my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 września 2015

Gayle Forman - Ten jeden rok

 Autor: Gayle Forman Tytuł: Ten jeden rok Wydawnictwo: Nasza księgarnia Liczba stron: 359

Do tej pory pamiętam moment, w którym skończyłam czytać "Ten jeden dzień". Ta książka tak ogromnie mi się spodobała, tak mocno skradła moje serce, że bez wahania i z czystym sumieniem wystawiłam jej dziesiątkę. I spokojnie zaczęłam czekać na premierę kontynuacji. Na szczęście nie musiałam czekać długo, ponieważ sequel, "Ten jeden rok" już niecałe dwa miesiące później leżał wygodnie w moich dłoniach. Pełna podekscytowania przystąpiłam do lektury... I wyobraźcie sobie wierutne rozczarowanie, które mnie spotkało.

Najpierw jednak kilka zdań o fabule. Willem po opuszczeniu Paryża nie wie dokładnie, co ze sobą począć. Czuje się skołowany po tym, jak nieświadomie zostawił Allyson i po nią nie wrócił. Nie może wrócić do siebie, nie może zapomnieć o tajemniczej dziewczynie, z którą spędził zaledwie jeden, niesamowicie magiczny dzień. "Ten jeden rok" to swoista wyprawa po życiu Willema, chłopaka, który doświadczył straty... Chłopaka, który chce zaryzykować i odnaleźć Allyson. Czy mu to się uda?

Wiem, że swoją recenzję zaczęłam dosyć dramatycznie. Tak naprawdę to wcale nie tak, że spotka Was aż tak duże rozczarowanie. Ja po prostu oczekiwałam po kontynuacji (a zarówno jak i ostatniej części, o czym wcześniej nie miałam pojęcia!) trochę więcej. Owszem, wiedziałam, że będą to opisy losów Willema po tym, jak zostawił Allyson, ale jednak mimo wszystko... Nie spodobał mi się on po prostu jako narrator. Miał swoje momenty, to oczywiste. Jego przemyślenia naprawdę do mnie przemawiały i mnie interesowały, ale jakoś mimo wszystko bardziej utożsamiłam się z Allyson jako narratorką. Może to po prostu dlatego, że z charakteru jestem bardzo podobna do tej bohaterki.

Co zaważyło na mojej znaczne niższej ocenie sequelu, niż pierwszego tomu? Najbardziej chyba otwarte zakończenie. Już kilka razy w swoich recenzjach wspominałam, że za bardzo nie przepadam za takim sposobem kończenia wątków, ale są przypadki, w których takie rozwiązanie przypada mi do gustu. Niestety, "Ten jeden rok" nie jest jednym z tych dzieł. Tutaj odczułam ogromne rozczarowanie, co właśnie zaważyło na mojej końcowej ocenie. Myślałam, że druga część będzie opowiadała o losach Willema po opuszczeniu Allyson, ale nie AŻ tak. Sądziłam, że Gayle Forman jednak poświęci więcej stron na napisanie tego, co dalej się działo z tą dwójką. Ja chcę to wiedzieć, w szczegółach! A tymczasem na zaspokojenie mojej wielkiej ciekawości pozostała mi jedynie krótka nowelka... Toż to karygodne!

To, co się nie zmieniło to lekkość czytania, wręcz "sunięcia" po lekturze. Warsztat Gayle Forman, podobnie jak w przypadku pierwszego tomu sprawił, że nie mogłam się oderwać od czytania. Nie potrafiłam odłożyć "Tego jednego roku", aż do momentu, gdy przewróciłam ostatnią kartkę. Autorka ma naprawdę niezwykły dar przemawiania do czytelnika. Jej styl pisania jest dokładnie taki, jaki sobie cenię i lubię. Jest lekki, absorbujący, a przy tym niepozbawiony ciekawych przemyśleń i refleksji.

Choć "Ten jeden rok" okazał się dla mnie pewnym rozczarowaniem, Wam, moi drodzy czytelnicy może się spodobać. Może akurat Wy gustujecie w otwartych zakończeniach. Jedyne, co mogę napisać, to, że się tego nie spodziewałam po tak świetnej pierwszej części... A tak zostaną mi wspomnienia po prequelu, który totalnie mnie porwał i po jego kontynuacji, która pozostawia po sobie niesmak.
Moja ocena: 6/10

czwartek, 6 sierpnia 2015

Thomas Hardy - Z dala od zgiełku

Autor: Thomas Hardy Tytuł: Z dala od zgiełku Wydawnictwo: Nasza Księgarnia Liczba stron: 477

"Z dala od zgiełku" to nie moje pierwsze spotkanie z klasyką, aczkolwiek jest to zdecydowanie najpoważniejsza próba. Nie ukrywam, że dotychczas nie przepadałam za tego rodzaju książkami. Nie sądziłam, że znajdę w nich coś, co w jakikolwiek sposób do mnie przemówi. Jesteście ciekawi, co sądzę o książce Thomasa Hardy'ego?

