my heaven of books

niedziela, 5 października 2014

Philippa Gregory - Złoto głupców

Autor: Philippa Gregory Tytuł: Złoto głupców Wydawnictwo: Egmont Liczba stron: 339

Każdy fan powieści historycznych z pewnością słyszał o Philippie Gregory - uznawanej pisarce tego gatunku. Z wykształcenia Gregory jest historykiem, więc dobrze wie, o czym pisze. Międzynarodową sławę zyskała za sprawą książki "Kochanice króla", która doczekała się swojej ekranizacji. Zakon Ciemności to cykl jej autorstwa skierowany głównie do młodzieży, a jego poprzednie części to: "Odmieniec" oraz "Krucjata". Oba tomy miło wspominam, pozostawiły one po sobie dobre wrażenia, jednak odczuwałam pewien niedosyt. Jesteście ciekawi jak Philippa Gregory spisała się w trzeciej części pt. "Złoto głupców"?

Fabuła "Złota głupców" jest bardzo zbliżona do tych z poprzednich tomów, nie mogę napisać zbyt wiele bez zdradzenia istotnych faktów. Nasi młodzi podróżnicy Luca, Freize, Izolda i Iszrak otrzymali zadanie od przełożonego Luki, będącego Inkwizytorem. Tym razem trafiają do tętniącej karnawałową zabawą pięknej Wenecji, gdzie mają zbadać sprawę fałszerstwa monet. I tym razem na naszych bohaterów czeka wiele niebezpiecznych zadań...

"Złoto głupców" jest o wiele lepszą książką, niż jego poprzednicy. Z ciekawszą osią fabuły i o niebo bardziej interesującym umiejscowieniem. Powiedziałabym, iż jest to bardziej klimatyczna powieść, ze względu na miejsce, w którym rozgrywa się akcja. Wenecja to świetny wybór na perypetie głównych bohaterów, ponieważ można w nieskończoność opisywać piękność tego miasta, a tym samym zachęcić czytelnika do wgłębienia się w tę lekturę. Jednak oczywiście nie każdemu pisarzowi może się udać wcielić ten plan w życie, do tego trzeba mieć odpowiednie umiejętności pisarskie. I Philippa Gregory jak najbardziej je ma, bowiem właśnie jedną z największych zalet serii Zakon Ciemności są obrazowe opisy, które pozwalają niemal odczuć na własnej skórze aurę tętniącej zabawą Wenecji. Pisarka ta nie bez powodu jest nazywana królową powieści historycznych, jej książki są jednymi z najlepszych w gatunku, a sama Gregory z powodzeniem umie odzwierciedlić nie tylko fakty historyczne, ale także uczucia bohaterów i czasem nawet humor. A ta wybitna mieszanka to według mnie przepis na sukces.

W poprzednich tomach Philippa Gregory raczej delikatnie zarysowała wątek miłosny, subtelnie starała się nie wykorzystywać jego potencjału na jeden raz, ale dawkować go na kolejne części. Ten zabieg okazał się strzałem w dziesiątkę i pomimo, że zostawia czytelnika z uczuciem niedosytu, to także potęguje jego ciekawość. Powiem tylko tyle, iż w "Złocie głupców" romans nabiera większego rozmachu.

Podsumowując: "Złoto głupców" jest jeszcze ciekawszą opowieścią, niż "Odmieniec" czy "Krucjata" i świadczy o tym nie tylko przepiękna okładka, czy opis, ale przede wszystkim zawartość tej książki. Zakon Ciemności to cykl, którzy z pewnością przypadnie do gustu czytelnikom poszukującym lekkiej, ale absorbującej lektury na kilka wieczorów. Polecam!
" (...) Świat jest pełen tajemniczych zjawisk i tylko zadając pytania, ucząc się i badając, możemy cokolwiek zrozumieć."
Moja ocena: 7/10

piątek, 3 października 2014

Romantyczna seria: "Mała księżniczka" i "Dziewczę z sadu"

Autor: Frances Hodgson Burnett Tytuł: Mała księżniczka Wydawnictwo: Egmont Liczba stron: 283

Jestem pewna, że nie ma osoby, która by nie słyszała o klasyku, jakim jest "Mała księżniczka" autorstwa Frances Hodgson Burnett. To powieść, która chyba każdemu nieodłącznie kojarzy się z beztroskimi czasami dzieciństwa, gdzie nie było miejsca na smutki czy zmartwienia. Wydawnictwo Egmont jakiś czas temu wznowiło wydanie wielu klasyków i wśród nich znalazła się właśnie "Mała księżniczka". Nowe wydania są piękne, niezwykle klimatyczne i poręczne, a przede wszystkim przypomną wielu osobom o wspaniałych, lecz może nieco już zapomnianych książkach.

