my heaven of books

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 stycznia 2020

PRZEDPREMIEROWO: E.G. Scott - "Nic o mnie nie wiesz"

Autor: E.G. Scott
Tytuł: Nic o mnie nie wiesz
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller psychologiczny, sensacja, kryminał
Premiera: 29.01.2020r.

Rebecca i Paul Campbellowie to małżeństwo z długim stażem, uważane przez wiele osób za udane. Mają ładny dom, świetną pracę, a co najważniejsze - mają siebie oraz swoje wzajemne zaufanie i miłość. Pewnego dnia kończy się jednak ich małżeńska sielanka. Po dwudziestu latach małżeństwa okazuje się, że oboje siebie wzajemnie oszukują i mają przed sobą tajemnice. To powoli zaczyna niszczyć ich wieloletni związek. Uzależniona od leków Rebecca, będąca przedstawicielką farmaceutyczną zostaje zwolniona, a Paul po utracie swojej firmy szuka pocieszenia w ramionach innej kobiety. 

Ciągłe tajemnice zaczynają źle wpływać na małżeństwo, a dawne porozumienie i miłość zaczynają powoli znikać.W międzyczasie rodzi się niebezpieczna intryga, która na zawsze zmieni życie Paula i Rebeki.

Autorzy w książce "Nic o mnie nie wiesz" snują smutną historię o małżeństwie z długim stażem. Niegdyś udanym, a później przez ciągłe sekrety i wzajemne animozje, już mniej. Dla mnie było to smutne do obserwowania jak niegdyś bliscy sobie ludzie stają się sobie kompletnie obcy i wrodzy. Cała książka jest przedstawiona z perspektywy różnych bohaterów, nie tylko Paula i Rebeki, a także detektywów czy kochanki. Pozwala to czytelnikowi na spojrzenie na akcję z różnych perspektyw. Ponadto autorzy (pod jednym pseudonimem E.G. Scott Elizabeth Keenan oraz Greg Wands) podzielili akcję na dwa etapy: etap przed i etap to. Są one zazwyczaj przedstawione w tej powieści naprzemiennie. Bardzo spodobał mi się ten zabieg, ponieważ dzięki niemu mogłam zobaczyć, że pomimo wzajemnych oszustw i kłamstw, małżeństwo Campbellów było kiedyś udane i oboje siebie kochali. Tym bardziej dla mnie jako czytelnika było przerażające obserwować ich upadek moralności. Para głównych bohaterów naprawdę zaskakuje czytelnika. Rebecca jest uzależniona od leków, które musi łykać co chwila, a także zwiększać dawki, bo mniejsze przestają jej wystarczać. Paul natomiast zdradza swoją żonę, nieźle przy tym kłamiąc i oszukując. Rodzi to w czytelniku niezbyt pozytywny obraz bohaterów, lecz jednocześnie pokazuje ich jako po prostu... ludzi. Którzy popełniają błędy i mają swoje słabości, a czyni to ich po prostu bardziej realnymi.

Autorzy stworzyli świetny thriller psychologiczny, który zaskakuje czytelnika swoją wielowątkowością, skomplikowanymi bohaterami oraz fabułą, która wywołuje u czytelnika nieustanne napięcie. E.G. Scott piszą w sposób ciekawy, ale jednocześnie prosty. W "Nic o mnie nie wiesz" nie brakuje opisów emocji bohaterów, co pozwoliło mi lepiej zrozumieć pobudki kierujące zarówno Paulem jak i Rebeką. Autorzy stworzyli interesujący, a zarazem trochę zatrważający portret psychologiczny głównych bohaterów. Dawniej udane małżeństwo, a obecnie prawie para obcych sobie ludzi, nieustannie się okłamujących. Dawniej dzielili razem swoje smutki i troski, próbując rozwiązać swoje problemy. Co się stało, że nagle tak wszystko się zmieniło?

"Nic o mnie nie wiesz" to fantastyczny, zapierający dech w piersi thriller psychologiczny z szokującym zakończeniem. To historia, która została napisana w świetny, wręcz wyrafinowany sposób. Pokazała ona, jak ludzie potrafią się zmienić, pokazała ich naturalne instynkty. Paul zdradzający żonę ze zwykłych cielesnych, pierwotnych pobudek, Rebecca uzależniona od opiatów. Autorzy przedstawili niejako przerażający upadek moralności ludzkiej, ale zrobili to z gracją, nie przesadzając w żadną stronę. Lektura "Nic o mnie nie wiesz" była dla mnie świetna, trochę zatrważająca, ale nie mogłam odłożyć tej książki dopóki nie byłam na ostatniej stronie. Polecam!
Moja ocena: 9/10
www.instagram.com/xrosexmarie

poniedziałek, 23 września 2019

Paullina Simmons - "Jeździec miedziany"

Znalezione obrazy dla zapytania jezdziec miedziany
Autor: Paullina Simmons
Tytuł: Jeździec miedziany
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 720
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Wybucha II wojna światowa. W Związku Radzieckim mieszka siedemnastoletnia Tatiana Mietanow wraz ze swoją rodziną - rodzicami, siostrą i bratem bliźniakiem. Młoda dziewczyna pewnego dnia siedząc na przystanku poznaje młodego oficera Aleksandra Biełowa. Między dwójką bardzo szybko rodzi się wzajemna nić porozumienia. Oboje jednak mieszkają w niebezpiecznym, oblężonym przez Niemców Leningradzie. Czy ta dwójka zazna szczęścia, czy wojna rozdzieli ich już na zawsze?

Od bardzo długiego czasu czaiłam się na przeczytanie tej powieści. Słyszałam na jej temat same pozytywne opinie, byłam więc ciekawa, czy naprawdę jest tak dobra. Gdy w końcu więc miałam w dłoni "Jeźdźca miedzianego" miałam przeczucie, że ta historia jest wyjątkowa i zostanie ze mną na długo. Nie myliłam się. Choć ta powieść liczy sobie ponad siedemset stron, gdy już się wciągnęłam w jej czytanie, to oderwanie się od lektury przychodziło mi z wielkim trudem.

Zazwyczaj unikam książek o tematyce wojennej. Jestem osobą, która ma słabe nerwy i czytanie o wojnie zazwyczaj mocno działa na moją psychikę. Dla "Jeźdźca miedzianego" zrobiłam wyjątek, z czego ogromnie się cieszę. Paullina Simmons fantastycznie i brutalnie szczerze opisała jak wyglądał świat podczas wojny w Związku Radzieckim. Opisy głodu, próby przetrwania wstrząsnęły mną do głębi. Oblężenie Leningradu zostało opisane naprawdę w sposób wzbudzający zachwyt. Przez słowa zapisane na kartkach tej powieści naprawdę czułam się, jakbym była w tej historii. Wczułam się niesamowicie w losy Aleksandry i Tatiana, nie mogłam przejść wobec nich obojętnie. Ich miłość w tych brutalnych czasach wzbudziła moje wzruszenie i żal, że przyszło im żyć w takim świecie.

Świetnie nakreśleni bohaterowie to moim zdaniem główna zaleta książki Paulliny Simmons. Są oni prawdziwi, zmagają się z trudną rzeczywistością, a mimo to próbują jej podołać. Wzbudzają u czytelnika podziw. Aleksander - silny i odważny, Tatiana - naiwna, lecz równie odważna, oboje choć pozornie inni, doskonale do siebie pasują i się wzajemnie uzupełniają. Od samego początku kibicowałam tej dwójce, choć wiedziałam, że ich losy nie są łatwe, a w przyszłości łatwiejsze wcale nie będą. Ich miłość nie jest usłana różami, a przez wojnę są zmuszeni do oddzielnego życia, z dala od siebie. To naprawdę ogromnie smutne. "Jeździec miedziany" uzmysłowił mi jak mogła wyglądać i zapewne wyglądała miłość w czasach wojen... Kobiety i męzczyzni byli rozdzielani, one zostawały w domu, a oni walczyli za ojczyznę.

"Jeździec miedziany" to pozornie zwyczajny romans osadzony w czasach II wojny światowej. To jednak coś więcej. Historia Tatiany i Aleksandra wzbudza wzruszenie i całą gamę innych emocji. Czytelnik od samego początku angażuje się w losy tych dwójki, nie pozostając obojętnym na ich nieszczęścia. To bez wątpienia jedna z najbardziej wyjątkowych książek, jakie kiedykolwiek miałam okazję przeczytać. To naprawdę dobra powieść, którą mogę polecić z czystym sumieniem!
Moja ocena: 9/10


wtorek, 17 września 2019

Colleen Hoover - "Too late"

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Too late
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 408
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

"Too late" to książka autorstwa popularnej pisarki Colleen Hoover. Dodam, że jest ona jedną z moich ulubionych autorek. Ta pozycja jest reklamowana jako inne oblicze Hoover, jako mroczna historia ociekająca seksem i przemocą. Colleen Hoover pisała tą powieść, gdy miała blokadę pisarską w stosunku do innych swoich książek. Pierwotnie "Too late" miało nigdy zostać niewydane, autorka bowiem jedynie publikowała rozdziały tej historii w Internecie i udostępniła je swoim czytelnikom. Byłam niesamowicie ciekawa jak sprawdzi się to nowe oblicze Colleen Hoover i czy mi się spodoba. Teraz, po lekturze tej książki zdecydowanie mogę powiedzieć, że tak!

Sloan nigdy nie miała łatwego życia z matką narkomanką i chorym bratem, którym od najmłodszych lat musiała sama się opiekować. Gdy więc poznaje charyzmatycznego Asę, szybko się w nim zakochuje, a on otacza ją opieką... Pozornie. Ich związek jest bowiem pełen przemocy i agresji. Asa ma obsesję na punkcie dziewczyny, jest zazdrosny o każdego mężczyznę przebywającego w jej towarzystwie. Asa jest nieobliczalny i pogrążony w uzależnieniach, nie tylko od imprez. Sloan tkwi w toksycznym związku ze względu na swojego brata i wsparcie finansowe od Asy... Jednak powoli ta toksyczna relacja zaczyna ją wyniszczać. Życie jednak zaskakuje ją, gdy pojawia się w nim Carter. I wszystko powoli zaczyna stawać się niebezpieczną grą pomiędzy tych trojgiem: Sloan, Asą i Carterem...