Dziewiętnastowieczna Anglia. Betsaba Everdene wiedzie spokojne i stateczne życie, do czasu, gdy dziedziczy po zmarłym wuju farmę. Wszyscy mieszkańcy tej prowincji nie ukrywają zdziwienia, gdy młoda kobieta postanawia sama zająć się gospodarstwem. Nikogo natomiast nie dziwi już fakt, że o serce Betsaby zabiega aż trzech dżentelmenów: Gabriel, William oraz Franciszek. Jak ostatecznie potoczą się losy bohaterki i jakie będą wybory jej serca?

Nie ukrywam, że początkowo ta lektura szła mi niesamowicie opornie. Nie sądziłam, że mogę aż tak wolno czytać i skupiać się na samej tej czynności. Przyzwyczajona do współczesnych powieści, które są lekko i przyjemnie napisane oraz które czyta się błyskawicznie, nie potrafiłam "wbić" się w tą książkę. To wręcz przykre, jak bardzo przyzwyczajamy się do dzieł, które choć wciągające, niewiele sobą reprezentują i niewiele wartości przekazują. A klasyki, właśnie w stylu "Z dala od zgiełku" mają w sobie coś uroczego i magnetyzującego. Początek, jak napisałam, był trudny, ale przecież początki (prawie) zawsze są trudne. Dodajcie do tego irytujące zachowania i wybory głównej bohaterki... nie miałam pozytywnych myśli odnośnie tego, jak dalej potoczy się moja przygoda z tą lekturą. Na całe szczęście później jest o wiele lepiej i udało mi się docenić niepowtarzalny klimat tego dzieła.

Po przeczytaniu połowy zaczęłam odnajdywać zadziwiającą przyjemność w tym nieśpiesznym czytaniu, ponieważ mogłam się całkowicie poświęcić tylko i wyłącznie lekturze. A czytając "Z dala od zgiełku" właśnie tak trzeba zrobić, ponieważ poetycki język ego utworu tmusi zostać przez czytelnika stopniowo przyswojony. Choć nieco przydługie opisy przyrody bywały nieco nudne, to cała reszta reprezentuje się naprawdę nieźle. Akcja toczy się wolno i jednostajnie, ponieważ Thomas Hardy w głównej mierze skupił się na emocjach i rozterkach uczuciowych bohaterów.

"Z dala od zgiełku" zostało wydane w 1874 r. i jest to książka ponadczasowa, w której przekazane wartości nigdy nie zostaną umniejszone wraz z upływem czasu. Wybory życiowe Betsaby mogą budzić w czytelniku irytacje, ale z czasem odkryje on, iż główna bohaterka jest niczym innym jak osobą, która, aby istnieć potrzebuje drugiej osoby. Dlaczego? Dlatego, że każdy człowiek jako istota społeczna ma pragnienie miłości, przyjaźni i zrozumienia. Choć ja nie gustuję w tego rodzaju powieściach, to wiem, że wiele osób tak, bowiem "Z dala od zgiełku" to w końcu ciepły, może niekiedy naiwny romans, ale taki, który wywołuje na twarzy uśmiech.
"Słabość jest podwójnie słaba, gdy nachodzi człowieka po raz pierwszy."
Moja ocena: 6/10

czwartek, 16 lipca 2015

Gayle Forman - Ten jeden dzień

Autor: Gayle Forman Tytuł: Ten jeden dzień Wydawnictwo: Nasza Księgarnia Liczba stron: 378

Niedawno miałam okazję zapoznać się z twórczością amerykańskiej pisarki Gayle Forman. "Zostań, jeśli kochasz" miło wspominam, a więc nie czekałam długo z sięgnięciem po kolejne dzieła tej autorki. Jesteście ciekawi jak spodobał mi się "Ten jeden dzień"?

Życie Allyson jest stateczne i poukładane, dziewczyna stroni od wszelkich przygód, i wydawałoby się, że to jej wystarczy. Do pewnego momentu, bo gdy zbliża się już koniec europejskich wakacji nastolatki, główna bohaterka poznaje pewnego przystojnego Holendra z którym spontanicznie wybiera się do Paryża. Ally odkrywa jak potężną siłę ma jeden dzień. I ile może zmienić...

"Ten jeden dzień" to absolutnie niesamowita i zachwycająca historia od samego początku, aż do końca. Musicie wiedzieć, że gdy przystąpiłam do jej lektury oczekiwałam czegoś lekkiego do poczytania na wakacje, a to, co otrzymałam to zgoła co innego. Gayle Forman nie wymyśliła mdłej i nudnej fabuły, która choć byłaby naiwna, to i tak przyjemna. Nie, ta autorka poszła o krok dalej, bowiem jej historia jest poważniejsza i dostarcza sporego materiału do przemyśleń. Właśnie to ze mną zrobiła i muszę Wam się przyznać, że tego rodzaju książki czyta mi się zdecydowanie najlepiej. Forman podjęła wiele tematów, o których warto rozmawiać. O nadmiernej opiekuńczości rodziców, przez co w późniejszym życiu bardzo ciężko jest się wyrwać spod takiego "klosza", o tym, jak ludzie się zmieniają, nie zawsze na dobre i o tym, że nieważne co się dzieje, zawsze powinniśmy podążać za naszym sercem, a nie za tym, co mówi nam ktoś inny. W końcu mamy jedno życie do przeżycia. Swoje.

