my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy las. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 grudnia 2019

Christine Lynn Herman - Więźniowie szarości

Więźniowie Szarości
Autor: Christine Lynn Herman
Tytuł: Więźniowie szarości
Wydawnictwo:  Bukowy Las
Liczba stron: 360
Gatunek: fantastyka, literatura młodzieżowa

Nastoletnia Violet Saunders po śmierci swojej siostry Rosie przeprowadza się do swojego rodzinnego miasteczka wraz z ciocią i matką. Szybko odkrywa, że małe miasteczko o nazwie Cztery Ścieżki rządzi się dziwnymi prawami, a ona sama jest tego częścią będąc jedną z Rodzin Założycieli. Violet wcale nie jest zadowolona będąc częścią tego dziwnego miasta, jednocześnie czuje żal do matki, że najpierw wywiozła ją z tego miasteczka, a następnie z powrotem ją do niego przywiozła. Mimo tych wszystkich zmagań, które toczy sama ze sobą, jedno jest pewne - wraz z innymi potomkami Rodzin Założycieli będzie musiała powstrzymać Szarość, bezwzględnego potwora, który czyha na innych mieszkańców Czterech Ścieżek.

"Więźniowie szarości" to powieść młodzieżowa, w której autorka Christine Lynn Herman porusza świetnie wszystkim znany motyw potwora zagrażającego mieszkańcom małego miasteczka i grupki młodych osób, które będą musiały powstrzymać tego potwora. Od razu, gdy tylko przeczytałam opis skojarzył mi się on z serialem "Stranger Things". I za bardzo się nie pomyliłam. Sam motyw na powieść jest bardzo podobny do netfliksowskiego serialu. Nie oznacza to, że "Więźniowie szarości" są skazani na porażkę, wręcz przeciwnie sądzę, że ze względu na te podobieństwa dużo osób zapewne sięgnie po tą powieść. Moim zdaniem nie jest mankamentem to podobieństwo, a inne aspekty, które chwilami odbierały mi przyjemność z czytania. "Więźniowie szarości" to trochę niedopracowana książka. Niby nie jest aż tak długa, ale czytanie chwilami bardzo mi się dłużyło. Sama fabuła wydawała mi się czasem trochę absurdalna. Główna bohaterka w jednej chwili dowiaduje się, że ma jakieś moce, musi przejść Próbę i od tak to akceptuje... Mało realne dla mnie to było. Płascy bohaterowie to chyba największy mankament tej książki. Żeby nie było, umówmy się, ja wiem, że to nie jest arcydzieło literackie, ale do postaci wypadałoby w jakimś stopniu zapałać sympatią. Ja nie zapałałam sympatią do nikogo.

"Więźniowie szarości" to połączenie thrillera z fantastyką. Dosyć ciekawe i niespotykane w powieściach młodzieżowych, ale tutaj myślę, że się sprawdziło. Ten tytuł jest ma w sobie trochę mroku, a zarazem i uroku, bowiem autorka porusza wszystkim świetnie znany odwieczny motyw walki dobra ze złem.

"Więźniowie szarości" to książka, której grupą docelową jest młodzież i im na pewno się spodoba.  To taka typowa lekka młodzieżówka do przeczytania na kilka długich jesiennych wieczorów. Spodoba się także fanom "Stranger things". Jednak ja, jako trochę już starszy czytelnik odczułam lekki niedosyt. Czegoś mi tutaj zabrakło.
Moja ocena: 6/10

piątek, 26 grudnia 2014

Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle - W śnieżną noc

Autor: Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle Tytuł: W śnieżną noc Wydawnictwo: Bukowy las Liczba stron: 335

Pod koniec listopada bieżącego roku blogi zalały informacje o nowej książce kultowego amerykańskiego pisarza John'a Green'a. W gwoli ścisłości, są to opowiadania trzech pisarzy, a nie tylko Zielonego: Maureen Johnson oraz Lauren Myracle. "Let it snow" w oryginalne ukazało się w 2008 roku, więc na polskie wydanie przyszło nam trochę czekać. Wydawnictwo Bukowy Las jednak idealnie się wstrzeliło w obecną porę, ponieważ "W śnieżną noc" zawiera trzy świąteczne historie, które spiszą się idealnie jako prezent pod choinkę. W każdym razie ja ją w taki sposób otrzymałam i od razu w Wigilię podekscytowana przystąpiłam do lektury. Jesteście ciekawi moich wrażeń?

