my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 kwietnia 2020

B.A. Paris - "Dylemat"

Autor: B.A. Paris
Tytuł: Dylemat
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller

B.A. Paris to popularna brytyjska autorka, która zadebiutowała na rynku wydawniczym bardzo dobrze przyjętą przez czytelników książką "Za zamkniętymi drzwiami".  Jej kolejne wydane książki "Na skraju załamania" oraz "Pozwól mi wrócić" również zyskały sobie sympatię czytelników. Ja miałam okazję zapoznać się z tytułami "Za zamkniętymi drzwiami" oraz "Na skraju załamania". Obie powieści bardzo mi się spodobały ze względu na interesującą i trzymającą w napięciu fabułę. Jej najnowsza książka to "Dylemat".

Livia i Adam stanowią udane małżeństwo od ponad dwudziestu lat. Choć bardzo młodo wzięli ślub i zostali rodzicami, to stanowią bardzo szczęśliwą parę. Mają córkę - Marnie oraz syna - Josh'a. Livia od zawsze marzyła o urządzeniu wystawnych czterdziestych urodzin. Stanowiło to dla niej pewnego rodzaju substytut wesela, którego nie miała wraz ze swoim mężem. Gdy w końcu nadchodzi wymarzony dzień urodzin Liv, nie wszystko idzie po jej myśli... Ponadto zarówno Livia jak i Adam mają przed sobą tajemnice... 

"Dylemat" to powieść, która spotkała się z mieszanym odbiorem w Polsce. Wielu czytelników twierdzi, że ta książka jest gorsza od poprzednich powieści autorki. Zgadzam się z tą opinią w części, ten tytuł różni się bardzo od poprzednich. "Dylemat" bowiem jest bardziej thrillerem psychologicznym niż kryminałem. Mimo to, bardzo mi się spodobał i charakterystycznie już dla książek B.A. Paris, pochłonęłam go dosłownie w jeden dzień. Pisarka ma niezwykle lekki kunszt pisarski, a dodatkowo tworzy fabułę pełną suspensu, od której ciężko się oderwać. Choć akcja toczy się praktycznie w ciągu jednego wydarzenia - czterdziestych urodzin Liv, to wcale się nie nudziłam. A zakończenie choć lekko przewidywalne, bardzo mi się spodobało.

"Dylemat" zdecydowanie różni się od poprzednich książek B.A. Paris. Nie znaczy to jednak, ze ten tytuł jest gorszy. To bardziej psychologiczne spojrzenie na bohaterów, na to, co są wstanie zrobić, aby ochronić ukochaną osobę. Polecam!
Moja ocena: 7/10

wtorek, 31 grudnia 2019

Stephen King - "Instytut"

Autor: Stephen King
Tytuł: Instytut
Wydawnictwo:  Albatros
Liczba stron: 672
Gatunek: horror

Głęboko w lasach Maine znajduje się wielki i państwowy obiekt, gdzie są uprowadzane i więzione dzieci z całego kraju, na których przeprowadza się rozmaite oraz przerażające eksperymenty. W Instytucie testom poddawane są "niezwykłe" dzieci posiadające równie niezwykłe umiejętności - telekinezę i telepatię.

Rekrutem Instytutu staje się 12-letni Luke Ellis. Jest on bardzo mądrym chłopcem, ale oprócz tego posiada także dar, który uczynił go dla władz Instytutu bardzo atrakcyjnym. Luke zostaje porwany i wraz z innymi dziećmi oraz nastolatkami zostaje poddawany eksperymentom.

Luke od tej pory staje się więźniem Instytutu i nie ma on co do tego żadnych wątpliwości. Chłopiec nieustannie martwi się, co się stało z jego rodzicami, a także, co się wydarzy, gdy przestanie on być już atrakcyjny dla władz przerażającej instytucji. Ale mały trybik może poruszyć wielką maszynę, a inteligentny, młody Luke wraz z innymi dziećmi postanawiają połączyć swoje siły, aby wydostać się z Instytutu.