Zdecydowanie największą zaletą tej powieści jest pomysłowość Gayle Forman. Można by pomyśleć, że cała historia Allyson zaczyna się dosyć banalnie. Ot, amerykańska nastolatka tuż przed rozpoczęciem studiów wybiera się na wycieczkę do Europy. Niby nic specjalnego, a w istocie naprawdę nieraz autorka mnie zaskoczyła, zaciekawiła, wzruszyła i rozbawiła. Pod pozorem banalnej historyjki obserwowałam prawdziwe problemy, które być może wielu z nas męczą. Główna bohaterka, Allyson, wybierając się na jednodniową wycieczkę do Paryża odkrywa, jak potężną siłę ma jeden dzień. Właśnie za sprawą tego dnia wszystko w jej życiu się odmienia i odkrywa ona, że ta spokojna egzystencja, którą zawsze wiodła, jej nie wystarcza, tylko po prostu się do niej przyzwyczaiła. Gayle Forman na przestrzeni kilkunastu rozdziałów ukazała przemianę, którą przeszła ta młoda dziewczyna i jak stopniowo zaczęła ona wyrywać się spod rąk zbyt opiekuńczych rodziców, którzy chcieliby układać za nią życie. I właśnie za ten aspekt tak bardzo polubiłam Ally, jest ona niezaprzeczalnie inspiracją i przypomnieniem, że każdy z nas może zmienić sposób, w który żyje i że wszystko zależy od nas, a nie nikogo innego.

Niezaprzeczalną zaletą "Tego jednego dnia" jest także warsztat pisarski Gayle Forman. Jest lekki i przystępny, co daje wręcz wrażenie "sunięcia" po lekturze. Będąc kompletnie szczerą, w ogóle nie czułam upływu czasu. Jak zahipnotyzowana przewracałam każdą kartkę, chcąc wiedzieć, co będzie dalej, spragniona większej ilości informacji... To oczywiste, że się w tą książkę wciągnęłam, co nie miało miejsca już od długiego czasu i przypomniało mi to, jak bardzo kocham czytać. Ta powieść oderwała mnie od rzeczywistości i jednocześnie uświadomiła mi wiele spraw. To wręcz niesamowity zbieg okoliczności, że ją przeczytałam w momencie, w którym sama mam do podjęcia wiele decyzji i w którym sama zaczynam się uczyć samodzielności.

"Zostań, jeśli kochasz" sprawiło, że polubiłam twórczość Gayle Forman, ale to "Ten jeden dzień" sprawił, że się w niej zakochałam. Naprawdę dawno nie czytałam tak ciepłej, mądrej i podnoszącej na duchu historii, która w tak dużym stopniu zawładnęłaby moim sercem. Nie wiem jak ja wytrzymam do września, do premiery kontynuacji tej serii pt. "Ten jeden rok". Gorąco polecam!
Moja ocena: 10/10

poniedziałek, 13 lipca 2015

Gayle Forman - Zostań, jeśli kochasz

Autor: Gayle Forman Tytuł: Zostań, jeśli kochasz Wydawnictwo: Nasza księgarnia Liczba stron: 246

O książce "Zostań, jeśli kochasz" autorstwa amerykańskiej pisarki Gayle Forman zrobiło się głośno za sprawą ekranizacji, która miała powstać. Ja oczywiście również o niej słyszałam, a że już wcześniej chciałam przeczytać tą powieść stwierdziłam, iż jest to świetny pretekst, aby w końcu się w nią zaopatrzyć. Nie zwlekałam długo. Kupiłam ją, pozachwycałam się i... pomimo obietnicy, którą sobie złożyłam, najpierw obejrzałam film. Pokochałam całą obsadę i fabułę, dlatego niestety pierwowzór przeleżał na półce ponad pół roku zanim w końcu po niego sięgnęłam. Możecie się zapytać, czego się bałam... Bałam się rozczarowania, bo ja mam tak, gdy najpierw obejrzę ekranizację, książka podoba mi się mniej. I poniekąd tak się stało w przypadku "Zostań,jeśli kochasz". Na całe szczęście jednak tylko poniekąd.

Siedemnastoletnia Mia ma dobre życie, z którego jest zadowolona. Kocha swoją rodzinę: tatę, mamę i małego braciszka, ma oddaną jej przyjaciółkę i prawdziwą pasję - grę na wiolonczeli. Wszystko układa się idealnie. Jest jeszcze lepiej, gdy starszy od niej o rok wokalista początkującego zespołu, Adam, zaczyna o nią zabiegać. Oboje tworzą razem świetny duet i nie mija sporo czasu, nim stają się parą.

Pewnego dnia jednak główna bohaterka ma wypadek samochodowy, po czym z szokiem odkrywa, że trwa w dziwnym stanie zawieszenia. Obserwuje wydarzenia toczące się w szpitalu, ale jest niczym więcej jak zjawą niewidoczną dla innych. To do niej należy decyzja, czy chce się obudzić i stawić czoła ciężkiej rzeczywistości, która ją czeka...