W Wigilię małe miasteczko Gracetown zostaje zasypane przez śnieg. To jedno wydarzenie daje początek kolejnym powiązanym ze sobą historiom, które pozytywnie nastrajają czytelnika. Pokazują, że w magicznym, świątecznym czasie wszystko może się zdarzyć, każdy może otrzymać drugą szansę i odnaleźć miłość. Fabuła tych opowiadań jest ze sobą ściśle związana, dlatego należy je czytać z narzuconą kolejnością, czyli "Podróż wigilijna", następnie "Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy" oraz "Święta patronka świnek".

Zwróciliście uwagę na charakterystyczną szatę graficzną tej powieści? Charakterystyczną dla polskich wydań książek John'a Green'a. Zapewne większość osób widząc "W śnieżną noc" na półkach  stwierdziło entuzjastycznie: "Och, kolejna książka Zielonego, muszę ją mieć!". Muszę przyznać, że to świetny chwyt marketingowy, warto jednak zapamiętać, że są to trzy opowiadania, choć ze sobą powiązane, to napisane przez trzech różnych pisarzy. Niewątpliwie jednak na okładce rzuca się nazwisko Green'a, bo Maureen Johsnon i Lauren Myracle raczej nie są znane w Polsce. Sądziłam, że to twórca m.in "Gwiazd naszych wina" czy "Papierowych miast" powinien błyszczeć w tym świątecznym wydaniu. Nie mogłam się bardziej mylić.

Nie mogę powiedzieć, żebym była znawcą twórczości John'a Green'a, bo dotychczas przeczytałam tylko jedną jego książkę - "Gwiazd naszych wina". Nietrudno się domyśleć, że po prostu mnie zachwyciła i pokochałam ją całym sercem. Nie mogłam się więc doczekać, gdy zobaczę tego pisarza w innym wydaniu. Jego opowiadanie, te środkowe, czyli "Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy" okazało się dla mnie po prostu słabe. Zapewne w zamierzeniu miało być dowcipne i chwytliwe, ale w praktyce było nudne i odstawało od pozostałych dwóch świetnie napisanych historii. Najbardziej spodobało mi się opowiadanie "Podróż wigilijna", które pokazuje, że miłość można odnaleźć w najbardziej zaskakujących warunkach, chętnie bym widziała dalsze losy tych bohaterów w oddzielnym dziele. "Święta patronka świnek" także skradła moje serce, to ciepła i niesamowicie urocza historia, która ukazuje, że każdy człowiek może się zmienić. 

Najlepsze w przedstawionych historiach jest wszechobecność ciepłego klimatu, pomimo tego, że akcja ma miejsce w zimie. Nie od dziś wiadomo, że to, co obiecuje wydawca, nie zawsze okazuje się prawdziwe i przynosi jedynie rozczarowanie. Ja generalnie jestem uprzedzona do haseł zachęcających do kupna umieszczonych na przednich okładkach. Na szczęście w tym przypadku naprawdę są to świąteczne opowiadania o miłości, które mają specyficzną atmosferę. Wywołują u czytelnika ciekawość, powodując, że dzieło to wręcz się pochłania, a nie czyta. Mają po prostu swój urok.

Przy tej książce spędziłam świetnie kilka godzin, a zazwyczaj nie przepadam za opowiadaniami. Podobało mi się to, że historie zawarte "W śnieżnej nocy" ściśle do siebie nawiązują. Zostały świetnie napisane, przez co wywołują u czytelnika autentyczne emocje, u mnie było to głównie wzruszenie. Bije wręcz od nich świąteczny klimat, dlatego uważam, że jest to idealny sposób na spędzenie świątecznych dni. Polecam!
 "Wiem, że nikt nie jest idealny, a za każdą fasadą doskonałości kryje się skłębiony chaos kłamstw i sekretnych smutków (...)"
Moja ocena: 9/10

niedziela, 9 lutego 2014

John Green - Gwiazd naszych wina

Gwiazd naszych wina - John Green
Autor: John Green
Tytuł: Gwiazd naszych wina
Wydawnictwo: Bukowy las
Liczba stron: 310
Moja ocena: 10/10
 Swoją recenzję zacznę dość nietypowo. W końcu mam TĄ książkę. TĄ powieść, o które wszyscy rozpisują się z zachwytem. Że nimi wstrząsnęła. Że ich poruszyła. W końcu mając ją wygodnie ułożona w dłoniach, zaczęłam czytać i... Przepadłam.

