my heaven of books

niedziela, 8 grudnia 2013

H.J Rahlens - Nieskończoność


Nieskończoność - Holly-Jane RahlensAutor: H.J Rahlens
Tytuł: Nieskończoność
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 456
Moja ocena: 8/10
Do tej pory z serii "Poza czasem", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont miałam okazję przeczytać kilka książek. Żadne z tych dzieł mnie nie rozczarowało, wręcz przeciwnie, pokochałam je za magię, którą ze sobą niosą. Cykl ten jest pełen gorącej miłości, dynamicznej akcji i wspaniałych bohaterów. Nic więc dziwnego, że bez najmniejszych oporów sięgnęłam po "Nieskończoność". Jesteście ciekawi czy przepiękna okładka dorównuje treści? W takim razie nie trzymam Was dłużej w niepewności!

Akcja rozgrywa się w przyszłości, jest rok 2264. Po Mrocznej Zimie zapanował w końcu spokój. Średnia długość ludzkiego życia wynosi sto pięćdziesiąt lat, ponadto obowiązuje wszechobecny kult technologii. Papierowe książki wyszły z użycia, posługują się nimi tylko nieliczni. Podobnie jest z zaimkiem "ja", którego powszechnie już się nie stosuje, ważniejsze bowiem jest dobro ogółu niźli jednostki. W takim rozwiniętym technologicznie świecie mieszka Finn Nordstrom, dwudziestosześcioletni historyk i tłumacz martwego języka niemieckiego. Jego życie przybiera nieoczekiwany obrót, gdy zostaje poproszony o przetłumaczenie pamiętników prowadzonych przez nastolatkę z XXI wieku.

Od razu pragnę zaznaczyć, iż grupą docelową tejże lektury wcale nie jest młodzież, jak można by przypuszczać. Co to, to nie! Już sam wiek głównego bohatera pozwala domyślić się czytelnikowi, iż nie mamy tutaj do czynienia z naiwną, ckliwą opowiastką, chociaż... Nie ukrywam, iż początkowo miłość ukazana w tej książce nie jawiła mi się w kolorowych barwach. Zaczęłam myśleć: "Boże, tylko nie to, niech autorka nie zepsuje tego romansu!", im dalej w las, tym miałam gorsze przeczucia, ale... Na szczęście zostałam zaskoczona! Początkowe obawy przerodziły się w zachwyt, gdy na moich oczach zaczęła rodzić się piękna i dojrzała miłość. Wątek miłosny zdecydowanie przypadł mi do gustu, a przede wszystkim nie okazał się płytki (a to bardzo ważne!).

"Nieskończoność" jest książką nietuzinkową i w tym przypadku mogę to napisać bez żadnych obaw. Futurystyczna wizja świata zaprezentowana przez H.J Rahlens jest naprawdę nietypowa w każdym tego słowa znaczeniu. Czytelnik nie znajdzie tutaj oklepanych, sztampowych rozwiązań, bowiem dzieło to obfituje w oryginalność, która została zaprezentowana w umiejętny sposób. Pomyślcie - mamy tutaj do czynienia z naprawdę zaawansowanie rozwiniętą technologią, więc z góry założyłam, że niektóre wątki pewnie będzie ciężko mi zrozumieć. Bardzo się myliłam, autorka na szczęście nie wdawała się w zawiłe wyjaśnienia fizyki czy jakichkolwiek innych procesów. Niestety, ale bardzo zawiodła na samych opisach jak ta wizja przyszłości przez nią ukazana w ogóle wygląda, przez co nie miałam żadnego punktu odniesienia. Co ja miałam sobie wyobrażać, gdy nie było plastycznych opisów tejże przyszłości? Nie dowiadujemy się o czymś tak prozaicznym, jak ubiór bohaterów, czy np. tego jak wyglądają sklepy, restauracje w 2264 roku. To wydaje się mało znaczące, ale mimo wszystko trochę ujęło "Nieskończoności".
Skoro już jestem przy opisach... To wypada wspomnieć o Mrocznej Zimie, wydarzeniu, które zmieniło bieg ludzkości. No właśnie. Coś tak ważnego nie powinno być potraktowane po macoszemu, co tutaj miało miejsce. Odniosłam wrażenie, że autorka zaledwie "ruszyła" ten wątek, zarysowała go, ale nic poza tym.
"Czytanie sprawia, że człowiek czuje się połączony z doświadczeniami innych i dzięki temu mniej dziwny".
Spodobał mi się celowy zabieg ze strony autorki, jakim jest szczątkowe ukazywanie tajemnic, przez co książkę tą naprawdę czyta się z wypiekami na twarzy. W coraz dalszych rozdziałach wszystko w końcu zaczyna być jasne i układa się w spójną, niezachwianą całość. Ponadto język, którym posługuje się H.J Rahlens do typowych nie należy. Myślę, że raczej nie spotka się go w typowych "młodzieżówkach", ale to dobrze, bo "Nieskończoność" właśnie wyróżnia się tą swoją nietypowością. W dużej mierze winna jest temu fabuła, w końcu w futurystycznej wizji świata dosyć ciężko jest nie operować naukowym słownictwem. Jednak gdy już przyzwyczaiłam się do niego, odkryłam, jak przyjemnie i płynnie czyta się to dzieło.

