmosfera. Jego mieszkańcy zaczynają coraz bardziej obawiać się ataku Mortmaina i jego diabelnych maszyn - bezlitosnych automatów gotowych do zniszczenia każdego osobnika rasy Nefillim... Jednak potrzebuje on jeszcze ostatniego elementu, aby jego plan się ziścił - Tessy Gray.

Bohaterowie trylogii Diabelne Maszyny w finałowym tomie będą musieli stawić czoła wielu niebezpieczeństwom, nie tylko Mortmainowi... 

Przygotujcie się na wielkie emocje!

Ciężko było mi streścić fabułę, nie zdradzając Wam przy tym istotnych wątków fabularnych. Moim zdaniem wydawca stanowczo za dużo ważnych informacji zdradził w opisie na tylnej okładce "Mechanicznej księżniczki", dlatego nie radzę, aby ktokolwiek go czytał, ponieważ już na starcie pozbawia on czytelnika elementu zaskoczenia.

Muszę przyznać, że obawiałam się sięgnięcia po ostatni tom ukochanej serii. Cóż - oto ja, dziwny osobnik, prawdziwy mól książkowy. Nigdy nie cieszę się z zakończenia cyklów, które bezwarunkowo skradły moje serce, dlatego odwlekam ich przeczytanie i odwlekam... Jestem pewna, że nie ja jedna tak mam. Wracając do tematu... odkryłam, że nie mogę się doczekać, gdy poznam dalsze losy wspaniałego trio - Tessy Gray, Willa Herondale'a oraz Jamesa Carstairsa. Och, jak ja pokochałam tych bohaterów! Nie sądziłam, że można tak mocno zapałać miłością do fikcyjnych postaci, ale w przypadku twórczości Cassandry Clare to mnie nie dziwi. Ta pisarka ma to do siebie, że przekonuje czytelnika wiarygodnością i realnością osobowości, a także interesującą i dynamiczną fabułą, przez co wręcz nie można się oderwać od lektury. Świat przez nią stworzony zachwyca dbałością o każdy szczegół, wszystko to razem wzięte tworzy spójną nierozerwalną całość.

To, co charakteryzuje "Mechaniczną księżniczkę" to duża ilość ciekawych refleksji i odniesień do poprzednich tomów. To przywołuje w czytelniku miłe wspomnienia, gdy oddawał się lekturze "Mechanicznego anioła" oraz "Mechanicznego księcia". Nieuchronnie także skazuje na koniec historii ukochanych bohaterów i to nie ulega wątpliwości. Podczas lektury każdej strony ostatniej części czułam ogromny sentyment i atmosferę wyczekiwania, bo wszystko zmierzało nieubłaganie do końca.

"Mechaniczna księżniczka" to mieszanka wielu słodko-gorzkich emocji. Radości, gdy moim ukochanym bohaterom zaczyna się układać, a także i smutku, gdy ich drogi życiowe napotykają rozmaite problemy. Wiele słyszałam różnorodnych opinii sposobie, jaki Cassandra Clare postanowiła zakończyć swoją trylogię i bardzo się obawiałam, że zakończenie będzie dla mnie niesatysfakcjonujące, że będę niezadowolona i zła, za zniszczenie mojego wyobrażenia tej historii. Szczęśliwie stwierdzam, że Clare podołała ciężarowi swoich własnych pomysłów i udało jej się podarować swoim czytelnikom świetne zakończenie. Może nieidealne, ale otwarte i pozwala zastanawiać się nam, co będzie dalej... Pozwala nam stworzyć swój własne, alternatywny koniec. Poza tym muszę dodać, że pisarka zaskoczyła mnie najbardziej na ostatnich stronach, bo pewnych wydarzeń wcześniej się domyślałam, więc może dlatego w moim odczuciu zakończenie nie było strasznie szokujące.

Ja nie czytałam "Mechanicznej księżniczki" ja ją wprost pochłaniałam i łapczywie spijałam każde słowo z każdej strony. Tak emocjonujących wrażeń i napięcia mogę się spodziewać tylko ze strony Cassandry Clare, to już typowe dla niej, jak potrafi trzymać czytelnika w garści. Na pewno jeszcze nie raz z sentymentem wrócę do tej trylogii, a przede mną już niedługo zakończenie kolejnej wielkiej serii tej autorki - Darów Anioła. Czy moje serce wytrzyma tyle emocji naraz?
Gorąco polecam!
"Wszyscy mamy swoje sekrety, bo nie chcemy ranić tych, którzy nas kochają."
Moja ocena: 10/10

WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

sobota, 18 października 2014

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Tajemnica.