"Gwiazd naszych wina" to w moim odczuciu wyjątkowa książka, od razu po jej przeczytaniu (co miało miejsce dosłownie kilka minut temu) zabrałam się do pisania recenzji i mam kompletną pustkę w głowie. Nawet nie wiem od czego zacząć, tak ta powieść mi się spodobała i mną wstrząsnęła. O czym więc pisze John Green? Z pewnością o niczym oryginalnym, porusza on bowiem tematy, które były już przerabiane miliony razy. W swoim dziele pisze o śmierci, chorobie i namiętnej nastoletniej miłości. Jak widzicie- nie są to motywy obce w literaturze, a mimo to, czytając "Gwiazd naszych wina" zostałam wessana w wir wyjątkowej, przepełnionej radością i smutkiem historii. 
"Bez smutku nie zaznalibyśmy smaku radości." 
Szesnastoletnia Hazel Grace Lancaster jest śmiertelnie chora. Ma raka i tylko dzięki cudownej i eksperymentalnej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat. Wszędzie towarzyszy jej Philip - aparat tlenowy, który ułatwia jej oddychanie. Hazel nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół i praktycznie całe dnie spędza w domu czytając lub oglądając "America's Next Top Model". W końcu rodzice, chcąc pomóc cierpiącej na depresję córce, wysyłają ją na spotkania grupy wsparcia dla osób chorych na raka. Nastolatka nienawidzi tam chodzić i wysłuchiwać przygnębiających historii innych uczestników, jednak to właśnie tam poznaje charyzmatycznego Augustus'a Waters'a, chłopaka, który zmienia życie naszej głównej bohaterki na zawsze.

John Green zadebiutował książką "Szukając Alaski", napisał także kilka innych, jednak to "Gwiazd naszych wina" osiągnęła największy sukces, po którym pisarz został okrzyknięty kultowym. Dzieło to przyniosło mu ogromną sławę, zyskał całe rzesze czytelników zakochanych w wspaniałych bohaterach, których wykreował. Książkę tę okrzyknięto najlepszą powieścią 2012 roku m.in przez "Booklist", "Publishers Weekly", "Time" czy "The New York Times"
 „- Okay - powiedział, gdy minęła cała wieczność. - Może "okay" będzie naszym "zawsze". - Okay - zgodziłam się.”
Do lektury "Gwiazd naszych wina" podchodziłam z lekką obawą. Wiele razy zdarzało się tak, iż książki hucznie ogłaszane hitami wcale mi się nie podobały. Rozczarowywały mnie. Naturalnie więc podeszłam do dzieła John'a Green'a z ostrożnością, a jak się okazało- było to całkowicie zbędne, bo powieść tę pokochałam już od pierwszej strony. Początkowo może się wydawać, iż porusza ona utarte schematy: walka z chorobą i szczęśliwe zakochanie się. Jednak u Green'a wszystko przybiera iście mistrzowską i genialną formę. Autor umiejętnie gra na emocjach czytelnika, nie potrafię opisać uczuć, które zawładnęły mną w czasie tej lektury. Radość i smutek w odpowiednich momentach, to na pewno. Humor, bo Green ma świetne poczucie humoru. Zdarzyło mi się także w wiadomych momentach płakać, czułam taki bezbrzeżny smutek, jakbym to ja uczestniczyła w opisywanych wydarzeniach. I to pisarz ze mną zrobił: sprawił, iż literacka fikcja w mojej głowie stała się tą prawdziwą, tą, która mną dogłębnie wstrząsnęła.

"Gwiazd naszych wina" obfituje w wiele wspaniałych chwil, nie tylko tych smutnych, ale także radosnych. Za sprawą poczucia John'a Green'a razem z bohaterami przeżywałam ich wzloty i upadki. Śmiałam się, gdy Hazel i Gus droczyli się ze sobą w wyjątkowy sposób. Cieszyłam się, gdy się zakochali, smuciłam, gdy przechodzili ciężkie chwile. Kreacja postaci w tej książce po prostu mnie zachwyciła, tak wielobarwnych i wielowymiarowych charakterów nie spotkałam od bardzo dawna. Hazel wyłamuje się ze stereotypowych wzorców głównych bohaterek załamanych swoją chorobą. Ta dziewczyna wie, że umrze i jest z tym pogodzona. Walczy, ale wie, iż ta walka jest tylko pozorami, grą. Gus to charyzmatyczny młody chłopak, którego po prostu pokochałam całym sercem. Jakby mogło być inaczej? Z jednej strony próżny, arogancki, ale też dobry, ciepły i niezwykle silny. Bohaterowie są po prostu realni, są odbiciem ludzi, których czytelnik mógłby poznać w realnym świecie.

