my heaven of books

środa, 31 grudnia 2014

Stos #11/2014 i podsumowanie 2014

Witajcie!
Na dzisiaj przygotowałam dla Was zdjęcie ostatniego stosu z tego roku. Razem w 2014 opublikowałam ich 11. Miałam to zrobić wczoraj, ale jakoś miałam lenia i wypadło mi to z głowy. Lepiej późno niż wcale, prawda? A przecież nie chciałabym tworzyć zaległości na 2015 rok. :) Noale przechodzę do rzeczy.


1. Magdalena Witkiewicz - "Pierwsza na liście" - od wyd. filia do recenzji przedpremierowej. Moja pierwsza w życiu dedykacja!
2. Alex Kava - "Mroczny trop" - od wyd. Mira Harlequin
3. Diana Palmer - "Nora" - jw.
4. John Green, Maureen Johnson, Lauren Myracle - "W śnieżną noc" - prezent od siostry - (recenzja)
5. Sarah J. Maas - "Szklany tron" - z wymiany na LC
6. Sylvain Reynard - "Pokuta Gabriela" - od wyd. Akurat

Nie chciałabym Was zanudzać nudnym podsumowaniem i wymienianiem liczb, więc napiszę tylko, że w 2014 roku przeczytałam 105 książek, w tym przeczytałam sto stron "Mechanicznej księżniczki", ale wynik przejdzie już na następny rok. Baaardzo jestem z siebie dumna, jeśli chodzi o ilość przeczytanych książek. Wydawało mi się, że będzie ich mniej, a tutaj na LC ze zdziwieniem patrzę, że ponad setka.

Najlepsze przeczytane książki w 2014 roku to:
  • Tahereh Mafi - "Dotyk Julii" (recenzja)
  • Cassandra Clare - "Mechaniczny anioł" (recenzja)
  • John Green - "Gwiazd naszych wina" (recenzja)
  • Jennifer A. Nielsen - "Fałszywy książę" (recenzja)
  • Jennifer A. Nielsen - "Król uciekinier" (recenzja)
  •  Alexandra Bracken - "Mroczne umysły" (recenzja)
  • Cassandra Clare - "Mechaniczny książę" (recenzja)
  • Agnieszka Olejnik - "Zabłądziłam" (recenzja)
  • Tahereh Mafi - "Sekret Julii" (recenzja)
  • Mira Grant - "Blackout" (recenzja)
  • Alexandra Bracken - "Nigdy nie gasną" (recenzja)
  • Rebecca Donovan - "Powód by oddychać" (recenzja)
  • Samantha Shannon - "Czas żniw" (recenzja)
  • Michelle Hodkin - "Mara Dyer. Tajemnica" (recenzja)
  • Cecelia Ahern - "Love, Rosie" (recenzja)

To byłoby na tyle, jeśli chodzi o podsumowanie książkowe 2014 roku. Mam nadzieję, że rok 2015 będzie o wiele, wiele lepszy, nie tylko pod względem czytelniczym, ale także i prywatnym. Przede mną dużo stresu, matura, przeprowadzka, studia... Staram się być dobrej myśli. :)

Życzę Wam kochani w nadchodzącym Nowym Roku dużo zdrowia, udanej zabawy sylwestrowej, a przede wszystkim samych dobrych książek, które będziecie mogli pochłaniać godzinami!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

James Dashner - Więzień Labiryntu

Autor: James Dashner Tytuł: Więzień Labiryntu Wydawnictwo: Papierowy księżyc Liczba stron: 424

Jakiś czas temu miałam okazję wybrać się do kina na "Więźnia Labiryntu", ekranizację bestsellerowej książki Jamesa Dashnera pod tym samym tytułem. Niestety, nie udało mi się najpierw przeczytać pierwowzoru, więc sięgnęłam po niego dopiero po seansie kinowym. I cóż - mam dosyć mieszane uczucia, ponieważ początek nie należał do najłatwiejszych...

Thomas budzi się w okropnym miejscu. Ciemnej windzie, która nieubłaganie pnie się w górę. Najgorsze jest to, że chłopak nie tylko nie wie, gdzie ona zmierza, ale także nie pamięta niczego ze swojego życia, oprócz imienia.

W końcu winda zatrzymuje się, a Thomas odkrywa, że są gorsze rzeczy od braku wspomnień. Główny bohater bowiem ląduje w Strefie zamieszkiwanej przez innych nastolatków, miejscu zewsząd otoczonym Labiryntem, w którym czyhają przerażające kreatury. Wszystkich chłopców nurtuje pytanie, kto i dlaczego ich tam zamknął? A gdy w Strefie niespodziewanie pojawia się dziewczyna, wszystko nieubłaganie zmierza ku końcowi...