Autor: Michelle Hodkin Tytuł: Mara Dyer Wydawnictwo: YA! Liczba stron: 410

KAŻDY KRYJE W SOBIE TAJEMNICĘ,
WYSTARCZY JĄ OBUDZIĆ.

Wyobraź sobie, że pewnego tragicznego dnia giną Twoi przyjaciele i Twój chłopak, ale Ty przeżywasz. I to właśnie spotyka szesnastoletnią Marę Dyer.

Mara budzi się w sterylnej sali, nie wiedząc, gdzie jest. Szybko odkrywa, że znajduje się w szpitalu, ale nie pamięta, skąd się tam wzięła. Długo nie pozostaje w błogiej nieświadomości i zostaje uświadomiona: ona i jej przyjaciele mieli wypadek. Wypadek, z którego tylko ona uszła życiem. To dziwne wydarzenie daje początek kolejnym... A główna bohaterka zaczyna odkrywać, że jest z nią coś bardzo nie tak i powoli sama już nie wie, co jest rzeczywistością, a co jest tylko sprawką jej chorej wyobraźni. MARA DYER skrywa bowiem tajemnicę... 

Nie potrafię zebrać słów, żeby napisać, jak ta książka mi się spodobała. Praktycznie od kilku miesięcy nieustannie napotykałam się na tą hipnotyzującą, piękną okładkę na zagranicznych stronach. W zasadzie panowały same zachwyty nad "The unbecoming of Mara Dyer" (tytuł oryginalny), że aż zaczęłam myśleć, że ta powieść naprawdę, ale to naprawdę musi mieć w sobie coś wyjątkowego. I jedyne, co mogłam powiedzieć świeżo po jej przeczytaniu: to niesamowite!

Kojarzycie ten moment, gdy zaczynacie czytać jakąś książkę i w pewnym momencie odkrywacie, że będzie to jedna z Waszych ulubionych powieści? Ot tak, już na samym początku. Ja właśnie tak miałam z tą powieścią. Podczas czytania pierwszych rozdziałów towarzyszyło mi jakieś niepokojące uczucie, a także strach, który wraz z postępem lektury zaczynał przybierać coraz większe rozmiary. Czułam autentyczne przerażenie czytając o szaleństwie Mary, o halucynacjach i generalnie dziwnych zdarzeniach. Jest naprawdę niewiele dzieł, których autorzy potrafią nie tylko trzymać emocje czytelnika w garści, ale także trzymać je tak przez czas trwania całej książki. A Michelle Hodkin właśnie to ze mną zrobiła. "Marę Dyer. Tajemnicę" czytałam z niesłabnącym zapałem i napięciem oraz - dosłownie - z wypiekami na twarzy, nie wiedząc, czego się spodziewać, bowiem Hodkin pokazała mi, iż nie mogę być niczego pewna. W zasadzie odpowiedniej byłoby napisać, że tej powieści się nie czyta, ją się po prostu POCHŁANIA.

Co jest takiego w Marze, pytacie? Co takiego sprawia, że pokochało ją miliony czytelników na całym świecie, że ciągle się o niej słyszy? Już śpieszę z wyjaśnieniami. Jej największymi zaletami są oryginalność, a także to, że spodoba się zarówno młodszym czytelnikom, jak i tym starszym. Jeśli chodzi o pomysł Michelle Hodkin, mogę tylko napisać, że naprawdę zazdroszczę jej wyobraźni. Napisać książkę z tak popularnego gatunku, jakim jest young adult może praktycznie każdy. Jednak napisać taką, której nie da się odłożyć do ostatniej strony, nie jest już tak łatwo. A Hodkin zrobiła to w iście wyśmienitym stylu. Halucynacje Mary, generalnie jej szaleństwo wyszło intrygująco i przerażająco zarazem. Gdy czytałam o odbiciu głównej bohaterki w lustrze, które wcale nie było jej odbiciem, bałam się. Podczas lektury tej książki rzeczą niemożliwą jest nie odczuwać jakichkolwiek emocji.

Wątek miłosny to jeden z tych aspektów, których chyba nigdy nie będę wstanie sobie darować, bo ja go po prostu uwielbiam. W każdej książce, pod warunkiem, że nie jest cukierkowaty i zbyt przesłodzony. Z ulgą mogę rzec, iż tej w "Marze.." taki nie jest. Pojawia się przystojny Noah Shaw, który zapewne dla wielu będzie chodzącym schematem. Przystojny, pomocny, sypiący sarkazmem jak z rękawa - mówcie co chcecie, ja i tak wiem swoje. Noah jest niesamowity, a każdy dialog, którego jest on częścią staje się ciekawy i zabawny. W ogóle każda chwila, w które on występuje zawładnęła moim sercem. Mara i Noah stanowią niesamowity duet, który od teraz będzie jednym z moich ulubionych. 