Jak już wspomniałam w pierwszym akapicie - zakochałam się w filmie. Obsada została dobrana wprost idealnie, a niewielkie fabularne zmiany ekranizacji w stosunku do pierwowzoru w ogóle mnie nie raziły (co stwierdzam oczywiście dopiero po przeczytaniu). Bałam się, że książka będzie nudna i mdła, a tymczasem wcale taka nie była. Gayle Forman miała świetny pomysł i go udźwignęła. Ukazała "podróż" Mii naprawdę poruszająco. Czytelnik ma okazję widzieć, jak wyglądało jej życie przed wypadkiem samochodowym i jej rodzący się związek z Adamem. Co swoją drogą jest kolejną zaletą tego dzieła. Miłość tych dwojga powinna wydawać się naiwna i szczenięca, a tymczasem wcale taka nie była. Wręcz przeciwnie - Mia i Adam tworzą naprawdę dojrzały związek i pokuszę się o stwierdzenie, że każdy chciałby być w takiej wyjątkowej relacji.

Zdecydowanie największą zaletą "Zostań, jeśli kochasz" jest warsztat pisarski Gayle Forman, choć zdaję sobie sprawę, że to czysto subiektywne odczucie. Mi się on jednak spodobał, ponieważ idealnie się wpasował młodzieżową tematykę tego utworu. Właśnie za sprawą talentu autorki ja tej powieści nie czytałam, ja przez nią niezwykle szybko s u n ę ł a m. Taka lektura to nic innego jak czysta przyjemność. Muszę też wspomnieć o tym, że nieraz w trakcie lektury odczuwałam wzruszenie, pomimo tego, że miałam przyjemność oglądać film i wiedziałam, czego się spodziewać. Znałam fabułę i zakończenie, więc oczywiście zaskoczenia nie było, ale i tak w czasie niektórych momentów kręciła mi się łza w oku.

Żeby nie było tak idealnie, to muszę ponarzekać. Liczyłam znacznie większą obecność Adama. W filmie był on obecny prawie w każdej scenie, dlatego myślałam, że z książką będzie podobnie . Niestety, ale myliłam się, bo tej mojej ulubionej postaci z "Zostań, jeśli kochasz" było naprawdę mało. Szkoda, bo jeśli o całokształt, ta książka wypada naprawdę nieźle i zdecydowanie wybija się na tle innych młodzieżówek.

Bałam się rozczarowania i przystąpiłam do lektury pełna obaw, a tymczasem okazało się to całkowicie niepotrzebne. "Zostań, jeśli kochasz" to nie tylko historia, która idealnie nadaje się do przeczytania w wolny dzień, to także pełna emocji historia, która jest mądra, prawdziwa i dodaje otuchy. Mię spotyka ciężki los, ale wybór wciąż jest jej. Wybór, czy się obudzić i zmagać z niewyobrażalną stratą i bólem, czy się poddać i nie cierpieć. Jaka będzie decyzja głównej bohaterki? Tego musicie się przekonać sami... Polecam!
"Uświadamiam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne."
Moja ocena: 8/10

sobota, 11 maja 2013

(59). Dia Reeves - Krwawy fiolet


 
Autor: Dia Reeves
Tytuł: Krwawy fiolet
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 344
Moja ocena: 9/10

Szaleństwo nigdy nie było tak pociągające.
W Portero, niewielkiej, z pozoru sennej mieścinie dzieje się coś niepokojącego… A Hanna liczyła, że właśnie tu znajdzie bezpieczny dom… Tymczasem odkryje mroczne sekrety, które każdego normalnego człowieka śmiertelnie by przeraziły. Jej jednak na szczęście daleko do normalności.
Jeśli szalona dziewczyna trafia do jeszcze bardziej szalonego miejsca tylko dwie rzeczy są pewne: wszystko się może zdarzyć, a bezpieczeństwo jest złudne.


Główną bohaterką "Krwawego fioletu" jest szesnastoletnia Hanna, która rok temu straciła swojego ojca i została zmuszona do zamieszkania ze swoją ciotką Ullą. Kiedy jednak ta chce wysłać ją do zakładu dla chorych psychicznie, dziewczyna ucieka, pragnąc zaznać trochę matczynej miłości... Swoją matkę odnajduje w małej, z pozoru zwyczajnej mieścinie o nazwie Portero. Z czasem przekonuje się, że czeka ją coś bardziej niebezpiecznego niż tylko niechęć jej rodzicielki, miasto to zamieszkują bowiem istoty iście z piekielnego koszmaru...
"Wolę być nieszczęśliwa na wolności, niż szczęśliwa w klatce."
Czytając "Krwawy fiolet" nie mogłam nadziwić się oryginalności i pomysłowości autorki. W swojej książce wplątała ona wątki, których na próżno można szukać w innych powieściach tego gatunku! Każda strona niosła coś zaskakującego, nie ma więc mowy tutaj o nieprzewidywalności, wręcz przeciwnie, kiedy myślałam, że wiem, co się wydarzy, Dia Reeves skutecznie pozbawiała mnie złudzeń. Wykreowany przez nią świat okazał się niezwykle intrygujący, pełen niespotykanych stworów, co tylko potęgowało moją ciekawość.