Po lekturze "Too late" jestem wstanie zrozumieć dlaczego Colleen Hoover początkowo nie chciała jej wydawać. Ta książka bowiem nie przypomina żadnej innej powieści tej pisarki. I mi się bardzo spodobało to jej nowe i mroczne oblicze. Bo pomijając wiele wątków pełnych toksyczności, ta książka jest po prostu dobra. Została ona napisana podobnym stylem co inne powieści Colleen Hoover, czyli dobrym. Hoover nie przebiera w słowach, ostro opisuje intymne sceny. "Too late" zawiera wiele brutalnych opisów scen seksu, nie ma tutaj subtelnego i niewinnego seksu czy wzruszających randek. Ta książka jest ostra i prawdziwa. Sloan przeszła przez piekło wiele razy i przechodzi przez nie nadal. 

Jedną z największych zalet "Too late" jest prowadzenie przez Colleen Hoover kilkutorowej narracji. Pozwala to na poznanie punktu widzenia każdego bohatera (Sloan, Asa oraz Carter). Pozwala to na spojrzenie czytelnikowi na wszystko z innej strony i poznanie subiektywnych opinii postaci, bowiem każda z nich różne sytuacje postrzega w różny sposób. Ponadto autorka opublikowała rozdziały "Too late" w takiej samej kolejności jak publikowała je w Internecie, udostępniając swoim czytelnikom. Akcja w tych rozdziałach nie zawsze toczy się chronologicznie, dlatego dzięki temu czytelnik ma też okazję poznać np. przeszłość bohaterów.

Asa to postać, którą ciężko rozszyfrować. Owszem, jest on okrutny, brutalny i pozbawiony wyrzutów sumienia. Ale gdy czytelnik dowiaduje się o jego przeszłości, zaczyna mu niechętnie trochę współczuć. A przynajmniej ja miałam takie odczucia. Asa to tragiczny bohater, który miał ciężką przeszłość. Nie chciałabym w żaden sposób go usprawiedliwiać, lecz przez pokazanie jego doświadczeń po prostu zaczynałam mu współczuć. Trochę mi go było po ludzku żal, bo odniosłam wrażenie, że wisi nad nim fatum, które przesądza o jego życiu. Jakby on sam był już na zawsze skazany na życie w toksycznych związkach i na handel narkotykami. Tak też chyba postrzegał on sam siebie.

Spotkanie z "Too late" mogę zaliczyć do udanych. Bardzo przypadło mi do gustu to nowe i mroczne oblicze Colleen Hoover, o które szczerze jej nie posądzałam. Po jej przeczytaniu miałam natłok myśli i dużą mieszaninę emocji. Zdecydowanie polecam!
Moja ocena: 8/10



wtorek, 21 maja 2019

Belle Aurora - "Miłość po sąsiedzku"



Autor: Belle Aurora
Tytuł: Miłość po sąsiedzku. Seria Friend-Zoned #tom 2
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 345
Gatunek: romans, literatura obyczajowa

PREMIERA: 15 MAJ 2019r.

Asher "Duch" Collins oraz Natalie Kovac spędzili ze sobą namiętną noc. Pomimo tego, że oboje nie potrafią o sobie zapomnieć i łączy ich niesamowita chemia, postanawiają zostawić to za sobą. Pewnego dnia jednak ich ścieżki ponownie się krzyżują, okazuje się bowiem, że zostają sąsiadami. Oprócz więc ciągłego spotykania się w gronie wspólnych znajomych, będą musieli widywać się także na klatce schodowej. A ewidentnie tych dwoje łączy coś więcej... To, co ich łączy to nie tylko trudne doświadczenia, ale także bardzo podobne, uparte charaktery. Wspólne sąsiedztwo sprawia, że nie będą mogli się już unikać, a ich scysje będą prowadzić nie tylko do zabawnych sytuacji, ale również do tych poważniejszych.

"Miłość po sąsiedzku" to drugi tom serii Friend-Zoned autorstwa Belle Aurory. W poprzedniej części czytelnik miał okazję poznać losy Tiny i Nika, natomiast w tym tomie pisarka skupia się na Natalie "Nat" Kovac oraz Asherze "Duchu" Collinsie. Seria Friend-Zoned absolutnie skradła moje serce prequelem, dlatego wiedziałam, że po prostu muszę sięgnąć po kontynuację. Cykl Belle Aurory jest przepełniony ciepłem i humorem, ponadto wzbudza pozytywne emocje, wzrusza i napawa po prostu taką świetną, pozytywną energią skłaniającą czytelnika do działania. Co tu dużo mówić- pisarka zachwyca stworzoną przez siebie serią. Belle Aurora ma dar do tworzenia ciekawej fabuły i wartkiej akcji, ponieważ ma bardzo lekki oraz przystępny warsztat pisarski. Te wszystkie cechy razem wzięte sprawiły, że wprost nie mogłam oderwać się od lektury, czytałam dosłownie z wypiekami na twarzy, pochłaniając stronę za stroną.

Naprawdę rzadko sięgam po romanse i powieści obyczajowe, jednak gdy już to robię, to upewniam się, że będą to naprawdę dobre książki nie tylko z interesującą fabułą, ale także takie, które charakteryzuje dobry kunszt pisarski. Nie lubię tracić czasu na czytanie niewypałów i tym samym zmuszania się do lektury - a czasem tak bywa, bo zawsze kończę powieści, które zaczęłam czytać. Seria Friend-Zoned jednak jest warta uwagi naprawdę każdej czytelniczki, nawet tych opornych, które twierdzą, że romanse są nie dla nich. Przy tym cyklu spokojnie można się zrelaksować po ciężkim dniu, pozwolić sobie wniknąć w świat wykreowany przez pisarkę, śmiać się, wzruszać i cieszyć razem z ulubionymi bohaterami.

Kolejną zaletą "Miłości po sąsiedzku" jest bardzo dobra kreacja bohaterów. Są oni prawdziwi, sympatyczni, ale ciężko doświadczeni przez życie. Nat oraz "Duch" już w poprzedniej części bardzo mnie zaciekawili. Nat za swój niewyparzony język, natomiast Duch za swoją tajemniczość. Każdy protagonista w tej książce ma swoje indywidualne cechy charakteru, które czynią go unikalnym. Każda postać czymś się wyróżnia, nie jest bezbarwnym tłem dla Nat oraz Asher'a. Uwielbiam czytać książki, w których mogę utożsamić się w jakiś sposób z bohaterami, pozwala mi to lepiej wniknąć w czytaną historię. Gdy skończyłam lekturę "Miłości po sąsiedzku" było mi wręcz smutno, że tak szybko dotarłam do końca.

"Miłość po sąsiedzku" to nawet lepsza kontynuacja, niż się spodziewałam. Zdecydowanie poważniejsza niż prequel ze względu na to, że dotyka zgoła innych tematów niż pierwszy tom. Nadal jednak charakteryzują ją te same cechy, czyli dynamizm, bohaterowie, humor niezwykle wciągająca fabuła. Sięgając po serię Friend-Zoned trochę spodziewałam się sztampowej i romantycznej historii, jednak otrzymałam znacznie więcej. Opowieści tworzone przez Bellę Aurorę są realne, wzbudzają emocje i zaciekawienie. To nie są zwyczajne i oklepane powieści romantyczne. To są historie z bohaterami z krwi i kości. W czytanie tej serii nie sposób się nie zaangażować i razem z postaciami nie przeżywać każdej chwili. Zdecydowanie polecam!
P.S Nie mogę doczekać się trzeciej części, będzie o Maksie i Helenie!

Moja ocena: 9/10

wtorek, 12 marca 2019

Colleen Hoover - "Wszystkie nasze obietnice"


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Wszystkie nasze obietnice
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 294

Książka o parze przechodzącej kryzys z pozoru wydaję się być bardzo oklepanym i banalnym pomysłem, a przynajmniej tak myślałam od początku. Mając jednak małe doświadczenie w czytaniu powieści Colleen Hoover wiedziałam, że mogę spodziewać się czegoś więcej... I się nie myliłam. Gdy tylko zaczęłam czytać "Wszystkie nasz obietnice" całkowicie przepadłam!

Główni bohaterowie tej powieści, Quinn i Graham poznali się obok mieszkania, gdzie ich obecni partnerzy dokonali zdrady. To niespodziewane spotkanie zmienia ich życie. Oboje mają ciężkie decyzje do podjęcia - czy pozostaną z obecnymi partnerami i wybaczą zdradę, czy się rozstaną. Wydawałoby się, iż Quinn i Graham nigdy więcej się nie spotkają. Jednak, jak wiadomo los bywa przewrotny i ich ścieżki ponownie się krzyżują...

"Wszystkie nasze obietnice" to fantastyczna książka, która ma wszystko, czego szukam w tego rodzaju powieściach. Wartka akcja, sympatyczni bohaterowie i w tle ukazane bardzo ludzkie problemy sprawiają, iż przy czytaniu mogłam bez problemu wczuć się w sytuację protagonistów. Z niepokojem i wypiekami śledziłam rozwój akcji, niezwykle zaciekawiona, czy bohaterom uda się przezwyciężyć ciężki kryzys. Czy wyjaśnią oni między sobą wszystkie niedopowiedzenia i animozje. Ta książka niesamowicie mnie wciągnęła, a Colleen Hoover tą pozycją udowodniła, że jest świetną pisarką i nawet z najbardziej oklepanego pomysłu może zrobić hit.

Colleen Hoover ma dar do budowania napięcia. Bardzo spodobał mi się zabieg przeplatania dobrych chwil w życiu bohaterów z tymi złymi. Buduje to napięcie, ale także i ciekawość jak potoczą się dalsze losy postaci. Ukazywanie przez autorkę dobrych chwil sprawia, iż czytelnikowi niemal ciężko uwierzyć, jak źle potoczyło się małżeństwo Quinn i Grahama. Jak wcześniej tak kochający i dobrze dogadujący się ludzie mogli przestać się dogadywać i toczyć nieustanne kłótnie? Jesteście ciekawi, czy im się uda? Czy przetrwają? To są pytania, które nieustannie towarzyszyły mi przy czytaniu.