"Instytut" to druga książka Stephen'a King'a, którą miałam okazję przeczytać. Pierwszą była powieść "Outsider". Postanowiłam, że będę zapoznawać się z książkami tego autora zaczynając od tych najnowszych, a później stopniowo będę wybierać inne tytuły. "Outsider" bardzo mi się podobał, szczególnie świetnie dopracowany pomysł i fabuła stopniowo budująca napięcie. Mimo woli porównywałam do siebie te dwie powieści, które przeczytałam i zastanawiam się trochę co poszło nie tak. Podczas gdy "Outsider" bardzo mi się podobał, "Instytut" zdecydowanie mniej skradł moje serce. Choć pomysł ciekawy, sama fabuła wydawała mi się w pewnym momencie bardzo żmudna i za długa. W pewnym momencie lektury czułam, że ta powieść jest po prostu za długa, a autor rozciąga akcję byleby dobić do tych prawie siedmiuset stron. Zdaję sobie sprawę, że Stephen King jest autorem, który pisze długie książki i to jest format, który się sprawdza. W przypadku "Instytutu" objętość była dla mnie dużym problemem, a pod koniec czytania już nie mogłam się doczekać końca...

Największą zaletą "Instytutu" jest oczywiście sam pomysł oraz warsztat pisarski autora. Idea stworzenia państwowej placówki, gdzie są więzione dzieci na których przeprowadza się eksperymenty jest bardzo ciekawa. Czytelnik sam mimo woli podczas czytania zadaje sobie nieustannie pytanie: dlaczego? Dlaczego ktoś miałby zamknąć dzieci i przeprowadzać na nich różne i przerażające eksperymenty? Uważam, że Stephen King świetnie pociągnął ten pomysł dalej i równie dobrze wyjaśnił całą ideę "Instytutu". Jeżeli natomiast chodzi o styl napisania... Tutaj wiele chyba nie muszę pisać. Stephen King ma doskonały warsztat pisarski, dzięki któremu lektura płynie lekko i szybko.

"Instytut" to pozycja obowiązkowa dla fanów Stephen'a King'a, ale także i dla osób, które lubią dopracowane pomysły i misternie wykreowaną fabułę. Choć szczerze mówiąc uważam, że autor ten w swoim dorobku artystycznym ma na pewno lepsze tytuły.
Moja ocena: 6/10

niedziela, 14 kwietnia 2019

Lissa Price - "Starter"


Autor:
 Lissa Price
Tytuł: Starter
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Gatunek: fantastyka, fantasy, science-fiction


Callie Woodland to bohaterka, która żyje w świecie zdewastowanym przez wojny bakteriologiczne.
Katastrofa biologiczna zabiła wszystkich ludzi pomiędzy dwudziestym a sześćdziesiątym rokiem życia, skazując jednocześnie wszystkie osierocone dzieci na życie na ulicy. Wojnę przeżyli tylko obywatele - Starterzy i Enderzy, który otrzymali specjalnie stworzoną przez rząd szczepionkę. Starterem właśnie jest Callie, która zmuszona jest do życia na ulicy wraz z młodszym bratem i przyjacielem. Ich życie jest bardzo trudne, nie posiadają oni żadnych praw ani pieniędzy, żywią się tym, co akurat znaleźli, a pomieszkują w opuszczonych budynkach. W przeciwnych warunkach egzystują Enderzy. Dzięki rozwojowi medycyny żyją oni nawet dwieście lat. Są bogaci, żyją w luksusie i niczego im nie brakuje. Oprócz młodości. Tą kwestię rozwiązała jednak firma Prime Destinations, tworząc banki ciał, w których młodzi i biedni Starterzy wypożyczają swoje nastoletnie ciała Enderom. Pewnego dnia główna protagonistka, Callie ma dosyć swojej sytuacji i patrzenia na cierpienie swojego brata i postanawia wypożyczyć swoje ciało firmie Prime Destinations.
Ta decyzja odmienia życie Callie, a od jej podjęcia wszystko zaczyna się komplikować i sypać... A porządek rzeczy, który znała przestaje istnieć,

Sięgając po "Starter" miałam przeczucie, że trzymam w swoich rękach wyjątkową książkę. I się nie myliłam. Ta powieść jest naprawdę świetna. Choć czytałam wiele książek postapokaliptycznych, to "Starter" naprawdę wgniótł mnie w fotel. Lissa Price wykreowała przerażającą wizję świata po katastrofie biologicznej. Na dzisiejszym rynku nie brakuje powieści fantastycznych i science-fiction, dlatego tym bardziej chylę czoła pisarce za stworzenie tak ciekawego i oryginalnego świata. Przyznaję jednak, że zabrakło mi większego rozwinięcia opisów, np. samej wojny bakteriologicznej i szczepionek, które ocalił życie określonej grupie odbiorców. Szkoda, że Lissa Price potraktowała ten temat trochę po macoszemu.