Jak już napisałam, ekranizacja tej historii naprawdę przypadła mi do gustu, co więcej, w kinie nie mogłam usiedzieć na miejscu, tak mi się spodobała. Nic dziwnego, że mój apetyt na przeczytanie książki ogromnie wzrósł, a gdy już byłam w trakcie jej lektury... nie czułam nic wyjątkowego. Ot, ciekawa dystopia, ale mało porywająca. Tak, wiem, wiem, to zapewne wina tego, że w pierwszej kolejności obejrzałam film. Jednak bardzo się cieszę, że nie porzuciłam czytania tak początkowo nudnej lektury, ponieważ im dalej w las, tym akcja przybiera coraz bardziej interesujące obroty. Co jest ważne, że wersja kinowa różni się znacznie od papierowej - twórcy oczywiście z grubsza zachowali jej sens i wydarzenia, ale zmienili je trochę, aby bardziej dopasować do filmu, co mi jak najbardziej odpowiada. Do czego zmierzam? Mianowicie do tego, że dzięki tym zmianom odczuwałam zaskoczenie i nie byłam skazana na nudną przygodę. Osoby, które nie miały przyjemności obejrzenia tej produkcji, będą zapewne bardziej zszokowane niż ja.

James Dashner zachwyca swoim warsztatem pisarskim. Jest on lekki i typowy w powieściach młodzieżowych, jednak wciąż potrafi wywoływać u czytelnika emocje i napięcie. Dopiero jednak w połowie doceniłam umiejętności tego autora. Wtedy już czułam, że nie będę mogła oderwać się od tej książki aż do samego końca, aż do momentu, gdy przeczytam ostatnią stronę. I właśnie tak było. Uwielbiam pisarzy, którzy potrafią na tyle zaciekawić, że aż nie chce się przerywać tak pasjonującej i absorbującej lektury, co nie zdarza się często.

Największym atutem "Więźnia Labiryntu" jest element zaskoczenia - jak już wcześniej wspomniałam - którym James Dashner dysponuje. Gdybym najpierw nie wybrała się do kina na film, każda strona zapewne by mnie zaskakiwała. Jestem jednak pewna, że osoby, które nie oglądały ekranizacji, będą czerpały przyjemność z czytania czegoś tak świeżego i ciekawego, posiadającego ogromny potencjał do wykorzystania. Dla mnie najbardziej intrygujące było wyjaśnienie dlaczego grupa nastolatków została zamknięta w Strefie, otoczonej przerażającym Labiryntem. Obawiałam się, że pisarzowi nie uda się wybrnąć z tego tematu w sposób, który zachęciłby czytelnika do sięgnięcia po kontynuację. Dashnerowi jednak to się udało. Wyjaśnił on ten wątek w sposób mało satysfakcjonujący, ale dobrze zarysowany, co gwarantuje, że sięgnę po sequel. Autor przecież nie może podać wszystkiego na tacy już w pierwszym tomie, bo gdzie w tym wszystkim napięcie?

"Więzień Labiryntu" to jedna z lepszych dystopii, jakie czytałam, a biorąc pod uwagę obecny rynek wydawniczy, to naprawdę coś.Wprawdzie autorowi nie udało uniknąć drobnych wpadek, m.in nużącego początku czy dosyć dziwnego slangu bohaterów, nie przeszkadzało mi to w lekturze. A odnośnie tej książki miałam wysokie oczekiwania, ponieważ film wręcz pokochałam, z całą obsadą, scenografią i fabułą. Książka jest jeszcze lepsza, ponieważ o wiele więcej wyjaśnia i traktuje wiele wątków w sposób bardziej rozbudowany i szczegółowy.

"Więzień Labiryntu" z pewnością spodoba się zagorzałym fanom dystopii, a także osobom, które poszukują nowych doznań czytelniczych. Tej powieści nie da się odmówić świetnego, lekko przerażającego klimatu. Ja już niedługo mam zamiar przystąpić do lektury drugiego tomu tej trylogii pt. "Próby ognia", a Was zachęcam do sięgnięcia po prequel.
Moja ocena: 7/10

piątek, 26 grudnia 2014

Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle - W śnieżną noc

Autor: Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle Tytuł: W śnieżną noc Wydawnictwo: Bukowy las Liczba stron: 335