Sara Crewe ma wszystko, o czym tylko może zamarzyć siedmioletnia dziewczynka. Jej życie jest jak z bajki, usiane samą zabawą, baśniowymi historiami i pięknymi sukniami. Przez to wszystko razem wzięte mogłoby się wydawać, iż jest ona dzieckiem rozpieszczonym, ale wcale tak nie jest - to niezwykle skromna i empatyczna dziewczynka. Pewnego dnia musi opuścić rodzinne Indie wraz ze swoim ukochanym ojcem i zamieszkać na pensji dla dziewcząt w Londynie. W tym miejscu jest nieustannie hołubiona i wystawiana na podest. Jej dobre i poukładane życie zmienia się niewyobrażalnie, gdy w dniu swoich jedenastych urodzin Sara dowiaduje się, iż jej ojciec umarł i popadł w bankructwo. Od tamtej pory zostaje zmuszona do pracy jako służąca, zamieszkuje zimny strych i jej jedynym ukojeniem jest nieograniczona wyobraźnia...

To niesamowite uczucie, móc znowu przeczytać tę magiczną opowieść będącą źródłem tak wielu istotnych wartości. Nasza główna bohaterka, Sara budzi tak ogromną sympatię, że czytelnik już od pierwszych stron zostaje zaciekawiony jej losami. To mądra, bystra, ale także i niezwykle sympatyczna i pomocna dziewczynka. Jednocześnie jest ona idealną postacią, która ukazuje co tak naprawdę jest ważne w życiu: nie są to pieniądze, a przyjaźń. I właśnie przez ten aspekt "Mała księżniczka" idealnie nadaje się na lekturę dla każdego, bez względu na wiek, jest to bowiem książka ponadczasowa. Jeśli jakimś cudem jeszcze nie przeczytaliście tej baśniowej historii, to musicie szybko to zmienić!
"Cokolwiek się zdarzy - powiedziała sobie - jedna rzecz wszakże się nie zmieni. Choćbym była księżniczką w łachmanach, jednakże i wtedy potrafię zachować swą godność książęcą. Łatwo być księżniczką gdy jest się odzianą w złote szaty, ale znacznie większy triumf - pozostać nią nawet wtedy, gdy nikt o Tobie nie wie."
Moja ocena: 8/10

Autor: Lucy Maud Montgomery Tytuł: Dziewczę z sadu Wydawnictwo: Egmont Liczba stron: 190

Lucy Maud Montgomery to ponadczasowa pisarka, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ogromną sławę przyniosła jej seria Ania z Zielonego Wzgórza, jednak tym razem będę pisała o innej powieści, która wyszła spod jej pióra.

Głównym bohaterem, a zarazem jej narratorem tej historii jest dwudziestoczteroletni Eric Marshall, świeżo upieczony absolwent college'u. Pewnego dnia jego przyjaciel, Larry prosi go o przysługę: ma on zastąpić go w szkółce w Charlottetown na Wyspie Księcia Edwarda. I to wydarzenie na zawsze odmienia życie tego młodego mężczyzny. Spacerując po okolicy Eric zauważa zaniedbany, stary sad i wiedziony piękną muzyką wydobywającą się ze skrzypiec idzie dalej, w jego głąb. Tam zauważa niesamowitą dziewczynę, o niespotykanej urodzie, w której się zakochuje. Los jednak przygotował mu kilka niespodzianek...

Przyznaję, że nie czytałam osławionego cyklu Ania z Zielonego Wzgórza, oglądałam jedynie jego ekranizację, a jak powszechnie wiadomo, filmy nie zawsze odzwierciedlają piękno papierowej wersji. Jednak nie o tej serii Lucy Maud Montgomery chciałam pisać, tylko o jej innej powieści, która niesamowicie mnie urzekła i jej tytuł to: "Dziewczę z sadu". Ostatnio z twórczością Montgomery zetknęłam się przy okazji lektury "Błękitnego zamku", który również jest częścią Romantycznej serii wydawanej nakładem Wydawnictwa Egmont i już wtedy ta klasyczna pisarka mnie po prosto oczarowała.

"Dziewczę z sadu" ma ten magiczny klimat i aurę, które zostały zarezerwowane dla klasyków, ale nawet i to nie jest zawsze pewne. Jest coś uroczego i fascynującego w czytaniu książek, które niestety, ale w obecnych czasach zostały chyba trochę odsunięte w bok. A szkoda, bo wśród nich są powieści, które wielu osobom bez wątpienia by się spodobały. Lucy Maud Montgomery ma świetnie wypracowany warsztat pisarski, który jest bardzo obrazowy i lekki, zawiera wiele pięknych i dopracowanych opisów urozmaicających całą lekturę.