Bardzo polubiłam główną bohaterkę Callie, a także jej gotowość i zdolność do poświęceń. To bohaterka z gatunku tych odważnych, pewnych siebie i bardzo charyzmatycznych. Zdecydowanie jest to protagonistka, która zyskuje sympatię czytelnika. Zabrakło mi jednak ciekawszej kreacji bohaterów drugoplanowych, bo na dobrą sprawę poza Callie nie ma wiele ciekawych osobowości, a przynajmniej moim zdaniem nie zostały one przedstawione i rozwinięte w wystarczający sposób. Plusem zdecydowanie jest zły charakter tej lektury, tzn. Stary Człowiek. Choć jego przydomek brzmi zabawnie, to nie ma w tej postaci ani krztyny humoru. To przerażający i okrutny człowiek, ale przy tym jest interesujący, a pobudki nim kierujące bardzo mnie zaciekawiły. Mam nadzieję, że Lissa Price w kolejnej części - "Ender" przedstawi swoim czytelnikom trochę szerzej Starego Człowieka.

W "Starterze" nie zabrakło wątku miłosnego, ale co mnie bardzo ucieszyło, nie wysuwa się on na główny plan. Ostatnio czułam się trochę przytłoczona nachalnymi wątkami miłosnymi w książkach, dlatego bardzo się cieszę, że Lissa Price postanowiła bardziej skupić się na rozwijaniu dynamicznej akcji i prowadzeniu fabuły w sposób nieprzewidywalny i zaskakujący. Nie zrozumcie mnie źle, lubię wątki miłosne, ale nie lubię, gdy są na pierwszym planie.

"Starter" to bardzo dobre otwarcie serii. W dzisiejszych czasach, gdzie rynek wydawniczy jest przesiąknięty powieściami z gatunku fantasy "Starter" naprawdę się wyróżnia wyjątkowym pomysłem i dobrym wykonaniem. Jeśli szukacie książki, która Was pochłonie, zachwyci dynamiczną akcją i ciekawą fabułą, zdecydowanie polecam. A jeśli do tego uwielbiacie antyutopie, jak ja, gwarantuję, pokochacie tą powieść!
Moja ocena: 8/10

wtorek, 19 marca 2019

B.A. Paris - "Na skraju załamania"



Autor: B.A. Paris
Tytuł: Na skraju załamania
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał

"Na skraju załamania" to już druga powieść autorki B.A. Paris, którą miałam okazję przeczytać. Pierwszą była "Za zamkniętymi drzwiami", która skradła moje serce niezwykle wciągającą fabułą. Jesteście ciekawi, czy w przypadku tej pozycji było tak samo? Zapraszam zatem do przeczytania mojej recenzji!

Jedna, deszczowa noc zmienia całe życie głównej bohaterki "Na skraju załamania" Cass Anderson. Kobieta pewnej nocy wraca sama przez las i widzi stojący na uboczu samochód z zapalonymi światłami. Choć wydawało się jej to podejrzane, że jakiś pojazd miałby stać w tak ponurą i deszczową noc sam w lesie, nie zatrzymała się. Pojechała dalej. Następnego dnia Cass dowiaduje się, że osoba, która siedziała w tym samochodzie owej nocy - kobieta, nie żyje. Została zamordowana. Od tej pory główną bohaterkę zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia, a także pojawiają się głuche telefony. Ponadto kobieta boi się, że podzieli los swojej chorej matki, ponieważ tak jak i ona, zaczyna tracić pamięć. Od tamtej feralnej nocy Cass nieustannie towarzyszy uczucie napięcia oraz bycia obserwowaną. I nie może zapomnieć o kobiecie, której nie pomogła.

Sięgnęłam po powieść "Na skraju załamania", ponieważ pierwsza przeczytana przeze mnie książka B.A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami" bardzo mi się podobała i wciągnęła mnie na tyle, że przeczytałam ją na "raz". Obawiałam się trochę, iż "Na skraju załamania" nie dorówna poprzedniczce. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Ta lektura jest naprawdę świetna! Wartka akcja, ciekawy pomysł sprawiły, że czytałam powieść z wypiekami na policzkach. Czytałam z prawdziwym podekscytowaniem, nie wiedząc co się dalej wydarzy i jak potoczy się fabuła. Jeżeli chodzi o zakończenie... W ogóle się go nie spodziewałam. B.A. Paris pozytywnie mnie zaskoczyła, ponieważ ani trochę nie spodziewałam się zakończenia.