Zdaję sobie sprawę, że wyszła mi raczej laurka, niż recenzja, ale co ja na to poradzę, że ta powieść AŻ tak mną zawładnęła? Że nie potrafiłam myśleć ani skupić się na niczym innym, dopóki nie skończyłam jej czytać? Że Michelle Hodkin postanowiła napisać książkę nową, intrygującą, przedstawiającą coś, czego jeszcze nie było? 

"Mara Dyer. Tajemnica" to pierwszy to  otwierający trylogię opowiadającej o nastolatce imieniem Mara Dyer. W wypadku giną jej przyjaciele, a ona szybko odkrywa, iż zespół stresu pourazowego to nie jedyny problem, z którym będzie musiała się zmierzyć. Byłam bardzo ciekawa, czy ta powieść spodoba mi się tak bardzo, jak innym czytelnikom. Teraz wiem, że spodobała mi się nawet bardziej, ponieważ ma wszystko, czego poszukuję w książkach: wartką akcję, świetnie nakreślonych bohaterów, wątek miłosny oraz tajemnicę, którą czytelnik musi rozwikłać. Jej psychodeliczny i tajemniczy klimat po prostu Was oczaruje. Gorąco polecam!
 " - Wybacz, Noah, ale się spieszę - A w myli dodałam: "Nie masz tu czego szukać, dupku. Zmywaj się".
- Dokąd jedziesz?
W jego głosie pojawił się nieustępliwy ton, który bardzo mi się nie spodobał.
- O Boże, prześladujesz mnie jak zaraza! - warknęłam.
- Kunsztownie wymyślona, koronkowo subtelna i totalnie epicka alegoria dysonansu poznawczego  - orzekł. - Cóż, dzięki. To jeden z najbardziej wyszukanych komplementów, jakie usłyszałem."
Moja ocena: 10/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

czwartek, 18 września 2014

Alexandra Bracken - Nigdy nie gasną

Autor: Alexandra Bracken Tytuł: Nigdy nie gasną Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 478

W GŁĘBI MROKU KRYJE SIĘ NIEGASNĄCE DOBRO

Alexandra Bracken to dwudziestokilkuletnia autorka bestsellerów "New York Timesa". Swoją powieścią "Mroczne umysły" zjednała sobie pokaźne grono wielbicieli, w tym mnie. Gdy skończyłam czytać pierwszy tom jej trylogii, nie wiedziałam, co ze sobą począć. Choć miało to miejsce kilka miesięcy temu, wciąż dokładnie pamiętam, jakie uczucia ta lektura we mnie wzbudziła. Wywołała we mnie sprzeczne emocje, bo z jednej strony nie mogłam się doczekać, gdy będę miała w swoich rękach kontynuację, ale z drugiej strony obawiałam się jej. Obawiałam się, czy tak młoda pisarka udźwignie ciężar swojej własnej wyobraźni. Moje obawy były bezpodstawne i całkowicie niepotrzebne - autorka ta stworzyła sequel - co jest dosyć rzadkie - o wiele lepszy od prequelu. Jeszcze bardziej absorbujący i jeszcze bardziej wciągający. Przygotujcie się, bo gdy zaczniecie czytać "Mroczne umysły", nie odłożycie ich aż do końca, ale to w "Nigdy nie gasną" tak naprawdę docenicie pisarski potencjał Alexandry Bracken.

W dystopijnym świecie dzieci i nastolatkowie cierpią na tajemniczą chorobę, w skrócie nazywaną OMNI. Nikt nie wie, skąd się wzięła, ale jedno jest pewne: ma przerażające konsekwencje. Osoby, które na nią cierpią zyskują nadnaturalne zdolności. Państwo, obawiając się o bezpieczeństwo społeczeństwa zamyka "chorych" w specjalnie do tego celu przeznaczonych miejscach - w obozach, gdzie warunki są prawdziwie przerażające i mają mało wspólnego z rehabilitacją. Żółci, Zieloni, Niebiescy, Czerwoni i Pomarańczowi - tak są klasyfikowani.