Mocnym plusem tej książki są przede wszystkim nietuzinkowi bohaterowie. Autorka każdemu z nich przypisała ciekawy życiorys, którym mogą się pochwalić. Główna bohaterka nie jest jedną z tych, które często spotykamy w pozycjach tego gatunku, Hanna bowiem cierpi na depresję maniakalną. Musi przyjmować leki, chociaż oczywiście nie zawsze to robi, skutkiem tego są halucynacje. Właśnie przez wzgląd tej choroby polubiłam tę dziewczynę, każde jej zachowanie było nieprzewidywalne i szalone. Wykazywała się ona odwagą w sytuacjach, które normalnego człowieka wprawiły by w przerażenie. Niekiedy zachowywała się głupio, a wręcz nieodpowiedzialnie, ale to właśnie dlatego jej przygody były dla mnie tak pasjonujące. Hanna jest postacią oryginalną, której nie brak charyzmy. Śmieszy i ciekawi. Właśnie taka powinna być główna bohaterka!
 "Miłość to pułapka. Nie daj się złapać."
Także fani romansów znajdą tutaj coś dla siebie, bowiem taki wątek również występuje w tej książce. Jest główną siłą napędową "Krwawego fioletu", został świetnie wykreowany, nie razi sztucznością ani przesadnym dramatyzmem. Został ukazany w ciekawy sposób, który idealnie komponował się z resztą szalonego miasteczka.

"Krwawy fiolet" jest intrygującą lekturą, na próżno można szukać innej i podobnej. Nie jest schematyczna, a akcja pędzi w niej zawrotnie, wciągając nas do tego niesamowicie dziwnego, ale i fascynującego świata. Jest to książka nietuzinkowa i oryginalna, w której autorka daje popis swojej obłędnej wyobraźni. Podczas jej czytania otwierałam szeroko oczy, nie mogąc nadziwić się jej pomysłowości. Historię tę czyta się w błyskawicznym tempie! Polecam ją osobom, które gustują w paranormal romance, ale nie tylko. Takiej książki jeszcze nie było!

Wyzwania, w których recenzja bierze udział:

piątek, 12 kwietnia 2013

(49). Nancy Werlin - Niemożliwe




Autor: Nancy Werlin
Tytuł: Niemożliwe
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Liczba stron: 360
Moja ocena: 3/10

Jesteś zbyt ładna! - krzyknęła. - Wolałabym, żebyś była brzydka! Brzydka!I nie oczekiwała od życia zbyt wiele! - Miranda opierała się o ogrodzenie i przez pięć minut krzyczała w stronę Lucy, z okropnym grymasem na twarzy. Machała też rękami, wykonując dziwny gest, jakby chciała ochlapać córkę lub rzucić na nią klątwę. - Oczekuj mniej! Oczekuj mniej!

Lucy odkrywa, że wiele pokoleń temu na kobiety w jej rodzinie rzucono klątwę. Muszą wypełnić trzy niemożliwe do wykonania zadania, aby nie popaść w szaleństwo z chwilą narodzin pierworodnej córki. Jak ma sobie z nimi poradzić, skoro wysiłki jej przodkiń spełzły na niczym? Na szczęście Lucy może liczyć na pomoc opiekuńczych rodziców zastępczych i Zacha, przyjaciela z dzieciństwa, z którym zaczyna ją łączyć coraz więcej. Ale czy miłość i wsparcie najbliższych wystarczą, by pokonać odwieczne zło?

Nastrojowa książka inspirowana staroangielską balladą "Targ w Scarborough" łączy w sobie tajemnicę, opowieść fantasy i romans.