Tytuł "Na skraju załamania" bardzo dobrze odzwierciedla rozterki głównej bohaterki, Cass. Przez feralną noc całe jej życie uległo zmianie. Od tamtej pory nieustannie ona balansuje na skraju załamania. Nie potrafi zapomnieć o tym, co się wydarzyło i jak zostawiła prawdopodobnie potrzebującą kobietę samą na środku leśnej drogi w deszczową, ponurą noc. Swoim zachowaniem prawdopodobnie skazała ją na śmierć i nie potrafi się ona z tym uporać. Jej psychologiczne rozterki czynią tą lekturę jeszcze ciekawszą, wywołując u czytelnika napięcie.

Zdaje sobie sprawę, iż dla wiernych fanów kryminałów i powieści sensacyjnych "Na skraju załamania" nie jest może najlepszą powieścią w tym gatunku, ale to nadal bardzo dobra książka. Ma dobrze zarysowanych bohaterów, a czytelnik wręcz przez całą powieść "sunie", pochłaniając stronę za stroną. B.A. Paris ma oszczędny styl i lekkie pióro, przez co czytanie jej książek jest prawdziwą przyjemnością, potrzebną do odstresowania się po ciężkim dniu. Zdecydowanie polecam!
Moja ocena: 8/10

piątek, 28 sierpnia 2015

Jamie McGuire - Piękna katastrofa

Autor: Jamie McGuire Tytuł: Piękna katastrofa Wydawnictwo: Albatros Liczba stron: 462

Abby Abernathy rozpoczyna studia w nowym miejscu. Są one dla niej pewnego rodzaju przepustką do rozpoczęcia świeżego startu, bez pamiętania o swojej bolesnej i niezbyt udanej przeszłości. Wszystko przebiega nie po jej myśli, gdy w życiu poukładanej bohaterki pojawia się Travis. Ten chłopak uosabia wszystko, czego dziewczyna chce unikać. Travis walczy w nielegalnych walkach w podziemnym klubie i generalnie jest typowym playboyem. Ścieżki tych dwóch krzyżują się, gdy Abby przegrywa pewien zakład...

Nie ukrywam, że wobec "Pięknej katastrofy" miałam naprawdę duże oczekiwania. To za sprawą tego, że nieraz na zagranicznych forach tytuł "Beautiful disaster" obił mi się o uszy (przy okazji chwała wydawnictwu, że zdecydowali się dosłownie przełożyć tytuł na język polski, to strzał w dziesiątkę!). Zwrot zachęcający do lektury z tyłu okładki: "Intensywna. Niebezpieczna. Wciągająca. Absolutnie uzależniająca. Powieść, na punkcie której oszalały młode Amerykanki." tylko wzmógł moją chęć do jak najszybszego zapoznania się z tym dziełem. Może to dlatego moje rozczarowanie było jeszcze dotkliwsze. Jamie McGuire bowiem ściągnęła mnie na ziemię i och, cóż to był za upadek! Bardzo bolesny. Autorka sprowadziła mnie na rzeczywistość, prawie tak jakby twierdziła: moja książka jest fajna, ale tylko fajna. Na pewno nie taka, jak zakładaliście. Nie zrozumcie mnie źle, "Piękna katastrofa" to powieść, którą czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, no właśnie, a więc dlaczego nie daję jej wyższej oceny? Już śpieszę tłumaczyć.

Zazwyczaj gustuję w książkach, które czyta się szybko i lekko, które pozwalają oderwać mi się od rzeczywistości i nieuchronnych problemów oraz monotonii dnia codziennego. Lubię, kiedy dane dzieło naprawdę absorbuje CAŁĄ moją uwagę, które pozwala mi się zanurzyć w czymś cudownie niezobowiązującym. Nie wstydzę się tego, że wolę sięgać po literaturę typu young adult czy new adult. Na ambitną literaturę czas jest w szkole i na studiach, a poza obowiązkami trzeba znaleźć czas na przyjemność. "Piękna katastrofa" choć wpasowuje się w mój typ książek do czytania, to czegoś w niej jej zabrakło. Choć, gdy przystępowałam do lektury, wciągała mnie, to jednak wciąż niewystarczająco. Nie skradła mojej uwagi całkowicie, nie wywołała wielkich, a nawet praktycznie żadnych emocji. Nie czepiałabym się tego, gdyby nie to, że miała to być powieść m.in "uzależniająca i intensywna". Równie szybko co się ją przeczyta, to niestety i się o niej zapomni. A intensywne dzieło w całej swojej wymowie powinno na długo zapaść w pamięć... Ale to tylko moja, czysto subiektywna opinia.