John Green w swojej książce nie koloruje, nie ubarwia wydarzeń, a przedstawia je realistycznie. Nie wodzi czytelnika za nos, dając mu złudne nadzieje na szczęśliwe zakończenie powieści. Nie, co to, to nie. Od początku lektury wiedziałam, że nie będzie happy endu i myślę, że większość osób, które przeczytało "Gwiazd..." myśli tak samo. Autor opisuje stan faktyczny; pokazuje, jak ciężkie jest życie osób chorujących na raka, ukazuje, jak wielkie jest cierpienie bliskich. W ten sposób, nawet, gdy to jest "tylko" książka, czytelnik wie, że tam gdzieś na świecie są osoby, które przeżywają dokładnie to samo.

"Gwiazd naszych wina" to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek dane było mi przeczytać. To dogłębna historia ludzkiego cierpienia i zmagania się z chorobą. W tej powieści każda myśl, każde wypowiedziane zdanie do czegoś prowadzi, niesie za sobą głębszą refleksję. Serdecznie polecam osobom, które jeszcze nie sięgnęły po tę lekturę. Nie wahajcie się! A ja z przyjemnością zapoznam się z kolejnymi dziełami John'a Green'a.
„W miarę jak czytał, zakochiwałam się w nim tak, jakbym zapadała w sen: najpierw powoli, a potem nagle i całkowicie.”

środa, 22 stycznia 2014

Carrie Jones - Zniewolenie

Zniewolenie - Carrie Jones

Autor: Carrie Jones
Tytuł: Pragnienie
Wydawnictwo: Bukowy las
Liczba stron: 308
Moja ocena: 7/10

W "Zniewoleniu" Jones kontynuuje swoją fascynującą, przepełnioną magią opowieść rozpoczętą "Pragnieniem". Bez zahamowań czerpie potencjał z wątku piksów, który umiejętnie łączy z romansem. Jeśli pierwsza część skradła Wasze serca, to druga tym bardziej przyprawi Was o szybsze bicie serca!

W Bedford chwilowo zapanował spokój. Główna bohaterka wraz ze swoimi przyjaciółmi uwięziła żądne krwi piksy w magicznym domu. Jednak ich przewaga trwa krótko, bowiem ośnieżone miasteczko w stanie Maine przyciąga dwóch, głodnych władzy królów piksów. Oboje choć diametralnie różni, pragną tego samego, czyli księżniczki Zary...

To w "Zniewoleniu" Jones pokazała, jak dobry ma warsztat pisarski. Odniosłam wrażenie, jakoby pierwsza część była zaledwie namiastką, wstępem do całej serii, przedsmakiem tego, co czeka nas w kolejnych tomach. To w kontynuacji czają się największe niebezpieczeństwa czyhające na naszych bohaterów. Tytuł jest całkowicie adekwatny do treści książki. To, co miałam okazję przeczytać było zniewalające, sama lektura zajęła mi kilka przyjemnych i relaksujących godzin, podczas których razem z Zarą przeżywałam jej wewnętrzne rozterki i coraz bardziej piętrzące się problemy.

W książce tej więcej dowiadujemy się nieco więcej o Lśniących, którzy koncepcja jest jedną z najistotniejszych w całej serii. Mimo to odnoszę wrażenie, że ich wątek został zaledwie zarysowany. Nie czuję się tym usatysfakcjonowała, przede mną kolejne części, więc mam nadzieję, że więcej sekretów ujrzy światło dzienne. Dodatkowo, co dla mnie okazało się ogromnym plusem, który zaważył na końcowej ocenie tej powieści jest wprowadzenie wątku mitologii skandynawskiej. To, w połączeniu ze świetnie zarysowaną koncepcją piksów sprawiło, że oderwanie się od lektury było praktycznie niemożliwe.