Mam taki zwyczaj, że od razu po przeczytaniu książki nie potrafię napisać recenzji. Po zakończeniu lektury wciąż buzują we mnie emocje, bo niekiedy zakończenia potrafią naprawdę zaskakiwać i powodować ciągłe zastanawianie się nad kontynuacją albo jej brakiem. "Niemożliwe" jest wyjątkiem, będąc już w ponad połowie wiedziałam, co o niej napiszę i bynajmniej nie będzie to nic pozytywnego.
"(...) Myślałam o tym i doszłam do wniosku, że prawdziwy przyjaciel to ktoś, kto rozumie, nawet wtedy, gdy nic nie rozumie."
Główna bohaterka to Lucy, która została adoptowana przez kochające się małżeństwo: Soledad i Leo. Życie dziewczyny jednak różni się od wielu innych adoptowanych dzieci, bowiem ona zna swoją biologiczną matkę, a nawet widuje ją od czasu do czasu. Miranda, bo tak właśnie ma na imię kobieta, która ją urodziła ma problemy psychiczne. Kiedy się pojawia, krzyczy na Lucy i podśpiewuje pod nosem tajemniczą balladę, którą i nastolatka zna, zresztą wszystkie dziewczyny z rodziny Scarborough mają za obowiązek jej poznania. Okazuje się, że ma to swoją przyczynę, a nad pokoleniem nastolatki krąży klątwa...
" - Wieczna miłość - odezwała się wyraźnie. - Wierzysz w nią? Ja nie. To pułapka."
"Niemożliwe" na pierwszy rzut oka może wydawać się kolejną mieszanką fantastyki z romansem i przeszkodami w tle i niestety, ale właśnie taka się okazała. Pospolita. Bez wyrazu. Akcja ciągnęła się niemiłosiernie długo, a główny katalizator, którym miał być wątek miłosny okazał się być całkowicie bez polotu. Chwilami odnosiłam wręcz wrażenie, iż autorka chciała po prostu urozmaicić nim swoją historię. Nancy Werlin nie zadbała o sedno fabuły, akcja błyskawicznie dążyła do rozwiązania, nie powodując nawet w czytelniku napięcia. Finał był do bólu przewidywalny, nie wywołał u mnie żadnych emocji, poza radością, że w końcu ukończyłam tę książkę z niemałym trudem.
Skoro więc akcja mnie zawodziła, liczyłam chociaż na bohaterów, z którymi mogę się utożsamić albo chociaż polubić, ale i tutaj musiałam przełknąć gorzkie rozczarowanie. Lucy Scarborough, straszliwie irytująca oraz Zach, który w zasadzie nie wniósł nic pozytywnego do tej lektury, poza faktem, że "był" i "ładnie wyglądał". Mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że niebrak mu było odwagi, bo stanał na wysokości zadania, jednak i to wydało mi się straszliwie naciągane.
"Dziewczę od mej klątwy nie uwolni się,
Szałwia, rozmaryn, tymianek i nać.
Dopóki nie wykona zadań trzech
 W pułapce mej miłości będzie trwać."
Mam wrażenie, że autorka mogła poprowadzić tę książkę w naprawdę ciekawy sposób, podobnie jak niektóre wątki rozwinąć inaczej. Niestety, ale skupiła się na wątku miłosnym, nie miałabym nic przeciwko, gdyby on ciekawił, interesował i zachęcał do czytania, czyli po prostu spełniał swoją rolę, zwyczajnie jednak tego nie robił. Skupiona na jednym, słabym wątku Nancy Werlin zapomniała chyba o rozbudowaniu opisów zadań wykonywanych przez główną bohaterkę, miałam wrażenie, iż działa to na zasadzie: "zaczęłam robić" i "zrobiłam", nie było w nich żadnej wyrazistości, trudności, wszystko wyszło po prostu na piękną bajeczkę... No właśnie, o czym? W zasadzie to o niczym, bo nic mnie w tej pozycji nie zachęciło, a zaznaczę, że nie podchodzę do takich książek sceptycznie, bo lubię je czytać i nawet pomimo negatywnych recenzji wolę sama się przekonać, tym razem jednak żałuję zmarnowanego czasu. Nie polecam.

Wyzwania, w których recenzja bierze udział:
CZYTAM FANTASTYKĘ, PARANORMAL ROMANCE.

piątek, 5 kwietnia 2013

(45). Anastasia Hopcus - Nawiedzone miasteczko Shadow Hills




Autor: Anastasia Hopcus
Tytuł: Nawiedzone miasteczko Shadow Hills
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 352
Moja ocena: 8/10

Po tragicznej i tajemniczej śmierci siostry Ateny Persephonę Archer dręczą dziwaczne i przerażające sny... Dziewczyna czuje, że są w jakiś sposób związane z niedawną tragedią... Wie również, że podobne koszmary miała siostra. W pamiętniku Ateny odkrywa wzmiankę o miasteczku Shadow Hills. Postanawia przenieść się do tamtejszej szkoły - intuicja podpowiada jej, że tam kryje się rozwiązanie zagadki. Ale pytań tylko przybywa. Co wspólnego mają szkoła, tajemnicza epidemia, która przed wiekami zdziesiątkowała mieszkańców, oraz stary cmentarz? I jak to możliwe, że Persephona spotyka w Shadow Hills chłopaka, o którym śniła?

Dociekliwość dziewczyny i jej dążenie do rozwikłania zagadek przeszłości mogą ją zniszczyć...