Pod koniec listopada bieżącego roku blogi zalały informacje o nowej książce kultowego amerykańskiego pisarza John'a Green'a. W gwoli ścisłości, są to opowiadania trzech pisarzy, a nie tylko Zielonego: Maureen Johnson oraz Lauren Myracle. "Let it snow" w oryginalne ukazało się w 2008 roku, więc na polskie wydanie przyszło nam trochę czekać. Wydawnictwo Bukowy Las jednak idealnie się wstrzeliło w obecną porę, ponieważ "W śnieżną noc" zawiera trzy świąteczne historie, które spiszą się idealnie jako prezent pod choinkę. W każdym razie ja ją w taki sposób otrzymałam i od razu w Wigilię podekscytowana przystąpiłam do lektury. Jesteście ciekawi moich wrażeń?

W Wigilię małe miasteczko Gracetown zostaje zasypane przez śnieg. To jedno wydarzenie daje początek kolejnym powiązanym ze sobą historiom, które pozytywnie nastrajają czytelnika. Pokazują, że w magicznym, świątecznym czasie wszystko może się zdarzyć, każdy może otrzymać drugą szansę i odnaleźć miłość. Fabuła tych opowiadań jest ze sobą ściśle związana, dlatego należy je czytać z narzuconą kolejnością, czyli "Podróż wigilijna", następnie "Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy" oraz "Święta patronka świnek".

Zwróciliście uwagę na charakterystyczną szatę graficzną tej powieści? Charakterystyczną dla polskich wydań książek John'a Green'a. Zapewne większość osób widząc "W śnieżną noc" na półkach  stwierdziło entuzjastycznie: "Och, kolejna książka Zielonego, muszę ją mieć!". Muszę przyznać, że to świetny chwyt marketingowy, warto jednak zapamiętać, że są to trzy opowiadania, choć ze sobą powiązane, to napisane przez trzech różnych pisarzy. Niewątpliwie jednak na okładce rzuca się nazwisko Green'a, bo Maureen Johsnon i Lauren Myracle raczej nie są znane w Polsce. Sądziłam, że to twórca m.in "Gwiazd naszych wina" czy "Papierowych miast" powinien błyszczeć w tym świątecznym wydaniu. Nie mogłam się bardziej mylić.

Nie mogę powiedzieć, żebym była znawcą twórczości John'a Green'a, bo dotychczas przeczytałam tylko jedną jego książkę - "Gwiazd naszych wina". Nietrudno się domyśleć, że po prostu mnie zachwyciła i pokochałam ją całym sercem. Nie mogłam się więc doczekać, gdy zobaczę tego pisarza w innym wydaniu. Jego opowiadanie, te środkowe, czyli "Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy" okazało się dla mnie po prostu słabe. Zapewne w zamierzeniu miało być dowcipne i chwytliwe, ale w praktyce było nudne i odstawało od pozostałych dwóch świetnie napisanych historii. Najbardziej spodobało mi się opowiadanie "Podróż wigilijna", które pokazuje, że miłość można odnaleźć w najbardziej zaskakujących warunkach, chętnie bym widziała dalsze losy tych bohaterów w oddzielnym dziele. "Święta patronka świnek" także skradła moje serce, to ciepła i niesamowicie urocza historia, która ukazuje, że każdy człowiek może się zmienić. 

Najlepsze w przedstawionych historiach jest wszechobecność ciepłego klimatu, pomimo tego, że akcja ma miejsce w zimie. Nie od dziś wiadomo, że to, co obiecuje wydawca, nie zawsze okazuje się prawdziwe i przynosi jedynie rozczarowanie. Ja generalnie jestem uprzedzona do haseł zachęcających do kupna umieszczonych na przednich okładkach. Na szczęście w tym przypadku naprawdę są to świąteczne opowiadania o miłości, które mają specyficzną atmosferę. Wywołują u czytelnika ciekawość, powodując, że dzieło to wręcz się pochłania, a nie czyta. Mają po prostu swój urok.

Przy tej książce spędziłam świetnie kilka godzin, a zazwyczaj nie przepadam za opowiadaniami. Podobało mi się to, że historie zawarte "W śnieżnej nocy" ściśle do siebie nawiązują. Zostały świetnie napisane, przez co wywołują u czytelnika autentyczne emocje, u mnie było to głównie wzruszenie. Bije wręcz od nich świąteczny klimat, dlatego uważam, że jest to idealny sposób na spędzenie świątecznych dni. Polecam!
 "Wiem, że nikt nie jest idealny, a za każdą fasadą doskonałości kryje się skłębiony chaos kłamstw i sekretnych smutków (...)"
Moja ocena: 9/10