Akcja w "Zniewoleniu" jest błyskawiczna, a przy tym wciąż wciągająca i płynna, jej konstrukcja jest strzałem w dziesiątkę. Charakteryzuje ją dynamizm, więc nie sposób jest się nudzić przy lekturze. Fabuła jest wciągająca, a sama Jones w bardzo dużym stopniu bazuje na napięciu czytelnika, co wychodzi jej ani źle, ani dobrze. Powiedzmy, że z każdą kolejną częścią jej warsztat pisarski zyskuje w moich oczach.

Dokładnie o takiej kontynuacji myślałam, gdy zaczynałam drugą część serii Pragnienie. Carrie Jones wysoko postawiła poprzeczkę, mam wrażenie, iż będzie to jeden z tych cyklów, których każdy kolejny tom okazuje się lepszy od pierwszego. "Zniewolenie" jest lekturą lekką, przyjemną i nieskomplikowaną. I choć książka ta nie zmieniła mojego świata - jest warta przeczytania. Sama już nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po "Oczarowanie"!

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ.

sobota, 2 listopada 2013

Carrie Jones - Pragnienie


Autor: Carrie Jones
Tytuł: Pragnienie
Wydawnictwo: Bukowy las
Liczba stron: 308
Moja ocena: 7/10
Zara kolekcjonuje fobie tak, jak inne nastolatki kolekcjonują przyjaciół na Facebooku. Nic dziwnego, że do tej pory jej życie nie było usłane różami. Ojciec Zary zniknął dawno temu, ukochany ojczym właśnie umarł, a matka odpuściła sobie rodzicielskie obowiązki. Bohaterka musi zamieszkać z babcią w sennym, zimnym miasteczku w Maine - tam ponoć nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo… tylko do czasu. W prowincjonalnym życiu Zary pojawia się tajemniczy mężczyzna, który wywołuje w dziewczynie paraliżujący strach. To król piksów - przerażających, bynajmniej nie mitologicznych istot wysysających z ludzi krew, a wraz z nią - i duszę. 

Carrie Jones to amerykańska autorka powieści dla młodzieży, za jej najpopularniejsze dzieła uznaje się serię opowiadającą o piksach, rozpoczętej "Pragnieniem". Cieszą się one sporą popularnością, ponadto gościły na liście New York Timesa.

Poznajcie nastolatkę imieniem Zara White, która z dnia na dzień musi przystosować się do zimnego i ośnieżonego miasteczka w północnym stanie Maine. Dla dziewczyny, która jest przyzwyczajona do upalnego Charlestonu nie jest to łatwym zadaniem. Powodem jej przeprowadzki jest śmierć ojczyma, którego Zara traktowała jak swojego ojca. Na domiar tego, ta pozornie mała i spokojna mieścina okazuje się pełna  sekretów, bowiem nastoletni chłopcy zaczynają ginąć w tajemniczych okolicznościach. Bohaterka oraz jej nowo poznani przyjaciele będą próbowali rozwikłać tę zagadkę, ale czy nie okaże się ona dla nich zbyt niebezpieczna, szczególnie dla Zary, którą nękają rozmaite fobie?

"Pragnienie" przykuło mój wzrok swoją bardzo udaną i interesującą okładką, która - jak się okazało, jest trafiona w odniesieniu do treści. Opis również mnie zaciekawił, Carrie Jones napisała serię książek z gatunku, które bardzo lubię, mowa tutaj oczywiście o osławionym paranormal romance. Zdecydowanie coraz bardziej ciężko jest znaleźć wśród nich coś oryginalnego, coś niesztampowego i coś, co oderwie nas od rzeczywistości na kilka godzin. Jones udało się to wyśmienicie!

Choć "Pragnienie" jest książką lekką i raczej mało skomplikowaną, to niesie ze sobą coś więcej, niż milion innych historii z romantycznym i fantastycznym tłem. Owszem, występuje tutaj wątek i miłosny, który od początku prezentuje się bardzo sztampowo, ale mimo to doceniłam obiecującą koncepcję autorki na fabułę. Pojawiła się tutaj taka innowacja jak piksy, pewnie jak ja sądzicie, że są to małe, niegroźne i dobre z natury stworzonka, nic bardziej mylnego - Jones w umiejętny sposób to zobrazowała. Nic więcej nie zdradzam, będziecie musieli sami się przekonać.