Obecnie żaden fan gatunku paranormal romance nie może narzekać, bowiem takich książek jest już pełno. Tym bardziej naprawdę coraz ciężej jest znaleźć taką, która nas zachwyci i pochłonie na długie godziny oraz taką, która nie wykorzystuje przerabianego już na milion sposobów wątku wampira i wilkołaka.
"Nawet jeśli tak myślałam, w głębi ducha wiedziałam, że to nieprawda. Już sama godzina snu była interesująca. Trójka to magiczna cyfra: Święta Trójca, trzy klejnoty buddyzmu, piramidy."
Piętnastoletnią Persephonę „Phe” Archer dręczą dziwne, a zarazem przerażające sny, które pojawiają się w nocy o godzinie 3:33. Przypadek? Główna bohaterka nie była skłonna w niego wierzyć, tym bardziej, że kiedy odnalazła pamiętnik swojej zmarłej siostry - Ateny, dowiedziała się, iż ona również miewała takie same sny. Dociekliwość i determinacja zaprowadziły ją do tytułowego miasteczka Shadow Hills, gdzie zaczęła uczęszczać do nowej szkoły, Devenish.
"Symbol był teraz otoczony idealnym okręgiem. Cały znak odznaczał się zbyt dużą symetrią, żebym mogła go uważać za wysypkę, jednak nie byłam w stanie wymyślić innego powodu tych zmian na skórze."
Sny Persephony od początku mnie zaintrygowały i okazały się główną myślą przewodnią książki. Dziwne, niekiedy wręcz wprost wyjęte z horroru, a do tego przedstawiające przystojnego ciemnowłosego chłopaka. Kolejnym świetnym posunięciem autorki był fakt, że na biodrze dziewczyny zaczął pojawiać się tajemniczy symbol, który tylko spotęgował moją ciekawość. W mojej głowie rodziły się rozmaite pytania: "Skąd się wziął?" i "Czy ma związek ze snami?" Odpowiedzi na nie poznajemy w dalszej części lektury.
"Na zewnątrz wszystko wydało mi się cichsze, a jednak w jakiś sposób wyrazistsze niż kiedykolwiek przedtem. Opadłe liście mocniej szeleściły pod stopami, a promienie słońca świeciły jaśniej. Przy Zachu powoli się uspokajałam."
Dziewczyna dociera do Shadow Hills, poznaje towarzyskiego Grahama oraz zabawną Adriannę, a niedługo później chłopaka ze swojego snu. Zach jest dla niej prawdziwą tajemnicą, którą dziewczyna pragnie rozwikłać, odczuwa do niego niemalże magnetyczne przyciąganie. Dziwne zdarzenia, które dzieją się wokół Zacha wydają się tylko pogłębiać zainteresowanie Persephony.
"Pogładziłam symbol nieskończoności wygrawerowany na pasku srebra. Gdybyż to była lampa Aladyna! Mogłaby mi odpowiedzieć na wszystkie pytania."
Polubiłam Persephonę za jej niezwykłą dociekliwość, która nieraz umieściła ją w niebezpieczeństwie. Okazała się ona postacią, której prawda nie była straszna, bowiem niezależnie od konsekwencji pragnęła ją poznać. Potrafi czytelnika rozśmieszyć i zaciekawić. Bohaterom drugoplanowym również nie brak polotu. Anastasia Hopcus spisała się tutaj naprawdę świetnie, obdarzyłam sympatią każdego z nich.
"- Och, Zach...
- Co tam?
Pokazałam zdjęcia.
- A, to - westchnął. - Tak... To pole elektryczne.
- Zawsze wyglądasz na zdjęciach jak święty?"
Są książki, które czytam z wielkim zapałem i równie taką samą ekscytacją, ale niestety są też takie, których czytanie idzie mi niemiłosiernie opornie. "Nawiedzone miasteczko Shadow Hills" jest lekturą, która przeszła moje oczekiwania. Zostajemy błyskawicznie wciągnięci w dynamiczną akcję, a autorka ani na chwilę nie pozwala nam odetchnąć. W głównej mierze, to dlatego skończyłam ją bardzo szybko, wciągnięta przez wir wydarzeń. Świetnie zarysowani bohaterowie nie nudzą, przede wszystkim są wyraziści, a ich dialogi są przemyślane i ciekawe. Persephona to bohaterka, której nie da się nie lubić! Dociekliwa i odważna, która nieraz mnie rozbawiła. Sam wątek romantyczny również okazał się ciekawy, który czytałam z wielkim uśmiechem, bowiem starsza siostra Zacha bardzo utrudniała kontakty zakochanym. Rozczarowały mnie odniesienia do mitologii, które okazały się niewystarczające, a wręcz znikome! Sądziłam, że imiona Persephona i Atena mają jakieś nawiązanie, ale wcale tak nie jest. Mimo to "Nawiedzone miasteczko Shadow Hills" jest lekturą wartą uwagi. Nie okazała się przewidywalna, nudna i mdła, tylko intrygująca i wciągająca! Serdecznie polecam!

Wyzwania, w których recenzja bierze udział:

niedziela, 6 stycznia 2013

(9). Richelle Mead - Akademia wampirów


 
 Autor: Richelle Mead
Tytuł: Akademia wampirów
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Liczba stron: 336
Moja ocena: 10/10

Tylko najlepszy przyjaciel może ocalić ci życie. Zwłaszcza jeśli twój wróg jest nieśmiertelny…

Akademia wampirów to cykl powieściowy, który pokochały już miliony czytelników. Często jest porównywany ze "Zmierzchem" Stephanie Meyer.