"Dziewczę z sadu" to niestety powieść, która nie ma zbyt wielu stron, bo zaledwie 190. Mimo to, autorka skutecznie zainteresowała mnie fabułą. Jest coś ponadczasowego w czytaniu tak delikatnej i pierwszej miłości, którą przeżyli bohaterowie tej książki. Polecam!
"Nieuchwytna, przejmująca melodia dziwnie pasowała do tego czasu i miejsca. Słychać w niej było westchnienie leśnego wiatru, niesamowity szept traw na które opada rosa białe myśli "czerwcowych gwiazdek", wesołość kwiatów jabłoni, echa dawnych śmiechów, pieśni i szlochów rozlegających się niegdyś w tym sadzie, a poza tym był tam tęskny płacz, jakby coś chciało wyrwać się na wolność i wypowiedzieć."
Moja ocena: 7/10

środa, 1 października 2014

Przedpremierowo: Warren Ellis - Wzorzec zbrodni

Autor: Warren Ellis Tytuł: Wzorzec zbrodni Wydawnictwo: SQN Liczba stron: Premiera: 4 października
 
Nikt by nie pomyślał, że to może się stać. Nikt by nie przypuszczał, że akurat TEN dzień odmieni życie nowojorskiego detektywa Johna Tallowa. Tak się jednak stało.

To miała być rutynowa akcja, której finał okazał się tragiczny. Tego dnia zginął partner Tallowa, a on sam odnalazł niepokojącą kolekcję broni w starej kamienicy, która być może jest powiązana z ogromną ilością morderstw. I to mu jego przełożona przypisała tę sprawę wiedząc w zasadzie, iż jest ona stracona i niemożliwa do rozwikłania. Naszego głównego bohatera cechuje jednak nieustępliwość i... szaleństwo, które łączy go z mordercą. Ostatecznie tylko szaleniec może stawić czoła szaleńcowi.

Już po kilkunastu stronach lektury "Wzorca zbrodni" zorientowałam się, iż będzie to dosyć specyficzna książka w swojej wymowie. Nawet wśród kryminałów. Ma ona dosyć interesujący klimat, który spodoba się określonej grupie czytelników. Jest - powiedziałabym - szorstki, ostry, pełen nierówności i kątów, ale przy tym prawdziwy. I mi ta prawdziwość się spodobała. Warren Ellis napisał dosyć naturalistyczną powieść, która jest realna i brutalna, pełno w niej przekleństw i szaleństwa. I ja tą kombinację szaleństwa z kryminałem czytałam z zapartym tchem. Nie lubię, gdy autorzy tego gatunku przejaskrawiają niektóre wydarzenia, starają się na siłę wykreować brutalną akcję, w efekcie tworząc sztuczną fabułę bez żadnego polotu. Ellisowi udało się nie przesadzić w żadną stronę i stworzyć bardzo dobrą w swoim gatunku powieść z interesującym pomysłem, równie ciekawymi osobowościami, a przede wszystkim z szybko mknącą akcją. Naprawdę świetnie spędziłam czas podczas czytania tego dzieła.

W momencie, gdy John Tallow zostaje przydzielony do tej - beznadziejnej - mogłoby się wydawać sprawy, czytelnik w pewien sposób mu współczuje. Inni bohaterowie powieści zresztą też to robią - wszyscy wydają się być przekonani, iż poniesie on sromotną klęskę. Jednak jak już wspomniałam, tego mężczyznę cechuje nieustępliwość i uparte dążenie do celu. Im bardziej ludzie w niego wątpią, tym bardziej jest on zdeterminowany, aby doprowadzić tę zagadkę do końca. Ja wraz z nim przeżywałam tę pełną intryg podróż, w której detektyw za wszelką cenę chce odkryć wzorzec zbrodni, co koniec końców doprowadzi do złapania mordercy.

To, co najbardziej lubię w kryminałach to wzbogacenie powieści przemyśleniami czarnych charakterów, w tym przypadku samego mordercy, któremu wydaje się, że jest nieuchwytny. Warren Ellis także zdecydował się na ten interesujący zabieg, który pozwala czytelnikowi choć na chwilę wejść w umysł nieobliczalnego psychopaty. W "Wzorcu zbrodni" jest nim bohater, który sam siebie nazywa łowcą.

Spodobał mi się przekład oryginalnego tytułu na język polski, bowiem "Wzorzec zbrodni" okazał się bardzo trafnym wyborem w odniesieniu do treści. W pewnym momencie wszystko dla czytelnika staje się jasne, klarowne, ale żeby do tego doszło, to główny bohater, John Tallow musiał najpierw rozwikłać wzorzec zbrodni, a dopiero później spróbować złapać mordercę.

"Wzorzec zbrodni" to dobry, ale niepozbawiony wad kryminał. Akcja raz mknęła szybko, dynamicznie, tylko po to, aby za chwilę zwolnić i niemiłosiernie nudzić, co niepotrzebnie mnie rozstrajało i nie pozwalało w pełni zaangażować się w lekturę. Urzekło mnie to, iż "Wzorzec..." jest tak specyficzny, tak tajemniczy i tak mroczny, że po jego przeczytaniu czytelnik na pewno będzie go jeszcze długo pamiętał i z pewnością ciężko będzie mu natrafić na inną, podobną książkę. Ta brutalność sprawia, iż jest to to powieść, która zawsze będzie się wyróżniać i jeśli tylko gustujecie w podobnych klimatach co ja - nie wahajcie się z przeczytaniem tego dzieła!