W książce tej znalazło się także miejsce na kilka humorystycznych wstawek. Ciekawie wypadły w odniesieniu do całej lektury, urozmaicając ją i czyniąc czytanie "Pragnienia" jeszcze bardziej przyjemniejszym i absorbującym. Poważnie, kilka razy szeroki uśmiech nie schodził z mojej twarzy!

Jedyne, co okazało się dla mnie wadą, to zbyt mała objętość, nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby "Pragnienie" byłoby grubsze. Powieść tę polecam przede wszystkim osobom poszukującym czegoś lekkiego i przyjemnego. Lektura ta jest idealna na jesienne wieczory, czyta się ją błyskawicznie. Ja bez najmniejszych oporów gładko wniknęłam w misternie stworzony przez Jones świat.

CZYTAM FANTASTYKĘPARANORMAL ROMANCE. 

sobota, 2 lutego 2013

(21). Alexandra Adornetto - Hades

  

Autor: Alexandra Adornetto
Tytuł: Hades
Wydawnictwo: Bukowy las
Liczba stron: 400
Moja ocena: 8/10

Bethany Church jest aniołem. Przysłano ją na ziemię, aby powstrzymać siły ciemności. Choć miłość do ziemskiego chłopca, Xaviera Woodsa, nie była częścią planu, więź pomiędzy nim a Beth jest niezwykle silna. Lecz ani to uczucie, ani opieka dwójki archaniołów, Gabriela i Ivy, nie zdołają uchronić Beth przed diabelskim podstępem, który zawiedzie ją wprost do piekła. Znany z poprzedniej części demon, Jack Thorn, zażąda za jej uwolnienie zapłaty, która nie tylko zniszczy samą Bethany, lecz także kosztować może życie jej bliskich.Opowieść, którą Alexandra Adornetto rozpoczęła w entuzjastycznie przyjętym Blasku, powraca wśród wartkiej, pełnej niespodziewanych zwrotów akcji. Anioły zmuszone będą stawić czoła demonom, a potęga miłości wystawiona zostanie na próbę.

"Hades" to kontynuacja "Blasku" autorstwa Alexandry Adornetto. Sięgając po nią byłam pełna dobrych przeczuć, bo zazwyczaj drugie części książek okazują się lepsze od pierwszych. Autorki mają okazję do poprawy swoich błędów i na szczęście, pani Adornetto udało się to świetnie.
„Ziemia była dla mnie niedostępna, powrót do nieba niemożliwy, a w piekle mnie nie chciano. Prawdopodobnie odejdę w nicość tak jakbym nigdy nie żyła.”
Najpierw parę słów o książce. Archanioł Gabriel, uzdrowicielka Ivy oraz anielica Bethany zostali zesłani na ziemię, do miasteczka o nazwie Venus Cove. Ich głównym zadaniem była walka ze złem żyjącym w małej mieścinie. Jak się okazało, akcja się skomplikowała, ponieważ Bethany poznała chłopaka imieniem Xavier i się w nim... zakochała. Od tamtej pory powiedzenie, że akcja się "skomplikowała" byłoby niedopowiedzeniem.
„- Ale ja pana kocham. - Jeśli tak sądzisz, to znaczy, że nie wiesz czym naprawdę jest miłość. Ona wymaga wzajemności.”
Akcja w "Hadesie" jest mocno zarysowana, pełna tajemniczości i napięcia, czyli tego, czego brakowało w pierwszej części. Przez splot dziwnych zdarzeń anielica Bethany ląduje w piekle, gdzie musi przeżyć. W pierwszej części siłą napędową książki była cukierkowa miłość Bethany i Xaviera, a w drugiej akcja jest mroczniejsza i bardziej zaskakująca. Warto też dodać, że akcji daleko było do przewidywalnej, bo wręcz kipiała napięciem, przez co oderwanie się od lektury było prawdziwą torturą. Spodobała mi się również wizja piekła według Alexandry Adornetto i uważam, że autorka świetnie odzwierciedliła jego klimat. 
Podsumowując. "Hades" jest kontynuacją na jaką liczyłam i polecam ją wszystkim, u których pierwsza część wywołała niedosyt.

Wyzwania, w których recenzja bierze udział:
CZYTAM FANTASTYKĘ, PARANORMAL ROMANCE.