Głównym wątkiem, a także kością niezgodny pomiędzy głównymi bohaterami jest bezpłodność. Nie da się ukryć, iż jest to temat tabu. Ludzie boją się o tym mówić, jednak jest to realny i istniejący problem, z którym zmaga się wiele par. Świetnie, że Colleen Hoover zdecydowała się złamać to tabu i poruszyć ten temat w swojej historii. 

"Wszystkie nasze obietnice" spodobają się nie tylko nieuleczalnym romantyczkom, ale też każdemu, komu kryzys w związku i zwyczajne, ludzkie problemy nie są obce. Czyli na pewno większości. Autorka z pozornie banalnej fabuły potrafi stworzyć coś wyjątkowego. Pochłonęłam tą powieść w jeden dzień i na pewno sięgnę po inne książki tej pisarki.
Moja ocena: 9/10

niedziela, 10 stycznia 2016

Paula Hawkins - Dziewczyna z pociągu


Autor: Paula Hawkins Tytuł: Dziewczyna z pociągu Wydawnictwo: Świat Książki Liczba stron: 326

Codziennie, każdego ranka dojeżdża do pracy tym samym pociągiem. Ty jej nie widzisz, ale ona widzi Ciebie. Codziennie zatrzymuje się w tym samym miejscu, przed szeregiem domów i obserwuje ludzi tam mieszkających, i wiodących swoje życie. Zazdrości im, czuje się jakby była częścią ich życia, choć przecież nie jest. Rachel, bo tak właśnie nazywa się główna bohaterka "Dziewczyny z pociągu" pewnego dnia widzi coś, co staje się motorem napędowym kolejnych wydarzeń. I od tamtej pory już nie musi udawać, że jest częścią życia tych ludzi, ponieważ staje się nią w rzeczywistości.

"Dziewczyna z pociągu" to bez wątpienia jedna z tych książek, od widoku której dosłownie nie można się uwolnić. W którejkolwiek galerii bym nie była, przechodząc obok księgarni, zawsze się na nią napotykałam. Nic dziwnego, sama powieść bowiem sprzedaje się bardzo dobrze. W każdym razie, tytuł i okładka tego dzieła wbiły mi się na tyle w głowę, że po prostu wiedziałam, iż prędzej czy później przeczytam tą lekturę i sama się przekonam na własnej skórze, co jest w niej tak wyjątkowego. Gdy w końcu nadszedł ten moment, moja ekscytacja sięgała zenitu. Oto ja - prawdziwy mól książkowy - mogę się zagłębić w thriller, których choć niewiele czytałam wiem, że mogą dostarczyć intensywnych emocji. Zazwyczaj, gdy mam w końcu jakąś książkę, na której przeczytanie czekałam długo, paradoksalnie odkładam je na później, aby nie pochłonąć jej za "jednym zamachem" (uwierzcie, potrafię tak). "Dziewczyna z pociągu" zalicza się do jednej z tych nielicznych przypadków, że od razu przystąpiłam do lektury. I przepadłam. Dosłownie. Cóż to była za historia!

Na pochwałę zasługuje tak wiele, że musiałam przez chwilę się zastanowić, zanim zaczęłam pisać. Na początku warto wspomnieć, iż owe dzieło jest DEBIUTEM Pauli Hawkins. To jest naprawdę zadziwiające, bo gdybym tego nie przeczytała z tyłu okładki - nigdy bym się nie domyśliła, tak dobra jest ta historia. Tym samym przechodzę do kolejnego plusu tej książki. Jak zapewne wiecie, w thrillerach może i nie jest najważniejszy sam pomysł, o ile jego konstrukcja i schemat, które muszą zostać naprawdę sprawnie przemyślane. Wiecie, jeśli tego zabraknie, to co to będzie za thriller? Bez uczuć, bez elementu zaskoczenia, bez tego nieustannie towarzyszącego napięcia i dreszczyku emocji. Paula Hawkins dogłębnie przemyślała swoją koncepcję i następnie solennie krok po kroku ją zrealizowała. Cała jej historia układa się w jedną, spójną i nierozerwalną całość. Nie ma tutaj miejsca na jakikolwiek chaos. Może mnie ta książka po prostu za bardzo wciągnęła, ale nie wyłapałam żadnej nielogiczności w fabule. Wszystko pięknie mi grało, muszę przyznać, że takie powieści czyta się po prostu wspaniale!

To, za co bez wątpienia mogę jeszcze docenić "Dziewczynę z pociągu" to mroczny klimat, który wokół siebie roztacza to dzieło. Jest naprawdę wyjątkowy, taki specyficzny i ostry, pełen krawędzi. To właśnie lubię w thrillerach, że nie ma w nich przerysowanej i kolorowej bajki, tylko szara rzeczywistość pełna brutalności. W końcu, fakt jest taki, iż życie nie jest usłane różami. Pauli Hawkins udało się także idealnie odzwierciedlić ludzkie zachowania i to, do czego są zdolni w imię swoich własnych, egoistycznych pobudek. Autorka wniknęła w pierwotność człowieka, ukazując, że w istocie jesteśmy czasem egoistami, nie patrzymy na cierpienia innych ludzi. Bardzo spodobał mi się portret psychologiczny Rachel. To kobieta, która dosłownie musiała upaść na same dno, aby się później z niego podnieść. Choć wiele z jej zachowań nie mogłam zrozumieć, to wciąż współczułam jej i wręcz się nad nią litowałam. To przykre, jak bardzo można potrzebować kogoś innego, aby sprawnie funkcjonować.

"Dziewczyna z pociągu" w stu procentach spełniła moje oczekiwania i wcale się nie dziwię, że uzyskała tak szeroki rozgłos. Zasługuje na to i nie ma co się z tym faktem spierać. Autorka zabiera czytelnika w mroczną podróż po zakamarkach ludzkich umysłów, ponieważ narrację prowadzi kilka bohaterek, a nie jedna. Ta powieść łączy w sobie to, co właśnie szukam w książkach: zaskoczenie, emocje, wartką akcję i dobrze przemyślaną fabułę. Nic tylko czytać! Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

środa, 25 listopada 2015

Marie Rutkoski - Niezwyciężona. Pojedynek

Autor: Marie Rutkoski Tytuł: Pojedynek Wydawnictwo: Feeria Young Liczba stron: 382
 EMPIK.

"Pojedynek" to jedna z tych książek, których okładka jest na tyle magiczna i przykuwająca wzrok, że nieraz migała mi przed oczami. To zaobserwowana gdzieś na forach książkowych, to na instagramach zagranicznych czytelników. Co tu dużo pisać - wiedziałam, że prędzej czy później zapoznam się z nią, nieważne czy w wersji oryginalnej, czy w przekładzie na polski. Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, tak zainteresował mnie sam opis i udana grafika. Wydawnictwo Feeria Young jednak wyszło swoim czytelnikom naprzeciw i wydało "Pojedynek" w polskiej wersji. I całe szczęście, bo polscy czytelnicy wiele by stracili, nie mogąc zapoznać się z tą fantastyczną lekturą!

Kestrel jest córką szanowanego generała, dziewczyną z "dobrego domu", Valorianką z ludu zwycięzców. Jej życie dosłownie wydaje się być usłane różami.
Kowal, Herrańczyk z ludu przegranych, niewolnik, nie posiada nic na własność.
Oboje są dosłownie z innych światów, ale jakimś dziwnym cudem (przeznaczeniem?) ich ścieżki krzyżują się. Początkowa niechęć zaczyna przeradzać się w przyjaźń, a przyjaźń w coś więcej... Tylko czy osobom pochodzącym z dwóch obcych ludów pisane jest być razem?

Musicie wiedzieć, że ostatnio z czasem na czytanie było u mnie bardzo kiepsko. Skupiona na studiach i moim rozwijającym się życiu towarzyskim, zwyczajnie nie miałam czasu na to, aby sobie usiąść i dać się pochłonąć pasjonującej lekturze. To normalne więc, że z czasem zaczęłam się odzwyczajać od sięgania po książki, które niegdyś stanowiły nieodłączny element mojego dnia. Ten mój przydługi wstęp ma swój sens, bowiem sięgając w końcu po "Pojedynek" trochę obawiałam się rozczarowania, tego, że będę się najzwyczajniej w świecie nudziła. Tak się jednak nie stało. Moja przerwa w czytaniu i brak czasu na niego, nie wywarły na mnie żadnego wpływu. Nie, w przypadku, gdy sięgnęłam po tak dobre dzieło, jakim jest prequel trylogii Niezwyciężona. Po prostu, gdy zaczęłam czytać, dosłownie przepadłam. Nie mogę uwierzyć w fakt, że tak długo nie miałam czasu na czytanie, a gdy w końcu go znalazłam, to miałam okazję przeczytać coś tak dopracowanego i pełnego emocji zarazem. Autorce za to należą się brawa! Mi chyba także, za dobry wybór lektury i ufanie własnej intuicji.

Marie Rutkoski stworzyła historię z pogranicza dystopii i fantastyki. A nie ma żadnych gatunków, które bym ceniła sobie bardziej niż te. Jednak to, co najbardziej mnie urzekło w tej powieści to fakt, jak fabuła została sprawnie przemyślana i skonstruowana. Wszystko układało się w logiczną i spójną całość, a bardzo nie lubię, gdy w książkach, nawet tych, których grupą docelową jest młodzież, jest wszelka nielogiczność. Nie lubię, gdy pisarze ze swoich czytelników niemalże drwią, pisząc o chociażby o nierealnych i infantylnych zachowaniach nastolatków. To, że ktoś jest młody wcale od razu nie oznacza złych i nieodpowiedzialnych decyzji, a tym bardziej głupich zachowań. 

Autorka "Pojedynku" stworzyła książkę, której lektura jest jednocześnie lekka i przyjemna, ale nie razi swoją zbytnią prostotą. Jej warsztat pisarski jest bardzo przystępny, dzięki czemu w lekturę "wbiłam się" w błyskawicznym tempie i bardzo szybko odnalazłam się w całej historii. Bohaterowie, choć młodzi i popełniają błędy, potrafią wykazać się odpowiedzialnością i myśleniem. Akcja jest wartka i dynamiczna, nie pozwoliła mi ani na chwilę oderwać się od czytania. A gdy już musiałam to zrobić, wciąż myślami wracałam do tej lektury Zastanawiałam się, w jakim kierunku potoczy się fabuła i kiedy będę w końcu mogła spokojnie czytać...

To, co zdecydowanie lubię najbardziej to wątek miłosny. Nie lubię jednak, gdy jest on zbyt cukierkowy i przesłodzony, wtedy muszę walczyć z własnym rozczarowaniem. Nawet jeśli cała reszta książki jest dobra, to jeśli romans kuleje, w moim odczuciu kuleje cała reszta. W "Pojedynku" tego nie znajdziecie. Marie Rutkoski przede wszystkim nie rzuciła się od razu na głębokie wody. Bardzo mi się spodobało, że rozwój relacji pomiędzy Kestrel i Kowalem narastał wolno, w swoim miarowym tempie, a autorka tym samym budowała napięcie. Oboje stanowią jedną z najlepiej ukazanych par literackich w książkach młodzieżowych. Dodajcie do tego spore przeciwności losu (wrogie klany) i macie przepis na niezwykle emocjonującą powieść.

"Pojedynek" znacznie przewyższył moje oczekiwania. Tak dobrej, tak dopracowanej w wielu aspektach książki nie czytałam od bardzo dawna. Zarówno fani romansu, jak i porządnej dawki emocji na pewno się nie rozczarują. W prequelu trylogii Niezwyciężona nie brakuje bowiem pojedynków, intryg i opisów działających na wyobraźnię. Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rainbow Rowell - Fangirl

http://www.yainterrobang.com/wp-content/uploads/2013/09/fangirl-rainbow-rowell.jpg
Autor: Rainbow Rowell Tytuł: Fangirl Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 454

Rainbow Rowell to autorka, o której nie dało się nie słyszeć, szczególnie w dobie dzisiejszych popularnych portali społecznościowych. Nieustannie natykałam się na zagranicznych instagramach na "Fangirl" czy "Eleonorę i Parka" oraz na całą masę pozytywnych recenzji. Nic więc dziwnego, że bardzo się ucieszyłam, gdy Wydawnictwo Otwarte postanowiło wydać książki tej pisarki w Polsce. Ogarnęła mnie jeszcze większa ekscytacja, gdy "Fangirl" leżała w moich dłoniach. Gdy już się pozachwycałam tą piękną okładką i dopracowanym wydanie (ja naprawdę jestem ogromną, typową fangirl) przystąpiłam do lektury. I cóż to była za lektura... Jedyna w swoim rodzaju!

Osiemnastoletnie Cath oraz Wren Avery to nierozłączne bliźniaczki. Zawsze wszystko robiły razem, ale nigdy nie były do siebie podobne. Są wręcz jak ogień i woda, Wren jest towarzyska i lubi imprezować, natomiast Cath woli się zaszyć w pokoju i pisać fanfiki o Simonie i Bazie, Jest Prawdziwą Fanką, typową fangirl. 

Obie siostry wyprowadzają się na studia i nie zamieszkują w tych samych akademikach. Tym samym Cath jest skazana na obcą współlokatorkę. I na stawienie czoła rzeczywistości. Poznaje kompletnie inną od niej, wybuchową Reagan oraz pozytywnie nastawionego do całego świata Leviego. Oboje będą mieli ogromny wpływ na Cath.

Muszę przyznać, że poniekąd obawiałam się sięgnąć po "Fangirl". Miałam jej względem tak ogromne oczekiwania, że skrycie najzwyczajniej w świecie bałam się rozczarowania. Moje obawy jednak okazały się całkowicie bezpodstawne, bo gdy tylko zaczęłam czytać powieść autorstwa Rainbow Rowell nieodwołalnie przepadłam. Zakochiwałam się w tej pięknej książce coraz bardziej wraz z przeczytaniem kolejnych stron. Zresztą, jak mogłabym jej nie pokochać? Nie, w przypadku, gdy główna bohaterka, Cath tak bardzo przypomina mi mnie samą. Nie, w przypadku, gdy cała ta historia i otoczka wokół niej dodaje niesamowitej otuchy i ciepła.

Motywem przewodnim całej tej powieści, a jednocześnie wręcz motorem napędowym całej akcji jest  seria o Simonie Snowie. Nasza główna bohaterka, Cath, uwielbia ten cykl wobec czego jest po prostu prawdziwą fangirl. A takie osoby w naszym społeczeństwie nie są zbytnio rozumiane, często są traktowane jako outsiderzy tylko dlatego, że nie mają takich samych zainteresowań jak reszta społeczeństwa. Sama nieraz spotkałam się z takim zachowaniem i nie dostraja ono zbyt pozytywnie. Jednak teraz przyzwyczaiłam się do tego i w ogóle mi ono nie przeszkadza. No, może czasami. Prawda jest taka, że jestem dumna będąc fangirl, ponieważ czytanie książek to moja prawdziwa pasja. Szczerze mówiąc to współczuję osobom, których życie jest o wiele uboższe, ponieważ nie odkryli budującej mocy fikcji literackiej. Właśnie dlatego tak bardzo utożsamiłam się z główną bohaterką, ponieważ jest ona niezwykle podobna do mnie. Nie identyczna, ale podobna. Ja nie piszę fanfików, ale lubię samotność. Nie przepadam za imprezami, wolę poczytać książkę. W zasadzie Rainbow Rowell jest dotychczas jedyną pisarką, która wykreowała taki typ postaci na tyle wiarygodnie. Cath w jej wydaniu nie razi sztucznością, a jej zachowanie w ogóle nie irytuje. Jest na swój sposób nieporadna, ale i urocza. Chyba nie sposób się nie uśmiechnąć widząc jej zaangażowanie w pisaniu swojego fanfika.

Levi... Polubiłam go od momentu, gdy tylko się pojawił, czyli już od pierwszego zdania pierwszego rozdziału: "W jej pokoju był chłopak". Gwarantuję, że skradnie on serce każdej czytelniczki, nawet jeśli w duchu nie są one romantyczkami. Jest to postać tak nacechowana pozytywnie, że po prostu nie da się nie obdarzyć go sympatią. Dialogi z jego udziałem zawsze są żywe i ciekawe, wzbudzają wiele uśmiechów ciepłych uczuć. Rainbow Rowell ma prawdziwy dar do kreowania wiarygodnych bohaterów, wychodzi jej to naprawdę świetnie i nie mogę się do niczego przyczepić. A duet Cath i Levi tak genialnie się uzupełnia, że zostanie jednym z moich ulubionych par literackich.

Tak naprawdę do dosyć ciężko przybliżyć ogólny zarys fabuły "Fangirl", bo to książka o... życiu. O wzlotach i upadkach. O dojrzewaniu, o pasjach, o chłopakach, o przyjaźni, o rodzinie i o miłości. Taki misz-masz wielu istotnych rzeczy, które każdemu człowiekowi są bardzo bliskie. Właśnie chyba to jest najlepsze, iż Rainbow Rowell nie zdecydowała się na jedną rzecz, którą by dokładnie i szczegółowo opisała, po czym oparłaby na niej całą resztę fabuły, ale zdecydowała się na kilka wątków. Tak, więc czytelnik poznaje nieporadną Cath i obserwuje, jak ona sobie poradzi w życiu studenckim. A trzeba przyznać, że nie było jej wcale łatwo. Oprócz bycia samotniczką i fangirl, główna bohaterka ma inne problemy. Tatę, o którego się martwi, ponieważ został w domu sam. Siostrę, z którą jej relacje zaczynają się coraz bardziej ochładzać, Leviego, z którym zaczyna ją łączyć coraz większa nić porozumienia.

Niewielu autorów decyduje się na otwarte zakończenia, ale Rainbow Rowell właśnie to zrobiła. Zazwyczaj nie przepadam za nimi, ponieważ wolę mieć wszystko jasno i zwięźle wyłożone, chcę wiedzieć, jak zakończą się losy bohaterów, których szczególnie polubiłam. Jednak w tym przypadku tego rodzaju rozwiązanie wcale mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - spodobało mi się i uważam, że lepszego autorka nie mogła wymyślić. Czytelnik sam musi sobie dopowiedzieć, jakim torem dalej potoczy się życie Cath. W domowym zaciszu możemy popuścić wodza naszej nieograniczonej wyobraźni.

"Fangirl" zagości w Waszych sercach i na długo (o ile nigdy) ich nie opuści. To książka, która niesie za sobą istotne wartości i wobec której żaden czytelnik nie będzie mógł przejść obojętnie. Jednocześnie jest to zabawna i wciągająca historia, która gwarantuje świetną rozrywkę na kilka godzin. Wcale się nie dziwię, że zdobyła tak duży rozgłos, bo absolutnie na niego zasługuje. Po jej lekturze jestem pełna pozytywnych odczuć i wręcz czuję się napędzona do działania. Zapewne nawet sama Cath nie podejrzewała jak studia zmienią jej życie. Jeśli jesteś fangirl, to zrozumiesz... Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

sobota, 15 sierpnia 2015

Brandon Sanderson - Z mgły zrodzony


Autor: Brandon Sanderson Tytuł: Z mgły zrodzony Wydawnictwo: MAG Liczba stron: 671

Brandon Sanderson to autor, którego wielbicielom fantasy nie trzeba nawet przedstawiać. Napisał on m.in "Drogę królów", której choć nie miałam okazji przeczytać, to o której słyszałam wiele pozytywnych opinii. Jako, że sama jestem wielbicielką gatunku, którym się szczyci Sanderson, byłam bardzo podekscytowana, gdy Wydawnictwo MAG wznowiło wydanie "Z mgły zrodzonego". Jesteście ciekawi, czy zaliczam swoje pierwsze spotkanie z twórczością tego wybitnego pisarza do udanych? Odpowiedź brzmi: jak najbardziej tak!

Przez tysiąc lat Ostatni Imperator rządził twardą ręką swoim wielkim Imperium. Nikt nigdy nie był zdolny, aby mu się przeciwstawić - przecież on był bogiem, prawdziwym i niezwyciężonym, rządzącym terrorem i siejącym strach. Jednak pewnego dnia pojawia się pewien mężczyzna, Zrodzony z Mgły, który chce położyć kres krwawemu panowaniu, gdzie skaa są niewolnikami szlachty. Zaczyna on intrygę, w której pomaga mu wiele osób, a wszystko po to, aby obalić władzę Ostatniego Imperatora... Czy mu się to uda, czy jego wysiłki są skazane na wierutną porażkę?

"Z mgły zrodzony" to powieść, która liczy sobie prawie siedemset stron. Nie jest to zresztą nic dziwnego i zaskakującego, w końcu mamy tutaj do czynienia z prawdziwą fantastyką w swej najlepszej formie i wydaniu. Co zadziwiające - w trakcie lektury tego dzieła w ogóle nie odczuwałam, że jest to książka o takiej objętości, bo gdy przysiadałam do czytania, to oderwanie się przychodziło mi z ogromną trudnością. To w dużej mierze zasługa pomysłowości Sandersona, bowiem stworzone przez niego Ostatnie Imperium naprawdę mrozi krew w żyłach i wywołuje gęsią skórkę. Podobnie jest z popiołem spadającym z nieba i obecnością przerażającej mgły, gdy tylko zapada noc. Kwitnące kwiaty i zielone rośliny są niczym więcej jak mistyczną legendą, w którą wierzy niewielu ludzi. Jednak zdarza się, że budzą one nadzieję na lepsze jutro... Taką też nadzieję zaczyna budzić Kelsier, który chce wywołać w ciemiężonych skaa chęć do buntu i zawalczenia o swoje dobre życie. O to, aby przestać niewolniczo służyć szlachcie. 

Napisałam co nieco o pomysłowości autora, to dzięki niej pokochałam "Z mgły zrodzonego", jednak na całą, świetną całość nie składa się jedna rzecz. Na całokształt składa się kilka czynników, takich jak obrazowy warsztat pisarski, który przemawia do wyobraźni czytelnika, a także szczegółowa kreacja bohaterów. Styl pisania Sandersona jak wyżej napisałam, jest obrazowy, dzięki czemu przyswojenie wielu szczegółów związanych ze światem przedstawionych nie sprawiło mi żadnej trudności. Jednocześnie jest on też lekki i przystępny, a pisarz starał się, aby nie było w nim za dużo niepotrzebnych i nudnych informacji. Dlatego też myślę, że ta książka idealnie nadaje się dla laików, dla osób, które pozornie nie gustują w fantastyce. "Pozornie", ponieważ są to czytelnicy, którzy po prostu jeszcze nie mieli okazji przeczytać coś tak dobrego i tak dopracowanego.

Bohaterowie zostali naprawdę dobrze wykreowani. Widać gołym okiem, że autor chciał tchnąć życie w papierowe postaci, chciał nadać im realności i udało mu się to w stu procentach. Najbardziej oczywiście intryguje Kelsier i jego chęć obalenia Ostatniego Imperium. Jego wola walki o zaprzestanie ciemiężenia skaa wzbudziła we mnie podziw. Kibicowałam temu celowi, miałam nadzieję, że mu się uda. Jeśli chodzi o główną postać, Vin, także nie umniejszam jej kreacji, bowiem przeszła ona sporą metamorfozę. Na początku lektury poznałam ją jako dziewczynę, która choć odważna, boi się zaufać komukolwiek. Tym bardziej jej przemiana na końcu jest godna podziwu. Zafascynował mnie także Ostatni Imperator, którego pobudek i chęci nie do końca potrafiłam zrozumieć. To osobowość, która została przez autora przedstawiona w sposób bardzo tajemniczy, wręcz mistyczny. Jestem ciekawa, czy w kolejnej części będę miała okazję dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

Brandon Sanderson zabiera czytelnika w niesamowitą podróż, w podróż jedyną w swoim rodzaju. Podróż, gdzie wszystko może się zdarzyć i niczego nie można być pewnym. Podróż pełną niespodziewanych zwrotów akcji i wydarzeń, które powodują szybsze bicie serca. Tak, jak się zapewne zorientowaliście, bardzo podobała mi się ta historia. "Z mgły zrodzony" to pierwszy tom cyklu Ostatnie Imperium, który zachwyci każdego. Nie ma tutaj miejsca na utarte schematy. Akcja jest wartka i dynamiczna, a czytelnik błyskawicznie wsiąka w świat stworzony przez pisarza. Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Joelle Charbonneau - Testy

Autor: Joelle Charbonneau Tytuł: Testy Wydawnictwo: YA! Liczba stron: 380

Sięgając po pierwszy tom otwierający cykl Testy nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Uwielbiam dystopie i zawsze sięgam po książki z tego gatunku, po prostu nie mogę sobie darować ich nieprzeczytania. "Testy" miałam na radarze już od bardzo długiego czasu, a porównania do świetnych "Igrzysk śmierci" tylko pobudzały moją ciekawość. Dodajcie do tego liczne pochlebne recenzje na temat tej serii i cóż - po prostu nie mogłam jej sobie darować. I całe szczęście, bo bym wiele straciła!

Wojna Siedmiu Faz nieodwracalnie zmieniła Ziemię w jałowe zgliszcza. Jednak mimo to ludzkości udało się przetrwać, powstały liczne kolonie oraz ich stolica - miasto Tosu. Ludzie zaczęli więc stopniowo odbudowywać ziemię. Powstał też nowy system - Testy. Do Testów zostaje zakwalifikowana garstka wybrańców, która jeśli ostatecznie ukończy tą wymagającą próbę - będzie mogła podjąć studia na Uniwersytecie.

Szesnastoletnia Malencia Vale, mieszkanka Kolonii Pięciu Jezior zawsze starała się być pilną uczennicą, aby zakwalifikować się do Testów. Gdy się to jej udaje, jest niezwykle podekscytowana, ale gdzieś tam w środku jest niepewna tego, jak wyglądają same Testy... Tak naprawdę będąc w tym nowym miejscu nie będzie mogła ufać nikomu, bo jej przyjaciel ostatecznie może okazać się jej wrogiem. Jednak czy zaufa Tomasowi, z którym zaczyna ją łączyć coraz więcej?

Pierwsze słowo, które przyszło mi namyśl tuż po skończeniu lektury to: niesamowita. Dawno nie czytałam tak magnetyzującej i wciągającej książki jak "Testy". Skończyłam ją w jeden dzień, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam się od niej oderwać. Zaczynałam sprzątać, po czym po chwili i tak wracałam do czytania, ponieważ świadomość tego, co przechodzi bohaterka, wprost nie pozwalała mi się skupić na moich obowiązkach. To jest jedna z tych powieści, które prostu trzymają w napięciu już od pierwszej strony i aż do samego końca. Powiedzenie, że nie mogłam się oderwać od tej pasjonującej lektury byłoby ogromnym niedopowiedzeniem, ja wręcz wbijałam w nią swoje oczy, ciekawa tego, co wydarzy się dalej.

Wojna Siedmiu Faz to moim zdaniem pomysł, który zdecydowanie się sprawdził. Wprawdzie Joelle Charbonneau w pierwszym tomie swojego cyklu jedynie zarysowała tą koncepcję, ale już widać, że można wyciągnąć z niej wiele interesujących wątków. Wszystko zależy od autorki, od tego, w jaki sposób zdecyduje się ona pociągnąć kierunek akcji, a możliwości ma bardzo wiele. Sam fakt, że ludzie mogą być na tyle okrutni, aby wywołać tak przerażającą w skutkach wojnę jest mrożący krew w żyłach. Jeśli chodzi o wspomniane konsekwencje... Nieraz w czasie lektury "Testów" nie mogłam uwierzyć, co człowiek jest wstanie zrobić drugiemu człowiekowi. Obszar poza koloniami jest prawdziwą niewiadomą, ponieważ poprzez zrzucenie bomb został on silnie napromieniowany. Zwierzęta się zmutowały, ale nie tylko. Czają się tam o wiele bardziej zatrważające stwory...

Jesteście gotowi na "Testy"? Książkę, która ma nie tylko interesującą koncepcję dystopii, ale także i dynamiczną i wartką akcję, która gwarantuje niezapomnianą podróż. Nieraz w czasie czytania towarzyszyło mi przyśpieszone bicie serca, bowiem naprawdę zaangażowałam się w historię Cii oraz Tomasa. Kibicowałam im i wierzyłam, że uda im się przejść tą niesamowicie przerażającą próbę, do której zostali zmuszeni. Wszystkie upadki i wzloty przeżywałam razem z nimi. Świat w cyklu Testy budzi strach, ponieważ jest nieznany i pełen zagrożeń czyhających na każdym kroku. Nie chciałabym w takim żyć, ale o takim czytać jak najbardziej! Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Erika Johansen - Królowa Tearlingu

Autor: Erika Johansen Tytuł: Królowa Tearlingu Wydawnictwo: Galeria Książki Liczba stron: 488

O "Królowej Tearlingu" autorstwa amerykańskiej pisarki Eriki Johansen było głośno w Polsce jakiś czas temu. Jest to powieść z nurtu fantastyki, a że ja sama jestem ogromną fanką tego rodzaju książek, to i z tą także musiałam się zapoznać. Nawet przeczytanie kilku negatywnych recenzji mnie nie zniechęciło i całe szczęście, bo miałabym co żałować. Dawno nie czytałam dzieła tak do szpiku przesiąkniętego magią i niezwykłym klimatem!

Kelsea Raleigh została wychowywana w odosobnieniu, z dala od swoich rówieśników i centrum miast. Nie wie również za wiele o historii Tearlingu i o tym, co się obecnie dzieje w królestwie, którym niedługo będzie władać. Ten dzień nadchodzi, gdy w dniu jej dziewiętnastych urodzin przybywa po nią Królewska Straż, aby eskortować ją do stolicy, gdzie zostanie koronowana na królową Tearlingu. Nic jednak nie jest proste - wręcz przeciwnie, bowiem na życie młodej dziewczyny czyha wiele niebezpieczeństw. Zabójcy jej wuja-króla regenta próbują ją dopaść, a do tego dochodzi jeszcze kruchy sojusz z przerażającą Szkarłatną Królową. Być może niedługo Kelsea będzie musiała stanąć z nią do wojny... i możliwe, że doprowadzi swoje królestwo do upadku.

Zazwyczaj staram się unikać czytania jakichkolwiek recenzji książek, które mam zamiar przeczytać. Dzieje się tak z prostego powodu - każdy ma inny gust, a czyjeś opinie mogą sprawić, że odmówię sobie przeczytania jakiegoś dzieła, które być może przecież mogłoby mi się spodobać. Mimo to, jakoś natknęłam się na kilka niepochlebnych opinii na temat "Królowej Tearlingu" i cóż, muszę przyznać, że musiały się one chyba wziąć z powietrza albo czytelnik, który sięgnął po tą powieść zwyczajnie do niej nie dorósł. Właśnie tak, bowiem Erika Johansen stworzyła pełnoprawną lekturę fantastyczną. Z własnym światem, własnymi bohaterami i z własną historią. A uwierzcie mi, Tearling w wydaniu tej pisarki to mistrzostwo. Uważam, że do tego rodzaju książek trzeba jednak być dojrzalszym psychicznie, aby docenić kunszt pisarski autora. Ja to zrobiłam, ponieważ gołym okiem widać, jak wiele czasu Johansen musiała poświęcić na wykreowanie świata przedstawionego od samego początku.

Jedną z największych zalet "Królowej Tearlingu" są bohaterowie. Źli, dobrzy, niejednoznaczni - od koloru do wyboru, każdy jednak czymś się wyróżnia i wzbudza w czytelniku wiele emocji. Przykładowo, główna postać, Kelsea od razu zjednała sobie moją sympatię. Była wychowywana w odosobnieniu, gdy jednak nadszedł czas wykazania się, w ogóle nie zawiodła. Urodzona królowa, która chce pomóc swoim poddanym i zmienić Tearling na lepsze. Bardzo polubiłam także Lazarusa, czyli Buławę, o którym na początku nie wiedziałam dokładnie, co myśleć. To bardzo odważna, a zarazem honorowa osobistość, która poruszy każde serce. Jeśli chodzi o Ducha... Z pewnością jest to bohater nacechowany uczuciami, którego nie od początku da się lubić.

"Królowa Tearlingu" nie jest' młodzieżówką", jak wiele osób może się spodziewać. Już sama okładka, dosyć poważna i majestatyczna może naprowadzić czytelnika na taki trop. Choć jest to literatura fantastyczna, to uważam, że niekoniecznie spodoba się ona młodszym osobom. To powieść, którą - moim zdaniem - docenią tylko dorośli, w innym przypadku można by ją uznać za zbyt rozbudowaną, a co za tym idzie - nudną. A rozległa i dopracowana fabuła to przecież zaleta, a nie wada. Tej książce wystarczy poświęcić kilkanaście stron, aby na dobre się w nią wciągnąć i gwarantuję Wam, że się nie oderwiecie aż do samego końca!

Odnośnie "Królowej Tearlingu" miałam duże oczekiwania. Pragnęłam treści tak samo dobrej i dopracowanej, jak okładka, a otrzymałam to wszystko jeszcze z nawiązką. Erika Johansen absolutnie mnie nie zawiodła, a jej książka to jedna z najlepszych z tego gatunku, które kiedykolwiek miałam okazję przeczytać. Niesamowicie wciągająca i uzależniająca, od razu mnie wessała w swój świat. Bohaterowie są niczym wyjęci z rzeczywistości i umieszczeni na kartach powieści, fabuła budzi podziw dynamizmem i wielowątkowością, a i wielu emocji w czasie lektury także nie brak. Nie mogę się doczekać kontynuacji... Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Claire North - Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta

Autor: Claire North Tytuł: Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta Wydawnictwo: Świat Książki Liczba stron: 460

NIEKTÓRYCH HISTORII NIE DA SIĘ OPOWIEDZIEĆ W JEDNYM ŻYCIU

Harry August nie jest normalnym człowiekiem. Normalną osobą, która przeżywa swoje życie i umiera. Co jest takiego nietypowego w Harry'm? On się odradza. Umiera, po czym rodzi się znowu. I wszystko pamięta ze swoich poprzednich żywotów, przez co nawet jako dziecko jest mądrzejszy i bardziej doświadczony od każdego człowieka na świecie. Kiedy nadchodzi kres jego kolejnego żywota, przy jego łóżku pojawia się mała dziewczynka, która chce wysłać pewną wiadomość w przeszłość...

Przyznaję, że i mnie skusiła wspaniała okładka tej książki. Pomyślałam sobie: po prostu muszę ją przeczytać i sprawdzić, czy zawartość będzie tak samo dobra, jak oprawa graficzna. I wiecie co? To jeden z nielicznych przypadków, w których właśnie tak jest. "Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" to zachwycająca historia, od samego początku, aż do końca. Niesamowicie dopracowana i sprawnie skonstruowana. Claire North wymyśliła fabułę, która dosłownie wprawiła mnie w zachwyt. Jednak sam pomysł to nie wszystko. Potrzeba jeszcze odpowiednich umiejętności pisarskich, aby wprawić go w ruch i sprawić, że czytelnicy go pokochają. A do tego trzeba mieć talent - North nie tylko mnie zaciekawiła swoją koncepcją, ona sprawiła, że ja naprawdę chciałam poznać dalsze losy Harry'ego Augusta, przez co oderwanie się od lektury nie przychodziło mi łatwo. Prawdziwie zafascynowała mnie ta opowieść, w głównej mierze dlatego, że nigdy nie czytałam coś, co by ją przypominało. Warsztat pisarski autorki został idealnie dopasowany do tematyki tej książki i licznych przemyśleń na temat ludzkiej natury. Rozważania North są niezwykle wnikliwe i trafne w odniesieniu do rzeczywistości.

W powieści Claire North główną siłą napędową jest wątek przyszłego końca świata i pytań, które nieodłącznie towarzyszyły mi w czasie lektury. Czy Harry'emu uda się powstrzymać koniec świata? I jak daleko będzie się musiał posunąć, aby to zrobić? To, co bardzo przypadło mi do gustu, pomijając już sam całokształt i nietypowy pomysł na fabułę, to fakt, że autorka sprawnie wnika w głąb ludzkiej egzystencji. Główny bohater, Harry August jest tego świetnym przykładem. Gdy tylko zdał sobie sprawę z daru, który otrzymał - nieśmiertelności, starał się go wykorzystywać w jakiś sposób. Każde z jego żywotów było inne, mężczyzna skrupulatnie dbał o to, aby były one różnorodne. Sam fakt, iż podjął on walkę o ocalenie świata jest godny podziwu i ukazuje prawdziwą naturę tej postaci. Nie osiada on wygodnie w jakimś mieście, gdzie może wieść spokojne i beztroskie życie - wręcz przeciwnie, za wszelką cenę chce powstrzymać koniec świata. Bardzo polubiłam tego wyjątkowego bohatera.

"Pierwszych piętnaście..." to pewnego rodzaju pamiętnik Harry'ego Augusta, bowiem jest on narratorem pierwszoosobowym i opowiada swoje losy czytelnikom. Przez ten typ narracji nie brakuje tutaj licznych przemyśleń, rozważań i dywagacji nad ludzką egzystencją. Mi osobiście te przemyślenia bardzo się spodobały i dały dużo do myślenia, ponieważ główny bohater jest osobą, która zdecydowanie ma dużo ciekawego do powiedzenia. Przeżył on tyle lat w ciągu swoich piętnastu żywotów, że czytając jego "pamiętnik" naprawdę się czułam, jakbym zaglądała w głąb umysłu osoby, która żyła ponad osiemset lat. To naprawdę niesamowicie budujące doświadczenie. Wiem, że tego rodzaju rozważania wielu osobom mogą przeszkadzać, ale w tej książce są nienachalne i nad wyraz interesujące. Jeśli ktokolwiek obawia się wolnego tempa akcji i braku dynamizmu - rozwiewam Wasze wątpliwości, Claire North zadbała, abym ani przez chwilę się nie nudziła. Już sam początek i pojawienie się małej dziewczynki mówiącej o końcu świata zwiastuje wyjątkową lekturę, a z przeczytaniem każdej kolejnej strony tylko utwierdzałam się w tym przekonaniu.

"Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" to książka, która nie przypomina nic, co bym wcześniej czytała. I właśnie przez ten aspekt tak bardzo mi się podobała. Każda strona, każdy rozdział to było coś niewiadomego, ponieważ nie miałam nawet najmniejszych wyobrażeń, jak potoczy się fabuła. Polecam, naprawdę warto ją przeczytać i przekonać się, dlaczego zyskała taką popularność. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie!
"(...) Najgorsza jest samotność w tłumie. Człowiek może kiwać głową, uśmiechać się, normalnie rozmawiać z innymi, ale udawanie sprawia, że jego dusza coraz bardziej oddala się od ludzi."
Moja ocena: 9/10

wtorek, 19 maja 2015

Alexandra Bracken - Po zmierzchu


Autor: Alexandra Bracken Tytuł: Po zmierzchu Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 510

W GŁĘBI MROKU KRYJE SIĘ NIEGASNĄCE DOBRO

Mroczne umysły to trylogia autorstwa amerykańskiej pisarki Alexandry Bracken. Są to książki z list bestsellerów "New York Timesa". Cykl ten został rozpoczęty pierwszym tomem pt. "Mroczne umysły", a następnie kontynuowany w sequelu "Nigdy nie gasną". W ostatniej, a zarazem finałowej części "Po zmierzchu" pokochana przeze mnie całym sercem historia zmierza do nieubłaganego końca. Jesteście ciekawi jakie są moje wrażenia? W takim razie zapraszam do przeczytania mojej recenzji!

MROCZNE UMYSŁY NIGDY NIE GASNĄ PO ZMIERZCHU

Siedemnastoletnia Ruby Daly przeszła przez prawdziwe piekło. Dosłownie. Od momentu, gdy dzieci zaczynały chorować na tajemniczą przypadłość w skrócie nazywaną OMNI, jej życie zmieniło się na zawsze. Polegała ona na tym, iż większość młodych osób zaczynało przejawiać nadnaturalne zdolności. Zostały one sklasyfikowane zależnie od umiejętności różnymi kolorami. Stąd wzięły się też nazwy: Zieloni, Niebiescy, Czerwoni, Żółci i Pomarańczowi. Dzieci zostały bezlitośnie zamknięte w przerażających obozach, gdzie były poddawane katorżniczej pracy i mieszkały w haniebnych warunkach. Ruby, nasza główna bohaterka mieszkała w jednym z pierwszych, a zarazem najgorszych obozów - Thurmond. Wyszła stamtąd jednak o wiele silniejsza...

Ruby wraz ze swoimi przyjaciółmi wyruszają w drogę do bezpiecznej kryjówki, gdzie w spokoju chcą przygotować się do rozpoczynającej się rebelii. Chcą wyzwalać obozy i ratować dzieci. Jest to tak samo ciężkie, jak brzmi, a aby to zrobić - dziewczyna będzie musiała podjąć wiele trudnych decyzji. A jeden fałszywy ruch może wzniecić iskrę, która podpali świat.

Długo się zastanawiałam jaką ocenę wystawić finałowej części. Poprzednim z czystym sumieniem wystawiłam dziesiątki. Zachwyciły mnie i totalnie wciągnęły w swój świat. Jeśli chodzi o "Po zmierzchu"... podobał mi się ten tom, jednak nie tak bardzo jak poprzednie. Alexandra Bracken powoli rozwijała akcję i to w głównej mierze zaważyło na tej dziewiątce, zamiast dziesiątki. Na początku czułam się, jakbym czytała inną powieść, a nie finał jednej z moich ulubionych serii! Gdzie podział się ten dynamizm? Cóż - na całe szczęście dynamiczna i wartka akcja wróciła po około dwustu stronach, wtedy już nie mogłam się oderwać od lektury i dosłownie spijałam każde słowo z kartek. To nie tak, że te pierwsze dwieście stron było nudne, bo prostu czegoś mi w nich zabrakło. Kolejny minus "Po zmierzchu" to mała ilość obecności Liama! Nie rozumiem jak tak można. Najpierw stworzyć tak cudowną postać, sprawić, że czytelnik ją pokocha, a następnie tak potraktować fanów. W "Mrocznych umysłach" bohater ten skradł moje serce, w "Nigdy nie gasną" ubolewałam nad tym, jak rzadko się pojawiał, a tymczasem w trzecim tomie ma miejsce to samo. Może to głupia ja narzekam, bo tak go uwielbiam i dla mnie mógłby się pojawiać na każdej stronie wraz ze swoim uśmieszkiem i akcentem z południa. Może przesadzam, ale poczułam jednak pewien niedosyt.

No i moi drodzy na tym kończą się minusy. Co za emocje! "Po zmierzchu" to niesamowita książka i idealne zwieńczenie całej świetnej trylogii. Autorka stopniowo budowała napięcie w każdej części, a w ostatniej sięgnęło wręcz ono zenitu. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego zakończenia dla bohaterów, których tak mocno pokochałam. Nie chcę sypać żadnymi spojlerami, ale wydaje mi się, że fani powinni poczuć się usatysfakcjonowani. Alexandra Bracken gładko zamknęła wszystkie wątki, ale pozostawiła też niektóre otwarte, przez co czytelnik może sam sobie dopowiedzieć resztę. I osobiście ja jestem ogromną fanką zakończeń tego typu. Pozwalają mi one samej domyślić, co będzie dalej i jak potoczą się losy moich ulubionych postaci. Każdy z nas ma swoją wyobraźnię, a więc do dzieła!

"Po zmierzchu" dostarczyło mi niesamowitych i niezapomnianych emocji, zresztą tak jak w przypadku poprzednich części. Ogromnie się cieszę, że mogłam przeczytać tak świeżą i oryginalną dystopię. W czasie lektury wiele razy czułam przyśpieszone bicie serca i wypieki na twarzy. To cudowne, jak dobra książka może oddziaływać na emocje czytelników. Mroczne umysły to jedna z najlepszych serii, jakie miałam okazję kiedykolwiek przeczytać i z czystym sumieniem polecam ją każdemu. A tymczasem z niecierpliwością wyczekują kolejnych dzieł naszej utalentowanej i młodej pisarki Alexandry Bracken.
"Pamiętałam, że życie lubi dodawać skrzydeł tylko po to, by zaraz mi je podciąć."  
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rebecca Donovan - Biorąc oddech


Autor: Rebecca Donovan Tytuł: Biorąc oddech (Oddechy, tom III) Wydawnictwo: Feeria Young Liczba stron: 483

Właśnie skończyłam czytać finałowy tom trylogii Oddechy amerykańskiej pisarki Rebeki Donovan. I cóż on ze mną zrobił... Pozostawił mnie zarówno usatysfakcjonowaną, ale także i pełną smutku, bo to pożegnanie z bohaterami, z którymi niesamowicie się zżyłam na przestrzeni tych trzech części. 
 
Minęły prawie dwa lata od wydarzeń w "Oddychając z trudem", ale życie Emmy Thomas stało się jeszcze bardziej skomplikowane. Ucieczka w rodzinnej miejscowości i rozpoczęcie studiów powinno odgonić wszelkie demony z przeszłości, ale tak się nie dzieje. Wręcz przeciwnie - jest jeszcze gorzej. Emma choć otoczona nowymi przyjaciółmi, czuje się samotna i odosobniona. Aby zagłuszyć swój ból, zaczyna zmierzać w niebezpiecznym kierunku. Odkrywa, że wcześniej znienawidzony przez nią alkohol przynosi jej ukojenie, tak samo jak adrenalina. Nikt nie stanowi dla niej większego zagrożenia, niż ona sama...

Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem całej trylogii. "Powód by oddychać" totalnie mnie urzekł, głównie przez wzgląd na poważny temat, który porusza, ale im dalej w las, tym coraz bardziej zaczęłam odkrywać jego wyjątkowość. Rebecca Donovan bowiem nie ograniczyła się tylko do poruszania motywu przemocy w rodzinie. Ona sięgnęła w samą czeluść problemów, z którymi zmagają się młodzi ludzie. Nieakceptowanie siebie, niemożliwość uwolnienia się od demonów w przeszłości i sięganie ku używkom, aby zagłuszyć ból. Ta autorka nie tylko inspirowała się tymi tematami, ona także wykazała się dużą precyzją i dokładnością w ich ukazaniu. Nie przesadziła w żadną stronę. Wydarzenia opisywane w drugim tomie, "Oddychając z trudem" były chyba najbardziej "intensywne" pod wieloma względami, natomiast finałowa część, "Biorąc oddech" zmierza ku nieubłaganemu końcowi i odpowiedzi na pytanie, które towarzyszy czytelnikowi już od samego początku przygody z tą trylogią: "Czy Emma przezwycięży swoje demony?" i "Czy czeka ją happy-end?". Tego się dowiecie jedynie sięgając po ten cykl.

"Biorąc oddech" to zdecydowanie najlepszy tom z całej trylogii. Pochłonął mnie bardziej niż poprzednie, a to dlatego, że absolutnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Czułam autentyczne emocje, towarzyszyło mi przyśpieszone bicie serca, ponieważ obawiałam się o Emmę. Autodestrukcyjna ścieżka, w którą zmierzała wywoływała u mnie strach o tą bohaterkę. Ja nie tylko chciałam, aby w końcu wszystko się dla niej pozytywnie skończyło, ja wierzyłam, że ona na to zasługuje. Uwielbiam książki, które wywołują u mnie tego rodzaju emocje. Jeśli chodzi o zakończenie... usatysfakcjonowało mnie, ale nie do końca. Fajnie, że pozostało otwarte, tak, aby czytelnik mógł sobie dopowiedzieć resztę, ale nie na tyle, aby wywoływał uczucie niedosytu. Brakowało mi jednak takiej autentycznej i szczerej rozmowy pomiędzy Jonathanem i Emmą. Chciałabym przeczytać ich wspólny dialog i przez to także zaobserwować, jak oboje się zmienili.

Odczuwałam smutek, wzruszenie i radość. Jestem wdzięczna tej autorce za stworzenie tak prawdziwej, a zarazem niesamowicie budującej historii, z której płynie mądry przekaz. Zawsze warto marzyć, walczyć i się nie poddawać. Nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji jest jakieś wyjście. Trylogia Oddechy pokazała mi, jak silną moc ma nadzieja. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tak wartościową serię. Polecam!

"Walczyłam o odzyskanie kontroli, która wymykała mi się z każdym oddechem, ale nawet gdy się w końcu zatrzymałam, wiedziałam, że nie dam rady uciec przed tym, kim naprawdę jestem."
Moja ocena: 9/10

sobota, 28 marca 2015

Veronica Rossi - Przez bezmiar nocy

Autor: Veronica Rossi Tytuł: Przez bezmiar nocy Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 349

Po miesiącach rozłąki Aria i Perry znowu są razem. Nic jednak nie układa się tak, jak powinno, bowiem chłopak został Wodzem Krwi plemienia Fal i ich wspólna przyszłość nie zapowiada się zbyt pozytywnie. Aria jest Osadniczką, a mieszkańcy wioski w żadnym wypadku nie są skorzy, aby to zaakceptować.

Na domiar własnych problemów Perry'ego i Arii, burze eterowe nasilają się i zaczynają pojawiać się z coraz większą częstotliwością. Oboje będą pragnęli odnaleźć mitologiczne miejsce, o których mówi się jedynie w legendach. Czy Wielki Błękit istnieje naprawdę? I czy uda im się do niego dotrzeć, nim będzie za późno?

Gdy przeczytałam "Przez burze ognia" byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona i usatysfakcjonowana. Co więcej - Rossi prequelem swojej trylogii absolutnie skradła moje serce! Pokochałam wykreowany przez nią świat, stworzony od samych podstaw, ale z dużą precyzją i pomysłowością, co w dystopii jest ogromnie ważne, wręcz kluczowe. Tak początek zapowiedział tym samym intrygującą serię, której fani tego gatunku - w tym ja - po prostu nie mogą sobie darować. Z utęsknieniem wyczekiwałam, gdy w moje ręce trafi kontynuacja - "Przez bezmiar nocy". Po cichu miałam nadzieję, że nie okaże się gorsza, tak jak zazwyczaj bywa w przypadku sequeli. Rossi udało się jednak wyrwać z tej przykrej przypadłości wielu pisarzy i w efekcie stworzyła jeszcze lepszą, jeszcze bardziej emocjonującą książkę!

"Przez bezmiar nocy" jest podzielona na dwie narracje, tak jak miało to miejsce w przypadku pierwszego tomu. Czytelnik ma okazję obserwować rozwój akcji z dwóch punktów widzenia: Arii i Perry'ego. Tym samym miałam wgląd w myśli głównych bohaterów, co po prostu uwielbiam. Nic tak nie dodaje smaczku dobrej lekturze, jak większa obecność świetnie wykreowanych postaci. W tej części nie było zbyt dużo momentów jednego z moich ulubionych duetów romantycznych, ale da się to przeżyć właśnie dlatego, że podzielona narracja sprawia, iż czytelnik w istocie nie odczuwa braku tych postaci i co więcej - może zobaczyć, jak funkcjonują oddzielnie. Wątek miłosny w tego rodzaju powieściach jest dla mnie istotny, ale zdecydowanie bardziej cenię sobie dobrą kreację osobowości, a tacy właśnie są Aria i Perry, podobnie jak bohaterowie drugoplanowi jak Roar. Napisałam, że ciekawie jest obserwować poszczególne osoby "funkcjonujące oddzielnie" i mam przez to namyśli, że mało momentów Arii i Perry'ego wyszło tylko tej książce na dobre, bo dzięki temu mogłam się więcej dowiedzieć o cechach ich charakterów, niż patrzeć tylko na nich przez pryzmat ich związku. Pamiętajcie - co za dużo to niezdrowo i we wszystkim należy zachować umiar. Relacja tych dwóch ludzi, osoby z innych światów właśnie dlatego jest tak szalenie interesująca, ponieważ potrafią oni zaintrygować czytelnika, a nie wzbudzać nim politowanie, zbyt przesadzoną ilością wspólnych scen.

Dlaczego tak pokochałam ten cykl? Na to złożyło się kilka czynników. Pomysłowość i oryginalność autorki po prostu mnie urzekła! Stworzona przez nią dystopia wciąż potrafi zaskoczyć pewnymi innowacjami. Burze eterowe i ich sposób przedstawienia - jak najbardziej na plus. Wyobrażacie sobie, jak strasznie musi wyglądać życie, gdy istnieją śmiercionośne burze, gotowe zniszczyć wszystko na swojej drodze? Właśnie to sprawiło, że bohaterowie stali się silni i odporni na wiele ekstremalnych sytuacji. I tym samym przechodzę do kolejnej zalety: postaci. Praktycznie każda osobowość z tej serii czymś się wyróżnia. Nikt nie jest taki sam. Aria wraz z Perry'm i Roar'em są jednymi z najlepiej poprowadzonych postaci w kategorii książek młodzieżowych. Wywołują pozytywne uczucia, śmiech, radość, ale także i smutek. Dialogi są pełne werwy, realności, na próżno można doszukiwać się w nich sztuczności.

"Przez bezmiar nocy" znacznie przewyższyło moje oczekiwania, a Veronica Rossi podniosła poprzeczkę naprawdę wysoko. Jestem ciekawa, co przygotowała w trzecim, a zarazem finałowym tomie swojej trylogii - "Wielkim Błękicie". Emocje zapewne będą niemałe! Polecam!
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2015.

środa, 25 marca 2015

Przedpremierowo: C.C Hunter - Szepty o wschodzie księżyca

Autor: C.C Hunter Tytuł: Szepty o wschodzie księżyca (Wodospady Cienia tom 4) Wydawnictwo: Feeria Young Liczba stron: 395 Premiera: 26 marzec

Kylie Galen w końcu wie, kim jest. Na jaw wyszła upragniona tajemnica jej pochodzenia. Jednak... nic nadal nie jest pewne w taki sposób, jaki nastolatka by sobie życzyła. Wciąż więcej jest wiadomych, niż nie wiadomych. Do tego JBF - rząd istot nadnaturalnych przejawia podejrzane zainteresowanie zdolnościami dziewczyny. Wszystko jeszcze bardziej komplikuje fakt, iż zaczynają ją nawiedzać duchy żyjących... Co to może oznaczać? I czy Kylie uda się rozwikłać nie tylko tą zagadkę, ale także i tę dotyczącą tego, co potrafi?

Wodospady Cienia do dosyć specyficzna seria. W dobrym tego słowa znaczeniu. Sięgam po nią z prawdziwą przyjemnością, teraz już nie mając żadnych obaw czyhających za rogiem. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. C.C Hunter jest jedną z tych pisarek, które wraz z każdym kolejnym tomem rozkwitają i tworzą coś jeszcze lepszego od swoich poprzedniczek. Nic więc dziwnego, że cieszę się, iż cykl ten liczy sobie sześć tomów, bo jeśli dalej tak będzie szło, to finał pozostawi mnie w niezłej emocjonalnej rozsypce...

Jak już zapewne mogliście wywnioskować, czwarta część - "Szepty o wschodzie księżyca" dotychczas spodobała mi się najbardziej. A więc zajęła zaszczytne miejsce "Zabranej o zmierzchu". To naprawdę cudowne uczucie móc obserwować rozwój pisarzy, szczególnie na przełomie wielotomowych serii. Jak ci autorzy naprawiają błędy, które Wam przeszkadzały w poprzedniej części i jak z każdą kolejną tworzą coraz lepszą i spójną historię. C.C Hunter właśnie to robi. "Szepty o wschodzie księżyca" pochłonęłam, ciekawa każdej nadchodzącej kartki i tego, co przyniesie... Pamiętajcie, nic nie jest pewne! Najbardziej doceniłam fakt, iż pisarka ta skupiła się bardziej na  wielowątkowości swojego dzieła, niż na romansie. Fakt, miłość nadal odgrywa tutaj istotną rolę i bardzo dobrze, bo to jedna z wielu zalet tej książki, ale już na całe szczęście nie gra pierwszych skrzypiec.

Kluczowa tajemnica wyszła na jaw. I nie obyło się to bez emocji. Jednak pomimo tego, iż sama Kylie - a czytelnik wraz z nią - wie, kim jest, nadal nie jest jej łatwo odnaleźć się w nadnaturalnym świecie. Co ma niby oznaczać fakt, że jest kameleonem, skoro nikt wcześniej ze znanych jej osób o tym nie słyszał? Sama ta koncepcja już po przeczytaniu trzeciego tomu brzmiała dla mnie niewiarygodnie, nawet jeśli chodzi o fantastykę i obawiałam się trochę, że pisarka z tego nie wybrnie i zaplącze się w swoich dobrych, aczykolwiek ryzykownych posunięciach. Jak się okazało - moje obawy były bezpodstawne. Zdecydowanie podoba mi się sposób, w którym C.C Hunter zmierza. Jest oryginalny i świeży, do tej pory nie spotkałam się jeszcze z taką koncepcją nigdzie indziej. A każdy szanujący się fan gatunku paranormal romance, że jest to prawdziwy ewenement. Co mogę więcej napisać? Z pewnością nikt nie poczuje się rozczarowany - autorka już o to zadbała, nawet z nawiązką.

Nie mam najmniejszego pojęcia, jak ja wytrzymam do premiery piątego tomu, takie zakończenie zgotowała swoim czytelnikom autorka! Emocjonujące i przesycone napięciem, zwiastujące fakt, iż naszą bohaterkę czeka nowa, zapewne pełna niebezpieczeństw przygoda. Zapowiada się naprawdę interesująco, ponieważ Kylie rozpoczyna kolejny rozdział w swoim nadnaturalnym życiu.

Wodospady Cienia za granicą cieszą się sporą popularnością i miło jest obserwować, jak zyskują coraz większe rzesze fanów w Polsce. Ten cykl zdecydowanie na to zasługuje. Przyciąga nie tylko magnetyzującymi okładkami, ale także i samą treścią. To przesycona humorem i emocjami seria, która umili każdemu kilka wieczorów, a może i nawet mniej, tak błyskawicznie się ją czyta! C.C Hunter kusi lekkością swojego warsztatu pisarskiego, ciekawymi kreacjami bohaterów, a także i dynamiczną oraz wartką akcją. Dodajcie do tego romans i wyjdzie Wam przepis na hit! Gdy już zaczniecie czytać, przepadniecie... Nie mogę się doczekać, gdy w moich dłoniach będzie wygodnie leżał piąty tom. Mam nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej!
"Wiesz, jest trochę ludzi, którzy wiedzą, kiedy umrą, i mogą odpowiednio wykorzystać pozostały im czas. Ale zwykle, gdy zaczynasz planować swój koniec, to przestajesz żyć dla jutra. Życie dla dzisiejszego dnia jest piękne. Zbyt wielu z nas o tym zapomina, ale by żyć w pełni, trzeba żyć i dla dziś, i dla jutra. Pomyśl o tym. Czy gdybyś wiedziała, że za pół roku umrzesz, to zaczęłabyś przedsięwzięcie, na którego dokończenie nie miałabyś szans? Poszłabyś na studia uczyć się na lekarza? Urodziłabyś dziecko, wiedząc, że zbyt szybko je zostawisz? Ludzie wiele tracą, gdy przestają żyć dla przyszłości."
Moja ocena: 9/10

WYZWANIA: CZYTAM FANTASTYKĘ 2014.