W poprzednim tomie nasza główna bohaterka Ruby Daly musiała podjąć wiele decyzji, nie bacząc na swoje własne szczęście. Przystąpiła ona do organizacji o nazwie Liga Dzieci, która w założeniu ma wydostawać dzieci i nastolatków z obozów, a w rzeczywistości ma z tym niewiele wspólnego. Aby ochronić swoich najbliższych musi wyruszyć na niebezpieczną misję. Na szali jest życie osób, które kocha...
"Przez ostatnie kilka tygodni życie nieraz udowodniło mi, że im lepiej kogoś poznajemy, tym bardziej nam na tej osobie zależy. To nieuchronne. Granice się zacierają i później, kiedy przychodzi rozłąka, utrata relacji staje się nieznośnym cierpieniem."
Najbardziej spodobał mi się fakt, w jaki sposób Alexandra Bracken ukazała ewolucję głównej bohaterki. Ona naprawdę się zmieniła i to nie ulega wątpliwości. W pierwszym tomie Ruby dała się poznać jako nieporadna postać, bojąca się tego, że jest Pomarańczową, panicznie obawiająca się swoich umiejętności. Nieustannie sprawiała, iż czytelnik jej współczuł. W drugiej części to nie jest już ta sama postać, ale wręcz całkowicie inna, odmieniona, silniejsza. Gotowa na wszystko, aby chronić swoich bliskich. Patrząc na to, co robi, jak sobie radzi w niebezpiecznych sytuacjach wcale nie czułam do niej litości, ale podziw. Mogłoby się wydawać, że inni bohaterowie na tle tak dopracowanej Ruby mogą wydawać się mdli i nieporównywalnie gorsi. Nic bardziej mylnego - każdy z nich wyróżnia się własnymi cechami charakteru.

W "Nigdy nie gasną" pojawia się wiele nowych postaci, które zapewne miały zastąpić tę pustkę, którą pozostawili po sobie inni. I muszę przyznać, że naprawdę ciężko było mi do tych nowych twarzy zapałać sympatią, gdy przed moimi oczami rysowały się inne: Liam, Pulpet, Zu... Z czasem jednak i udało mi się polubić nadpobudliwego Jude'a i buńczuczną Vidę. Są to wyraziste kreacje bohaterów, którzy przyciągają uwagę, ciekawią, nie są ani trochę bezbarwni. Nawet Cate, której nie polubiłam w czasie lektury "Mrocznych umysłów" pokazała się z trochę cieplejszej strony. Alexandra Bracken naprawdę potrafi przedefiniować zdanie swoich czytelników... Myślałam sobie, że w wielu kwestiach na pewno nie zmienię opinii, a jednak tak się stało.

Wydawałoby się, że głównym zamierzeniem młodej autorki w czasie pisania kontynuacji "Mrocznych umysłów" było nieustanne zaskakiwanie swoich czytelników, a chwilami nawet szokowanie i bezwstydne granie na naszych emocjach. Były momenty, które mnie rozczarowywały, bo chciałam, aby niektóre wydarzenia ułożyły się inaczej, ale to przecież byłoby za łatwe i nie wywoływałoby żadnych emocji. Czasami chciałam obniżyć ocenę, ale znowu później następował zwrot w akcji i ponownie zmieniałam zdanie. Alexandra Bracken zaserwowała mi prawdziwą jazdę bez trzymanki.

"Nigdy nie gasną" to kontynuacja, która znacznie przerosła moje oczekiwania. Nie spodziewałam się tak dobrego i tak zaskakującego drugiego tomu. Zdecydowanie jest jeszcze lepszy niż poprzedni, na pierwszy plan wysuwa się dopracowana i spójna fabuła i świetna kreacja bohaterów. "Mroczne umysły" jak na powieść młodzieżową naprawdę zachwycają i pochłaniają. Nie byłam w stanie zająć się niczym, dopóki nie przewróciłam ostatniej strony tej książki. Ta trylogia spodoba się nie tylko wielbicielom dystopii czy fantastyki, ale także osobom, które czekają na powieść, którą czyta się z wypiekami na twarz. To jedna z najlepszych dystopijnych serii, jakie miałam okazję przeczytać i wprost nie mogę się doczekać, gdy w moich rękach będzie leżała finałowa część. Polecam! 
"Życie nie jest sprawiedliwe. Zajęło mi trochę czasu, zanim to zrozumiałam, ale okazuje się, że los zawsze znajdzie sposób, żeby cię rozczarować. Możesz snuć plany, a życie i tak pchnie cię w przeciwnym kierunku. Znajdziesz prawdziwych przyjaciół, ale i tak zostaną ci zabrani, nieważne, jak mocno będziesz walczyć, by ich zatrzymać. Kiedy po coś sięgniesz, to się sparzysz. Nie doszukuj się w tym sensu i nie próbuj tego zmieniać. Musisz pogodzić się z rzeczami, na które nie masz wpływu, i postarać się przeżyć. To twoje jedyne zadanie."
Moja ocena: 10/10

Wyzwania: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014, DYSTOPIA 2014.