W szkole imienia świętego Władimira wampiry czystej krwi – moroje – uczą się posługiwać swoimi nadnaturalnymi darami, a mieszańce – dampiry – szkolą się na ich opiekunów i oddanych strażników. Posępne mury kryją jednak więcej mrocznych tajemnic, niż można by podejrzewać. Lissie Dragomir, morojce ze szlachetnego rodu, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy dampirka Rose, połączona z nią telepatyczną więzią, zdoła ochronić przyjaciółkę?

„Mężczyzna musiałby posiąść sztukę czytania w myślach, chcąc tę swoją wybraną uszczęśliwić.”
Pomimo, że minęły dwa lata od kiedy zaczęłam przygodę z tą serią wciąż dokładnie pamiętam emocje, jakie mi towarzyszyły podczas czytania. "Akademia wampirów" jest jedną z najlepiej napisanych młodzieżowych książek jakie kiedykolwiek przeczytałam. Lekka, przyjemna, a do tego nie do końca przewidywalna, jakby mogło się wydawać. Dlatego z wielkim żalem żegnałam się z tą serią, choć pomimo upływu czasu, wciąż chętnie do niej wracam (skończyło się na tym, że serię tą przeczytałam parokrotnie).
Można by powiedzieć, że tę serię przeczytałam kiedy dopiero raczkowałam w magicznym świecie książek. Szukałam czegoś, co umiliłoby mi czas i nigdy nie przypuszczałam, że książka może wzbudzać aż tak wielkie emocje. Okazało się, że owszem, może. Razem z Rose przeżywałam wszystkie jej wzloty i upadki, dlatego pamiętam jak przykro przyszło mi się żegnać z "Akademią wampirów", która wydaje się może mało ambitna, jednak nie da się ukryć, że przyciąga już od pierwszych stron.
Więź jaka rodzi się między młodziutką Rose a starszym, bardziej doświadczonym Dymitrem jest niezaprzeczalnym plusem tej serii. Dzięki niej mamy okazję podziwiać poświęcenie Rosemarie Hathaway, która odrzuca swoje uczucia na rzecz chronienia swojej najlepszej przyjaciółki morojki Lisy. Mamy okazję przekonać się o trudnych sytuacjach, w których przychodzi jej sobie radzić. Całe życie dampirom wpajano, że "moroje są ważniejsi", a tymczasem Rose sama będzie musiała stanąć przed najważniejszym wyborem w swoim życiu.
Tę serię polecam wszystkim, dzięki prostemu językowi autorki i szybko rozgrywającej się akcji książka wciąga już od pierwszych stron.

A tak poza tym, mój nick pochodzi właśnie z tej serii. :) 

wtorek, 18 grudnia 2012

(3). Kimberly Derting - Ukryte

  
 
Autor: Kimberly Derting
Tytuł: Ukryte
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Liczba stron: 336
Moja ocena: 7/10

Romans i tajemnica opisane w tej książce tak mnie pochłonęły, że nie wiedziałam: wstrzymywać oddech czy krzyczeć. Wiedziałam jednak, że nie zabiorę się do żadnej pracy, póki nie doczytam do końca. - Melissa Marr
Violet musi sobie poradzić z dwoma poważnymi problemami: Jayem, przyjacielem z dzieciństwa, do którego czuje coś więcej, niż powinna, oraz swoim mrocznym, sekretnym darem. Tymczasem seryjny zabójca terroryzuje miasteczko. Giną kolejne dziewczyny. Violet uświadamia sobie, że tylko ona, dzięki swemu niezwykłemu talentowi, może powstrzymać mordercę. Z pomocą przychodzi jej Jay – nie chce, aby dziewczynie cokolwiek się stało. Młodzi zbliżają się do siebie. Także morderca jest coraz bliżej…
„Bo czułaś - stwierdził rzeczowo. - Wiem, ponieważ ja czułem coś do ciebie, więc nie ma mowy, żeby z tobą było inaczej.”
"Ukryte" opowiada o nastolatce imieniem Violet, który posiada dar (a raczej przekleństwo), dzięki któremu wyczuwa pogrzebane w ziemi zwłoki, zarówno zwierząt jak i ludzi. Słyszy również coś w rodzaju "piętna" u ludzi, którzy są odpowiedzialni za czyjąś śmierć.
Muszę przyznać autorce, że miała naprawdę oryginalny pomysł. Tej książki nie można nazwać typową fantastyką, ale nie jest to też od razu takie zwyczajne romansidło dla nastolatek.
Książka mnie wciągnęła, przeczytałam ją w zaledwie dwa wieczory, a przy moim ograniczonym czasie jest to nie lada wyczyn. "Ukryte" czyta się z prawdziwą przyjemnością, opisy nie są przesadzone, a bohaterowie są wyraziści. Mamy wredną Chelseę, trochę przygłupią Claire, chłopczycę Jules oraz nie można zapomnieć o najlepszym przyjacielu Violet - Jay'u, zarówno wrażliwy jak i arogancki.

"Ukryte" mogę polecić wszystkim, którzy chcą spędzić miło wieczór przy nieskomplikowanej książce. Ostatecznie, muszę przyznać, że ja byłam zdziwiona tym, kto okazał się zabójcą.