"Piękna katastrofa", jak już pewnie się zorientowaliście, nie do końca spełniła moje oczekiwania. Może dlatego, że mam już za sobą lekturę wielu takich książek i trudniej mnie zadowolić. Nie chodzi mi nawet o schematy, które niewątpliwie tutaj występują. Dobra, porządna dziewczyna i zły chłopak. Duet iście oryginalny (ha!). Takie utarte koncepcje wcale mi nie przeszkadzają, bo ja akurat ten motyw bardzo lubię. Piszę tak chaotycznie, że chwała komukolwiek, kto zrozumie moje przemyślenia. W każdym razie, związek Abby i Travisa z pewnością nie należy do stabilnych, więc cóż, będzie dużo wzlotów i upadków.

Z drugiej strony jeśli postawię się na miejscu niezaprawionego w boju czytelnika, to wiem, że "Piękna katastrofa" się mu spodoba. Jakby nie patrzeć, to bardzo lekka, dobrze i przystępnie napisana książka. Fabuła też jest niczego sobie, a akcja jest wartka i dynamiczna. Wszystko dzieje się bardzo szybko, Jamie McGuire zadbała o to, aby nie było nudno. Zresztą, duet Abby i Travisa wiele gwarantuje, ale jedną z tych rzeczy na pewno nie jest nuda. Kim więc jestem, aby odradzać Wam przeczytanie tej książki, jeśli właśnie dokładnie tego rodzaju literatury oczekujecie?
Moja ocena: 5/10

środa, 1 lipca 2015

Rae Carson - Dziewczyna ognia i cierni

 Autor: Rae Carson Tytuł: Dziewczyna ognia i cierni Wydawnictwo: Albatros Liczba stron: 415

ZOSTAŁA WYBRANA I WŁAŚNIE NADSZEDŁ JEJ CZAS

Księżniczka Elisa w dniu swoich szesnastych urodzin ma wyjść za mąż za mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie spotkała. Gdy już to się staje, wyjeżdża ze swojego rodzinnego kraju na kompletnie obce jej ziemie. Ziemie, na których nikogo nie zna i na których ma wielu wrogów... Osób, które zazdroszczą jej wielkiego daru, który otrzymała, Elisa bowiem nosi w sobie Boski Kamień. Raz na cztery pokolenia jedna osoba zostaje nim obdarowana. Czy księżniczce uda się pokonać nieprzyjaciół i dopełnić swojego przeznaczenia?

"Dziewczyna ognia i cierni" to pierwszy tom Trylogii ognia i cierni autorstwa Rae Carson. Powiem szczerze, że naprawdę wiązałam z tą serią duże nadzieje, bo po prostu uwielbiam takie klimaty. Bardzo lubię, gdy autorki zabierają się za pisanie książek "od podstaw", czyli od stworzenia własnego świata (co jest bardzo trudnym zadaniem). Świata, który przecież musi zostać dobrze przedstawiony i opisany. Jesteście ciekawi, czy Rae Carson to się udało? Cóż, moim zdaniem dosyć średnio. Oczekiwałam jednak trochę więcej. Królestwa wykreowane przez tą pisarkę bowiem zostały opisane dosyć... powiedziałabym ubogo. Autorka nie poświęciła wiele czasu na informacje o rodzinnym kraju głównej bohaterki, księżniczki Elisy, a szkoda, bo to byłoby naprawdę coś interesującego i spowodowałoby, że moja ocena byłaby znacznie wyższa. Nie mogłam sobie nijak wyobrazić Orovalle, bo opisy były zbyt skąpe, podobnie ma się sprawa z miejscem zamieszkania jej małżonka, Alejandra. Oprócz wzmianek, że jest to pustynia, nie dopatrzyłam się większej ilości szczegółów. Wiem, że nie każdemu może to przeszkadzać i jest to kwestia czysto subiektywna. Ja lubię (oczywiście ciekawe) rozległe opisy miejsc i przyrody, bo one tylko pobudzają do działania moją wyobraźnię.

Rae Carson zawiodła w opisach, natomiast sprawiła się świetnie w innych kwestiach. Bardzo przypadł mi do gustu pomysł na fabułę "Dziewczyny ognia i cierni". W ogóle cała koncepcja zostania wybranym przez Boga i obdarowaniem kilkunastu wybrańców Boskim Kamieniem jest strzałem w dziesiątkę. Z niczym takim nie spotkałam się jeszcze w żadnych książkach, więc to tylko potęgowało moje zaskoczenie i podziw. Jeśli chodzi o bohaterów... też zostali świetnie przedstawieni. Najbardziej oczywiście księżniczka Elisa. Pamiętam, że na początku lektury niesamowicie mnie irytowała. Użalała się i rozpaczała nad sobą, jaka to ona jest gruba, po czym jeszcze więcej jadła. Całe szczęście, że wraz z postępem czytania obserwowałam jej przemianę. Przemianę, która okazała się naprawdę duża. Najpierw otyła, niepewna siebie młoda dziewczyna z dużą odpowiedzialnością i brzemieniem w postaci Boskiego Kamienia, a później pewna siebie kobieta, która jest gotowa na to, aby zostać królową. Jeśli chodzi o postacie drugoplanowe to polubiłam silną i odważną Cosme, która bardzo często ukrywała swoje prawdziwe uczucia przed światem. 

"Dziewczyna ognia i cierni" to bardzo dobra książka, zważywszy na to, iż jest to pisarski debiut Rae Carson. Oczywiście nie udało jej się uniknąć kilku mankamentów, jak wcześniej wspomniane przeze mnie ubogie opisy albo zbyt wolne tempo akcji. Uważam jednak, że jak na pierwszą powieść z niełatwego gatunku fantastyki autorka spisała się naprawdę dobrze. Fabuła została dobrze przemyślana, bohaterowie wzbudzali sympatię, a czasami złość, akcja głównie toczyła się w sposób dynamiczny, czasami trochę zwalniała i powodowała u mnie nudę. Trylogia ognia i cierni rozpoczęła się ciekawie i obiecująco, trzymam kciuki za to, aby kolejne tomy były jeszcze lepsze. Polecam!
Moja ocena: 7/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

czwartek, 11 czerwca 2015

Holly Black, Cassandra Clare - Próba Żelaza

Autor: Holly Black, Cassandra Clare Tytuł: Próba Żelaza Wydawnictwo: Albatros Liczba stron: 351

OGIEŃ CHCE PŁONĄĆ, 
WODA CHCE PŁYNĄĆ,
POWIETRZE CHCE SIĘ UNOSIĆ,
ZIEMIA CHCE WIĄZAĆ,
CHAOS CHCE POŻERAĆ.

Są tacy autorzy, po których książki mogę sięgać w ciemno, bez wcześniejszego przeczytania opisu. Właśnie jedną z takich pisarek jest Cassandra Clare, którą wprost uwielbiam za sprawą serii Dary anioła oraz Diabelne maszyny. Bardzo się więc ucieszyłam, gdy okazało się, że zostanie opublikowana kolejna jej powieść - "Próba Żelaza", która otwiera nowy cykl Magisterium. Clare tworzy go wraz ze swoją wieloletnią przyjaciółką Holly Black. Z twórczością tej drugiej autorki nie miałam okazji się zapoznać, więc w sumie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Co się tyczy Cassandry Clare, oczekiwałam tylko tego, co najlepsze.

Najpierw kilka zdań o fabule. Dwunastoletni Callum Hunt musi przystąpić do egzaminu - Próby żelaza, który został przeznaczony dla magów i dzięki któremu dostaną się oni do szkoły magii - Magisterium. Chłopak w odróżnieniu jednak od swoich rówieśników wcale nie chce go zdać - wręcz przeciwnie - on chce go oblać, a to wszystko przez jego ojca. Nienawidzi on bowiem magów i wszystkiego, co z nimi związane. Call choć wybitnie się stara oblać Próbę, przechodzi ją i rozpoczyna pierwszy rok nauki w szkole magów. To miejsce choć niesamowicie fascynujące, także ma swoją historię... I swoich wrogów.

Gdy sięgałam po pierwszy tom Magisterium wiedziałam, że jest to seria skierowana raczej do młodszych czytelników. Wcale mi to jednak nie przeszkadzało, bo od czasu do czasu naprawdę lubię sięgać po tego rodzaju dzieła. Ot tak, żeby się odstresować. Wiecie jakie odniosłam wrażenie po lekturze kilkunastu stron? Harry Potter. Dosłownie. Może inne imiona bohaterów i wygląd, inne miejsce akcji, ale nie mogłam pozbyć się tego uporczywego uczucia, że czytam książkę J.K Rowling, a nie duetu Black i Clare. Dziwnie się czułam, ponieważ Pottera naprawdę uwielbiam, poza tym dopiero ponad rok temu się z nim zapoznałam, więc nadal wiele z niego pamiętałam, przez co podobieństwo Magisterium wydawało mi się jeszcze bardziej oczywiste. Myślałam sobie: kurcze, co jest grane... Jeśli dalej tak będzie, to chyba nie dam rady tego czytać... Całe szczęście, dalej podobieństwa się zacierają (trochę), jednak widać, że obie autorki inspirowały się sagą o przygodach Harry'ego Pottera. Jednak inspiracja to nic złego, prawda?

Dobra, mamy już za sobą te nieszczęsne te podobieństwa. A może i nie takie nieszczęsne, bo ja bardzo tęskniłam za tym niesamowitym potterowskim klimatem. A ta seria właśnie taką atmosferę sobą roztacza. W każdym razie ten cykl naprawdę mi się spodobał. Jak wcześniej wspomniałam - inspiracji nie da się przeoczyć (chyba, że ktoś nie czytał albo nie oglądał Pottera). Nie jest ona jednak nachalna, zbyt uwypuklona, raczej miła w odbiorze. Wydaje mi się, że to całkiem fajne uczucie wiedzieć, że czyjaś seria zainspirowała innych autorów, tym bardziej, że ten pomysł wypalił i ma szansę być jeszcze lepszy w kolejnych tomach (a zaplanowanych zostało pięć). Stworzenie szkoły magii zwanej Magisterium jest ciekawe, ale moim zdaniem zostało zbyt słabo opisane. Wydaje mi się, że autorki powinny zawrzeć więcej opisów, bo tak całe to miejsce wydawało się zamykać w kilku pomieszczeniach. Odniosłam wrażenie, że "Próba Żelaza" z powodzeniem mogłaby mieć minimum sto stron więcej, przez co byłoby jeszcze lepiej, a pisarki miałyby większe pole do popisu.

Czy "Próbę Żelaza" polecam? Zdecydowanie tak! Oczywiście jeśli jesteście zbyt wrażliwi na inspirację pisarzy innymi seriami - nie powinniście czytać tej książki. Nie sądzę jednak, żeby kogokolwiek aż tak raziło to w oczy, każdy z nas chyba ma trochę dystansu do siebie, prawda? Tym bardziej, że pierwszą część cyklu Magisterium czyta się bardzo szybko i płynnie (ja skończyłam ją w niecałe dwa dni), jest lekka i przyjemna, a koncepcja, którą przedstawiły swoim czytelnikom Black i Clare zdecydowanie się sprawdza. Pomysł na całą serię jest przyszłościowy i można wykreować wiele ciekawych wątków (szczególnie zważywszy na świetne zakończenie!). Na bohaterach także się nie zawiodłam - są naprawdę interesujący, przez co każdy znajdzie kogoś, z kim będzie mógł się utożsamić. Call ma ostry język, mówi to, co ślina na język przyniesie, przez co od razu wzbudził we mnie sympatię. Aaron to taka dobra duszyczka, urodzony bohater, natomiast Tamara równoważy swoich przyjaciół i ściąga ich na ziemię, kiedy tego potrzebują.

Chyba każdy się ze mną zgodzi, że czasami dobrze jest sięgnąć po książki, których grupą docelową są młodsi czytelnicy. Magisterium świetnie się rozpoczęło i oby zostało równie dobrze kontynuowane. Nie brak tutaj wartkiej akcji i dobrze przemyślanej fabuły, przez co w ogóle się nie nudziłam i całą książkę bez problemu mogłabym przeczytać za jednym zamachem. Nie pozostało mi nic innego, jak Wam ją polecić. Ja tymczasem będę grzecznie czekała na kontynuację...
Moja ocena: 7/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

sobota, 15 czerwca 2013

(72). Nicholas Sparks - Ostatnia piosenka



Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: Ostatnia piosenka
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Moja ocena: 8/10
Życie siedemnastoletniej Ronnie Miller wywróciło się do góry nogami, gdy jej ojciec postanowił porzucić karierę i wyjechać do niewielkiego miasteczka w Północnej Karolinie. Jego ucieczka oznaczała koniec małżeństwa Millerów. Trzy lata później Ronnie dalej nie chce mieć nic wspólnego z ojcem i nie utrzymuje z nim kontaktu.

Nieoczekiwanie matka wysyła dziewczynę i jej młodszego brata, Jonaha, by spędzili wakacje w Wilmington. Dla Ronnie to ciężka próba - przyzwyczajona do Nowego Jorku, zakochana w jego nocnym życiu i modnych klubach, musi zmierzyć się nie tylko z niechęcią do wiodącego spokojne życie pianisty i zaangażowanego w budowę miejscowego kościoła ojca, ale również z senną atmosferą nadmorskiej mieściny. Wszystko wskazuje na to, że to będzie najgorsze lato w jej życiu...