środa, 30 stycznia 2013

(19). Alexandra Adornetto - Blask



 
Autor: Alexandra Adornetto
Tytuł: Blask
Wydawnictwo: Bukowy las
Liczba stron: 496
Moja ocena: 7/10

Do sennego miasteczka Venus Cove przybywają trzy anioły: Gabriel – wojownik, Ivy – uzdrowicielka oraz najmłodsza, a przy tym mającą w sobie najwięcej z człowieka, Bethany. Zadaniem aniołów jest nieść dobro światu, który w coraz większej skali ulega wpływom ciemności. Podczas misji zmuszeni są ukrywać swe nadnaturalne zdolności, świetlistą poświatę, a także – co najtrudniejsze – anielskie skrzydła. Pomagając całej społeczności, próbują nie przywiązywać się do pojedynczych ludzi… I wtedy Bethany poznaje w szkole Xaviera. Żadne z nich nie potrafi oprzeć się wzajemnemu przyciąganiu. Kiedy zaczyna łączyć ich prawdziwe uczucie, zdają sobie sprawę, że przekraczają granice ustalone przez niebo. I nie jest to jedyne zagrożenie dla ich szczęścia. Ciemne moce nie czekają i wciąż rosną w siłę. Nie ma czasu do stracenia. Czy miłość do człowieka stanie się źródłem klęski Bethany i jej misji? 

"Blask" napisała autorka imieniem Alexandra Adornetto. Naprawdę oczekiwałam, że ta książka będzie moją perełką, ponieważ liczyłam na to, że młodsza autorka właśnie lepiej dotrze do młodzieży, do której zaliczam się także ja. Ta książka miała być moim przyjemnym wytchnieniem na parę wieczorów i właśnie taka była.
„Niektórzy mówią, że i tak nie mamy wpływu na to w kim się zakochujemy - to miłość wybiera nas. Zdarza się i tak, że oddajemy serce komuś, kto jest zupełnym zaprzeczeniem tego, czego - jak nam się wydawało - szukaliśmy w drugim człowieku.”
Najpierw parę słów o książce. Opowiada ona o trzech aniołach, które zostają zesłane na ziemię, a konkretnie do miasteczka o nazwie Venus Cove. Mamy Archanioła Gabriela, uzdrowicielkę Ivy oraz najmłodszą Bethany, która, jeśli mogę tak to ująć, jest najsłabszym ogniwem. Dziewczyna jest podatna na uczucia, więc nietrudno odgadnąć, że już od samego początku są z nią problemy. Anielica Bethany bardzo szybko zaprzyjaźnia się z Xavierem Woodsem, który oczywiście jest super przystojny i super bogaty, bo co by było, gdyby nie był? Bethany jest irytującą i bardzo podatną na wpływy postacią. Nie zaskarbiła sobie mojej sympatii, podobnie jak Xavier, który jest mocno nijakim bohaterem. W zamierzeniu z pewnością miał być błyskotliwym i charyzmatycznym nastolatkiem, ale zwyczajnie to nie wyszło, a szkoda, bo miał potencjał. Na szczęście Ivy i Gabriel nie są tak irytujący jak ta dwójka wyżej wymieniona. Uważam, że to oni podtrzymują poziom tej książki, bo gdyby nie to, to nie jestem pewna czy wytrwałabym w czytaniu. Wtedy trzymałam się nadziei, że druga część pt. "Hades" okaże się lepsza, a jest ona już za mną od dawna, więc niedługo coś o niej napiszę. Wracając do Bethany i Xaviera, którzy swoimi nijakimi dialogami wołają o pomstę do nieba, straszliwie nudziły mnie ich rozmowy.
„To chyba w ludziach najsmutniejsze - ich najważniejsze myśli i uczucia często umykają niewypowiedziane i mało kto umie je właściwie odczytać.”
Akcja w książce jest bardzo przewidywalna, ale mimo to przyjemnie mi się to czytało. Czasem nawet na mojej twarzy zagościł uśmiech. Są bez wątpienia lepsze pozycje do przeczytania niż ta, jednak wciąż mogę ją polecić, a wiem, że żaden szanujący się fan gatunku paranormal romance nie odpuści sobie tej lektury. Poza tym po prostu muszę napisać coś o okładce: jest fenomenalna! Właśnie takie powinny być, wabić i przyciągać czytelnika!

Wyzwania, w których recenzja bierze udział: