my heaven of books

poniedziałek, 30 września 2013

Podsumowanie września

Hej! Postanowiłam, że zmienię formę podsumowań na blogu i będą one pojawiały się w bardziej "luźniejszej" formie. Nie będę Was przecież zarzucać samymi cyferkami. :)

Najpierw zacznę od ilości książek, które przeczytałam. Są wśród nich trzy lektury i dwie książki, których recenzje ukażą się w październiku.

1. Max Brooks - World War Z - 544 stron, ocena 8/10
2. Dee Shulman - Gorączka - 432 stron, ocena 6/10
4. Iwona Skrzypczak - Bo we nie jest ex - 302 stron, ocena 7/10
5. Michael Grant - Faza szósta: Światło - 375 stron, ocena 10/10, Ulubione
6. Eve Edwards - Alchemia miłości - 375 stron, ocena 8/10
7. Franny Billingsley - Zakochana w mroku - 396 stron, ocena 6/10
8. Jennifer Estep - Dotyk Gwen Frost (niezrecenzowana) - 312 stron
9. C.J Daugherty - Dziedzictwo (niezrecenzowana) - 395 stron

LEKTURY:
1. J.W Goethe - Cierpienia młodego Wertera - 144 strony
2. Adam Mickiewicz - Dziady cz. III
3. Adam Mickiewicz - Pan Tadeus

Szczerze mówiąc jestem strasznie zadowolona ze swojego wyniku. Wbrew temu, co sądziłam we wrześniu miałam dużo wolnego czasu. Obawiam się, że w październiku nie będzie już tak kolorowo. :)

Zapraszam na FANPAGE bloga, gdzie na bieżąco możecie obserwować zdjęcia moich książkowych zdobyczy.

sobota, 28 września 2013

Franny Billingsley - Zakochana w mroku

Autor: Franny Billingsley
Tytuł: Zakochana w mroku
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 396
Moja ocena: 6/10
Nim umarła, macocha Briony dobrze zadbała, by dziewczyna obarczyła się winą za wszystkie nieszczęścia w rodzinie. I teraz poczucie winy przywarło do Briony tak mocno, że stało się wręcz jej drugą skórą. Dziewczyna często ucieka na bagna i opowiada tam historie o Starych, duchach, które nawiedzają trzęsawiska. Jednakże tylko wiedźmy są w stanie je zobaczyć, a w jej miasteczku bycie jedną z nich oznacza karę śmierci. Mimo iż uważa, że nie zasługuje na nic dobrego, Briona lęka się, co się stanie gdy jej sekret wyjdzie na jaw… I wtedy niespodziewanie w jej życiu pojawia się Eldrik, o złotych oczach i wspaniałej czuprynie jasnobrązowych włosów. Eldrik, który traktuje Brionę jako kogoś naprawdę wyjątkowego… Briona przekona się, że oprócz sekretów, które stara się ukryć, jest też wiele tajemnic, o których wcześniej nie miała pojęcia.
W raz z Eldrikiem zakłada klub braterski oraz... Briony zakochuje się w Eldriku.
"Zakochana w mroku" to książka, którą określiłabym mianem ekscentrycznej i to nie tylko ze względu na nietuzinkowy pomysł na fabułę. To także zasługa różnorodnych opinii na jej temat, a wiadomo - ile ludzi, tyle zdań. Przekonałam się na własnej skórze o wyjątkowości tego dzieła. Jesteście ciekawi? To zapraszam do lektury!

Franny Billingsley nie serwuje swoim czytelnikom tego, co już było. Nie przedstawia nam niewinnej głównej bohaterki. Co to, to nie! Briony ma siedemnaście lat i wraz ze swoją siostrą Rose mieszka w małej osadzie, zewsząd otoczonej niebezpiecznymi bagnami, w których czają się rozmaite stwory. Jednym z nich jest Bagnolud, który powoduje u Rose bagienny kaszel. Briony za wszelką cenę chce pomóc swojej siostrze. Czy jej to się uda? Na dodatek w życiu nastolatki pojawia się Eldric, z którym bardzo szybko nawiązuje nić porozumienia. Czy Briony w końcu mu zaufa i wyzna swoje tajemnice?

Briony to dziewczyna, która przez całą książkę ma wyrzuty sumienia. Tak jakby była winna całemu złu na świecie. Przyznaję, chwilami było to irytujące, ale też w pewien sposób stanowiło odmianę. Mam szczerze dość głupiutkich bohaterek powieści młodzieżowych (oczywiście nie mam na myśli wszystkich), a tutaj spotkało mnie zaskoczenie. Kreacja bohaterów w "Zakochanej w mroku" zasługuje na plus, szkoda, że znalazłam ich niewiele.

Moim zdaniem największym błędem autorki jest powolna, a chwilami wręcz nudna i monotonna akcja. To było najgorsze, co Billingsley swojej książce mogła zrobić. Pokuszę się o stwierdzenie, że momenty przesycone napięciem mogłyby uratować to dzieło. Pomysł jest ciekawy, ale przebieg akcji woła o pomstę do nieba, przez co "Zakochaną w mroku" czyta się naprawdę wolno, bo nie ma niczego, co by czytelnika do dalszego czytania zachęciło. To, czy przerwę lekturę na stronie setnej, czy na dwudziestym rozdziale nie zrobiło mi żadnej różnicy. 

Warsztat pisarski autorki jest dosyć... ciężki w odbiorze. Wcale nie jest prosty, jak można by przypuszczać, a z pewnością już nie spodoba się każdemu, szczególnie młodzieży, do której, jak przypuszczam, dzieło to jest skierowane. Język chwilami bywa poetycki, co też jest dosyć specyficzne i nie trafi w gust każdego.

Nie napiszę - polecam, bo mam mieszane uczucia. Z jednej strony, bez obaw mogę napisać: tego jeszcze nie było, ale z drugiej, chwilami naprawdę wkurzał mnie przebieg akcji czy język autorki. Brak było też jakiegokolwiek czynnika przyczynowo skutkowego, a niektóre wydarzenia nie miały najmniejszego sensu. Dlatego odpowiedzcie sobie sami na pytanie, czy chcecie zapoznać się z "Zakochaną w mroku".

CZYTAM FANTASTYKĘ, PARANORMAL ROMANCE.

środa, 25 września 2013

Eve Edwards - Alchemia miłości


Autor: Eve Edwards
Tytuł: Alchemia miłości
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 375
Moja ocena: 8/10
Kiedy w 1582 roku młody Will Lacey został hrabią Dorset, czekało go trudne zadanie. Zmarły ojciec zostawił majątek w ruinie i Lacey musiał jak najszybciej ożenić się z posażną panną, aby uratować swój ród. Na dworze Elżbiety I pełno było takich dam, lecz serce Willa biło mocniej tylko dla Ellie – ślicznej, uczonej dziewczyny, która nie posiadała nic poza bezwartościowym hiszpańskim tytułem. Gdy rodzina nalegała, aby Will poślubił lady Jane, piękną i bogatą szlachciankę, której majątek mógłby podnieść ich ród z upadku, młody hrabia stanął przed odwiecznym wyborem – serce czy rozum? Książka Eve Edwards jest mądrą opowieścią o miłości w trudnych czasach, podległych wielkiej polityce. Anglia, której król Henryk VIII narzucił przejście na protestantyzm, pod władzą Elżbiety I żyje obsesją katolickich szpiegów i zagrożenia ze strony Hiszpanii. Szlachcic z dworu królowej, który zakochał się w dziewczynie z hiszpańskim tytułem, wiele ryzykował… 

Eve Edwards jest uważana za mistrzynię powieści historycznych, tuż po Philippie Gregory. Jej Kroniki rodu Lacey cieszą się dużym zainteresowaniem, więc mam nadzieję, że i w Polsce zostaną ciepło przyjęte. Zdecydowanie na to zasługują!

Naszą główną bohaterką jest Eleanor Rodriguez- córka hiszpańskiej hrabiny i angielskiego alchemika. Dziewczyna po swojej zmarłej matce odziedziczyła jedynie tytuł szlachecki, a życie, które wiedzie ze swoim ojcem jest skromne i zależne od patronatu, którym zostaną objęci. Młodą Ellie i jej samotnego rodzica czytelnik poznaje w momencie, gdy zostają oni wyrzuceni z dworu Lacey Hall. Odpowiedzialny za to jest hrabia Dorset, Will Lacey, który obarcza winą za popadnięcie jego rodziny w długi fanatycznego alchemika. Uważa, iż szerzy on obłąkańcze wizje bez poparcia w przyszłości.

A więc, jak już wiadomo, rodzina Lacey czasy świetności ma dawno za sobą, a najlepszym sposobem na zmianę tego stanu rzeczy wydaje się ożenek najstarszego z braci - Willa. Pech chciał, że na dworze królowej Elżbiety I, gdzie wybrał się on na poszukiwania posażnej panny poznaje Ellie i powoli odkrywa, że dziewczyna nie jest taka, jaka mu się na początku wydawała, wręcz przeciwnie - jest inteligentną i zdolną młodą kobietą, która powoli zdobywa jego serce.

Jestem pełna podziwu dla warsztatu pisarskiego Edwards. Powieści historyczne - nie oszukujmy się - zazwyczaj nie podobają się każdemu i uchodzą za "ciężkie" w odbiorze. Bez obaw, tutaj tego nie ma! Autorka ma lekki, a do tego przystępny styl pisania, przez co czytając "Alchemię miłości" przyjemnie spędziłam czas, a całą książkę skończyłam szybko, pławiąc się w niezobowiązującej i trochę naiwnej powieści. Całość jednak okazała się świetną mieszanką, a sama Edwards wynalazła przepis na literacki sukces!

"Alchemia miłości" jest przepełniona wartką akcją, a motyw alchemii jest intrygujący i zdecydowanie nietuzinkowy. Tytuł także idealnie odnosi się do treści książki, a jak powszechnie wiadomo, nie zawsze tak jest. Sam romans wydaje się być przewidywalny i w istocie właśnie taki jest, mimo to wcale nie przeszkadzało mi to w czytaniu. Świetnie spędziłam czas i zdecydowanie nie należał on do zmarnowanych. Powieść ta spodoba się na pewno nie tylko fanom twórczości Philippy Gregory, ale trafi też do szerszej grupy czytelniczej. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kontynuację Kronik rodu Lacey.