Siedemnastoletnia Ronnie Miller wraz z bratem Jonahem trafia do małego, sennego miasteczka w Północnej Karolinie, kiedy jej matka nie potrafi już sobie poradzić z problematyczną nastolatką. Dla dojrzewającej dziewczyny spędzenie wakacji w Wilmington, w zapomnianej przez Boga mieścinie wydaje się piekłem. Szczególnie, że będzie zmuszona do rozmów ze swoim ojcem, którzy porzucił jej matkę trzy lata temu, bowiem od wtedy Ronnie nie utrzymywała z nim kontaktu. Teraz jednak będzie musiała, chociaż od tamtej chwili wiele w jej życiu uległo zmianie... 

Zmiana otoczenia jednak na początku niezbyt dobrze wpływa na Ronnie. Wplątuje się ona w zawiłe relacje, z niebezpiecznymi osobami, ale także i poznaje Willa, który od razu zaczyna ją intrygować.

Co się stanie z Ronnie? Czy nawiąże ona w końcu nić porozumienia ze swoim ojcem? I czy zawrze interesujące znajomości, które odmienią jej życie na zawsze?

Do przeczytania "Ostatniej piosenki" skłoniły mnie liczne, pozytywne recenzje na temat tej książki, a także obejrzany wcześniej film. Jestem już zaznajomiona z twórczością tego autora, bowiem wcześniej przeczytałam już dwa jego dzieła: "Szczęściarza" i "Jesienną miłość", poza tym byłam ciekawa, ile tak naprawdę pominięto w ekranizacji, która z pewnością nie dorównuje pierwowzorowi.
"Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić."
Pomimo mojej wielkiej sympatii do Nicholasa Sparksa muszę przyznać, że jego książki opierają się na tym samym schemacie. Wiem, nie czytałam wszystkich, ale niestety znaczna ich część opiera się na nieco już utartym do bólu schemacie. Autor najwyraźniej odnalazł przepis na sukces i postanowił, że będzie go powielał w swoich kolejnych dziełach. Zastanawiam się jednak, jak długo można ciągnąć w kółko powtarzające się historie.

Nicholas Sparks ma ciekawy, a przede wszystkim bardzo przystępny styl pisania. Jego książki są bardzo emocjonalne i skłaniają do najróżniejszych refleksji. Pozostawiają po sobie ślad w duszy człowieka, wzruszają, ale też bawią. "Ostatnia piosenka" to książka, którą pochłonęłam w zawrotnym tempie, w odpowiednich momentach uroniłam także kilka łez, płacząc nad niesprawiedliwością jego dzieł i przeklinając to, że okazują się bardzo smutne w odbiorze.

To, co mi się od razu rzuciło w oczy, to fazy, podczas których autor stopniowo wprowadza czytelnika w rozgrywaną akcję. Pierwsze rozdziały czyta się bardzo lekko i przyjemnie, jednak im dalej w las, tym bardziej okazuje się, iż "Ostatnia piosenka" to nie tylko zwyczajna opowiastka o wakacyjnej miłości, ale także i historia o dojrzewaniu, bólu i przeciwnościach losu.

Główna bohaterka, Ronnie bardzo zaskarbiła sobie moją sympatię! Jest jedną z tych dziewczyn, które w każdej sytuacji znajdą ciętą ripostę, ma charakterek, ale także i głęboko schowaną wrażliwą stronę, której za wszelką cenę nie chce ujawnić. Sądzę, iż skrycie po prostu bała się odrzucenia i bólu, przecież już raz straciła swojego ojca i w pewnym sensie odgrodziła siebie od niego, przez co bardzo trudno było nawiązać im jakiekolwiek relacje.

Poza tym niesamowicie polubiłam Willa, Jonaha i Steve - ojca Ronnie. Są to bohaterowie nieidealni, którym ból i strata nie są obce. To właśnie przez te aspekty wydają się tak realni, tacy ludzcy, dzięki czemu czytelnik sam siebie może postawić w ich sytuacjach.
"Życie, uświadomił sobie, bardzo przypomina piosenkę. Na początku jest tajemnica, na końcu - potwierdzenie, ale to w środku kryją się wszystkie emocje, dla których cała sprawa staje się warta zachodu."
"Ostatnia piosenka" to książka, która wywołuje gamę emocji w człowieku, począwszy od radości, a skończywszy na smutku. Jest to opowieść o dojrzewaniu, miłości, a także i o nastoletnich próbach buntu. Dzieło to polecam zarówno osobom, które nie zaznajomiły się jeszcze z twórczością Nicholasa Sparksa, a także jego wiernym fanom! Jest to bowiem lektura, przed którą nie da się przejść obojętnie!