"Nieskończoność" nie jest lekturą idealną, ma swoje wady, które na szczęście nie przyświecają zalet. To czytadło nie przypomina nic, co bym wcześniej czytała. W genialnym stylu wpasowuje do klimatu innych książek z serii "Poza czasem". H.J Rahlens połączyła piękną, stopniowo rodzącą się miłość z intrygami, które czytelnik za wszelką cenę chce rozwiązać. A teraz odpowiem sobie na pytanie, które zadałam na początku swojej recenzji. Tak! Przepiękna okładka zdecydowanie dorównuje treści, która jest równie delikatna i czarująca, i adekwatna do tego, co znajdziemy w środku. Polecam!

piątek, 6 grudnia 2013

Serialowy kącik: Gotowe na wszystko, sezon 1

Pamiętacie, że kilka miesięcy temu na moim blogu powstał "Filmowy kącik", w którym miałam luźno recenzować obejrzane filmy i seriale? Przyznaję, że całkowicie go zaniedbałam. Obiecuję jednak poprawę, a na jej dowód przychodzę do Was z moimi spostrzeżeniami na temat hitowego, zakończonego w 2012 roku serialu, po ośmiu latach emitowania. Mowa oczywiście o "Gotowych na wszystko".
http://www.chlomo.org/chan/movies/src/1364082567641_desperate-housewives-poster.jpg

Głównymi bohaterkami "Gotowych na wszystko" jest pięcioro "zdesperowanych" mieszkanek Fairview, a konkretnie jego ulicy - Wisterii Lane. Każda z nich jest inna, ale na swój zabawny sposób kobiety uzupełniają się. Susan Mayer jest ilustratorką bajek dla dzieci, rozwódką i matką nastoletniej córki. Lynette Scavo jest zapracowaną matką kilkorga dzieci. Gabrielle Solis jest piękną i zgrabną mężatką, która była niegdyś modelką. Bree Van De Kamp jest idealną poukładaną gospodynią domową. Każda z nich wiedzie sielskie życie, a przynajmniej tak się wydaje z pozoru, bowiem jak każdy mieszkaniec Wisterii Lane skrywają one swoje własne sekrety. Mała społeczność wydaje się wychodzić z założenia, że czegoś nie widać, tego nie ma, a najważniejsze jest, aby dobrze umieć ukrywać swoje "brudy".

Motywem napędowym fabuły pierwszego sezonu jest śmierć jednej z przyjaciółek czwórki kobiet, Mary Alice Young. Główne bohaterki pragną za wszelką cenę poznać powód, dla którego szczęśliwa dotąd mężatka i matka miałaby popełnić samobójstwo.

Nie będę tutaj ściemniać, że serial od początku mnie urzekł. Bo tak nie było. Sielski klimat, bogate rodziny z pięknymi domami to raczej nie jest moja bajka. Jednak nasłuchałam się tyle dobrego o "Gotowych na wszystko", że po prostu musiałam się przekonać, co jest tak czarującego w tym serialu. I powiem Wam, że przekonałam się o prawdziwej magii kryjącej się za tą produkcją.

Pierwsze dziesięć odcinków jakoś obejrzałam, w sumie obojętna, bez jakiegoś wielkiego zaangażowania, chociaż od razu polubiłyśmy się z głównymi bohaterkami. Ich kreacja jest powalająca i dosłownie to mam na myśli. Są tak śmiesznie różne od siebie, a mimo to potrafią się ze sobą dogadać i zwyczajnie się przyjaźnią (raz w tygodniu zawsze spotykają się na partyjce pokera, która jest idealnym momentem do plotkowania). Dobra, a teraz wchodzimy w drugą połowę sezonu pierwszego i... totalna bajka, tak się wciągnęłam, że nie chciałam iść czytać, uczyć się ani robić cokolwiek innego.

"Gotowe na wszystko" to serial dla każdego, przedział wiekowy wydaje się tutaj nie obowiązywać. Produkcja ta niesamowicie wciąga, dosłownie pochłania się odcinek za odcinkiem. Mroczne sekrety wcale nie są tak łatwe do rozszyfrowania jak się wydaje. Wszystko to jest zapakowane w bajkowy klimat, chwilami rozbrajające i zabawne dialogi oraz genialny dobór obsady. Polecam, a tymczasem ja wracam do sezonu drugiego.:)

Moja ocena: 8/10

wtorek, 3 grudnia 2013

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Obrońca nocy

Obrońca nocy - Agnieszka Lingas-Łoniewska
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Tytuł: Obrońca nocy
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 304
Moja ocena: 6/10

Twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej jest mi dobrze znana, przeczytałam bowiem kilka jej dzieł, jedne podobały mi się mniej, drugie bardziej. Mimo to, gdy tylko zauważyłam "Obrońcę nocy" byłam ciekawa, jak nasza rodzima pisarka spisze się w fantastyce. Jesteście ciekawi moich dosyć, delikatnie rzecz ujmując, mieszanych wrażeń?

Przenosimy się do Miasta Aniołów, gdzie mieszka dziennikarka śledcza Melisa Mallory. I to nie byle jaka dziennikarka, ale najlepsza w swoim fachu. Ostatnie jej artykuły skupiają się na niebezpiecznym narkotyku o nazwie ToxicCristal, który niesie za sobą coraz większą liczbę ofiar. Sytuację stara się uratować Nocny Łowca, samozwańczy superbohater miasta, który chce ocalić bezbronnych, stojąc na granicy prawa i walcząc o bezpieczeństwo w mieście.
Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy firma, w której pracuje główna bohaterka zostaje wykupiona przez Maseratti Enterprises, na czele której stoi niebywale przystojny i groźny James Maseratti. Ścieżki tych dwojga, chociaż nie powinny, krzyżują się.
Jak dalej potoczą się ich losy?
"Obrońca nocy" zraził mnie najbardziej jednym, bardzo istotnym, o ile nie najważniejszym elementem w całej fabule powieści: miłością, a konkretnie jej wykonaniem. Uwaga, teraz najlepsze! Bohaterowie zakochują się w sobie na przełomie kilku dni. Nie, że są sobą oczarowani i w ogóle, ale darzą się taką miłością, która jest jedna na całe życie. Po przeczytaniu tej książki zaczęłam się zastanawiać, czy to po prostu ja nie jestem romantyczką albo nie jestem naiwna. Którą z tych dwóch opcji wolicie?

Zastanawiam się, czy autorka może wymyślić coś nowego, bo póki co, jak dla mnie "Obrońca nocy" jest powieścią sztampową, która uparcie trzyma się schematu innych dzieł Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Tylko, że tutaj mamy do czynienia z fantastycznym tłem. Szybko pędząca akcja, błyskawiczny romans, szczypta przeciwności losu i mamy przepis na idealne kobiece czytadło. W sumie z tym, czy idealne mogłabym polemizować, ale nie wdawajmy się w szczegóły. O ile taki wzór na początku mógł ciekawić, uprzyjemnić czas, o tyle po kolejnych zapoznaniach się z książkami tej pisarki zaczyna to po prostu okropnie i niemiłosiernie nudzić. W efekcie, "Obrońca nocy" najwyraźniej w świecie niczym mnie nie zaskoczył, chociaż nie jest to winą warsztatu pisarskiego autorki, który jest naprawdę dobry. Bardzo przystępny, przez co lekturę tę czyta się błyskawicznie.

"Obrońca nocy" obfituje w takie perełki jak: "A teraz... teraz ją straciłem, chociaż tak naprawdę nigdy nie była moja" czy "A jak mogłem z nią walczyć, skoro miała nade mną władzę absolutną...?" Autorka sili się na artyzm, patos i zwyczajnie przesadza. Za dużo w tym melodramatu.

Pozytywny akcent jest taki, iż Melisa Mallory jest ciekawą główną bohaterką. Należy do tych kobiet, które uparcie bronią swoich racji i nie dają sobie w kaszę dmuchać. Nie irytowała mnie (wbrew pozorom to jest bardzo dużo!), zaskarbiła sobie moją sympatię. James Maseratti to za to inna bajka. Przystojny, bogaty, odważny, idealny, a zarazem... nierealny po prostu.

Powinnam przestać się pastwić nad tą biedną książką, więc przechodzę do meritum. Wbrew wymienionym przeze mnie wadom "Obrońca nocy" jest warty przeczytania. Na pewno wiernym fanom Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i wielbicielom lekkich romansów z fantastycznym tłem powieść ta przypadnie do gustu. Żałuję, iż tak mało było tej fantastyki w fantastyce. Gdyby zrezygnować z niepotrzebnej przesady, za mocno uwidocznionego wątku miłosnego lektura ta pewnie spodobałaby mi się o wiele bardziej. A tak jest zwykłe 6.